Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

A ja się cieszę, że Doktor się ze mną nie zgadza

Felietony

Dzięki temu mogła się - początkowo na Szantymaniaku, a potem głównie na liście dyskusyjnej - rozwinąć długa i prowadzona całkiem merytorycznie, rozmowa. A to oznacza że dotknąłem wyraźnie nabrzmiałego tematu. Nie dziwi mnie też, że właśnie Doktor - boć przecie Perły są ...
Dzięki temu mogła się - początkowo na Szantymaniaku, a potem głównie na liście dyskusyjnej - rozwinąć długa i prowadzona całkiem merytorycznie, rozmowa. A to oznacza że dotknąłem wyraźnie nabrzmiałego tematu. Nie dziwi mnie też, że właśnie Doktor - boć przecie Perły są postrzegane jako niekwestionowany lider wśród młodych (sorry chłopaki, ale patrzę ze swojej perspektywy) polskich zespołów. No i niewątpliwie w kilku sprawach mogli się poczuć wywołani do tablicy.
Przepraszam że odzywam się tak późno, ale najpierw czekałem aż wszyscy się wypowiedzą, a potem długo reanimowałem padnięty komputer.
Nawiasem pisząc - to też signum temporis, że początkowo, kiedy istniała tylko papierowa wersja tego tekstu, zgłaszało się do mnie sporo związanych ze śpiewaniem żeglarzy, dziękujących za trafne zebranie tego, co ich też razi i boli, a kiedy pojawiła się wersja netowa i Doktor pokazał jej link, to (z miesięcznym opóźnieniem) rozpętała się burza w sieci. I tu większość głosów się ze mną nie zgadza. Dla mnie decydujący jest jednak fakt, że sam ze sobą się zgadzam.
Ale z szacunkiem odpowiadam Michałowi. I trochę też innym. A będę się odnosił do kolejnych stwierdzeń polemisty, więc dobrze będzie otworzyć tamten artykuł.

Mój tekst do Rejsu powstał z wielu luźnych notatek czynionych od kilku lat. Było tego duuużo więcej i miało wymowę znacznie ostrzejszą. Ale papierowe pismo ma swoje ograniczenia.
Z konieczności dokonywałem skrótów myślowych, i widzę że sporo młodych czytelników miało trudności ze zrozumieniem mnie. Na szczęście p. Halinka, Janek K. czy niezmordowany Taclem, cierpliwie tłumaczyli "co autor miał na myśli" - dziękuje Kochani.
Ale że Ty Michale tyle zdań źle odczytałeś? Może ja jednak rzeczywiście piszę niejasno. No to teraz będę kolejno dementował.

Niesłusznie domyślasz się, że wieszczę upadek sceny "szantowej". Wręcz przeciwnie - tłumy walą, płyty wychodzą, festiwale dzielnie trwają, telewizornia co raz to pokazuje - to przecież nie upadek! Ale rzeczywiście żal mi, że w tej rosnącej ilości roztworu, istota tej muzyki rozpuściła się do stężenia wręcz śladowego. Ja jej już prawie nie czuję.

Smaglersów przywołałem by przekonać tych, którzy nie widzieli mojej płytoteki, że wcale nie boję się nowoczesności. Byle była dobra i treściwa. Za to nie lubię mizerii i bylejakości, bezmyślnego kopiowania już istniejących – kiepskich - kopii. Nawet jeśli taka kolejna kopia, to śpiewająca acapella, czysto i na głosy, bardzo muzykalna grupka miłych chłopców.

Pasmyku - oczywiście że Pestka, który kiedyś zebrał razem trzon dzisiejszych Smagli, sam śpiewa całkiem inaczej. Kochani, nie tłumaczcie mi tego, bo ja Pestkę poznałem w roku '73. Ja tu mówię o istocie tej muzyki, a nie o środkach wyrazu. Ale o tym na koniec.

Michale - jaki konflikt pokoleń! Przecież wiesz że w Refach różnica wieku miedzy "członkami" to 30(!) lat. I nic nam to nie przeszkadza. Pokaż mi drugą taką grupę. A ja prywatnie najbardziej nudzę się wśród rówieśników. O czym tu z takimi zgredami....

Klasyfikatorzy mnie nie interesują. Koń jaki jest każdy widzi, a klasyfikatorzy rozminęli się ze swym powołaniem do urzędolenia.

Piszesz że publice wcale nie jest wszystko jedno, bo tak samo radośnie przyjmuje krańcowo różne grupy.... Eeee... - to moje rozumienie logiki przy takim zdaniu kapituluje!
Ale obserwacje wskazują, że raczej na przemian - raz jedni, raz drudzy – po prostu wychodzą na piwo. A tam gdzie są największe tłumy a do piwa daleko, zawsze ktoś krzyknie: „spie....j!” I nie pisałbym tego, gdybym nie słyszał.
Tu ciekawostka: na sobotnim krakowskim koncercie w hali Wisły, obserwowałem małą grupkę siedzącą na skośnej części widowni, patrząc ze sceny - na lewo od konsolety. W przerwach miedzy muzyką, wytrwale skandowali: "śpiewać szanty!". Ale to jakoś na scenę nie dotarło.

Piszesz że nikt nie wytrzymałby kilku godzin samych "Cumberlandow" i nikt nie serwuje samych "skakanek". Michał - nie szafuj tak lekko słowami "nikt" i "nigdy" - dziadek Ci to mówi!
I nie myl słów: "nowoczesne" i "nowomodne".
Ale fakt że publika z Giżycka, a być może (o zgrozo) że i z Tychów - nie wytrzymałaby. Tu masz rację!

Przy okazji zeszłorocznego Festiwalu w Edynburgu (to tam mnie tak „zdjęli” z Rogatym), miałem niespodziewanie okazję wysłuchać koncertu "Capercaillie". Teatr muzyczny, głębokie fotele, elegancja-francja. Karen i Jej chłopcy dali z siebie wszystko, sufit prawie się unosił od emocji, a publiczność chłonęła każdą nutę własnej, ludowej muzyki jak gąbka. Czułem jak ładują się akumulatory tych ludzi. O moich nawet nie wspomnę – do dziś mnie napędzają. Mimo że wszystko odbywało się na siedząco, w grzecznej konwencji: muzyka - oklaski.
Dla tak słuchającej publiczności chciałbym kiedyś zagrać. I myślę że oni "cumberlandy" by wytrzymali. Choć kilka dni temu w Gnieździe, też nie było źle. Wcale mi się nie chciało schodzić ze sceny.

Amerykańskie muzeum "Mystic Seaport" firmuje kolejne płyty z amerykańskimi pieśniami żeglarskimi. Na tych, które mam, śpiewacy (a szefuje im Geoff Kaufman, nasz dobry znajomy, goszczony zresztą w Krakowie) starają się maksymalnie zbliżyć do dawnych realiów. Rejestracje dokonywane są na pokładach muzealnych eksponatów, słychać np. szczęk kabestanowej zapadki, i nowoczesności nie ma tam za grosz. Natomiast używają nieco innych niż Anglicy harmonii i stylów, są po prostu amerykańscy. Pasjonujące jest odkrywanie tych różnic, po to by potem dyskutować w zespole jaką wersję wybrać do tłumaczenia. Bo np. podziały rytmiczne zmieniają ilość głosek, a to musi być uwzględnione w polskim tekście. Wracając do płyt „Mystic”, przyznaję że ta niedawno otrzymana, którą teraz dopiero włożyłem do odtwarzacza, jest bardziej podbajerowana i dodatkowo przefiltrowana przez idiotyczne „political corectness”. Może taką właśnie słyszałeś.

W jednym z kolejnych postów pytasz jak jeszcze inaczej ma być zaśpiewany na głosy chóralny utwór, jeśli nie ma być fałszów. Ano, tu docieramy do sedna: ma być STYLOWO. No - pojednawczo się poprawię: marzy mi się żeby było stylowo!
I nie mam na myśli środków wyrazu. Może to zrobić Stormalong John, może Albion Band. Potrafiły to stare Stare Dzwony, potrafią Smuglersi. I inni. Ale trzeba trochę czasu, sił i środków poświęcić na poznanie tej muzyki, jej źródeł, jej charakterystycznych (dla Słowianina – dziurawych) harmonii, frazowania, typowych manier solistów, smaczków wykonawczych, realnego zastosowania w przypadku szant. Trzeba wiedzieć np. jak ta pieśń wpasowywała się w pokładową robotę bo to determinuje akcenty, jakie instrumenty współgrały w kubryku, bo jak się je zna, to wtedy można takie same wibracje wywołać zupełnie innymi. (William i Felicja – stara muzyka żeglarska grana nowocześnie, wręcz rockowo na... lirze korbowej! Słyszałeś?)

Trzeba poznać i wiedzieć jeszcze mnóstwo innych rzeczy. Nawet jeśli chcemy wiele zmienić. Oczywiście że osobiste przetrwanie kilku sztormów bardzo pomaga czuć co się w tej muzyce dzieje, ale można też tylko przeczytać kupkę książek, obejrzeć zestaw filmów, przesłuchać wielokrotnie z wypiekami i gęsią skórką na plecach stos płyt. Trzeba je później na zimno zanalizować, porównać zapisy nutowe, żeby odkryć co się powtarza i co musi być zachowane, aby ten pięciogłos nie brzmiał jak skopiowany z podręcznika harmonizacji ze średniej szkoły muzycznej. Ba - trzeba było kiedyś te (czarne, monofoniczne) płyty najpierw wygrzebać w starych londyńskich antykwariatach, albo dziś reedycje zamówić w bardzo małych, kolekcjonerskich witrynach.
Oczywiście że można mieszać i łączyć style. Niechby nawet i ze śpiewem z Tuwy, albo ukochanymi Zulusami Janka K. Ale najpierw należy te style dobrze poznać, żeby takie pomieszanie nie wyszło żałośnie. Choćby miało to docenić tylko kilku słuchaczy. Trzeba wiedzieć o czym się gra i śpiewa. Nie można – ba, nie wolno! – poznawać tej muzyki z polskich wykonań. I na nich się wzorować. I na pewno nie wystarczy tylko lubić swoje występowanie na scenie.
Bo potem może być tak jak z tą solistką pewnego już znanego zespołu. Zwróciłem Jej uwagę (bardzo serdecznie), że w tekście Hiszpańskich Dziewczyn słychać nazwy konkretnych latarni północnego wybrzeża Kanału Angielskiego i nie można ich zastępować jakimś bełkotem. Bo one do dziś stoją – sam widziałem. To jest napisane w tekście, a Andrzej M. przy okazji udzielania zezwolenia na wykonywanie swojego tekstu, na pewno podpowie jak się te nazwy wymawia.
Usłyszałem: "ja zawsze tak śpiewam i wszystkim się podoba!". Zatkało mnie i dałem spokój. Bo to niestety była prawda.
Jeszcze inna gwiazdka zwierzała się na liście, że nie czytała książki Siur... tfu! Szurawy (? - Marku - coś Ty narobił!) bo jest nudna, a Ona śpiewa szanty po swojemu. Też się nie odzywałem.

Te same długie lata poznawania materii muzyki, którą się chce grać (choćby i nowocześnie) - czekają instrumentalistów. Gdybyście wiedzieli jak długo trzeba ćwiczyć charakterystycznie „drżący” dźwięk w celtyckiej muzyce. A jak już się ktoś tego nauczy - np. na skrzypcach – to dostanie po łapach w szkole muzycznej. Tak było z naszą Asią. Ja mam dobrze, bo na bodhranie jest to dość łatwe.
Ilu młodych żeglarskich gitarzystów odkryło, że aby zabrzmieć stylowo, trzeba przestroić gitarę i nauczyć się całkiem nowych „chwytów”. Znam, i bardzo za ten wysiłek szanuję - jednego. Co tu zresztą mówić o takich niuansach, skoro nawet z rytmem są kłopoty. O takim np. 9/7 nawet nie wspomnę, ale Reel, Jig, to przecież nie tylko nazwy własne utworów. A tu radosny zespół wesoło gra na dwa, kawałek który przez kilka wieków zawsze był na sześć. I chłopcy są całkiem nieświadomi, że co prawda dwa i sześć to cyfry parzyste, ale jednak akcentuje się to całkiem inaczej. Ale po co sobie zawracać głowę, skoro publika skacze jak nakazano ze sceny, a Organizator festiwalu mówi: „ale się rozwijają!” I chętnie płaci.

I - Halinko - nie da się tego wyuczyć na jakimś kilkudniowym dokształcie. A poza tym - co tu uczyć dziwacznych sztuczek, skoro szanowni dyskutanci twierdzą, że to ja nie toleruję grania „ambitniejszego, trudniejszego, ciekawszego”! Przecież pan Instruktor od śpiewu w ich macierzystym Domu Kultury, tak ciekawie i ambitnie rozpisał im głosy. I pokazał jak trzymać mikrofon żeby nie wyrwać wtyczki kiedy się kabelek nadepnie. A ja się czepiam!
Spowiedź Jaśka z Ro20 i wątek starych wyluzowanych dziadków i Hugilla, zasługują na osobny tekst. Ale czy i kiedy się zbiorę do napisania - nie wiem.

I jeszcze jedno pojednawcze zdanko. Piosenki typu Keja, Samanta, Mazury, itp. w ogóle nie wchodzą w obszar muzyki, o której się rozpisałem. Istnieją sobie spokojnie, często są nawet bardzo ładne, a ja mam niewątpliwy honor zaliczać ich autorów do grona swoich przyjaciół. Czy tak jest dobrze?

A pozostałym dyskutantom wyjaśniam - nie jestem zgorzkniałym staruszkiem cierpiącym na brak dawnych uciech. Zapraszam na koncert! Na moim biurku czeka stos tekstów do przetłumaczenia, jeszcze wielu swoich płyt nie zdążyłem dokładnie przesłuchać, a w tym roku pewnie przywieziemy ze świata porcję następnych. Szczekanie słychać, ale my gramy dalej.

I na koniec. Michale - ja nie mam nic przeciwko tej bankowej reklamie! Aranżacja dokładnie dwudziestkowa z lat przedjaśkowych, wykonanie standartowe – jeśli spytali Dwudziestek czy można to zrobić po ichniemu, to czego się czepiać? Wszak widać z tego, że jesteśmy już ważną, charakterystyczną i żywą częścią polskiego rynku muzycznego. To prawie nobilitacja!

Serdecznie pozdrawiam
Jurek O.

Informację wprowadził(a): Jerzy "Ojerzy" Ozaist - godz. 2:5, 9 kwiecień 2004, wyświetlono: 790 razy

bosman

wysłano: 8:47,9 kwiecień 2004

Swiete slowa! chyba najwazniejsze w tym calym artykule. Tym bardziej ze ostatnio znalazlem dowod na to, ze autorzy tekstow czasem kompletnie nie maja pojecia o czym pisza. Nie powiem kto konkretnie, ale moze sklonie wszystkich do zastanowienia sie nad sensem tego co pisza ;-) serdecznie pozdrawiam i zycze spokojnych Swiat bosman
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 20:24,9 kwiecień 2004

Cześć Jurek, Czytałem Twój artykuł - ripostę/ sprostowanie. i pewnie przeczytam go jeszcze nieraz. Można się tu dowiedzieć paru nowych (dla mnie )ciekawostek a także ponownie uświadomić sobie, co w tym wszystkim jest ważne by gdzieś po drodze nie zbłądzić. Wiele cennych uwag... Dzięki! Pozdrawiam, Jachu
Odpowiedz na ten komentarz
Marek

wysłano: 7:19,10 kwiecień 2004

Też uważam, że warto - podczas wymyslania swojego repertuaru - wracać do obydwu felietonów Jurka O. I wcale nie po to, żeby zrealizować marzenia Jurka ("marzy mi się żeby było stylowo") ale po to, żebyśmy byli świadomi co i jak robimy (gramy, śpiewamy, piszemy). Zamierzam wracać często do myśli tych felietonów oraz całej ciekawej dyskusji.
Odpowiedz na ten komentarz
bosman

wysłano: 7:26,10 kwiecień 2004

Moze warto by bylo zrobic szantymaniakowa podstrone, na ktorej bedziemy umieszczac co cenniejsze artykuly. Caly watek zapoczatkowany tekstem Jurka w Rejsie idealnie by sie tam nadal. Inaczej najprawdopodobniej zgina w archiwalnym niebycie. pozdrawiam i zycze spokojnych swiat
Odpowiedz na ten komentarz
pasmyk

wysłano: 0:10,11 kwiecień 2004

przede wszystkim młodszej części publiczności, która traci kontakt ze źródłem i nie zawsze ma mozliwość znalezienia właściwych wskazówek. Uważam ze idea dotycząca historii i idei gatunku, trochę zaczęta na szantymaniaku wymaga dalszego rozwoju, co popieram gorąco. Miedzy innymi własnie ze względu na omawianie wątku historycznego prezentowanego repertuaru w wykonaniu 4 Refów ( tym razem nazwa juz właściwie zapamiętana ;-) ). Poza tym fajnie ze powstał dział Proza na firmowej stronie zespołu.
Odpowiedz na ten komentarz
pasmyk

wysłano: 0:16,11 kwiecień 2004

przede wszystkim młodszej części publiczności, która traci kontakt ze źródłem i nie zawsze ma mozliwość znalezienia właściwych wskazówek. Uważam ze idea dotycząca historii i idei gatunku, trochę zaczęta na szantymaniaku wymaga dalszego rozwoju, co popieram gorąco. Miedzy innymi własnie ze względu na omawianie wątku historycznego prezentowanego repertuaru w wykonaniu 4 Refów ( tym razem nazwa juz właściwie zapamiętana ;-) )lubie chodzic na koncerty tego właśnie zespołu. Poza tym fajnie ze powstał dział Proza na firmowej stronie zespołu.
Odpowiedz na ten komentarz
Jan K.

wysłano: 10:36,13 kwiecień 2004

Moim zdaniem, Jurkowi w ocenianiu NIEKTORYCH (!!!) działan mlodszego pokolenia wykonawcow, chodzi o permanentne zadeptywanie w muzyce mlodych adeptów stylu przez kiepskich nauczycieli muzyki tego co we wszelakiej muzyce folkowej jest nacennniejsze. Co powoduje owe "ciarki po plecach", a czego za zadne skarby nie da sie: sklasyfikowac, nauczyc z nut czy jakichs niedowarzonych teorii harmonicznych, stworzyc przez byle jakie mieszanie styli muzycznych. Pytanie jak to osiagnac? Mysle, ze sluchac Jurka. Niestety najwieksza bieda polega miedzy innymi na tym, ze niezbyt czesto przebija się (w bezposrednim odsluchu) to najlepsze, a w oczy rzuca sie to co nie pasuje...
Odpowiedz na ten komentarz
Landryn

wysłano: 15:13,14 kwiecień 2004

Hmmm... Z tą reklamą to nie do końca tak było, nikt tam chyba RO 20 nie pytał, nie wiem... Aranż wymyśliliśmy, bardzo możliwe że jest podobny do przedjaśkowych aranży z 20, nie wiem, nie wsłuchiwałem się. Tylko drażni mnie potępienie, z jakim się spotkałem, że sprzedaż, że tak się nie robi... Na pewno jest w tym jakaś racja, każdy ma prawo mieć swoje zdanie na ten temat, tylko jak już pisałem: okoliczności były takie a nie inne, wtedy podjeliśmy taką decyzję i nikt zbytnio nie rozmyślał o konsekwencjach i "wyklęciu", po prostu uważaliśmy że to fajny pomysł i że chwyci, że ludzie zaczną w jakiś sposób kojarzyć szanty... Jak zauważyliście, bank PKO zrobił kolejną reklamę, wmieszał tym razem Italo Disco... I sądzę, że to nie koniec ich pomysłów... Sam jestem ciekaw co będzie dalej, hehehehe... THX Jurku za słowa otuchy, jesteś jedną z nielicznych osób, które mnie/nas całkowicie nie potępiają za tę reklamę. Pozdrawiam...
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI