Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

25-lecie zespołu ZEJMAN i GARKUMPEL - wywiad z Mirkiem Kowalewskim

Wywiady

Mirosław "Koval" Kowalewski - wspólzałożyciel zespołu "Zejman & Garkumpel", piosenkarz, gitarzysta, kompozytor, tekściarz,  poeta, mistrz gawędy, jeden z najbardziej cenionych i lubianych konferansjerów na imprezach szantowych, wielokrotnie ...

Mirosław "Koval" Kowalewski - wspólzałożyciel zespołu "Zejman & Garkumpel", piosenkarz, gitarzysta, kompozytor, tekściarz,  poeta, mistrz gawędy, jeden z najbardziej cenionych i lubianych konferansjerów na imprezach szantowych, wielokrotnie nagradzany na najważniejszych festiwalach szantowych w Polsce, autor nieśmiertelnej "Samanthy", Juror  w konkursach debiutów, wielokrotnie obecny w programach telewizyjnych o tematyce marynistycznej, rezyser słynnych "koncertów dla dorosłych", rewelacyjny specjalista od organizacji "koncertów dla dzieci", wieloletni felietonista magazynu "Żagle", felietonista Magazynu Miłosników Pieśni Morza "Szantymaniak", elektryk.

Mirosław Kowalewski: Na początek rozmowy bardzo ważna deklaracja! W moim wieku się nie kłamie, bo już się... nie musi! Czasami pomija się to i owo. Ale, jak mówi klasyk: "Prawda jest jak d..., każdy ma swoją!".  I tak jest z moimi odpowiedziami: są szczere i prawdziwe. Choć może czasami ta prawda jest bardzo... moja!

 

Maciej Jędrzejko: W roku 2010 wielki jubileusz 25-lecia grupy Zejman & Garkumpel. Jak się czujesz w związku z tym?

Teraz już dobrze! Ale trzeba było mnie (i młodszych kolegów z kapeli) spytać o to parę lat temu, gdy za kulisami festiwalu (chyba w Łaziskach...) z wyraźnie sugerowanym zamiarem autopromocji, nadymając muskulaturę torsu, podeszliśmy do ślicznych, młodych dziewcząt z jakiejś kapeli. One zaś na nasz widok grzecznie wstały... z szacunkiem dla wieku ustępując nam miejsca siedzące!!!

Ja już pogodziłem się z cudownym upływem czasu. Cenię sobie świadomość, że już nic nie MUSZĘ. A jeszcze nie mam świadomości odcinania kuponów od byłej sławy, gdyż ciągle nasze nowe piosenki są nagradzane choćby na "Shanties" w Krakowie. Nie ma sezonu bez premier. Choć popularność "Samanthy" osiągnąć niełatwo, wierzymy, że wylansujemy jeszcze prawdziwy przebój. I czuję się z tym doskonale!

A poza tym: wspaniale jest być chodzącą encyklopedią, pamiętającą czasy, gdy nie było komórek, Internetu, supermarketów oraz czasy reaktywacji Czterech Refów i gdy Marek jeszcze był... Siurawski!

 

Jak wytrzymaliście ze sobą tyle lat?

To proste. Nie mam pojęcia!!! Jestem brzydki, gruby, stary i niebogaty, ale mam w życiu ogromne szczęście do ludzi, których los stawiał na mej drodze. To pytanie warto by zadać reszcie kapeli. Chyba się po prostu lubimy! Nawet na wakacje jeszcze ze sobą jeździmy - dziwne!

 

Każdy zespół miewa problemy wewnętrzne - jak Zejman radził sobie ze "smugami cienia"? Ile mieliście takich superkryzysów przez to ćwierćwiecze i jak z nich wyszliście?

Może zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale jakoś nie było powodów do konfliktów. A zresztą szkoda czasu na kryzysy, gdy wkoło tyle fajności się dzieje. A poza tym komu by się chciało. Kiedyś jakaś młoda wschodząca gwiazdka dziennikarstwa zadała mi pytanie o największy sukces Zejmana. Po namyśle doszedłem do wniosku, że to fakt, iż nigdy się na serio nie pożarliśmy!

Każde z nas ma inny charakter, a jednak konfliktów, takich na serio... nie było! Jeśli był jakiś kłopot w kapeli, to raczej ze mną, gdy 15 lat temu nie radziłem sobie dobrze z kryzysem wieku średniego. Jak oni ze mną wytrzymali...?! Należy im się pomnik! Okres gorzałkowej kreatywności już mamy dawno za sobą (obecnie ćwiartka na 6 osób przez trzy dni na "Shanties"!), więc nie ma sytuacji...

Twórczych sporów nie ma, bo ja uznaję profesjonalizm muzyczny reszty kapeli (absolwenci akademii muzycznych!), a oni cierpliwie, bez specjalnego sarkania obrabiają zawodowo moje molowe wypociny, by jakoś brzmiały... Jeśli uznają, że coś muzycznie tak ma być, to ja przyjmuję ich sugestie z absolutną pokorą, ponieważ nie mam pojęcia o nutach, formie, kontrapunkcie i kompozycji. A efekty ich profesjonalizmu słychać na estradzie.

 

Kiedy zaczynaliście, ty byłeś GARKUMPLEM, a kto był ZEJMANEM i co się z nim teraz dzieje?

Romek Wojciechowski jest obecnie udziałowcem swojej żony, trójki doroślejących dzieci i firmy automatyzującej sterowalność obrabiarek. On dokonał wyboru mądrego. Ja... ciekawego!

 

Jaki jest obecny skład zespołu?

Monika Szulińska: przykuwa uwagę słuchaczy urodą, umiejętnościami  i ekspresją działań. Bez niej "Zejman" byłby ponurym samcowiskiem. Tadzio Melon: smyczkomistrz, zwierz estradowy, nadzorca aranżacyjny, niekwestionowany autorytet muzyczny. Marcin Lemiszewski: pałkownik krzyżacki, dowód na umowność 24-godzinnego cyklu dobowego, pogodzi ogień z wodą, pod warunkiem, że wie o takim zadaniu kilka godzin wcześniej. Adaś Rakowski: bassmanager, niezawodny w każdej sytuacji. Zbyszek Murawski: wokalista, autor, mistrz gitarki i fujarki, zespołowy Makgajwer. I ja. Stary Kowal: podopieczny zespołu Zejman & Garkumpel.

Ile płyt wydał zespół Zejman & Garkumpel?

Wydaliśmy 4 płyty (w tym dwie dla najmłodszych bez względu na ich wiek!) oraz 5 kaset. Ponadto jedną kasetę wydała z "Zejmanem" Asia Neuhoff von der Ley jako solistka. Czy to dużo na 25 lat? Nie wiem... Są wykonawcy o większej ilości wydawnictw. Ale czy ilość przechodzi w jakość, to już oceniają słuchacze. Teraz nagrywamy okazjonalny dwupłytowy projekt. Będą to nasze pierwsze płytowe nagrania live dla dorosłych i dla dzieci.  Zresztą zapraszamy wszystkich na naszą stronę internetową: www.zejman.com.pl - tam są wszystkie informacje.

 

Jak to się stało, że prosty elektryk z Warszawy został gwiazdą polskich szant?

Mów mi tak! I to słowo: gwiazda!! Tak mile łechce moją próżność. Ale niestety! Nie jestem gwiazdą "szant", bo ich nie śpiewam! Jeśli już, to jestem rozpoznawalnym rzemieślnikiem śpiewnych autoemocji uprawiania muzyki wiatru, wody i przygody. Po prostu miałem cholerne szczęście bycia na początku czegoś nowego. Konkurencja była mniejsza, więc i łatwiej było o sukces. Wykonawców na palcach jednej ręki można było policzyć. Potem była wielka moda na "szanty" i na nasze produkcje, więc załapaliśmy się na radio, TV i inne poranne audycje. Z czasem moda przeminęła, los odsiał tych, którzy nie podjęli decyzji o kontynuacji i tyle! My zostaliśmy, gramy i mimo poczucia oddechu młodszych wykonawców  na naszych plecach, robimy swoje. Myślę, że gdybym dziś zaczynał, miałbym przerąbane...

 

Mirku, czy to wypada szanującemu się panu pod pięćdziesiątką tak trzepać grzywą - co uwieczniono na jednym z waszych ostatnich teledysków?

Nagrywanie teledysku trwało 12 godzin. Zmęczenie objawiało się czasową głupawką wykonawców, którą cichcem nagrywano i tak powstał ten niezamierzony, śmieszny filmik. Jeśli zaś chodzi o trzepanie grzywą: a czym mam trzepać w moim wieku, gdy jedynym elementem mojego wyposażenia, jeśli chodzi o długość jest... grzywa? Młodsi koledzy z zespołu mają więcej możliwości, czego im szczerze zazdroszczę. A tak, to sobie przynajmniej pokątnie grzywą... potrzepię!

 

Jaki jest sens nagrywania teledysków ?

W dobie wszechobecnego Internetu są tylko dwie możliwości: albo to, co robimy, dotrze do ludzi dzięki przypadkowym nagraniom z telefonu komórkowego (czego dramatyczne "efekty" możemy oglądnąć na YouTubie!), albo ucywilizujemy naszą pracę, uważając, że jest tego warta. Albo godzimy się tylko na niezależną od nas przypadkowość przekazu, albo licząc się z kosztami, dajemy alternatywę. Chodzi o zwykły szacunek dla słuchaczy i samego siebie! Ponadto teledysk jest zawsze materiałem do ewentualnej prezentacji w mediach, kablówkach i do promocji. Oczywiście dotyczy to tylko tych, którzy chcą dać szansę poznania swej roboty większej ilości odbiorców. A poza tym teledyski są cudownym świadkiem zmienności wszechrzeczy! Fajnie wyglądaliśmy 20 lat temu? Prawda, jak wiele się zmieniło? Eeeech! Oddałbym wiele, by zobaczyć nagrane pierwsze występy Banana Boat

 

To akurat jest do zrobienia. Kilka lat temu Michał Gramatyka zrobił nam prezent i wrzucił na forum kilka staroci... miałem jeszcze wówczas długie włosy i byłem chudy... Ale wracając do was i do YouTube - można znaleźć tam sporo ciekawych archiwaliów z czasów, kiedy z gitarą pojawiałeś się w TV jako młodzieniaszek. Powstał nawet kanał zejmanvideo.com. Nie próżnujesz, jeśli chodzi o promocję.

W większości przypadków biorę pieniądze za robotę. A więc mówimy o zawodowstwie, którego zasad staram się przestrzegać. Promocja jest takim samym elementem profesjonalizmu estradowego jak emisja, dykcja, punktualność, trzeźwość na scenie i szacunek dla słuchaczy. Ot i wszystko...

 

Monika Szwaja - uwielbiana przeze mnie osoba, ceniona pisarka, znana miłośniczka i propagatorka szant ostrzegała nas przed mediami. Mam wrażenie, że ty nie podzielasz jej lęków? Czym dla ciebie jest TV i świat wielkich mediów?

Nie ma czego się bać, jeśli zna się zagrożenia, ma się dystans do świata i samego siebie. A prawa rządzące mediami są przewidywalne i proste jak konstrukcja cepa. Uważam, że media dają szansę popularyzacji sprawy, tradycji i różnorodności kultury spod znaku wiatru i wody. Pokazują też twórców i wykonawców. Natomiast zagrożeniem jest powierzchowność skrótu i szufladyzacja. No, ale kochani: albo obrażamy się na media, skazując wszechświat na sieczkę rozrywkową, albo staramy się zawalczyć, by pokazać jakąś alternatywę. Nikt mi nie powie, że wśród tego, co robimy, nie ma nic wartego szerszego pokazania!!!

 

Kilka lat temu widziałem twoją przeraźliwie piękną buziuchnę w stroju kapitana na bilbordach reklamujących jeden ze znanych hipermarketów. Czy sprzedałeś się komercji?

Odmawiam zdecydowanie dyskusji o "komercji", gdy nie znam jej definicji prezentowanej przez  rozmówcę!!! W podtekście mógłbym wyczuć niejaką pejoratywność owego określenia. A wtedy wdałbym się w dyskusję o tym: czy branie pieniędzy za dobrze wykonaną robotę jest naganne, czy nie. A głupszej dyskusji nie znam!! W opinii społecznej nie ma nic nagannego za branie pieniędzy za wypiek chleba przez piekarzy, leczenie przez lekarzy, a nawet za zabijanie ludzi przez zawodowych żołnierzy czy produkcję wódki i papierosów. Nie dopuszczam więc nawet myśli o jakiejkolwiek naganności gratyfikacji grajków i śpiewaków za ich muzykę!!  Można by podyskutować o ocenie artysty, który występuje TYLKO za kasę (do czego ma oczywiste prawo!!). Ale w sytuacji, gdy bierzemy udział w tylu charytatywnych działaniach, nas to nie dotyczy.

Bilbordy, o których piszesz, dopieściły moją próżność i dały mi niezłe pieniądze. Jasne, że wolałbym, aby promowały nową, wspaniałą płytę "Zejmana", ale póki co... Moja obecność na owym bilbordzie nikogo nie obrażała, nie poniżała żadnej sprawy, nie reklamowała, broni, wódki czy narkotyków. Jeśli komuś przeszkadza promocja zwykłej huśtawki, to sorki, ale nie jest to mój problem. A fakt, że wygrałem casting z wieloma przystojniakami na "człowieka z pasją", jeszcze mocniej dopieszcza mój starczy egoizm... Hi, hi!!

 

Nie ukrywasz, że żyjesz z grania szant. Co trzeba zrobić, żeby do końca życia z tego wyżyć?

Błagam!! Nie mów, że żyję z grania "szant", bo jeszcze "Rogaty" to przeczyta i obaj będziemy mieli przechlapane. I słusznie...! Do końca życia mam jeszcze kupę czasu i nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. "Zejmanowi" przez 25 lat jakoś się to udaje! Może ludzie widzą, że lubimy swą robotę...?

 

Czy jest jakiś koncert, którego nigdy i za żadne pieniądze być nie zagrał?

Jasne! Nigdy nie wezmę udziału w promocji nietolerancji, przemocy itp.

 

OK, ale najbardziej mnie interesuje to "itp."? Zapytam bardzo konkretne: czy możesz wymienić sytuacje,  w których odmówiłeś koncertu mimo iż kapela miała na to czas, a honorarium było bardzo (lub więcej niż bardzo) satysfakcjonujące?

Nie! Jakoś nas przez te 25 lat los nie postawił Zejmana w takiej sytuacji, byśmy musieli testować swoją odporność na niemoralne pokusy finansowe (a szkoda!!!), czy dokonywać jakichś dramatycznych etycznych wyborów. Natomiast zdarza się odmówić klientom traktującym nasze granie w kategoriach ogniskowych, a nie profesjonalnych.

 

A co powiesz na temat brania udziału w kontrowersyjnych koncertach np. dla partii politycznych, religijnych albo dla określonych orientacji seksualnych. Na przykład na wiecu wyborczym, imprezie lesbijskiej albo dla jakiegoś religijnego radia?

Hmm! Impreza lesbijska... no, no! A tak serio, to wydawałoby się, że odpowiedź powinna być jednoznaczna, ale z wiekiem przekonałem się, że świat nie jest taki jednoznacznie czarno-biały. Nam zdarzyło w ciągu 25 lat trzy razy zagrać na festynie, który okazał się w trakcie trwania... wiecem wyborczym. I tu mam żal do organizatorów, że nie uprzedzono nas o tym wcześniej. Mam pretensję nie o granie na pikniku wyborczym, tylko o ODEBRANIE NAM MOŻLIWOŚCI DECYZJI! Natomiast każdy ma niezbywalne prawo do wyrażania swoich poglądów i do formy ich przedstawiania. Nikt np. nie ma pretensji do satyryków o to, że na scenie wyraźnie określają swoje sympatie. Uważam, że artysta ma prawo do dowolnych wyborów, ale MUSI zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Jeśli ja, Koval, zagram np. na gejowskiej imprezie, to muszę się liczyć, że kto sobie może pomyśleć, iż...

I jeszcze jedno: każdy bierze odpowiedzialność za siebie!!! Nie za branżę muzyczną w której uczestniczy! Jeśli jakiś "szantymen" zaistnieje w radiu religijnym, to wcale nie znaczy, że wszyscy "szantowcy" to "radiorodzina"!!!

Generalnie uważam, że artysta jest jak trąba od grania i decyzje co do grania są jego prywatnym, niezbywalnym prawem. Niemniej "Zejman" unika sytuacji, w których moglibyśmy być dość niejednoznacznie postrzegani. Pamiętajmy jednak, że wkoło jest tyle oszołomstwa, polskiej bezinteresownej nienawiści, że nawet najbanalniejsze koncerty mogą być postrzegane jako dowód spiskowej teorii świata. Wiem coś o tym i kiedyś napiszę na ten temat książkę! I wtedy stanę się sławnym i bogatym!!!

 

Co myślisz o playbacku w czasie koncertów?

Pytasz mnie, co myślę o obrażaniu słuchaczy i braku dla nich szacunku w czasie koncertów NA ŻYWO? A jak sądzisz, co odpowiem ?! Natomiast chyba zgadzamy się, że TV i radio mają swoje prawa. Tempo i czystość przekazu coś tam niby usprawiedliwia, choć budzi też uzasadnione wątpliwości co do artyzmu wykonawców. I niech nie mają o taką ocenę pretensji! Ale nie dajmy się zwariować. Nawet w  mediach jest sporo koncertów transmitowanych na żywo i zawsze można je tam znaleźć.

 

Termin "SZANTY SZUWAROWO-BAGIENNE" jest przypisywany twojej skromnej osobie. Inni powiadają, że termin ten ukuł "Lucjusz" Kowalczyk ze Spinakerów. Gdzie jest prawda?

Wiem, że na określenie jednej z kaset Spinakerów "Lucjusz" ukuł zwrot: "szanty z atomowych łodzi podwodnych". Dowodzi to tylko celności określeń tego ogromnie zdolnego twórcy. Twierdzę, że opisanie tego, co robimy jako "szanty szuwarowo-bagienne" jest wyjątkowo trafne. Przez mój ogromny szacunek dla "Lucjusza", absolutnie nie będę się upierał co do mojego autorstwa owego określenia. Jest wiele wytworów jego fantazji, których szczerze mu zazdroszczę.

 

Ktoś zadał pytanie, ile razy w tekście musi paść słowo "woda", "ciągnij", "pchaj", "morze", "żagle" itd., żeby piosenkę nazwać SZANTĄ. Są osobnicy na tym rynku, którzy uważają, że muzyka, która wykonuje "Zejman & Garkumpel" nie ma w ogóle nic wspólnego z szantami. Co dziś oznacza słowo "szanty"?

Absolutnie mają rację ci, którzy twierdzą, że "Zejman" nie uprawia szant w klasycznym tego słowa znaczeniu!!! My gramy autorskie piosenki żeglarskie i niekiedy nadajemy "zejmanowe" brzmienie niektórym szantom klasycznym, czego nikt nie może nam zabronić. Ot! I wszystko...

Nic natomiast nie poradzimy na ludzkie lenistwo i wynikającą z niego potrzebę szufladyzacji wszechrzeczy. Np.: wszyscy na wielkie samochody ciężarowe mówimy "TIR-y", bo nie wszyscy muszą wiedzieć, że "TIR" jest skrótem nazwy Organizacji Międzynarodowego Transportu Drogowego, czyli INSTYTUCJI, a nie... ciężarówki! Stąd wynika, że "TIR-ówką" powinniśmy nazywać panie z biura tej instytucji, a tak nie jest...

Podobnie 98% oglądających rysunek piórkiem błędnie nazwie go grafiką. Bo nie wszyscy muszą mieć pojęcie o powtarzalności obrazu, akwaforcie, akwatincie czy mezzotincie. Nie dziwmy się, że nie każdy słuchacz przeczytał biblię Marka Szurawskiego "Szanty i szantymeni".

I dlatego z ludzkiej niewiedzy wynika, że jeśli w muzyce cwałuje koń - to gra country, jeśli zabrzmi wiatr - to brzmią szanty i żeby nie wiem co, żaden ortodoks tego nie zmieni!! I nic nie poradzimy na to, że najpopularniejszą "szantą" jest... "Gdzie ta keja"! Nie znaczy to oczywiście, że przy nadarzających się okazjach nie trzeba starać się nieść kaganka szantowej oświaty. Ale miejmy świadomość ograniczonej skuteczności działań i nie bzdyczmy się na rzeczywistość.

Ciekawostką jest natomiast niesymetryczność odbioru. Maryli Rodowicz z "Hej, żeglujże żeglarzu", Wilków z "Pięknym jak okręt..." czy Beaty Kozidrak z "Płynę, płynę łapię w żagle wiatr" nikt nie nazwie "szanciarzami" czy "szantymenami". A żeby nie wiem jakie "Dodyzmy" wyśpiewywał ktoś z nas, zawsze będzie "tym od szant".

W pewnej rozgłośni pewien redaktor nawet nie chciał przesłuchać płyty "Zejmana", bo skojarzył nas z "szantami". No cóż! Taki los... TIR już na zawsze pozostanie ciężarówką, a "Zejman" zawsze będzie kapelą "szantową".

Czy uznałbyś za nadużycie nie do przyjęcia przyjęcie tezy, że w naszym kraju SZANTY (jak ZAMEK do drzwi, ZAMEK obronny i ZAMEK w rozporku) to nie tylko gatunek pieśni marynarskiej, ale cały "dookoławodny" NURT MUZYCZNY?

Ależ oczywiście, że masz rację!! My, jak przystało na potomków husarii, jak to w Polsce, bierzemy wszystko od końskiej d... strony. Najpierw, kiedyś w wąsko specjalistyczne pojęcie (szanty) wtłoczyliśmy szeroki wachlarz propozycji (wszystko!), a potem rwiemy włosy z głowy, że taka wizja się utrwaliła! Dlatego ja działam odwrotnie: uparcie używam szerokiego określenia "muzyka wiatru, wody i przygody". Jest to na tyle pojemne pojęcie, że spokojnie mieszczą się tam szanty klasyczne, pieśni kubryku oraz całość współczesnych piosenek żeglarskich z balladami Koryckiego, Poręby i muzyką Strefy Mocnych Wiatrów.

Błąd i niekonsekwencja były już na początku. Na pierwszych polskich spotkaniach, przeglądach czy festiwalach pod nazwą "szanty" występowali głównie soliści-balladziści i może jeden Refpatent. No to skąd pretensje do słonia, że ma trąbę, skoro już na początku pod hasłem "szanty" występowali Pablo Koprowski, Andrzej Dębiec, Tomek Opoka i inni wspaniali wykonawcy... nie bardzo "szantowi"? Sami kiedyś wtłoczyliśmy w hasło "szanty" cały "dookoławodny" nurt muzyczny, a teraz słychać larum paru ortodoksów. No trudno! Sami sobie zgotowaliśmy ten los! Teraz możemy tylko PRÓBOWAĆ prostować zamierzchłości! Choć...

Wypowiadałeś się kiedyś, że nasza batalia o wizerunek polskich szant to wzruszająca naiwność. Czy naprawdę uważasz, że nie ma znaczenia jak w naszym kraju postrzega się muzykę, którą wykonujemy?

Kochany Maćku! Batalię to stoczyły tysiączne zastępy wojsk pod Moskwą, Waterloo czy Grunwaldem. Przy całym szacunku dla zaangażowanych w sprawę, jeśli batalią nazwiesz dyskusję sześciu gości (wszędzie tych samych!) na forum w Internecie, to moje podskakiwanie na scenie możesz nazwać "Jeziorem Łabędzim"!

 

Nie zgadzam się z tobą, że jest to "debata sześciu gości w internecie". Mówimy raczej o kilkunastu osobach znanych dobrze w środowisku, które aktywnie biorą udział w dyskusji oraz SETKACH osób, które czytają te dyskusje i często wprowadzają w życie codziennie postulaty tam przedstawiane, co widać i słychać podczas koncertów, a zatem zespołowi konferansjerzy czytają te dyskusje.

Niezgadzanie się ze sobą jest intelektualnym wstępem do rozmowy, dyskusji czy merytorycznej polemiki, która zawsze mnie cieszyła jako rozumowy kontakt ludzi na pewnym poziomie! Ja wcale nie muszę mieć racji. Dla mnie Internet jest takim samym abstraktem jak seks czy polemiki sejmowe! Nie dziw się zatem, że nie mam szerszego pojęcia, gdzie się dyskutuje na ten temat. Jeśli więc jest to nawet "KILKANAŚCIE OSÓB znanych w środowisku", to w niczym nie zmienia to faktu, że w zestawieniu z ilością słuchaczy owej muzyki w czasie najróżniejszych zdarzeń, jest to procentowo pomijalny odsetek, poniżej błędu statystycznego.

Żeby było jasne: w niczym nie umniejszam ich zaangażowania! Traktuję te dyskusję z NAJWYŻSZYM SZACUNKIEM!!! Ale, jak już wcześniej napisałem: tak!! Nieśmy wynikający z owej dysputy kaganek oświaty szantowej, lecz bez poczucia specjalnej misji oraz ze świadomością umiarkowanej w skuteczności działań.

Jak myślisz, dlaczego większość dinozaurów naszego środowiska nie bierze udziału w tych - jak się wydaje - ważnych dyskusjach na temat kondycji polskiego ruchu szantowego toczących się w Internecie?

Mogę mówić tylko za siebie! Jeśli ktoś z aktywnych dyskutantów uważa, że jest prekursorem dyskusji nt. "ruchu szantowego w Polsce", "wyższości szantowości klasycznej nad szuwarowo-bagienną" oraz "tytułologii wydarzeń szantowych między Odrą a Bugiem w świetle werbalnej społecznej absorpcji znaczeń" itd.,  to jest w cholernym błędzie!! Taka dyskusja trwała od ZAWSZE i "szantozaury" brały w niej kiedyś równie aktywny udział, co obecni interlokutorzy. Argumenty były aż do znudzenia DOKŁADNIE TAKIE SAME. Była tylko jedna różnica: za naszych czasów owa dyskusja wymagała nerek z wolframu i wątroby z molibdenu.

Toczyła się ona przy okazji spotkań wykonawców za sceną, po hotelach, knajpach, pociągach, w przeciągu i na drągu. BO NIE BYŁO INTERNETU ANI TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH!!! Z tego też powodu brak materialnych dowodów tamtych rozmów. Wtedy trzeba było nie byle jakiej desperacji zdrowotnej, by stanąć w szranki tak oko w oko, twarzą w twarz, wątroba w wątrobę! A dziś... wystarczy usiąść wygodnie przed ekranem, opuszkami popieścić delikatnie klawiaturę i... setki czytaczy już się emocjonuje!

Trochę już mi się nie chce po raz stutysięczny gadać o tym samym używając tych samych argumentów. Z wiekiem maleje zapotrzebowanie na spory, walkę i przekonywanie innych do swoich poglądów. Ja już swoje wiem i nie MUSZĘ innych do swoich prawd przekonywać. Mam też świadomość, że wcale nie MUSZĘ mieć racji (a raczej, że coraz rzadziej tę rację mam...) Swoje wojny już porozgrywałem, przeznaczoną mi wódkę chyba też już wypiłem, robotę przerobiłem, a i dziewczyny raczej też już (na szczęście!)... pozgłębiałem! Niech teraz się męczą młodsi. Ja wolę skupić się nad nowymi piosenkami. Bo mam nadzieję, że to one, bez względu na wnioski "dyskuszantów", będą świadczyć o mnie, a może nawet cieszyć i wzruszać ludzi. Kto będzie kiedyś pamiętał o czym gadało kilkunastu znanych w środowisku i bardzo fajnych ludzi? A "Keję" będzie się śpiewać zawsze...

 

Część dyskutantów uważa, że żadnego "ruchu szantowego" w Polsce nie ma i proponują nazywać go żeglarskim, marynistycznym lub folkowym. Trudno dyskutować o muzyce kiedy nie możemy się porozumieć w kwestii podstawowych terminów. Z drugiej strony dyskusje te niekończące się dyskusje o szantach świadczą o wadze problemu dla młodych wykonawców. Czy nie uważasz, że "szantowe", czy jak je tam nazwać, tuzy powinny troszkę pomóc poprzez ujawnienie swojego stanowiska?

Boję się określenia "tuzy szantowe". Bo niby kto to? Tuz Maciek Jędrzejko oraz wielu wykonawców przecież się udziela. Jeśli wielu jeszcze nie dziś, to jutro będą na pewno tuzami, więc o co chodzi? Ja gadam za siebie!!!! DLATEGO JA, "KOVAL" używam określenia "muzyka wiatru, wody i przygody", w którym jest poczesne miejsce dla "szant".

Ale... Uważam, że w dobie skrótów komunikatowych, piktogramów, gdy sami, zamiast powiedzieć komuś "kocham Cię", ślemy serduszko, nie mamy prawa wymagać od wszystkich głębokiej wiedzy na temat podziału szant, pieśni kubryku czy współczesnych piosenek żeglarskich. Kogo to interesuje, znajdzie potrzebne informacje choćby w Internecie.

Ten sam problem dotyczy wielbicieli jazzu, symfoniki czy nawet hip hopu. Ja nie muszę znać się na opusach, synkopach, dodekafonii czy tajemnicach skreczowania. Tak samo rozumiem Kowalskiego na wczasach, któremu wisi, czy coś jest szantą czy nie. Albo mu jakiś kawałek "ściaruje" plecy, albo nie! Nie zwalnia nas to oczywiście od informowania słuchaczy, prostowania stereotypów, ale nie miejmy pretensji do słonia, że ma trąbę, a nie skrzydła...

 

Czego nie tolerujesz w życiu i na scenie ?

Nietolerancji, przemocy, pijanych artystów w czasie występów, wulgarności (nawet zakląć przecież można z klasą!) oraz niepunktualności. Skradzione pieniądze można jakoś odrobić, skradzionego "akademickim kwadransem" czasu - nie!

 

Czy potrafiłbyś na koniec powiedzieć młodym wykonawcom gdzie i jak szukać artystycznego sensu?

Jednego się na pewno nauczyłem: nie da podobać się wszystkim, porażki są integralnym elementem sukcesu estradowego oraz że przegra na scenie ten, kto nie szanuje słuchaczy. Ale wiem również, że młodym "dinozaury" służą raczej do ustępowania miejsca w tramwaju, a nie jako wyrocznie. Sam kiedyś byłem młody i wiem, co mówię... Opisane wyżej "mądrości" są MOIMI prawdami, które NIE MUSZĄ obowiązywać innych, gdyż jak na wstępie wspomniałem: prawda jest jak d..., każdy ma swoją! Nie potrafię więc skutecznie odpowiedzieć na zadane pytanie. Dlaczego? Ano... Zejman & Garkumpel ma dopiero 25 lat. Ja mam dopiero 55 lat! Za młody i za głupi więc jestem, by odpowiedzialnie dawać innym życiowe rady!!!

 

Dziekuję Mirku za fascynującą rozmowę :-)

PODYSKUTUJ NA TEMAT TEGO ARTYKUŁU NA FORUM SZANTYMANIAKA

______

Foto: Tomasz Golinski (z galerii : http://szanty.tomaszg.pl/)

Informację wprowadził(a): Maciej "YenJCo" Jędrzejko - godz. 10:2, 5 listopad 2009, wyświetlono: 6774 razy

KAMiL

wysłano: 11:8,5 listopad 2009

Pytanie o największy sukces Zejmana padło m.in. w rozmowie z okazji 20. lecia zespołu, którą dla Magazynu Szantymaniak przeprowadziła "TIB". Jejku to już 5 lat tak sobie przebiegło... kiedy?!? Mirku jeśli po 5 latach, odpowiedź na to pytanie jest nadal taka sama, to ja życzę Tobie i zespołowi, by po kolejnych 5, 10, 15, 20 latach odpowiedź ta się nie zmieniła. Wszak zgoda buduje, co udowadniacie od lat. Wszystkiego najlepszego!
Odpowiedz na ten komentarz
Czarownica

wysłano: 13:4,5 listopad 2009

no i jak go nie kochać...
Odpowiedz na ten komentarz
Dana

wysłano: 21:56,5 listopad 2009

Kilka dni temu miałam ogromną przyjemność po raz pierwszy spotkać sie z Kowalem. Cóż. Oby wszyscy to mogli przeżyć i mieć takie wspomnienia. Takich ludzi trzeba na świecie. Pozdrawiam Cie Mirku z Lubnia! Do zobaczenia!!
Odpowiedz na ten komentarz
NooN

wysłano: 10:19,8 listopad 2009

Kovalu! dzięki za to, ze definiując to co się dzieje na scenie muzycznej związanej z woda i żaglami tak naprawdę nie definiujesz niczego dając nam możliwość indywidualnego podejścia do tematu. Mam nadzieję, że te pierwsze 25 lat będzie początkiem kolejnych sukcesów. ... i pora na solową płytę!!!
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI