Artykuły
Jeden punkt, czyli juror jest nagi
Relacje
Nie wiem, czy organizatorzy "Zęzy" wzięli sobie do serca gorące zimowe debaty na grupie dyskusyjnej (pl.rec.zeglarstwo.szanty) na temat konkursów na festiwalach szantowych, czy może po prostu sami dostrzegli potrzebę zmian. Dość powiedzieć, że "Zęzowy" konkurs przebiegał według
...Nie wiem, czy organizatorzy "Zęzy" wzięli sobie do serca gorące zimowe debaty na grupie dyskusyjnej (pl.rec.zeglarstwo.szanty) na temat konkursów na festiwalach szantowych, czy może po prostu sami dostrzegli potrzebę zmian. Dość powiedzieć, że "Zęzowy" konkurs przebiegał według nowych - ba! - wręcz rewolucyjnych zasad. Jurorzy mieli bowiem na bieżąco oceniać występy konkursowiczów, czyli publicznie podawać punktację i ewentualne uzasadnienie swojej oceny. Każdy zespół mógł od każdego z sześciu jurorów otrzymać maksymalnie dwa punkty w każdej z kategorii: muzyka, teksty, sceniczność, styl. Założenia te - jako proste i klarowne od razu przypadły mi do gustu. Wreszcie się okaże - myślałem sobie jadąc do Łazisk - jakim sposobem ci niedobrzy jurorzy wydają werdykt, a przy okazji może człowiek usłyszy ze dwa słowa jakiegoś komentarza o własnej twórczości.
I rzeczywiście. Podczas trwania konkursu okazało się, że jury komentarzy konkursowiczom nie szczędziło. Momentami (zwłaszcza na początku konkursu) występy jury trwały nawet porównywalnie długo z występami ocenianych zespołów. Już wtedy zrozumiałem, że informacja o możliwości zagrania dwóch dodatkowych kawałków na życzenie jury lub publiczności była jedynie... faktem medialnym. No, trudno - jeśli taka miała być cena za interesujące nas komentarze jurorów...
Niestety wspomniane komentarze czasami były albo lekko przydługawe (a co za tym idzie - nudne i dla zespołów, i dla publiczności), albo też cokolwiek przesolone. Jaki jest bowiem cel tego, żeby przez 10 minut publicznie niszczyć młody zespół, który dopiero poznaje arkana sztuki scenicznej? Owszem, jeśli zasłużył, to należało dać mu zero punktów, ale przy tym w kilku zrozumiałych zdaniach udzielić wskazówek, wytknąć błędy, dać zapał do dalszej pracy!
Przypomniałem sobie początki mojego podmasztowania... Gdyby wtedy jurorzy na jakimś konkursie przejechali się po mnie jak ci z Łazisk po niektórych wykonawcach konkursowych, to pewnie rzuciłbym to w diabły i zaczął realizować się w zbieraniu kapsli. Jednak takie osoby jak Leszek Jankiewicz, Bongos czy Przemek Mordalski potrafiły w krótkiej rozmowie, której pewnie dzisiaj nawet nie pamiętają, dać mi odrobinę wiary, że to co robię ma sens. Na "Zęzie" takich uwag ze strony jurorów było jak na lekarstwo.
System oceny konkursowiczów na "Zęzie" obnażył jurorów. Pokazał, jak mało czasami trzeba, żeby popaść w zupełną niełaskę i jak mało znaczącymi szczegółami kierują sie oni przy wydawaniu oceny (np. kolor koszulki). Pokazał nam, terminującym zespołom piosenki żeglarskiej, że jurorzy są takim i samymi ludźmi jak my. A może nawet jeszcze bardziej...
Przykładowo na początku koncertu zostało wyraźnie powiedziane, że oceniany jest ten konkretny konkursowy występ, a nie cały dorobek zespołu. Ucieszyło mnie to, bo wcześniej byłem już na kilku festiwalach, gdzie nie było to takie oczywiste. Natura ludzka jest jednak taka, że lubimy odnosić się do znanych i "oswojonych" sytuacji. Lubimy to, co wcześniej widzieliśmy, słyszeliśmy, poznaliśmy. Dlatego również i na "Zęzie" ten czy ów juror nie wytrzymywał niekiedy i swój komentarz zaczynał od słów: "Felek, znamy się tyle lat, więc Ci dam..." Po takich słowach jakoś trudno uwierzyć, że ocena nie dotyczy owych "dawnych lat", a jedynie usłyszanych przed momentem piosenek. Myślę też, że takie uwagi musiały trochę zdenerwować tych "mniej znanych" uczestników konkursu, nawet jeśli przyznane przy takim komentarzu punkty nie wpłynęły znacząco na ostateczne wyniki konkursu.
Przy ocenianiu punktowym ogłoszenie wyników konkursu na "Zęzie" sprowadzało się właściwie do podliczenia punktów. Szybko i sprawnie. Szkoda tylko, że potem nie opublikowano kart głosowania jurorów. Analizując, kto komu za co dał lub odjął, też można dojść do ciekawych wniosków.
Na podsumowanie powiem, że podziwiam organizatorów "Zęzy" za ich odwagę i determinację, którą wykazali próbując zmienić szeroko rozpowszechnione formuły konkursowe. Bo zawsze trzeba doceniać próby szukania lepszych rozwiązań, niż tylko tolerować sytuację, gdzie jury idzie za kotarę i po jakimś czasie przynosi w teczce zwycięzcę. I nikt nikomu nigdy nie tłumaczy: za co i według jakich zasad. Dlatego warto chyba w przyszłości kontynuować ten trochę niefortunnie rozpoczęty eksperyment. Popieram zatem pomysł oceny publicznej tuż po występie, popieram kryteria oceny oraz kategorie, w których przyznawane były punkty. Nie pochwalam jedynie sposobu komentowania, a także straty czasu, z którą się to komentowanie wiązało. Bo żeby w kilku zdaniach powiedzieć coś rozsądnego i konstruktywnego, trzeba sobie zadać o wiele więcej trudu, niż potrzeba go do pastwienia się nad kimś w kilkuminutowym słowotoku. A jeśli skróciłoby się wypowiedzi jury, to może zostałoby trochę czasu na tzw. "dodatkowe utwory na życzenie"? Kto wie...
Przed "Zęzą" często krzywym okiem patrzyłem na jurorów ze środowiska szantowego. Oni przecież nigdy nie byli zachwyceni naszymi mało stylowymi aranżacjami i niektórymi pomysłami na instrumentalizację piosenek. Dlatego spodziewałem się, że Janusz Olszówka i Wojciech Harmansa obtłuką nam facjaty, aż się gruz na scenę posypie. Szczerze mówiąc byłem nawet na to przygotowany. Za to wiele obiecywałem sobie po obecności w jury pani polonistki. Ta to cię wreszcie doceni - mówili mi znajomi, a ja im chętnie wierzyłem. Zaś po naszym występie, gdy jurorzy kolejno podawali swoją punktację, ja słyszałem wyraźnie dobiegający znad sufitu MDK w Łaziskach rechot Pana Boga: Yasieq i Muzyk dali nam prawie maksimum punktów, za to pani polonistka odjęła nam za wszystko - po równo. I pewnie łatwiej zniósłbym stratę kilkunastu punktów za sprawą dwóch wymienionych powyżej "szanciarzy" niż to, że polonistka wyrwała mi ten jeden punkt za teksty. Cóż, jakoś będę musiał z tym żyć... A morał z przytoczonej tutaj anegdotki ma wydźwięk na wskroś optymistyczny. Dzięki konkursowi na "Zęzie" wyleczyłem się na zawsze z naiwnej wiary w polonistki i - zaprawdę powiadam wam! - nie będę odtąd patrzył krzywym okiem na "szanciarzy" w jury.
Zdjęcie: Kamil "RedNacz" Piotrowski
Informację wprowadził(a): Robert Kolebuk - godz. 23:35, 18 maj 2004, wyświetlono: 126 razy
| Dziadek Władek |
wysłano: 11:24,19 maj 2004
Z każdego stołka się inaczej patrzy... Nigdy nie myślałem, iż jest on dla Jury tak wysoki, że poczują się aż tak WIELCY... I byłoby OK - gdyby nie te komentarze - a właśnie może to powinna "polonistka" określić; ich jakość i poprawność... Choćby w jakiejś wypowiedzi teraz... Bo zachowanie sceniczne jurorów warte wszystkich punktów; tylko że zamiast na plus - to na minus. Jakoś dla mnie było niesmaczne - ale może mam zły gust, może tak trzeba??? Patrzcie i uczcie się, mizeraki.. Tyle lat się znamy, a wy dalej "dno".... Powinni ptzyjąć starą zasadę: po pierwsze - nie szkodzić.... No i gdyby dali im wygodniejsze fotele - bo te chyba za bardzo zaprzatały ich myśli i jakoś za bardzo nie chciały dostosować się do kształtu Ich ciał...
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Dziadek Władek |
wysłano: 12:30,21 maj 2004
Super! Nie wyobrażam sobie żeglarzy - a jeszcze tych śpiewających - by nie okazali serca i nie uczcili takiej rocznicy. Nic to nie kosztuje - a ludzie będą o tym pamietać.. Kochani - dzięki !!!
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Polonistka |
wysłano: 9:48,22 maj 2004
Szanowny Liderze zespołu Pod Masztem,
Punkt widzenia zależy najwyraźniej od punktu siedzenia. Jestem zaskoczona Twoimi gorzkimi żalami. Jakieś kompleksy? Niedoceniony talent niezrealizowanego barda? :)))
A tak poważnie.
Każdy z Jurorów na Zęzie miał być przede wszystkim sobą i zgodnie z __własnym___ sumieniem oraz odczuciami oceniać występy zespołów. Do Jury zaproszeni byliśmy przez organizatorów, którzy mieli powody, żeby tak właśnie, a nie inaczej dobrać skład i z tego co wiem nie było tam przypadkowych osób. Przed zajęciem miejsc na sali dostaliśmy wyraźne wytyczne i kryteria ocen oraz punktację, na których mieliśmy opierać swoje oceny. Podkreślam jeszcze raz: SWOJE, a więc SUBIEKTYWNE oceny. Tak się stało i w Waszym przypadku.
Niestety nie byłam w stanie docenić jakości Twoich tekstów, ponieważ - jak wspominałam głośno - Twoja dykcja podczas konkursu pozostawiła wiele do życzenia, jeśli do tego dodasz specyficzną barwę Twojego głosu to okazało się niestety, że rzeczowa ocena jakości Twoich tekstów nie była __dla mnie__ możliwa. Być może nie każdy autor tekstów powinien je samodzielnie wykonywać? Trudno mi polemizować z ocenami pozostałych Jurorów, moja ocena była dość surowa, ponieważ w moim odczuciu nie byliście zespołem, który powinien zająć miejsce na podium - stało się inaczej i z szacunkiem podchodzę do decyzji większości. Przyznane Wam punkty świadczą o tym, że na innych Jurorach zrobiliście lepsze wrażenie niż na mnie.
Czy to że wyraziłam swoje zdanie to powód żeby mnie obrażać tytułem tego artykułu "Juror jest nagi"? Każdy kto czytał baśnie Andersena ("Nowe szaty cesarza") wie, że król był nagi, bo był głupi... To dość przykre, ale świadczy o Twoim poziomie. Na szczęście w codziennej pracy jestem przyzwyczajona do tego, że dzieci mówią o wymagającym nauczycielu - PANI JEST GŁUPIA JA BYŁEM OK! :))) Ktoś mądry powiedział że "gdyby miały się spełnić wszystkie życzenia wyrażane przez studentów wobec nauczycieli to nauczyciele zamieniliby się w gwiezdny pył" :))))
Już bez uśmiechu zwracam tylko uwagę, że przyznałam zespołowi 4/8 możliwych punktów i niczym nie obraziłam podczas mojej wypowiedzi Ciebie ani Twojego zespołu - Ty zaś z pseudointelektualną premedytacją obraziłeś mnie publicznie. No cóż jak mawia TIB (jedna z zęzowych Jurorek) klasę się ma a nie miewa. Piszesz ciekawe felietony, które miło się czyta, ale TEN - moim zdaniem - powinieneś zatytułować: MAMO DOSTAŁEM JEDYNKĘ, BO PANI BYŁA GŁUPIA.
Ja nie mam sobie nic do zarzucenia - oceniałam uczciwie i zgodnie ze swoimi odczuciami w oparciu o jasne i czytelne kryteria zaproponowane przez organizatorów.
Na koniec mała refleksja. Niewątpliwie nie było dotąd w Polsce konkursu szantowego, który budziłby takie emocje. Telewizyjna formuła Idola wszędzie na świecie budziła ostre kontrowersje. Jury, które dotąd - jak sam piszesz - kryło się za kotarą i było nietykalne. Teraz staliśmy się osobami szczególnie wystawionymi na krytykę.
Można się było tego spodziewać i każdy z nas był na to gotów. Jednak przykre jest tylko, że człowiek Taki jak Ty publicznie obraża się na Jurora tylko dlatego, że nie został (d)oceniony tak jak na to liczył. Być może inny polonista oceniłby Cię inaczej, ja oceniałam nie Ciebie ale konkretny występ Waszego zespołu. Tak więc wierz w polonistów to zwykle mądrzy ludzie - we mnie nie musisz.
Być może dobrym pomysłem byłoby gdyby w przyszłym roku Jurorzy dostali teksty wszystkich piosenek do wglądu. Wówczas Poloniści nie byliby uzależnieni od "dykci" pewnych swej wielkości wykonawców.
Pozdrawiam smutno.
Aleksandra "Polonistka" Jędrzejko
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Dziadek Władek |
wysłano: 12:30,22 maj 2004
No to birofile mieli frajdę - bo muzyka Pereł jak zawsze świetna.. Ciekawe tylko, czy choć połowa z nich jej słuchała. No - ale że żeglarze ponoć lubią piwo (ja zupełnie inny trunek - może być Jaś Wędrowniczek), więc pewno tak - choćby jednym uchem... A opłacało się posłuchać i zobaczyć !
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Doktor |
wysłano: 21:52,22 maj 2004
Robert jak zwykle sie czepia z nutką autorytarno - mesjanistyczną. Ola niepotrzebnie odbiera tak osobiście jego zarzuty. Wycieczki w stronę "polonistek" bzdurne ale do wiecznego niezadowolenia Robert mnie przyzwyczaił od czasów PPP ze stycznia 2003...
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Robert Kolebuk |
wysłano: 22:40,22 maj 2004
... ale mam wrażenie, że te usta momentami plotą okropne bzdury.
Po pierwsze ustalmy rzecz, która nas łączy: miała Pani pełne prawo oceniać nas według woli i upodobania. Tego nie podważam. Takie są zasady konkursów, gdybym je negował, nie pojawiłbym się na "Zęzie". Ale też i Pani opuszczając swe domowe pielesze, by pełnić funkcję jurora, zgodziła się na to, że stanie się Pani osobą publiczną, której działalność podlega publicznej ocenie - takiej samej jak działalność zespołów i organizatorów. Ja w moim skromnym artykuliku dokonałem właśnie takiej oceny. I to oceny konkursu, a nie Pani osoby. Ocena ta była jak najbardziej subiektywna, ale raczej nie obraźliwa ani dla Pani ani dla nikogo innego. To raczej Pani mnie zaczepia w swoim komentarzu: "niezrealizowany bard, pseudointelektualna premedytacja, klasę się miewa, pewny swej wielkości". Ale mnie takie zaczepki nie są w stanie obrazić. Chcąc zachować rzeczowość tej dyskusji udam, że ich nie widzę, albo nie rozumiem.
Nie uważam się za barda, ani za poetę. Nawet nie za prawdziwego tekściarza. Po prostu - od czasu do czasu coś napiszę dla mojego zespołu. Ale ponieważ jestem filologiem (wprawdzie tylko obcym) i od lat fanem poezji (przy okazji zapraszam na stronę www.tadeusznowak.prv.pl ) mam wrażenie, że do swoich tekstów podchodzę z dostatecznym krytycyzmem, żeby nie było tam częstochowszczyzny i bełkotu. Wprawdzie nie uprawnia mnie to jeszcze do wyrokowania o własnej pisaninie, ale pochlebne opinie o niej wypowiadali ludzie o nazwiskach znanych w środowisku tacy jak Marek Sz., Andrzej K., czy Mirosław K. Czasami robili to nawet na piśmie (patrz: osiągnięcia na stronie www.podmasztem.art.pl ). A ponieważ oni sami napisali wiele niezłych tekstów, to ja im wierzę. Mistrz Konstanty zwany również Ildefonsem napisał: "Nie twierdzę, żem jest geniusz lecz i nie dupa, też bym napisał Dziady, gdybym się uparł". Ja w swoich twierdzeniach nie posuwam się aż tak daleko, ale pierwszą część przytoczonego cytatu mógłbym uznać za swoje własne słowa.
Tytuł "Juror jest nagi" odnosił sie do całego jury, a nie tylko do Pani. Owszem, to właśnie Pani umiała zasłonić się najdokładniej. Po występie nie uraczyła nas Pani żadnym komentarzem. Suchym tonem odczytała Pani jedynie: "Muzyka - jeden, teksty - jeden..." Dlatego nie wiemy z kolegami do dzisiaj, co się Pani podobało, a właściwie - co się nie podobało w naszym występie. Wolałbym, żeby Pani otwarcie powiedziała, że na przykład nie zrozumiała Pani ani słowa z tego, co śpiewam, bo seplenię, albo że teksty są nadęte i seksistowskie i urażają Pani godność, albo że nie pasują do konwencji gatunku... Cokolwiek lepsze niż tylko to, że jeden i jeden i jeden...
Tak się zabawnie składa, że jestem właśnie nauczycielem. Wiem zatem doskonale, że żaden uczeń nie powie "Nauczyciel jest głupi", jeśli ten ostatni poda mu skalę i zasady oceniania i uzasadni swoją - także negatywną - ocenę. Jeśli natomiast powie "Dostałeś jeden i już", to negatywnych komentarzy raczej nie uniknie. I słusznie.
W swojej relacji nie obraziłem się też na nikogo. Wyraziłem jedynie moją skromną opinię o formule konkursu (generalnie jestem na tak). Pani osobie poświęciłem zaś tylko jeden akapit, aby wyrazić swoje zdziwienie częścią pani werdyktu. Nie oburzenie, żal czy złość, ale właśnie zdziwienie połączone z odrobiną rozczarowania. To wszystko.
Oczywiście jeśli moja dykcja była tak kiepska, jak Pani pisze, to miała Pani pełne prawo nie zrozumieć słów. Jednak czy było tak naprawdę, okaże się, kiedy przesłucham nagranie z konkursu. Zaś teksty i wszelkie inne informacje o zespole przesłałem na kilka dni przed konkursem zarówno na adres mailowy jurorki TiB jak i Dyrektora Artystycznego "Zęzy". Nie wiem, czemu do Pani nie dotarły.
Na koniec dygresja. Na grupie pl.rec.zeglarstwo.szanty rozgorzała (i trwa chyba nadal) dyskusja nad sposobem przeprowadzenia konkursu na "Zęzie" i sposobem oceniania jurorów. Wyrażane są tam niejednokrotnie bardzo negatywne opinie zarówno o jurorach jak i organizatorach tego festiwalu i to w o wiele mocniejszych słowach niż moje z powyższego artykułu. Nie zauważyłem jednak, żeby ktoś się na kogoś obrażał. Pozostawiam to Pani do refleksji.
Kreśląc się szczerze oddanym
Pokorny sługa
R. K.
P.S. A do polonistów nic nie mam. Znam ich wielu i wiem, że wśród nich jest tyle samo pereł i łotrów, co wśród pozostałej części populacji.
P.S. (Do Doktora) Taaa... I Ty przeciwko mnie? Też już przywykłem i do tego i do Twojego mentorskiego tonu. Ale tu się na mnie nie poznałeś. Otóż jestem bardzo zadowolony. Baaardzo... :-)
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Krytyczny |
wysłano: 23:36,22 maj 2004
Mam tylko małą uwagę do sporu w relacji Pani juror - Robert Kolebuk. W swoim komentarzu Pani juror napisała "..rzeczowa ocena jakości Twoich tekstów nie była __dla mnie__ możliwa.." Jeżeli Pani juror nie słyszała tekstu ocenianych przez siebie piosenek to w jaki sposób mogła je ocenić rzetelnie??? Rozumiem, że zadaniem Pani juror była właśnie ocena tekstu, nie dykcji i innych spraw. Może zatem, cytując jeszcze raz komentarz samej Pani juror, Robert ma prawo powiedzieć, że "..DOSTAŁEM JEDYNKĘ, BO PANI BYŁA GŁUPIA.."
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| M...... |
wysłano: 16:30,23 maj 2004
Denerwuje mnie to, ze coraz częsciej na grupie zdarza sie, ze osoby które tak na prawde nie znaja sie na muzyce i muzykami nie sa, najwiecej sie udzielają w sprawach czyjegoś śpiewania!"Nucz sie spiewac????"A moze WY go nauczycie...?Skoro sie tak na tym znacie...:\\
A Rózyczki osobiscie pozdrawiam!!:*
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| majka |
wysłano: 20:24,23 maj 2004
ludzie kochani. co sie dzieje?! to zazdrosc czy co? czy tytul magistra uprawnia do oceniania wszystkich dookola (publicznie) i do tego "jechania po nich"?!
bardzo prosze...
zawsze myslalam, ze ludzie ze "Swiatka zagli i szant" trzymaja jakis poziom. nie chcialabym sie zawiesc...
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Doktor |
wysłano: 22:22,23 maj 2004
...czy była kiedyś taka sytuacja w której nie miałbyś racji. To bardzo ważne pytanie.
Ola plecie bzdury, ja mam mentorski ton... A Wąski jest debeściak. I jego mafia też.
|
| Odpowiedz na ten komentarz |