Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Irek "Messalina" Wójcicki - list do przyjaciół

Różności

Drodzy Przyjaciele!

 

Podobno najtrudniejsze jest mówienie o rzeczach oczywistych. Takich jak miłość, wrażliwość, mądrość, wyrozumiałość czy wdzięczność. Ale to chyba nie do końca prawda. Moim jedynym kłopotem jest troska o to, by się nie powtarzać, mam

...

Drodzy Przyjaciele!

 

Podobno najtrudniejsze jest mówienie o rzeczach oczywistych. Takich jak miłość, wrażliwość, mądrość, wyrozumiałość czy wdzięczność. Ale to chyba nie do końca prawda. Moim jedynym kłopotem jest troska o to, by się nie powtarzać, mam bowiem świadomość, że nie wymyślę nagle nowych słów. Ufam jednak, że te stare, "wytarte" będą dobre, bo szczere.

 

 Półtora roku temu dowiedziałem się, że jestem chory. Poważnie chory. Może nawet śmiertelnie. Nie ukrywam, że długi czas nie docierała do mnie powaga całej tej sytuacji. Byłem świadomy, co mi grozi, ale z drugiej strony od samego początku wierzyłem, że wszystko będzie dobrze. Była to naiwna wiara, nie mająca oparcia w żadnych racjonalnych przesłankach. To przyszło dopiero później.

 

 Tak naprawdę schody zaczęły się od momentu, gdy zacząłem regularnie odwiedzać szpitale. Kiedy wokół siebie miałem ludzi borykających się z tym samym problemem. Widziałem jak cierpią. Widziałem jak walczą. Widziałem jak niektórzy przegrywają... I jednocześnie rosło we mnie przekonanie, że ze mną musi być inaczej. Że nie wolno się poddać, bo Ewa w ciąży, bo jest jeszcze parę rzeczy do zrobienia, bo po prostu, do cholery,  nie lubię być chory! Że jest pewnie kilka osób na tym świecie, którym choć trochę na mnie zależy...

 

 I tu się pomyliłem - okazało się, że jest ich znacznie więcej niż mógłbym zamarzyć. Rozpoczęło się od Portu Pieśni Pracy. Czekałem wtedy na pierwszą operację i ze szpitalnego korytarza łączyłem się z Festiwalem i mogłem słyszeć reakcję Publiczności na moje zapewnienia, że się nie dam. A potem się pobeczałem. Zresztą skrajne wzruszenie dopadało mnie od tego czasu wielokrotnie. Bo ruszyła lawina akcji i koncertów wspierających mnie (i będącego w nie mniej trudnej sytuacji -  Romka Roczenia) w chorobie. Każdy był wielki i potrzebny, niezależnie od ilości Ludzi, którzy w nich uczestniczyli. Obok ogromnej imprezy w moim ukochanym Wrocławiu były też klubowe grania zaprzyjaźnionych zespołów. Zaś w głowach osób związanych z Gniazdem Piratów powstał projekt "Zobaczyć morze".

 

 Mija właśnie rok od koncertu w warszawskiej "Stodole", podczas którego ujrzało światło dzienne wydawnictwo, jakiego w tym kraju (i chyba nie tylko) jeszcze nie było. Stałem wtedy na scenie... słaby, wychudzony, łysy i śpiewałem z Wami ufając, że NAM się powiedzie. Bo wtedy już wiedziałem, że to nie tylko moja sprawa. Pomijając cel, przyświecający całemu pomysłowi, należy docenić wartość samą w sobie, jaką posiada ten trzypłytowy album z nagraniami ścisłej czołówki polskiej szanty i pieśni żeglarskiej. To bezprecedensowe wydarzenie pokazało całej Polsce, jakimi ludźmi potrafimy być, jak ważne są dla nas takie słowa jak: Przyjaźń, Solidarność, Przyzwoitość, Bezinteresowność i Wiara.  Był to wreszcie dowód na to, że ze świecą szukać takiej konsolidacji i konsekwencji w działaniu, jaką wykazało środowisko żeglarskie. Żeglarze udowodnili, że bez żadnych wahań, w realnym życiu, w obliczu rzeczywistej potrzeby NIGDY nie zostawią przyjaciela samemu sobie!!! Wtedy też beczałem. Czapki z pochylonych do samej ziemi głów i uczyć się, droga Ludzkości!
 

Choć brzmi to paradoksalnie, zdecydowanie twierdzę, że gdyby kogoś musiało już spotkać coś złego, życzę mu takiego wsparcia, jakie miałem ja. Wtedy mniej boli, jeszcze bardziej chcesz  wyzdrowieć, starasz się nie zawieść, wiesz że nie jesteś sam. A w chwilach zwątpienia (ze mną najgorzej było po trzeciej serii chemii) zawsze mogłem liczyć na moją Rodzinę i ogromną rzeszę oddanych Przyjaciół. Wielu z Was pozostaje dla mnie nadal Anonimowymi Dobrymi Duchami, znanymi jedynie z e-maili. Wielu spotykam codziennie i ze wzruszeniem i dumą patrzę, jak naturalnie traktują wszystko, co się wydarzyło, jak zwyczajne i... w Ich mniemaniu - niemal niegodne wspomnienia jest to, co dla mnie zrobili. Ale ja nie zapomnę i mam tylko nadzieję, że wiecie, jak bardzo jestem Wam Wszystkim wdzięczny! Jedyne, czego chciałbym, to móc nigdy nie musieć oddawać tego długu. Nikomu z Was! Bądźcie zawsze zdrowi!!!

Irek "Messalina" Wójcicki

 

 

 

P.S.


Ze mną wszystko OK. Interferonu nie biorę już od pół roku, wciąż  jednak przyjmuję leki wspomagające organizm i chyba z dobrym skutkiem, bo od ostatniego pobytu w szpitalu przytyłem ok. 5 kg, co w moim przypadku jest wiekopomnym osiągnięciem. Koncertuję i jestem szczęśliwy, mogąc patrzeć, jak mały Franuś biega po domu. Z wiarą, że nie sprawdzą się rokowania pewnego lekarza, który dawał mi 40% szans na przeżycie roku, mogę obiecywać starszemu synkowi  - Michałowi, że poprowadzimy jeszcze nie jeden koncert na Szantach we Wrocławiu.

 

Zdjęcia:

1) http://ochodzki.fotolog.pl/12,2006,archiwum.html (autor: Bartosz Kubat)

2) http://tomaszg.pl/foto/06zobaczycmorze/index.html (autor: Tomasz Goliński)

Informację wprowadził(a): Maciej "YenJCo" Jędrzejko - godz. 22:30, 5 grudzień 2007, wyświetlono: 7185 razy

BODO

wysłano: 22:57,5 grudzień 2007

Trzymaj się Irek mocno! Pozdrawiam serdecznie.
Odpowiedz na ten komentarz
bojanek

wysłano: 7:31,6 grudzień 2007

I całe szczęście, że to prawda, że Messol wygląda teraz nieźle. Pozwoliłem sobie na obmacanie Go :) we wtorek w klubie Riff-Raff, gdzie koncertował EKT Gdynia. Włoski odrosły, kręcą się w różne strony (trudno je przywołać do porządku), sylwetka jak zwykle szczupła, ale już nie chuda z wystającymi żebrami, twarz pogodna a najważniejsze, że psyche też pogodna :) Massolu, gdybyś teraz jeszcze nieco przytył, to możesz spokojnie robić za amorka, bo pogodny uśmiech i kręcone loki to już masz. Trzym nam sie zdrowo!
Odpowiedz na ten komentarz
Zając

wysłano: 14:0,6 grudzień 2007

Musisz być zdrowy i śpiewać dla nas jak najdłużej!!! Pozdrowionka Irek i do zobaczenia na Sylwestrze w Gnieździe :) "Zając"
Odpowiedz na ten komentarz
Tadeusz Boratyński

wysłano: 14:49,6 grudzień 2007

Zdrowiej i ciesz ludzi swym śpiewem! Tadek
Odpowiedz na ten komentarz
Bogdan

wysłano: 22:17,6 grudzień 2007

Zgadzam się z przedmówcami, bo wszyscy Cię kochamy.
Odpowiedz na ten komentarz
Mała Lila i Rodzice

wysłano: 13:45,11 grudzień 2007

Tak trzymaj i wciąż czekamy.....
Odpowiedz na ten komentarz
szamanick

wysłano: 12:16,13 grudzień 2007

Irku, dobrze móc Cię czytać, a wierzę, że już niedługo wyrwę się choć na chwilę z zapyziałej i, na chwilę obecną, dosłownie szarej rzeczywistości, żeby Cię posłuchać :)
Odpowiedz na ten komentarz
Izabela

wysłano: 0:52,15 grudzień 2007

Co mam Ci napisać? Jestem z Ciebie DUMNA że się NIE PODDAŁEŚ!!!!! I nie wiem kto dał Ci KOPA.... Chciałabym .......i wiem że mogę spać spokojnie....że nie daj Boże kiedy mnie się przytrafi...Ty PIERWSZY dasz mi KOPA!!!!! Calusy.....
Odpowiedz na ten komentarz
Paweł Synchro Jędrzejko

wysłano: 2:0,19 grudzień 2007

...przed nami! Jesteś radością nas wszystkich - i bardzo Cię kochamy!
Odpowiedz na ten komentarz
JAGA

wysłano: 13:51,15 kwiecień 2008

Cieszymy się wraz z żoną że na stałe wróciłeś na szantową scenę. Już rok temu w Spirali i tym ogromnym kapeluszu wyglądałeś super, jak bokser po walce:zmęczony ale szczęśliwy. Najwięcej radości tryskało z Twoich oczu. W tym roku także spotkamy się w Spirali, bilety już w biurku.I tym razem liczymy na pamiątkowe zdjęcie z Tobą. Do poszantowania niebawem w Spirali.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI