Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Cud na łące w Nowej Słupi, czyli o finale IV "Szanty na Sukces"

Relacje

Zakończona właśnie IV edycja Kieleckich Spotkań z Piosenką Żeglarską "Szanta na Sukces" była dość nietypowa. Rozpoczęła się efektownie II Zaduszkami Szantowymi w ...

Zakończona właśnie IV edycja Kieleckich Spotkań z Piosenką Żeglarską "Szanta na Sukces" była dość nietypowa. Rozpoczęła się efektownie II Zaduszkami Szantowymi w październiku ubiegłego roku. Zapowiedzi kolejnych "wacht" były więcej niż szumne, a finału - wręcz zwalające z nóg. Do obecnego na Zaduszkach Johnny'ego Collinsa miał bowiem dołączyć jego wieloletni partner na scenie, Jim Mageean, który ostatni raz w Polsce pojawił się na "Shanties" w 2004 r. Miały być Cztery Refy, Stare Dzwony, Tonam & Synowie, Klang...

Gdy odwołane zostały poprzedzające finał koncerty Tonamów, Klangu oraz North Windu (ten ostatni zespół pomimo tego postanowił jednak przyjechać do Kielc, by spotkać się ze swoimi fanami), mało kto wierzył, że pierwotna koncepcja finału zostanie utrzymana. I faktycznie...

Dosłownie "na pięć minut" przed imprezą ukazał się ostateczny program. Impreza została przeniesiona w dość niecodzienne miejsce. Wieś Nowa Słupia, ośrodek turystyczny w Górach Świętokrzyskich oraz położone tam tzw. piecowisko do tej pory znane były przede wszystkim z festynu archeologicznego pod nazwą "Dymarki świętokrzyskie", gdzie można było zapoznać się z problematyką starożytnego hutnictwa.

 

* * *

 

Sobota na campingu "Pod Skałką" była jednym z najprzyjemniejszych dni, jakie dane mi było spędzić jeżdżąc na szantowe festiwale. Zewsząd dobiegała muzyka, na wyciągnięcie ręki byli wszyscy wykonawcy, nie wyłączając gwiazd z Wielkiej Brytanii. Można było wybrać się na Święty Krzyż, można było posłuchać jedynej w swoim rodzaju próby standardów szantowych w wykonaniu duetu Collins/Mageean z towarzyszeniem zespołu North Wind. Aż wreszcie nastał czas koncertu.

Jako pierwszą usłyszeliśmy piosenkę "Wiatr" w wykonaniu zespołu Pchnąć w Tę Łódź Jeża. Po niej prowadzący imprezę Bartosz "Bongos" Konopka odczytał werdykt jury konkursu, który przeprowadzono dzień wcześniej. Odbył się on w nieco okrojonym składzie. Nie dotarli zajęci nagrywaniem płyty Morże Być oraz B.O.R.Y. Jury w składzie Johnny Collins, Bogusław Nowicki i Piotr Zadrożny przyznało Wielką Gejtawę Kamilowi Badziochowi, Srebrną - zespołowi Pod Wiatr, Brązową - grupie Velbot. Nagroda "Jachtingu" za najlepsze wykonanie szanty klasycznej powędrowała do zespołu V-szerze na Bis. Ze zwycięzców zaprezentowali się na scenie Kamil Badzioch oraz V-szerze na Bis, wystąpił także juror Piotr Zadrożny.

Wreszcie nastąpił "właściwy" występ Jeży, które wystąpiły bez Justyny Machajskiej. Ten sezon dla chorzowskiego zespołu stanowi chyba swoistą cezurę. Wydaje się bowiem, że trudny etap "za dobrzy na konkursy, za mało znani na festiwale" PwTŁJ mają już za sobą. Potwierdzają to w każdym calu na scenie, regularnie prezentując nowe utwory. Był już "Żagiel na Irtysz", jest świetny nowy kawałek instrumentalny, od dawna zaś czarują publiczność wyrafinowane aranżacyjnie "Alvilda", "Pieśń wioślarzy" czy swojskie "Za górami, za lasami".

Miłą niespodzianką są dla mnie od jakiegoś czasu Bukanierzy. Główną część repertuaru grupy Staszka Konopińskiego stanowią utwory, które można by określić mianem współczesnych pieśni kubryku. "Kolory morza", "Wyspy szczęśliwe", "Sztorm" to jedne z ciekawszych autorskich kawałków, jakie ostatnio udało mi się usłyszeć. Dobrze brzmią w ich wykonaniu stare żeglarskie piosenki, takie jak "Stary Joe". Nie mogę jednak nie wspomnieć także o jednym coverze. "W drodze na Horn" z repertuaru Czterech Refów w wykonaniu Bukanierów brzmi nie mniej porywająco niż "polski pierwowzór".

Gwiazdy wieczoru, Johnny Collins i Jim Mageean, zaprezentowały się w dwóch odsłonach, przedzielonych recitalem North Windu. Uraczyli nas wielką porcją klasyki, od utworów dobrze w Polsce znanych: "Poor Old Horse", "Ranzo Ray", "One More Day", "General Taylor", po znane nieco mniej ("Rosabella", "Farewell Shanty") oraz nowości ("Long Summer Day"). Koncert miał żywe tempo: panowie śpiewali już kilka sekund po wejściu na scenę, między utworami często nie zostawiali pauz na oklaski (chyba że akurat potrzebny był łyk wody), czasem snuli opowieści o wykonywanych pieśniach. Głos Collinsa to wprost mistrzostwo świata - nie wiem, czy ktoś jeszcze potrafi wydobyć z siebie tak mocny i niski ton. Do tego świetnie komponuje się z nim wyższy głos Mageeana.

North Wind kilka miesięcy po scenicznym debiucie śmiało mogli być uznani za kolejną gwiazdę festiwalu. Formacja dorobiła się już kilkuosobowej grupki zagorzałych fanów, jeżdżących za zespołem niemal z koncertu na koncert. Coraz pewniej też czuje się na scenie. W ostatnim czasie repertuar zespołu poszerzył się o dwa znane utwory: "Ławice New Foundland" i "Shiny-oh!". Pierwszy jest wprawdzie dość mocno eksploatowany (Packet, Smugglers, Grzegorz Tyszkiewicz), ale wersja North Windu brzmi inaczej od wspomnianych. Czasem także tekstowo... - Tekst napisała Anna Peszkowska, a zdeformował Jerzy Ozaist - oświadczył publiczności Wiktor Bartczak po wykonaniu "Ławic..." w Nowej Słupi, żartobliwie komentując "potknięcia" głównego szantymena. Ale nawet starsze utwory nie są dla zespołu zamkniętym i skończonym dziełem, czego przykładem jest urozmaicenie brzmienia "Jolly Jack Tar" o dźwięki mandoliny. Dzień wcześniej w Warszawie można było również usłyszeć w wykonaniu zespołu instrumentalny popis z udziałem gitary, mandoliny i bodhranu pod roboczą nazwą "Altanka" (od znanego irlandzkiego zespołu Altan).

Finał był porywający. Na scenie pojawili się Johnny Collins, Jim Mageean oraz zespół North Wind. W tym składzie odśpiewali cztery utwory: "Blow the Man Down", "Herzogin Cecilie", "Rolling Up, Rolling Down", "Rolling Down to Old Maui", zaś do wykonania piątego "Shantymena" dołączyli pozostali wykonawcy.

Po koncercie nastąpił ciąg dalszy. Wspólne śpiewanie przy ognisku (prym wiedli tu Michał Słowikowski i Marek Jankowski z zespołu Velbot oraz członkowie zespołów Bukanierzy i North Wind), wspólne rozmowy, umiarkowana konsumpcja różnych trunków...

 

* * *

 

Festiwal udał się znakomicie, wszyscy dobrze się bawili... i tak dalej. Tak właściwie można by zakończyć tę relację. Zwykłego widza specjalnie nie obchodzą i obchodzić nie powinny kwestie organizacyjno-zakulisowe.

Chyba, że dotyka go to bezpośrednio. Nie chodzi mi już nawet o to, że jeżeli ktoś od paru miesięcy nastawiał się na występ Starych Dzwonów czy Czterech Refów, musiał obejść się smakiem. To, z czym przez dłuższy czas mieliśmy do czynienia oglądając zapowiedzi "Szanty na Sukces" (i to całego niemal tegorocznego cyklu!), było klasycznym przypadkiem "myślenia życzeniowego". A przecież formułę imprezy powinno dostosowywać się do możliwości organizacyjnych. Odwrotnie się nie da, chyba że ktoś jest cudotwórcą.

Prawdą jest, że obecność ikon muzyki szantowej na łące w Nowej Słupi była właśnie swoistym cudem, jak słusznie zauważył Jerzy Ozaist. Pytanie tylko, dla kogo ten cud? Cała publiczność liczyła bowiem mniej więcej 30 osób. Zważywszy na wspomniany wyżej bałagan informacyjny (nie mówiąc o nagłym "zniknięciu" strony internetowej festiwalu...), wynik ten należy uznać za doskonały. Dojazd do Nowej Słupi z często odległych stron Polski nie jest bowiem taką prostą sprawą. A pojawienie się na koncercie licznej grupy "miejscowych" fanów szant uznałbym za jeszcze większy cud niż obecność Collinsa i Mageeana. - Ja
k na spotkanie towarzyskie muzyków, muzykantów i osób zaprzyjaźnionych - impreza absolutnie godna polecenia, natomiast jako festiwal, przegląd tego, co się na szantowej scenie dzieje, pokazanie się zespołów i zmierzenie się z innymi wreszcie, szczególnie przy tej ilości podmiotów wykonawczych w konkursie (cztery) i tak małej ilości publiki - chyba nie do końca
 - stwierdził Marek Jankowski.

Nowa Słupia zupełnie zignorowała festiwal. Nie pomogły liczne plakaty rozwieszone we wsi. Miejscowy wójt niby objął nad imprezą patronat, ale na stronie internetowej gminy nie wspomniano o niej ani słowem.

Kilka miesięcy temu w środowisku toczyła się dyskusja na temat pokrywania się ze sobą terminów festiwali. Chodziło o "Kubryk" i finał "Szanty na Sukces" właśnie, jako że obydwa zaplanowane były na trzeci weekend maja. Co gorsza, pokrywała się planowana obsada obu imprez. W końcu znalazło się rozwiązanie - "Kubryk" przesunięto o tydzień. Dylemat dla fanów przestał istnieć, a Bukanierzy, Cztery Refy, North Wind i Pchnąć w Tę Łódź Jeża mogły bez przeszkód zagrać w obu miejscach. Tymczasem w Nowej Słupi "Refy" ostatecznie nie zagrały.

- Spodziewałem się zupełnie innego podejścia w kwestii współpracy, ponieważ tylko i wyłącznie ze względu na "Szantę na Sukces" i skład wykonawców przesunąłem termin Kubryku o tydzień, a nie było to łatwe. Na marginesie dodam, że efektem ubocznym była strata deklarowanych kilku tysięcy przez jednego ze sponsorów, a także "wypadnięcie" imprezy z obchodów Dni Łodzi - powiedział Jerzy Rogacki.

Niejeden z obecnych na koncertach organizowanych przez "Gejtawy" może mieć mieszane uczucia. Z jednej strony: bilety w formie przypinek, płyty DVD (to na Zaduszkach), własne pismo szantowe "Przed Wachtą" (!), kartki pocztowe, związane z imprezą (dość luźno, ale zawsze) nazwiska: Krzysztof Baranowski, Katarzyna Gärtner, Rafał Olbiński, wreszcie odważne lansowanie tradycyjnej muzyki morza i oryginalna wizja całego projektu... Z drugiej zaś to wszystko, co sprawia, że "wykonawcy psioczą później, strasząc tych, co jeszcze nie byli..." (jak napisała Joanna Ozaist w... piśmie "Przed Wachtą").

Ciekaw jestem, jaki będzie program V edycji "Szanty na Sukces". Mam nadzieję, że okaże się mniej wirtualny.

 

Oglądaj także: fotorelacja Tomka Golińskiego

 

Tekst: Michał Nowak

Foto: Tomasz Goliński

Podziękowania:  dla Stowarzyszenia "Gejtawy" oraz Tomka Golińskiego, dzięki którym mogłem przybyć na ten koncert

Informację wprowadził(a): Michał Nowak - godz. 14:42, 24 maj 2007, wyświetlono: 1075 razy

ManiakSzant

wysłano: 12:50,25 maj 2007

No coz jak by to powiedziec szacunek dla organizatorow za to ze odbyl sie ten festiwal i chyba tyle :) Bo ze tak powiem podejscie organizatorow do wielu rzeczy bylo nie zaciekawe wg mnie tak sie nie robi :) ale kto byl to widzial co sie dzialo. A co do tej publicznosci to nie przesadzajmy ze bylo 30 osob :p oprocz zespolow to na konkursie bylo hmmm moze z 15 osob :) fakt publika nie dopisala a no i werdykt hm no coz o ile pamietam to jak V-szerze na bis wykonali szante klasyczna obowiazkowa to Jury nie bylo zbytnio bnia zachwycone a tu nagle wow nagroda za najlepsze wykonanie no nic oczywiscie im gratuluje :) i mam nadzieje ze za rok bedzie lepszy ten festiwal :) pozdrawiam wszystkich
Odpowiedz na ten komentarz
basrefleks

wysłano: 17:14,25 maj 2007

nie wiem dlaczego na tej szancie było az tak dużo ludzi w pierwszej części konkursowej było ich..... nie licząc obsługi organizatorów, szantyman-ów, jury, i akustyków chyba z 10 osób no porażka, ...... następna rzecz to to że na konkursie pierwszego dnia jury mówiło coś co zupełnie nie pasowało do wyników na następny dzień......:/ o co tu chodzi czy to czasem nie jest tak że organizator czy sponsor wybrał sobie faworyta i to ten musiał wygrać i już .... wygrał pan który ma za sobą wielką przeszłość muzyczną i tu wielki szacunek ale czy nie powinni być nagrodzeni ci którzy dopiero zaczynają to pozwoliłoby im sie wybić a nie tak jakoś od dupy strony to wszystko... jeszcze jedno szanta na sukces w nowej słupi ....???? to głupie w kielcach przynajmniej więcej ludzi by przyszło.... a teraz troche ostrzej DAJECIE DUPY I JESTEŚCIE KOLEJNYM DOWODEM NA TO ZE W POLSCE MOŻNA WSZYSTKO KUPIĆ KUR>>>>SKA KORUPCJA I JUZ BRZYDZE SIĘ WAMI, HAŃBICIE TĄ MUZYKĘ DOBRZE ŻE COLINS NIE WIEDZIAŁ DO KOŃCA O CO TU CHODZI >>> PA BUZIAKI>>>
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 20:31,25 maj 2007

...proponuję wykorzystać rzadką zdolność jasnowidzenia jak i mniej rzadką 'zdolność' publicznego kalania języka polskiego i od razu iść w 'politykie'. Ta czy inna frakcja rządząca da ci niewąsko zarobić i będzie jednego frustrata mniej w tym kraju...
Odpowiedz na ten komentarz
zizu

wysłano: 5:38,26 maj 2007

prawda w oczy kole
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 8:49,26 maj 2007

zizu - nie mam nic wspólnego z tą imprezą, więc jakakolwiek 'prawda' jej dotycząca (bo o to ci chyba chodzi) jest mi 'ganz' obojętna. Nie podoba mi się natomiast spodlenie zwyczajów..."if you get my grift"
Odpowiedz na ten komentarz
zizu

wysłano: 16:49,26 maj 2007

no fakt powiedziane przesadnie ale troche jest w tym prawdy bo mi od strony organizacyjnej tez sie kilka rzeczy nie podobalo... mimo wszystko POZDRAWIAM SERDECZNIE sail HO !!!
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 19:52,26 maj 2007

Zizu - z tym, że organizacja (a konkretnie np. powiadamianie o imprezie) była słaba, zgodzę się. Ale o tym napisał sam autor artykułu, Michał Nowak. Ja o organizatorze mam swoje zdanie, nie związane zupełnie z tym wydarzeniem, ale mimo tego, skoro istota imprezy tzn. muzyka były wg tam obecnych dobre, to choćby to jest powodem do zadowolenia. A 'spiskowe teorie dziejów' związane z konkursami to po prostu stara śpiewka.. Pozdrawiam...
Odpowiedz na ten komentarz
zizu

wysłano: 21:1,26 maj 2007

nie mowie ze nie... wykonawcy zaprezentowali kawał dobrej muzyki i to sie bardzo chwali... miło było posłuchać
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI