Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Bruce, Bromash, Haindrich, no i ja...

Relacje

Podobno marzenia są niepoważne i niczemu nie służą. Dają jedynie złudną nadzieję, że kiedyś... Ponoć ci, co marzą, to ludzie czekający na gwiazdkę z nieba. Gwiazdkę, która i tak nigdy nie spadnie. Nic bardziej mylnego...

Bo dla mnie owa gwiazdka, właściwie to

...

Podobno marzenia są niepoważne i niczemu nie służą. Dają jedynie złudną nadzieję, że kiedyś... Ponoć ci, co marzą, to ludzie czekający na gwiazdkę z nieba. Gwiazdkę, która i tak nigdy nie spadnie. Nic bardziej mylnego...

Bo dla mnie owa gwiazdka, właściwie to całkiem duża gwiazda, właśnie spadła. No, może nie całkiem spadła, tylko przyjechała... i może nie do końca z nieba – a w przeważającej części z Łodzi, ale jednak. A na imię jej było Czte

ry Refy!

 

Szanty to moja muzyka od wielu już lat. Muzyka magiczna, bo dająca siłę i zachętę do działania. Bruce, Haindrich i ten, co to jest „no i ja...”, dawno temu nauczyli mnie tych szant. I nie chodzi mi tu tylko o słowa czy muzykę, ale o szeroko rozumianą kulturę morza. Potem płynąłem już sam, a szanty i pieśni morza były mym podręcznikiem. Dnia pewnego okazało się, iż faktycznie się na tej całej wodzie, śpiewaniu i innych takich dość dobrze znam, więc zacząłem organizować koncerty. I wtedy właśnie zacząłem marzyć. Marzyć o tym, abym kiedyś mógł zaprosić do Gliwic na swój koncert Cztery Refy. W zeszłym tygodniu, w czwartek 4 listopada, moje marzenie się spełniło...

 

Wszystkie sale Klubu Studenckiego Spirala po niebieskie ściany wypełnione były spragnionymi dobrej muzyki. Już zanim wystąpił pierwszy zespół ciężko było znaleźć dla siebie chociaż kawałek miejsca do tańczenia. A miejsce to było na wagę złota, bo gdy

na scenę wyszła Róża Wiatrów – tańczyli wszyscy. Żywiołowo wykonane szlagiery szant szuwarowych i pieśni żeglarskich rozgrzało zebranych do czerwoności. Oj, działo się! Ostatnio podobna atmosfera była na wiosnę, gdy grali Sąsiedzi i chyba do trzeciej nad ranem Drakkar Północnych Fiordów.

A potem już było tylko goręcej, bo oto pojawiły się Cztery Refy. I zaczęło się granie, koncert trwał trzy godziny... Czego to oni nie zagrali! Było prawie wszystko: Fajna ferajna, Kiedy z morza wraca Jack, Marynarskie portki, Zabierz nas na ląd, Grand Coureur, Fiddler’s Green... Wrażeniom nie było końca. Dopiero gdzieś około 0130 Refy zagrały Pożegnanie Liverpool’u jako widomy znak, że to już jednak koniec.

 

Dzisiaj, kilka dni po koncercie, ciągle żyję czwartkowym wieczorem. Myślę, że wszyscy, którzy tam byli, na długo zapamiętają cudowne chwile spędzone przy muzyce Róży Wiatrów i Czterech Refów. Gliwicki klub Spirala, można to stwierdzić z całą pewnością, jest miejscem przyjaznym żeglarzom.

 

Parafrazując słowa znanego polskiego szanty-rock’owca – Janka Wydry: Tak było!!!

Informację wprowadził(a): Tomasz "Bromash" Brol - godz. 21:50, 9 listopad 2004, wyświetlono: 632 razy

"no i ja..."

wysłano: 9:35,19 listopad 2004

Taka to i prawda... Mogłem twarzą w twarz porozmawiać z moimi muzycznymi mentorami (choć do tego czasu nie wiedzieli, że nimi są :) ). Mogłem posłuchać ich wspaniałego koncertu, bawiąc się do późna. I mogłem usłyszeć słowa z których jestem dumny, jako cząstka gliwickiego żeglarsko - szantowego świata: "to był najbardziej energetyczny koncert jaki zagraliśmy od dłuższego czasu - na pewno wrócimy!" Pzdrawiam! Szymon Sarré - "no i ja..."
Odpowiedz na ten komentarz
Ania Bednarska

wysłano: 23:10,23 listopad 2004

Oj tak!...Koncert, który dziś jest niestety już tylko wspomnieniem warty był tak długiego oczekiwania... Cztery Refy, których tak strasznie tu do tej pory brakowało oczarowały publiczność i zapewniły pełen wrażeń wieczór przy naprawdę wspaniałej muzyce! Wierzę że zagrają dla gliwickich "szantymaniaków" jeszcze nie raz...
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI