Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Jesienne rozmyślania - część III

Felietony

Z okazji 30. edycji  SHANTIES w Krakowie jego organizatorzy zaprosili do udziału w jednym z koncertów zespół Packet. Co to za zespół, czym był i czym jest dzisiaj, pisze Anna Peszkowska. Wspomnień i refleksji część 3.

Fot. Jerzy Fijka † (?)Packet na krakowskich SHANTIES 1988

Bo  to magiczna jest tawerna,

Z ulicy tylko jeden krok.

Wstąp a zobaczysz że jest pełna

Przyjaciół twoich cały rok...

 

W czasach, które wspominam, nie było jeszcze podobnych „magicznych" tawern. Takich nastrojowych miejsc, w których czasami jeden zwykły dzień warto było utrwalić w piosence, tak jak to zrobiłam po pewnym wieczorze spędzonej w gdyńskiej „Zielonej tawernie". Ot, inspiracja dla tekściarza. Natomiast my, jako nowo powstały zespół, szukaliśmy miejsca, w którym moglibyśmy rozpocząć próby. Nikt z nas nie dysponował wówczas mieszkaniem, w którym moglibyśmy ćwiczyć bez narażenia się na walenie w ściany... w najlepszym wypadku, a wezwaniem milicji - w najgorszym. Ale od czego są przyjaciele żeglarze! Przygarnął nas, nieżyjący już niestety komandor gdyńskiego AKM-u Zbyszek Szpetulski. I tak w basenie jachtowym, w siedzibie klubu rozpoczęła się prawdziwa praca.

 

Zespół z założenia miał się zajmować pieśnią morską szeroko pojętą - od szanty klasycznej do współczesnej piosenki żeglarskiej. Trochę repertuaru już z Pestką mieliśmy. Powstały pierwsze tłumaczenia, a następnie polskie teksty z kilku, jak się potem okazało, bezcennych kaset przegranych między innymi od kanadyjskich żeglarzy, które okazały się dla nas „kopalnią złota" - czyli repertuaru. Pestka w domu przy pianinie analizował „harmonię", czyli rozpisywał utwór na głosy, inni, pozostali członkowie zespołu, pracowali nad aranżem. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę jak drogocennym „nabytkiem" dla zespołu okazał się Grzegorz Tyszkiewicz - "Młody Gniewny". Dyskusje nad „produktem finalnym" były gorące, ale można powiedzieć, że każdy miał swój udział w ostatecznym brzmieniu utworu. Zapał był olbrzymi. Z powodu posiadania dwóch akordeonistów (Artura i Andrzeja), Andrzej Kadłubicki ambitnie oświadczył, że nauczy się grać na fletach, flażoletach itp. Jak dziś „wycina", wiedzą wszyscy bywalcy „Shanties".

 

Mieliśmy przed sobą tylko trzy miesiące... aby zaprezentować się w Krakowie na „Shanties"! To bardzo mało. A nie był to dla nas tylko występ przed publicznością i jurorami. Liczyło się też wrażenie, jakie zrobimy na członkach innych zespołów, którzy z wielkim zainteresowaniem dyskutowali fakt powstania nowego zespołu. Czyli - "nie dać plamy przed swoimi!". Postanowiono, że zadebiutujemy we wszystkich możliwych kategoriach, czyli: szancie klasycznej, współczesnej piosence żeglarskiej i piosence autorskiej. Jechaliśmy z koszmarną tremą i z jeszcze większą zespół śpiewał... ale ocena jurorów i przyjęcie przez publiczność przerosły nasze najskrytsze marzenia! Zdobyliśmy I miejsce w kategorii "piosenka autorska", za pięknie, a'cappella wykonaną przez Mirka Peszkowskiego i Dorotę Potoręcką „Kołysankę dla Oleńki" (muszę dorzucić, że dla naszej 2-letniej wówczas córeczki), II miejsce - w kategorii "interpretacja współczesnej piosenki żeglarskiej" oraz wyróżnienie w szancie klasycznej. To był sukces! Przyznaję to zupełnie nieskromnie!

 

O dalszych sukcesach a i „mundurkach", które widoczne na zdjęciu - w następnym odcinku.

 

 

Anna Peszkowska

Informację wprowadził(a): Grzegorz "Gooroo" Tyszkiewicz - godz. 17:21, 10 styczeń 2011, wyświetlono: 5233 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI