Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Ach ten Simon

Relacje

Jedną z imprez towarzyszących tegorocznemu Międzynarodowemu Festiwalowi Piosenki Żeglarskiej "Shanties" były warsztaty skrzypcowe "Tradycyjne style obrzeży Atlantyku" prowadzone w sobotę i niedzielę (21 i 22 lutego) przez Simona Spaldinga.

Simon, to osobowość

...

Jedną z imprez towarzyszących tegorocznemu Międzynarodowemu Festiwalowi Piosenki Żeglarskiej "Shanties" były warsztaty skrzypcowe "Tradycyjne style obrzeży Atlantyku" prowadzone w sobotę i niedzielę (21 i 22 lutego) przez Simona Spaldinga.

Simon, to osobowość nietuzinkowa. Na stronie Folk w Krakowie można o nim przeczytać: etnomuzykolog po UC Berkeley, nauczyciel muzyki, skrzypek, multiinstrumentalista, śpiewak tradycyjny oraz marynista. Po ukończeniu nauki gry na skrzypcach klasycznych skupił swoje zainteresowania na stylach tradycyjnych. Przez wiele lat, przebywając bezustannie w podróży, poznawał tradycje wielu regionów świata u źródeł. Grał nie tylko na festiwalach i salach koncertowych, ale również, w zgodzie z dziewiętnastowieczną tradycją, na pokładach szkunerów. Spędził dzieciństwo wśród rybaków Pacyfiku, przemierzył Atlantyk pod żaglami "Zawiszy Czarnego", zdobył serca publiczności na festiwalach w Ameryce i kilkunastu krajach Europy. Trzykrotna nagroda publiczności na "Shanties" w Krakowie. Obecnie wraz z rodziną mieszka w Północnej Karolinie.

Współpraca organizatorów festiwalu (którzy zaprosili Simona do Krakowa), tawerny Stary Port (która całkiem za darmo udostępniła salę na te dwa dni) oraz - last but not least - wspomnianej już inicjatywy "Folk w Krakowie" w osobie pomysłodawcy i organizatora warsztatów, Pawła Płaszczaka, dała efekty niezwykłe i zadziwiające. Jako szczęśliwy uczestnik warsztatów mogę tylko napisać, że mimo upływu kilku dni od zakończenia warsztatów wciąż nucę pod nosem "nasze" kawałki, wciąż uśmiecham się zupełnie bez powodu i wciąż mam ochotę ściskać cały świat.

W warsztatach skrzypcowych uczestniczyło - nie licząc Simona - 16 osób, w tym jeden mandolinista (!). Pomysł był o tyle ciekawy, że przewidywał spotkanie ludzi o bardzo różnych poziomach znajomości gry na skrzypcach. Wprawdzie w ogłoszeniu było napisane, że "w zależności od ilości zgłoszeń, uczestnicy mogą zostać podzieleni na dwie grupy zaawansowania", ale najwyraźniej ostateczna ilość nie wymagała tego podziału. I bardzo dobrze! Spotkali się ludzie "po szkołach" i samoucy, ludzie grający wcześniej muzykę irlandzką i (ku mojemu sporemu zaskoczeniu, że tacy w ogóle istnieją) grupa zapaleńców grających mazurki, oberki i inne specjały "made in Poland". Było sporo osób obeznanych ze sceną i kilka zupełnie w tej kwestii "zielonych". Dzięki temu mogliśmy się wiele nauczyć nie tylko od Simona, ale również od siebie nawzajem. A, że - jak większość ludzi "uprawiających" muzykę folkową - uczestnicy warsztatów byli bardzo otwarci i chętni do pomocy sobie nawzajem, atmosfera od początku była przyjazna i luźna.

Kilka dni przed warsztatami Simon przysłał nam mailem spis tytułów, nad którymi będziemy pracować. Najwięcej było muzyki irlandzkiej, trochę szkockiej, liznęliśmy też utwory kanadyjskie, szwedzkie i cajuńskie. To ostatnie słowo wygląda może dziwnie, ale na stronie poradnia.pwn.pl podają, że taka właśnie jest właściwa forma przymiotnika od słowa "Cajunowie",  czyli nazwy grupy etnicznej francuskojęzycznych osadników z Luizjany. Ponieważ należę do grupy znającej nuty, zaczęłam grzebać po internecie w poszukiwaniu pomocy. Zresztą nuty to jedno, a drugie, ważniejsze, to osłuchanie się z konkretnymi kawałkami. Bo irlandzka muzyka ma to do siebie, że jednym uchem wpada, a drugim wypada i najlepiej zapamiętać poszczególne kawałki nie przez rozczytywanie nut, ale przez osłuchanie się z nimi tak długo, aż przestaną wypadać drugim uchem. Przy okazji: wszystkim adeptom muzyki irlandzkiej serdecznie polecam stronę www.thesession.org - prawdziwą kopalnię wiedzy na inkryminowany temat. Dzięki temu na warsztatach mniej więcej wiedziałam co gramy, aczkolwiek wersje Simona nieco odbiegały od usłyszanych w sieci.

Na warsztatach Simon mówił między innymi:

- o braku konieczności odrzucenia dotychczasowej wiedzy przez "tych, którzy pokończyli szkoły" i o tym, że folk należy traktować raczej jako "nową możliwość", istniejącą obok dotychczasowych nawyków i umiejętności, niż jako nową religię wymagającą zanegowania wszystkiego, czego nauczyliśmy się wcześniej

- o sposobie grania muzyki irlandzkiej w odróżnieniu od szkockiej i o dziwnym hrabstwie Kerry, które jest wprawdzie położone w Irlandii, ale ich muzyka mocno przypomina tę charakterystyczną dla Szkotów

- o różnych rodzajach jigów i reeli oraz innych hornpipach i strathspeyach

- o tym, jak inne jest granie w/w utworów jeśli ktoś akurat je tańczy

- o tym, jak to muzyka wędruje między krajami i kontynentami, a od czasu, kiedy upowszechniły się nagrania, to już w ogóle - innymi słowy o tym, że kiedyś po stylu skrzypka rozpoznawało się z którego regionu pochodzi, a dziś - na czyich nagraniach się uczył

- o rzeczy dla mnie najważniejszej: że nie ma stylu lepszego i gorszego, nie ma bardziej lub mniej oryginalnej ornamentacji - każdy gra jak chce, a jedyne, co się liczy, to żeby to nie było nudne

- o tym, że trzeba eksperymentować, grać różne rzeczy choćby i bardzo wolno (na początku), ale tak długo, aż znajdziemy swój własny styl.

Co jakiś czas Simon rozdawał nuty, przegrywał nam to, co tam było napisane, potem graliśmy to kilka razy wszyscy razem, wymieniając następnie luźne uwagi, np. to, że muzyka szkocka jest okropnie pozrywana i przypomina jakieś skakanie z kwiatka na kwiatek, albo czkawkę.

Simon przyznał, że zwykle miewa warsztaty sześciogodzinne, a tym razem mamy dwa dni, każdy po 6 godzin, co go bardzo cieszy, bo może więcej powiedzieć. A miał o czym mówić! Ma niesamowitą wiedzę nie tylko z muzykologii (klasycznej, ze szczególnym naciskiem na muzykę dawną) i etnomuzykologii, ale jest również pasjonatem historii. Jego opowieści o tym, jak to poszczególne gatunki wędrowały między krajami, kontynentami, jaki wpływ miały na to wojny, powstania, kryzysy gospodarcze i inne tego rodzaju tragedie, jak rozwijały się poszczególne instrumenty, jak muzyka ludowa i ta "bardziej poważna" przenikały się nawzajem... można było słuchać z otwartymi ustami. Do tego wszystkiego jest człowiekiem niezwykle ciepłym i otwartym, a jego poczucie humoru sprawiało, że nieraz wybuchaliśmy śmiechem słuchając różnych anegdotek i  żartów.

I tak minęła sobota i pół niedzieli. W drugiej połowie drugiego dnia skoncentrowaliśmy się na ćwiczeniu "repertuaru" na występ w Rotundzie. Potem część osób już musiała wyjeżdżać, a ci, co zostali, mogli sobie swobodnie porozmawiać o wszystkim, dopytać o coś indywidualnie, opowiedzieć o swoim graniu i porównać ludową muzykę polską z irlandzką, no i oczywiście wspólnie pomachać smyczkiem.

Ok. 20:30, po Czterech Refach, mieliśmy grać 3 kawałki na koncercie finałowym w Rotundzie. Na parę minut przed występem dołączył do nas charyzmatyczny Zito Barrett z Les Dieses, wyciągnął skrzypce, popróbował jeden kawałek i wyszedł z nami na scenę. Zawsze to jakieś wsparcie. Jak wyszło? To już nie mnie oceniać. Ze sceny wyglądało to tak, że było trochę ciasno. Początkowo mały, ale jednak stres, już po chwili zniknął - przestałam nerwowo śledzić nuty i zaczęłam uśmiechać się do tej muzyki, która w końcu przestała mi wylatywać drugim uchem. Jak to powiedział Simon: nie ma powodu się denerwować, wszyscy będziemy na scenie wśród przyjaciół (wśród publiczności zresztą też). Chyba to jest najważniejsza nauka, którą wyniosłam z tych dwóch dni warsztatów: w tej muzyce nie chodzi o jakąś wysoko skomplikowaną technikę, tylko o to, żeby mieć z niej radość. Grając wspólnie, improwizując, próbując "dograć" drugi głos, czy też zmyślając na poczekaniu nowe sposoby ornamentacji będziemy się mylić, grać nieczysto, zapominać co było dalej - ale dopóki będziemy się dobrze bawić, wszystko będzie dobrze.

Dziękuję wszystkim, którzy dołożyli swoje trzy grosze do organizacji i przebiegu warsztatów - wszyscy jesteśmy wspaniali.

tekst: Ania Kopeć
zdjęcia: Kamil Piotrowski

 

Informację wprowadził(a): Kamil "KAMiL" Piotrowski - godz. 14:20, 9 marzec 2009, wyświetlono: 846 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI