Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Folk w pigułce

Felietony

Gorąca dyskusja na Forum Szantymaniaka, dotycząca znaczenia terminu "szanty", prowadzona w temacie Czy "Keja" jest szantą? doprowadziła do założenia przez Antka Stalicha pochodnego ...
Gorąca dyskusja na Forum Szantymaniaka, dotycząca znaczenia terminu "szanty", prowadzona w temacie Czy "Keja" jest szantą? doprowadziła do założenia przez Antka Stalicha pochodnego tematu: Czy "Keja" jest folkiem. Znacznie spokojniejsza w tonie dyskusja wykazała, że znaczenie terminu folk jest dla wielu słuchaczy bardzo płynne. Wywołany przez Maćka do tablicy postanowiłem podjąć się karkołomnego zadania - przedstawić jak różnorodne jest spojrzenie na muzykę folkową na świecie. Zaznaczam, że będzie to raczej próba obiektywnego spojrzenia na zjawisko, jakim jest dziś muzyka folkowa, bez wikłania się w wartościowanie i faworyzowanie konkretnych punków widzenia. Zdaję sobie sprawę, że w tym stosunkowo krótkim tekście muszę zamieścić sporo informacji, które mogą przytłoczyć czytelnika, dlatego postaram się odpowiednio dobrać przykłady audio-wizualne, które pozwolą na zilustrowanie mojej opowieści.
Na wstępie warto zwrócić uwagę, że prawdziwym problemem nie jest niemożliwość usystematyzowania, ale raczej różnorodność klasyfikacji, jakiej próbuje się poddać muzykę folkową. Folk jest interpretowany bardzo rozmaicie, oto kilka przykładów:

1. Folk w tradycji brytyjskiej.

W Europie przez lata dominowało myślenie o muzyce folkowej kategoriami brytyjskimi. Anglicy zwyczajowo za "folk" uważają swoją muzykę, opartą na angielskiej tradycji. Oczywiście folk celtycki jest przez nich również nazywany folkiem, ale często podkreśla się odmienność nie tylko źródeł, ale i brzmień, którą z polskiej perspektywy mało kto słyszy. Resztę muzyki ludowopochodnej na Wyspach określa się terminem "world music", bez względu na to czy pochodzi ona z Holandii, Belgii, Włoch, Polski czy z Bali i Malezji.
Ciekawostką jest, że dzięki rozwojowi klubów folkowych i silnej pozycji solistów, facet z gitarą (bez względu czy akustyczną, jak Dick Gaughan, Martin Carthy czy Ralph McTell, czy elektryczną, jak Richard Thompson czy Billy Bragg) jest tam bez mrugnięcia okiem nazywany folkowcem.
Anglicy mają niekiedy problem z tym jak zdefiniować folk amerykański, bowiem trudno go zaliczyć do tradycji brytyjskiej, wymyka się też terminowi "world music". O amerykańskim folku opowiem nieco dalej.

Jako muzyczną ilustrację proponuję stare nagranie "North Country Maid", dokonane na potrzeby BBC przez grupę The Watersons:
http://www.youtube.com/watch?v=yM_1gLvySHw
Warto również posłuchać pięknej ballady "From Clare to Here", w autorskim wykonaniu Ralpha McTella:
http://www.youtube.com/watch?v=9B3_of9CY24

2. Brytyjski punkt widzenia w Europie i w Polsce.

Brytyjskie podejście do muzyki folkowej spowodowało, że w wielu krajach zaczęto stopniowo uważać, że muzyka folk, to właśnie taka muzyka, jaką Anglicy (dominujący światku europejskiej prasy, w tym również krytyki muzycznej) uważają za folk - a więc muzyka angielska i celtycka - oraz "nasz folk krajowy".
W przypadku Polski załapały się na ten typ interpretacji pierwsze kapele folkowe, takie jak Kwartet Jorgi.
Wcześniej podkreślano u nas pierwiastek ludowy, ale rzadko odwoływano się do etykietki "folk", choć wczesne nagrania Maryli Rodowicz, No To Co czy niektóre rzeczy Skaldów, to folk-rock czystej wody. Mimo że oficjalnie zespół No To Co nazywano grupą skifflową, to z prawdziwym skiffle mieli oni niewiele wspólnego.
Już w tamtych czasach (a więc pod koniec lat 60-tych i na początku 70-tych) w Polsce sięgano po współczesny folk zza granicy i interpretowano po swojemu.

Jako muzyczną ilustrację proponuję tu balladę, którą śpiewa Sława Przybylska: "Gdzie są kwiaty z tamtych lat":
http://www.youtube.com/watch?v=Fs4_0NJH200
Oraz oryginalne wykonanie "Where Have All The Flowers Gone" Pete'a Seegera (któremu towarzyszy Arlo Guthrie):
http://www.youtube.com/watch?v=TXqTf8DU6a0

3. Folk w dobie globalizacji.

Postępująca globalizacja, rozwój internetu, a co za tym idzie radykalne "zmniejszenie się" świata, spowodowały, że aktualnie pewne rzeczy próbuje się usystematyzować. Nie ma co prawda organizacji, która nadawałaby jakiś wspólny ton debacie nad folkiem, jednak można się posunąć do stwierdzenia, że obecnie często uważa się w Europie, że folk, to muzyka inspirowaną tradycją, pochodzącą różnych krajów Europy, oczywiście pamiętając o podziale na poszczególne grupy etniczne i narodowościowe. Stąd np. folk celtycki, który dzieli się na: irlandzki, szkocki, walijski, bretoński, asturyjski i galicyjski. Oczywiście znajdą się tacy, którzy dzieląc włos na czworo wyodrębnią z tego np. charakterystyczne brzmienia muzyki z hrabstwa Donegal, skrzypcowe orkiestry z Szetlandów czy szkockich dudziarzy - będą mieli rację, bo to w końcu odmienne stylistyki.
Podobnie w Polsce - spokojnie można odróżnić muzykę np. kurpiowską od kaszubskiej czy góralskiej. Ale wiele kapel czerpie z rozmaitych źródeł w ramach wspólnoty jakiegoś obszaru (dobrą ilustracją jest tu np. Orkiestra św. Mikołaja).
Muzykę spoza Europy (z wyłączeniem większości tradycyjnego i tradycyjno-pochodnego grania z Ameryki Północnej i części "emigranckiej" grania Australijskiego) określa się jako "world music". Przy czym panuje generalnie zgoda na to, że world music, to też folk, ale brak wspólnych korzeni z muzyką europejską powoduje, że często traktuje się te nurty jeżeli nie osobno, to przynajmniej jako nieco odseparowane.

Za ilustracje posłuży nam Orkiestra św. Mikołaja i ich "Ballada o Henryku Zbójniku":
http://www.youtube.com/watch?v=Ad1N7t2W2jE
Jako czegoś odmiennego od tego co kojarzy nam się z muzyką celtycką, proponuję utwór "La Saya" z repertuaru asturyjskiego Felpeyu:
http://www.youtube.com/watch?v=8tgqjGcJ6fY

4. Folk w Stanach Zjednoczonych.

Amerykański folk, to muzyka, która rozwinęła się niejako u boku country. Artyści folkowi z USA sięgają często po stylistykę country, a "kowboje" nie mają obaw przed wykonywaniem folkowych piosenek. Stąd sporo w tym temacie zamieszania. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że amerykański folk, to takie granie trochę na modłę brytyjską (nie mylić z wykonywaniem angielskiego czy celtyckiego folku, bo takich zespołów w Stanach nie brakuje, ale traktuje się je raczej jako "przedłużenie" sceny anglo-celtyckiej z Wysp), bez odwoływania się do stylistyki i poetyki country. Stąd w nurcie folkowym pojawiają się tacy artyści, jak Bob Dylan, Woody Guthrie czy Pete Seeger. To do nich odwołują się współcześni wykonawcy, jak choćby Bruce Springsteen, który obok kariery artysty pop-rockowego, często jest też kojarzony ze sceną folkową.
Oczywiście sama muzyka country, to też muzyka folkowa (przynajmniej z definicji, gdyż odwołuje się do tradycji), jednak jej pozycja w Stanach jest na tyle silna, że należy traktować ją osobno. Oczywiście nawet wewnątrz wielkiej sceny muzyki country, są zdecydowanie folkowe nurty, nie odcinające się zbytnio od nazwy "folk". Mowa tu choćby o muzyce bluegrass, cajun & zydeco, czy chociaż o brzmieniach górali z Apallachów. Ciekawostką jest, że za folk nie uważa się zwykle muzyki rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej.

Klasycznym przykładem amerykańskiego folku może być grupa Kingston Trio i ich "Lonesome Traveler":
http://www.youtube.com/watch?v=kamG6iAvZvA

5. Folk w Kanadzie i na Antypodach

Kanadyjski folk, to pod względem muzycznym rozmaite cechy wpływów. Zachodnie wybrzeże w sporej mierze opanowane jest przez francuskopochodną (ale przecież nie tylko!) muzykę z Quebecku, której nijak nie uda się wtłoczyć ani w country, ani w amerykański folk. Podobnie jest z Nową Fundlandią i celtyckimi pozostałościami w tamtejszej muzyce. Warto zaznaczyć, że zdarzało się już, że irlandzcy muzycy jeździli do Kanady, żeby uczyć się tradycyjnego grania, które w niektórych hrabstwach Zielonej Wyspy już zanikało.
Z kolei w Australii za muzykę folkową zwykło się uważać to, co grają biali osadnicy, a co nawiązuje do tradycji przywiezionych przez nich z Europy i Ameryki. Dlatego też tradycyjne brzmienia aborygeńskie zwykło się klasyfikować jako "world music", zaś emigranckie granie, jako folk. Jednym z popularniejszych nurtów w australijskiej muzyce folkowej są tzw. "bush bands" (zespoły tego typu znajdziemy również na Nowej Zelandii). Typowe instrumentarium bush bandu przypomina kapele celtyckie (skrzypce, akordeon, gitara, banjo, tin whistle), ale zdarzają się też tak egzotyczne instrumenty, jak piła czy barcoo dog.

Kanadyjczyków niech reprezentuje w naszym przeglądzie piosenka "The Mermaid" w wykonaniu znanej również u nas grupy Great Big Sea:
http://www.youtube.com/watch?v=jXPzMXN3hAg
Z kolei The Bushwackers to australijska odpowiedz na kapele w stylu Fairport Convention, oto ich wiązanka dwóch utworów "Lime Juice Tub/South Australia":
http://www.youtube.com/watch?v=rzlA9lRsgu0

Zdaję sobie sprawę, że w niniejszym tekście prześlizgnąłem się tylko po szczytach gór, dokonałem wielu uproszczeń, czasem może nawet za wielu. Znawcy tematu zapewne znajdą w moim krótkim wywodzie wiele nieścisłości, lub też będą w stanie podważyć niektóre tezy. Zaznaczam jednak, że powyższa praca ma raczej charakter popularyzatorski. Starałem się unikać przekłamań, lecz zdaję sobie sprawę z tego jak wiele można by jeszcze powiedzieć na temat percepcji muzyki folkowej na świecie. To temat-rzeka, praktycznie niewyczerpany.
Jeśli jednak kogoś zainteresowało to co ty przeczytał, zapraszam do kontynuowania dyskusji na Forum Szantymaniaka.

Informację wprowadził(a): Rafał "Taclem" Chojnacki - godz. 8:21, 7 wrzesień 2009, wyświetlono: 4044 razy

Antek Stalich

wysłano: 9:1,7 wrzesień 2009

Gorąca dyskusja na Forum Szantymaniaka, dotycząca znaczenia terminu "szanty", prowadzona w temacie Czy "Keja" jest szantą? doprowadziła do założenia przez Macieja Jędrzejkę pochodnego tematu: Czy "Keja" jest folkiem. Nie przez Macieja Jędrzejkę tylko przez Antka Stalicha. Czy Autor przebrnął przez temat? Wystarczyło jedynie wejść na pierwszą stronę...
Odpowiedz na ten komentarz
Taclem

wysłano: 9:31,7 wrzesień 2009

Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 10:31,7 wrzesień 2009

... z tymi irlandzkimi skrzypkami jeżdżącymi do Kanady. Zdawać by się mogło, że w Irlandii nie brakuje muzyków i okazji do grania, a co jak co, ale skrzypce to bardzo charakterystyczny dla tej nacji instrument. Jeśli chodzi o Richarda Thompsona, to jest on od końca lat 60tych uznanym gitarzystą elektrycznym grającym i śpiewającym (mniej więcej od połowy lat 70tych) głównie swoje kompozycje. Dowodem jego uznania może być udział na Targach Gitarowych w Sewilli, zarówno solo jak i np. z Bobem Dylanem (bynajmniej nie tylko w roli akompaniatora). Ma bardzo charakterystyczny styl, gra najczęściej na czystym, lub lekko przesterowanym Stratocasterze. Aczkolwiek słuchałem go grającego często na gitarze akustycznej. Tu radzi sobie równie dobrze - nie zawaham się nazwać tego wirtuozerią. Z jego płyt bardzo lubię jedno z wczesnych dokonań - "I want to seee the bright lights tonight" nagrane w połowie lat 70tych z żoną, Lindą Thompson (jako ciekawostkę podam, że Linda to jedna z wokalistek biorących udział w nagraniu chórków do "Poor Old Horse" z płyty "Rise up like the sun" Albion Band). Na "I want to see..." nie ma szybkich, błyskotliwych utworów, ani łatwych przebojów. Jest za to klimat i elektryczny folk-rock.
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 10:44,7 wrzesień 2009

... o tym, że Richard Thompson brał udział (razem z kolegami z Fairport Convention - Simon Nicol, Dave Pegg, Dave Mattacks) w nagraniu instrumentalnej płyty pt: "The Bones of all men". Utwory pochodzą ze średniowiecza i charakteryzuje je częsta zmian metrum - ich wyboru dokonał Phiipl Pickett, grający na różnego rodzaju "dęciakach"('wind instruments') - tenże Phill Pickett (obecnie Dyrektor orkiestry 'The Musicians of the Globe or The New London Consort') również brał udział w nagrywaniu wspomnianej wcześniej płyty "Rise up like the sun" zespołu Albion Band (świat muzyków jest mały :-) ). Nazwa zespołu nagrywającego "The Bones of all men" brzmi tak jakby to była klasyczne orkiestra z dwoma solistami - "Mr Philip Pickett with Mr Richard Thompson and the Fairport Rhythm Section". I rzeczywiście są to pojedynki (na bazie rockowej sekcji rytmicznej) wspomnianych instrumentów dętych i gitary elektrycznej. Polecam!!
Odpowiedz na ten komentarz
Taclem

wysłano: 11:49,7 wrzesień 2009

jachu napisał: Ciekawa rzecz z tymi irlandzkimi skrzypkami jeżdżącymi do Kanady. Zdawać by się mogło, że w Irlandii nie brakuje muzyków i okazji do grania, a co jak co, ale skrzypce to bardzo charakterystyczny dla tej nacji instrument. Właściwie każdy region Irlandii ma swoje melodie i swoje smaczki techniczne. Niektóre na Wyspie zostały już zapomniane, a tymczasem przetrwały wśród irlandzkich emigrantów.
Odpowiedz na ten komentarz
Elik

wysłano: 21:9,13 wrzesień 2009

Taclem - że też Ci się chciało to wszystko zbierać, chocby nawet po łebkach! r*e*s*p*e*c*t! Nie wspomniałeś o Old Time pisząc o amerykańskim folku. ;-) I jeszcze raz powtórzę (bo już to gdzieś pisałam): szanty są częścią folku ale folk nie zawiera się w szantach. Przynajmniej w Brytanii nie mają z tym problemu! Jak ktoś pamięta lekcje matematyki o zbiorach...
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI