Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Bałtycki Festiwal Piosenki Morskiej 2004 - czyli bezkompromisowa, choć nieco opóźniona relacja.

Relacje

Jakoś przemilczany został jak dotąd na "Szantymaniaku" fakt, że w kryzysowej - jednodniowej formie odbył się tydzień temu kolejny (dziewiętnasty!) Bałtycki Festiwal Piosenki Morskiej w Gdyni. Jednodniowa edycja wiąże się - niestety - z problemami finansowymi. Miasto, ...

Jakoś przemilczany został jak dotąd na "Szantymaniaku" fakt, że w kryzysowej - jednodniowej formie odbył się tydzień temu kolejny (dziewiętnasty!) Bałtycki Festiwal Piosenki Morskiej w Gdyni. Jednodniowa edycja wiąże się - niestety - z problemami finansowymi. Miasto, delikatnie mówiąc, wypięło się na festiwal, który w zeszłym roku wypadł rewelacyjnie, a co roku przyciągał sporą grupę słuchaczy.


Tym razem festiwal został przygarnięty przez gdyńską Mekkę szanty - "Contrast Caffe". Scenę ustawiono poza obrębem tawerny - bezpośrednio na plaży miejskiej.


Zaczęły zespoły dziecięco/młodzieżowe – Bra-de-li, Perły i Łotry ;) i Dzieci Dunajca. Wśród co bardziej zaniepokojonych słuchaczy dało się nawet słyszeć nieuprzejme komentarze, że to "szanty dla pedofili", widać temat z pierwszych stron gazet działa ludziom na wyobraźnię. Ale mimo iż osobiście uważam nurt dziecięcy w szancie za pewne wypaczenie, to nie było generalnie źle. Mam wrażenie, że obecne wcielenie Bra-de-li powoli osiąga granicę tej "dziecinności". Co się dalej wydarzy - trudno przewidzieć.


Dzieci Dunajca z kolei zaciekawiają ostrymi, iście góralskimi głosami - zwłaszcza w góralskiej wersji (z przerobionym tekstem) "Farewell to Nova Scotia". Niestety sporo psuje im w tym wszystkim keyboard.


Perły i Łotry - pierwszy "dorosły" zespół, choć wciśnięty między dziecięce - zaczął od seta "klasycznego". Piszę w cudzysłowiu, bo choć repertuar często nawiązywał do szanty klasycznej, to przy wykonaniach Pereł można mówić raczej tylko o inspiracji tym nurtem. Kiedy grupa ta gra swoje piosenki przeplatając je interpretacjami szant, to wszystko brzmi jakby lepiej, jednak tym razem ich pierwsze wejście w całości zaśpiewane było a capella. Gdzieś tak po trzecim utworze zastanawiałem się, czy nie namówić akustyka, na wycięcie z "przodów" basu (pam pam). Nie obraźcie się, chłopaki, ale po pierwsze: w takiej dawce to za wiele tego było, a po drugie: bez tych akordów brzmiałoby to o niebo lepiej. Opinia oczywiście jak najbardziej prywatna, choć konsultowana z innymi odbiorcami.


Nie znaczy to jednak, że nie miałem w tym secie swojego faworyta - miałem, i owszem. "Franciszek", jak zawsze, dał radę. Szkoda, ze "Burza" trochę niemrawo wyszła, no i coverów trochę za dużo.


Po Dzieciach Dunajca zamontował się na scenie mikro-Smugglers, czyli wersja odchudzona trójmiejskiej kapeli sea-folk-rockowej. Skład: gitara, bas, skrzypce i wokale okazał się jednak wystarczający. Smugglers, czy też może Smugglers Acoustic ;) to pierwsza kapela, która porwała tego wieczoru ludzi do tańca. Nie zabrakło żelaznego repertuaru, choć wybłagana przez publiczność "Australia" zabrzmiała dość dziwnie.


Po raz pierwszy doszło natomiast do dwujęzycznego wykonania "Whiskey in The Jar/Pod Jodłą" i to na tradycyjną, irlandzką nutę, a nie na modłę Thin Lizzy. Trzeba przyznać, że mimo mocno odchudzonego składu, dali sobie radę całkiem dobrze.


Po Smugglersach na scenę powróciły Perły i Łotry - tym razem w repertuarze instrumentalno-wokalnym. Kilka osób, które nie znają za dobrze dorobku tej grupy, było mile zaskoczonych, a i mnie to wcielenie znacznie bardziej odpowiadało. Ale dość tej agitacji!


Kiedy drugi set Pereł dobiegł końca, goście ustąpili miejsca gospodarzom, czyli zespołowi Atlantyda. Przez wzgląd na to, że pochodzą oni z różnych miast w Polsce, nawet na Wybrzeżu koncertują dość rzadko. Poza „hiciorami” z tekstami autorstwa Sławka Klupsia ("Marco Polo", "Dzień św. Patryka") pojawiło też coś nowego, niestety nie zapamiętałem jaki tytuł owa piosenka miała.


Być może za jakiś czas pojawi się na nowej płycie Atlantydy, choć jak stwierdził w rozmowie po koncercie lider kapeli: "Ciśnienia nie ma, robimy swoje". Warto zwrócić uwagę, że wbrew opiniom niektórych słuchaczy utwór "Zapach Lądu" (z tekstem w refrenie "Trawą i kwiatami zawsze pachnie dom") nie propaguje legalizacji środków odurzających.


Ostatnia tego dnia grupa, to Gdańska Formacja Szantowa, niestety tym razem bez kpt. Waldemara Mieczkowskiego. Miało to jeden malutki plusik - piosenkę "Regulus" zaśpiewał autor. Poza tym była mieszanka szantowych hitów i autorskie piosenki zespołu, czyli to za co tak wielu Formację lubi.


Cała impreza skończyła się dobrze po godzinie drugiej w nocy. Mimo tak okrojonej formuły imprezę uważam za udaną - mam tylko nadzieję, że za rok wróci z większą pompą, zwłaszcza, że będzie to edycja jubileuszowa.

Informację wprowadził(a): Rafał "Taclem" Chojnacki - godz. 18:24, 22 lipiec 2004, wyświetlono: 872 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI