Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Andrzej Korycki i Dominika Żukowska w "Gawrze"

Relacje

Wrocławski klub muzyczny Gawra, oficjalnie istniejący już drugi rok, nie wykazuje oznak zmęczenia. Wręcz przeciwnie - niedawno powstała nowa strona internetowa (www.km-gawra.pl), stale organizowane są tam koncerty, a grono bywalców tego lokalu ciągle ...

Wrocławski klub muzyczny Gawra, oficjalnie istniejący już drugi rok, nie wykazuje oznak zmęczenia. Wręcz przeciwnie - niedawno powstała nowa strona internetowa (www.km-gawra.pl), stale organizowane są tam koncerty, a grono bywalców tego lokalu ciągle się powiększa. I jeszcze jedno: dzięki mądrej decyzji właścicieli klubu w Gawrze podczas koncertów nie można palić w pobliżu sceny. Wypada mi zatem tylko powtórzyć to, co już śpiewałem w kupletach na wrocławskie Szanty ponad dwa lata temu: Gawra to naprawdę moja ulubiona nora!

11 lutego w nastrojowych wnętrzach klubu Gawra gościli z koncertem Andrzej Korycki i Dominika Żukowska. Właściwie to z grzeczności Dominikę powinienem wymienić jako pierwszą, ale - co  w czasie koncertu żartobliwie podkreślał Andrzej - na razie to on zabiera ją na swoje występy, więc...

Andrzej Korycki znany jest głównie jako muzyk zespołu Stare Dzwony. Każdy jednak kto widział jego koncert solowy, przyzna, że jest to zupełnie inna jakość. W Starych Dzwonach jest on na scenie przeważnie tłem dla wygadanego Jurka Porębskiego i dyrygującego Marka Szurawskiego. Chociaż jest głównym akompaniatorem, to zwykle mało mówi, chowa się za bujną grzywką i pozwala "Porębie" bezkarnie z siebie żartować. Za to Andrzej Korycki solo przeistacza się w prawdziwego showmana. Jego występy nie są koncertami  w klasycznym tego słowa rozumieniu. Są raczej śpiewanymi opowieściami. Śpiewogrą, która tak bardzo wciąga, że słuchacz nie chce, aby się kończyła... Andrzej okazuje się wspaniałym gawędziarzem - opowiada o swoich przygodach scenicznych, o spotkanych ludziach, o odwiedzonych miejscach... Przybliża historię powstania swoich autorskich piosenek, mówi, dlaczego i w jakich okolicznościach włączył do swojego repertuaru takie czy inne piosenki. Ba, dla zobrazowania jakiejś anegdotki potrafi między "głównymi" piosenkami zaśpiewać kawałek świeżo napisanej, czy właśnie dopiero pisanej. Potrafi przerwać wykonywanie utworu, żeby przytoczyć jakąś zabawną historyjkę, albo nawet odkurzyć z mroków pamięci dopisaną przez siebie przed laty zwrotkę - pastisz.

Wybór repertuaru tego duetu zasługuje na uznanie. Andrzej i Dominika potrafili złapać odpowiedni dystans do żeglarsko-szantowej sztampy. Dlatego chociaż na ich występ w dużej mierze składały się autorskie piosenki samego Andrzeja (a te mają przeważnie tematykę wodno-morską), to całość pięknie uzupełniały ballady rosyjskie Żanny Biczewskiej, Bułata Okudżawy, Włodzimierza Wysockiego oraz nastrojowe piosenki Norah'y Jones. Warte podkreślenia jest, że piosenki wymienionych twórców śpiewane są często w oryginalnych wersjach językowych - zarówno po rosyjsku jak i angielsku, co dodaje występom tego duetu dodatkowego uroku.

Andrzej Korycki gra na gitarze w bardzo charakterystyczny, ekspresyjno-liryczny sposób. I nie jest ważne, ile dźwięków potrafi ze swojego instrumentu wydobyć, tylko w jaki sposób to robi. Zawsze kiedy obserwuję go na scenie, myślę o nieodżałowanym Jacku Kaczmarskim, który o sobie śpiewał: "Nowych chwytów na gitarze nie wyćwiczę, ale starych jeszcze dość..." Zarówno Jacek jak i Andrzej są dla mnie mistrzami budowania nastroju - za pomocą dość prostych środków potrafią zupełnie zaczarować słuchacza.

Dominikę Żukowską poznałem jeszcze za czasów jej występów w zespole DNA. Wtedy jej zadaniem było epatować urokiem i pięknie śpiewać. Teraz dodatkowo sekunduje Andrzejowi Koryckiemu na gitarze. Nie ukrywa przy tym, że gra dopiero od roku, ale myliłby się ten, kto by pomyślał, że Dominika gra nieudolnie. Bo ktoś, kto całą piosenkę gra triolkowym rytmem i potrafi stosować technikę flażoletu, nie musi się wstydzić swoich umiejętności. A Andrzej Korycki, u którego Dominika pobierała lekcje muzyki w żyrardowskim DK, zadbał, żeby aranżacje piosenek były oszczędne, ale i wysmakowane. Dla mnie fenomenem ich wspólnego śpiewania jest to, jak oboje potrafią wzajemnie siebie słuchać i reagować na wydawane przez siebie dźwięki. Każdą frazę śpiewaną na głosy kończą nieomylnie w tym samym momencie, i nie jest w stanie tego zmącić żadne zwolnienie, czy przesunięcie akcentów. A robią to tak lekko, że słuchacz od razu zaczyna sobie nucić pod nosem, żeby sprawdzić, czy sam też potrafi tak zaśpiewać. Dlatego na koncertach tego duetu publiczność tak łatwo daje się namówić do wspólnego śpiewu. A jak już się publiczność rozśpiewa, to Andrzej Korycki po kolejnym bisie musi ze sceny błagalnie szeptać w stronę akustyka: "Puść teraz jakąś muzykę, bo my musimy już jechać!"

Informację wprowadził(a): Robert Kolebuk - godz. 23:50, 28 luty 2005, wyświetlono: 2191 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI