Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Keja 2006 - konkurs okiem dinozaura

Relacje

Allo, allo, tu mówi Wasz korespondent konkursowy. Znajdujemy się w pięknych okolicznościach przyrody, nad jeziorem Lipie, w miejscowości Długie, na festiwalu Keja;-)

Pozwolę sobie skoncentrować się wyłącznie na relacji z części konkursowej

...

Allo, allo, tu mówi Wasz korespondent konkursowy. Znajdujemy się w pięknych okolicznościach przyrody, nad jeziorem Lipie, w miejscowości Długie, na festiwalu Keja;-)

Pozwolę sobie skoncentrować się wyłącznie na relacji z części konkursowej festiwalu.

 

Jazda na festiwal w potwornym deszczu, zajęła mi sporo czasu, ale było warto. Dzionek konkursowy jakimś cudem wstał w miarę bezdeszczowy, a moim oczom ukazała się olbrzymia, doskonale wyposażona i oświetlona scena. Naprawdę "full wypas". Mocy było po parę dobrych kilowatów na stronę, podest pod perkusję, oddzielna konsoleta do odsłuchów, a odsłuchy wielotorowe i do tego "przestrzałowe"  - po prostu zrealizowane techniczne marzenie.

 

Po próbach mikrofonowych spodziewałem się, że wszystko będzie grało doskonale i czeka nas prawdziwa uczta muzyczna zarówno podczas konkursu, jak i w czasie koncertów zaproszonych gwiazd. Rozpoczynający festiwal koncert zespołu Zejman i Garkumpel zdawał się to potwierdzać. Zaproszeni klezmerzy z Niemiec również brzmieli świetnie. Niestety to był "maks", na jaki było stać akustyka... Ponieważ w konkursie występowały zespoły o rozbudowanych składach, dalej nie było już tak różowo.

 

Konkurs zaczął się od grupy Pchnąć W Tę Łódź Jeża. Sami wiecie, że dalecy są od prostego "umta-umta" i w ich przypadku brzmienie jest szczególnie ważne, a żeby zespół mógł dobrze brzmieć - musi się sam dobrze słyszeć na scenie. Z moich obserwacji wynikało, że ani z jednym ani z drugim akustycy sobie nie poradzili. Brakowało szczególnie "lewej ręki" akordeonu, która akurat w tym zespole jest odpowiedzialna za sporą część aranżacji. Przegrany pojedynek z odsłuchami odbił się mocno również na warstwie wokalnej - chyba pierwszy raz słyszałem "rozjechane" wokalnie Jeże. Oni sami też nie wyglądali na uszczęśliwionych, stąd być może brak dynamiki i pewności siebie na scenie. Szczególnie odczułem to w "Halaba-luby-ley" i "Annie Boleyn". W sumie występ wypadł im słabo, pomimo całkiem udanej "Małgorzatki" z repertuaru Hambawenah.

 

Następny na scenie pojawił się zespół Kliwer. Hmmmm ... Chyba należałoby ich potraktować jako formę kabaretową; jeśli przykładać do ich występu tę samą miarę, co do pozostałych konkursowiczów to wolałbym pominąć ich występ milczeniem. Jako swego rodzaju pastisz żeglarskiej muzyki są nieźli: wykonali klasyczne PMR-y* w postaci "4 piwek", "Pacyfiku", "Santiany", "Morze moje morze" i jeszcze jednego utworu, którego nie rozpoznałem. W występnie tej grupy mogło jedynie zwrócic uwagę instrumentarium: puzon wymiennie z harmonijką ustną i akordeon wymiennie z saksofonem. I tyle ciekawego w ich występie. Aranże nie były najciekawsze. W jednym z utworów zamiarem był chyba dialog harmonijki z akordeonem, ale zakrawało to raczej na kłótnię instrumentów do tego różniących się strojem, co czyniło słuchanie bolesnym dla ucha. Próby śpiewania na głosy również się nie powiodły, Jak mawiał śp. Józek Kaniecki : "grali nierówno, ale za to nieczysto". Pozostaję przy potraktowaniu ich występu jako kabaretu.

 

Trzecim zespołem w kolejce był warszawski Matelot. Dopiero co miałem okazję opisywać na Forum Szantymaniaka jego program wykonany na festiwalu Szantomierz, a już spotkaliśmy się ponownie. Ponieważ repertuar z natury rzeczy był ten sam - mogłem porównać oba występy. Za konsoletą mieli swojego akustyka i tym razem brzmieli znacznie lepiej, ale nie było to zasługą "pana od gałek". Matelot ma znakomity program - w pełni autorski, charyzmatycznego wokalistę o ciekawym głosie oraz staranne aranże. Chłopaki świetnie czują się na scenie, wiedzą co robią, więc nie mogę zrozumieć, dlaczego oddają powodzenie swojego występu w najwyraźniej niedoświadczone ręce i uszy swojego akustyka. Tylko doskonałym warunkom akustycznym zawdzięczają, że nie polegli tak, jak w Sandomierzu.

A przecież na przesłuchanej przeze mnie wielokrotnie płytce demo brzmią kompletnie inaczej! O niebo lepiej! (czytaj: bardziej akustycznie), dynamicznie, a jednak wyraźnie i czysto, czego nie da się powiedzieć o obserwowanych przeze mnie występach na żywo. Zbyt mocno uwypuklona stopa i gitara basowa z podbitym niskim pasmem były nieczytelne. Moment uderzenia struny i ilość granych w takcie dźwięków - można było stwierdzić tylko patrząc na palce basisty. Do tego "zamknięty od góry" wokal prowadzący, przykryty jeszcze gitarą (brzmiącą jak elektryczna ze względu na nie skorygowane środkowe pasmo częstotliwości). Wstawki na dudach były świetne - tym razem słońce nie rozstroiło "zwierzątka". Nie użyto też tym razem playbackowych szumów fal i huku armat. Nic nie poradzę na to, że przedkładam czytelność nad potęgę brzmienia -  moim zdaniem zespół mógł zabrzmieć dużo lepiej. Poza wymienionymi niedociągnięciami występ jako całość był świetny. Muszę stwierdzić, że zespół Matelot robi naprawdę kawał dobrej muzyki. Konkluzja:  natychmiast podszkolić akustyka, gdyż samemu zespołowi NICZEGO nie brakuje poza dobrym ustawieniem.

 

Po Matelocie na scenie pojawił się poznaski Mohadick, będący nowym wcieleniem zespołu Sailor. Mając w pamięci dokonania Sailora spodziewałem się niezłego występu, ale zawiodłem się. I nie była to tylko wina akustyka, który pomimo wcześniejszych prób mikrofonowych walczył z brzmieniem zespołu przez pierwsze trzy numery. Na scenie 7 osób i wszystkie śpiewają równocześnie, do tego bas, gitara, koncertina, skrzypce, banjo. Instrumenty grały wszystkie naraz i do tego niemal przez cały czas trwania utworów, tworząc ścianę dźwięku, dla mnie męczącą i monotonną, szczególnie w pierwszym utworze o czarnej perle. Podsumowując - dźwięków zbyt dużo... a muzyki niewiele... Ilość nie przeszła w jakość. Drugi utwór"Shenny Grow", to klasyka odtworzona bez specjalnego ognia i pomysłu. Następne dwa utwory - chyba autorskie, ale nie zrozumiałem zapowiedzi - były wariacjami na temat "Fajnej ferajny" i wstawki z "Irlandki" Krewnych i Znajomych Królika. Najsłabszym ogniwem występu były chórki. Siedem śpiewających osób powinno brzmieć potężnie, a brzmiały słabo, jakby nie poświęcono im zbyt wiele uwagi podczas aranżacji i prób. W sumie jak na tak doświadczoną ekipę zespół nie pokazał zbyt wiele ciekawego.

 

Dużo lepiej wypadł następny w kolejności Drake. Co prawda rozpoczęli tragicznym "Black and White" z baaardzo poddźwiękowo śpiewającym wokalem i wstawką przypominającą tę znaną z wykonania zespołu Slade. Następny utwór"Gdzie się kończy świat" zatarł to niemiłe pierwsze wrażenie. Zróżnicowany rytmicznie, z lepszym wokalem, wprowadził mnie w dobry nastrój na dalszą część występu. Kolejnym utworem był "Talizman" - nastrojowa ballada z dobrym rozwinięciem i świetnym aranżem - doskonała lekcja poglądowa dla wszystkich wykonawców - pokazująca jak przy sześciu instrumentach na scenie uzyskać taką selektywność, żeby każdy instrument miał swoje miejsce. O kolejnej piosence "O chłopcu, co się morza trochę bał" mogę powiedzieć : fajny numer, odrobinę nieczytelny wokal przez zbyt mocno grające instrumenty w zwrotce. Podsumowując - występ Draków był bardzo udany. Wadą  były nieczytelne zapowiedzi piosenek i kłopoty z dykcją. Co do doboru repertuaru (który zawsze jest kwestią dyskusyjną): dwie najlepsze piosenki słyszałem na konkursie w Gnieździe Piratów daaaaaawno temu ... Mimo to świetny występ.

 

Po Drake na scenie pojawił się bydgoski zespół Morze i My. Pomny poprzedniego spotkania, oczekiwałem tej grupy z pewną obawą. I - jak się okazało zupełnie niepotrzebnie :-) Zespół poczynił znaczące postępy, dali bardzo dobry koncert. Szczególne uznanie za żywiołowość i dynamikę już od pierwszego utworu (wizytówki zespołu) pod tytułem "Morze i My". Następny utwór oparty na "Join the british army" - równie dynamiczny. Potem nastrojowa ballada i przejście do wykonanego w oryginale "I'm alone". Ten utwór podobał mi się najbardziej, co zaskoczyło mnie samego tym bardziej, że nie przepadam za wykonaniami utworów w oryginale. Świetna dynamika, a co najistotniejsze - bardzo dobra wymowa tekstów w języku angielskim, pozbawiona polskich akcentów (hirrr aj em, panie Gawliński ;-)). Kończąca występ piosenka o "Teddym" była najsłabszym utworem, opartym również na utworze "Irlandka" Krewnych i Znajomych Królika. Zespół zaprezentował się dobrze, miał najlepszy z konkursowiczów kontakt z publicznością i konferansjerkę. Do minusów zaliczyć muszę fatalną dykcję (rzutującą również na zrozumiałość konferansjerki), słabe chórki i słabe opanowanie instrumentów (szczególnie rytmika gitary w "I'm alone"), lecz są to błędy, które łatwo można poprawić. Morze i My zrobili znaczące postępy, będę z zaciekawieniem przypatrywał się ich dalszym losom.

 

Wyciągnięci z Mesy - szczerze mówiąc nie wiem co napisać, żeby zachowując zgodność ze swoim sumieniem - zostawić przysłowiową suchą nitkę... . Podobała mi się zmiana w brzmieniu zespołu i po pierwszym utworze byłem zaciekawiony dalszą częścią. Niestety, następne były (po raz kolejny tego konkursu) "4 piwka". Tym razem miały częściowo zmieniony tekst ... Podziwiam Jurka Porębskiego za zachowanie kamiennej twarzy i stoickiego spokoju. O ile wykonanie jego piosenki z aranżacją na puzon i akordeon było mocne, o tyle zaśpiewanie jej z częściowo zmienionym tekstem i zakoczeniem "ija, ija, o" bije wszelkie rekordy. Do tego na zakończenie występu zaśpiewany fragment weselny "a teraz idziemy na jednego" ze zmienionym odrobinę tekstem skłania mnie do określenia występu "Wyciągniętych" jednym słowem - żenada. Kwestii technicznych omawiał nie będę.

 

Po nich na scenę wyszły Bezmiary - jedyny w konkursie przedstawiciel zanikającego nurtu a'cappella. Zaprezentowali ciekawy repertuar. Rozpoczęli utworem "Mocniej na wiosła" z własnym tekstem do melodii tradycyjnej. Potem ciekawie zaaranżowany klasyk "Heja hej brać na gejtawy" i autorski "Kurs na brzeg". Następnie dwa utwory z towarzyszeniem gitary: zaaranżowany na spokojną balladę "Lądowy szczur" i na zakoczenie kolejny autorski utwór "Snoopienka". Zdecydowanie lepiej wychodzą im numery czysto wokalne, skupianie się na gitarze moim zdaniem ewidentnie przeszkadza im w śpiewaniu. Repertuar wykonany bez większych błędów, ale i bez właściwego Bezmiarom ognia. Możliwe, że wpływ na to miała zmiana basowego wokalu i jego trema. Do plusów zaliczyłbym skomplikowane aranże, autorskie utwory i konferansjerka, do minusów - użycie gitary. W sumie - występ dobry.

 

Kolejnym zespołem na scenie był DTKF Szanty. Była to najsłabsza ekipa konkursu pod każdym względem. Dwie gitary akustyczne grające z kapodastrami w wysokich pozycjach - nigdy nie brzmią dobrze, a już szczególnie jest źle - kiedy grają to samo. Wokale bardzo nieczyste, konferansjerka szczątkowa. Ponieważ teksty czytali z kartki wydaje mi się, że po prostu był to skład zebrany dość przypadkowo i w dużym pośpiechu. 

 

Konkurs zakończył miejscowy zespół Banda Bosmana. Są typowymi przedstawicielami omawianych swego czasu na grupie dyskusyjnej cover bandów. Zagrali same PMR-y: "Maggie may", "Niepoprawny gość", "Pod Jodłą" i "10 w skali Beauforta". Nie wysilili się na ciekawe aranże, całkowicie pominęli konferansjerkę. Brzmienie całości nasuwało mi nieodparte wrażenie, że na co dzień muzycy zespołu grają na weselach. Nic ciekawego.

 

I tak oto zakoczył się konkurs. Podczas występów wieczornych nastąpiło odczytanie werdyktu który brzmiał:

  1. Drake
  2. Mohadick 
  3. Matelot

W pełni zgadzam się z werdyktem co do składu pierwszej trójki, natomiast mam odmienne zdanie co do kolejności. Występ Mohadicka był dużo słabszy pod każdym względem niż Matelota, występ Drake porównywalny, z zastrzeżeniem świeżości repertuaru, o której wspomniałem wcześniej. Jury w składzie Stare Dzwony skłoniło się jak widać do uznania wyższości tradycyjnej formy piosenki żeglarskiej, moim zdaniem ze szkodą dla niej. Pomimo krótkiego stażu Matelot to zespół z najwyższej półki w naszym środowisku i nie zasługuje na traktowanie po macoszemu ze względu na nowe podejście do piosenki żeglarskiej i dlatego, że wykorzystuje perkusję. Szkoda.

 

Zestawienie zespołów konkursowych ukazuje trwającą od pewnego czasu tendencję w piosence żeglarskiej. Kiedyś śpiewanie na głosy było obowiązkiem a użycie perkusji rzadkością. Obecnie większość konkursowiczów to zespoły grające nowoczesną piosenkę żeglarską, nierzadko z użyciem perkusji. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby nie fakt, że zespoły te skupiają się głównie na tym, żeby grać ostro. Pomijają przy tym warstwę aranżacyjną oraz wokalną, często również cierpi dykcja. Dużego znaczenia nabiera w moim odczuciu rola jury. Coraz rzadziej spotykam się z rzetelną oceną konkursowiczów, coraz częściej na podstawie składu jury można określić z niezłym prawdopodobiestwem wyniki konkursu. Daleki jestem od twierdzenia, że perkusja w piosence żeglarskiej jest "be", ale ładowanie jej do wszystkiego również nie służy podniesieniu poziomu konkursu. Nie do zaakceptowania również jest kilkuosobowy zespół śpiewający unisono refreny wszystkich piosenek, lub grający na wszystkich posiadanych instrumentach jednocześnie, bez żadnego zróżnicowania. Moim zdaniem jury powinno dbać o to, żeby w konkursie nagrody zdobywały zespoły, które rzeczywiście coś zaprezentowały a nie te, które reprezentują "właściwe" podejście do piosenki żeglarskiej. Dla mnie może to być chór, recytacja poezji o tematyce morskiej na równi z heavymetalową wersją "Pożegnania Liverpoolu". Byle miało dobry pomysł, aranż i wykonanie.

 

Tyle o konkursie. W części koncertu gwiazd wystąpili: Stare Dzwony, Banana Boat, Perły i Łotry, Zejman i Garkumpel oraz Bukanierzy. Polsko-Niemiecki Festiwalu Piosenki Żeglarskiej KEJA,  który odbył się w Długiem 5 sierpnia 2006 został zrealizowany przez Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Strzelcach Krajeńskich ze wsparciem Unii Europejskiej, a jego dyrektorem artystycznym był Marek Szurawski.

-----
*PMR - pieśni masowego rażenia. Wykonywane byle jak najbardziej znane piosenki żeglarskie. Często śpiewane w tzw. "wersjach B", czyli okraszane tekstami zawierającymi w większości wulgaryzmy.


Włodzimierz "Trzeci" Dębski



Na zdjęciu tytułowym autorstwa Eli Chrobot widnieje Kasia Kaniowska "Jeżynka" z zespołu Pchnąć w Tę Łódź Jeża.

Informację wprowadził(a): Włodzimierz "Trzeci" Dębski - godz. 7:54, 16 sierpień 2006, wyświetlono: 851 razy

aS.Baradziej

wysłano: 18:52,28 luty 2006

....ojjjj zdecydowanie chyba zgodzę się ( pomimo,żem z Torunia) z tymi bardziej \"wyluzowanymi emocjonalnie\" Moim zdaniem rzeczywiście w różnorodności jest siła. Wyobraźcie sobie wylądować na bezludnej wyspie gdzie poza orzechami kokosowymi próżno szukać innego-alternatywnego źródła pożywienia..:) Uwielbiam styl prezentowany przez Qftry, 4Refy, Stare dzwony , tak jak przepadam równie niesamowicie za stylem Banana Boat, RO20, czy Carrantuohill. Ludzie przecież właśnie o to chodzi w życiu aby mieć swój gust i możliwośc wyboru-prawda? Qftry są zupełnie autentycznymi i prawdziwymi klasykami i chwała im za to. Ale również chwała BB czy Perłom za to, że nie starają się być na siłę klasyczni. Każdy robi to co mu w sercu gra. Każdy zupełnie inaczej przeżywa swój ocean, morze, rzekę , jezioro. Kazdy widzi swój obraz i to od niego zależy który jest najbardziej \"ostry\". Pozdrawiam i całuję Asia Baradziej \"riba\"-dla przyjaciół.
Odpowiedz na ten komentarz
Ernesto M

wysłano: 19:25,28 luty 2006

tubylcy ale troche jakby innowiercy :) , choc po reakcjach publiki coraz bardziej popularni. Erni
Odpowiedz na ten komentarz
yachou

wysłano: 19:39,28 luty 2006

Chciałem nawiązać do akapitu dotyczącego konferansjerki Jurka Porębskiego. Zaznaczam, że nie widziałem koncertu, więc komentarz może być tylko subiektywny. Niemniej widziałem już podobne występy Jurka i byłem równierz trochę zażenowany. A powód jest chyba oczywisty dla wszystkich, którzy trochę Porębę znają. Coraz częściej, niestety, widać go z butelką zamiast trąbki w ręku. Smutne to, ale chyba nie powinno się powierzać było nie było odpowiedzialnej roli "zapowiadacza" komuś, kto nie panuje nad sobą po kilku...:(:(:(:(:(
Odpowiedz na ten komentarz
Grzegorz "Greegus" Hatylak

wysłano: 19:49,28 luty 2006

TYm razem nie widziałem. Gralismy tylko w piatek i tylko piątkowe koncerty widziałem. o 6 rano wsiedlismy do pociągu i powrót na nizine śledziową tzn szpecińską. Pamietam czambałenę sprzed kilku lat i niezwykle pozytywne wspomnienia mam. Czy myśmy z nimi nie balowali na oleandrach???? I Świtzę pozdrawiam z tego miejsca o ile działa jeszcze w Czambałenie... Flisacy goorom
Odpowiedz na ten komentarz
Ernesto M

wysłano: 20:7,28 luty 2006

Hej, jestem pewien ze wymawiali to Hambauena, jestem tez pewien ze Switza dalej gra w Hambie, a caly zespol zyskal bardzo pozytywne recenzje, no i ta wokalistka niesamowita co zdobyla Nagrode specjalna im JFijki. zreszta wlasnie sprawdzilem ich stronke - maja demo sporo utworow - wlasnie sciagam - swietne to jest. cudze chwalicie swego nie znacie. pozdro Erni
Odpowiedz na ten komentarz
wrangler

wysłano: 22:14,28 luty 2006

Uwaga, rozdziewiczam się, to mój pierwszy raz na tym forum. Przeczytałem troche tych komentarzy i muszę przyznać że wszyscy macie rację ale...Piątkowy koncert w Rotundzie był słaby i oczym tu gadać! Rozpisywanie się o tym kto powinien a kto nie, kto ma jaja a kto nie, nie ma sensu bo to nie my organizujemy ten koncert ani go nie oceniamy. Zauważcie kto pisze komentarze, ci którzy mają tak naprawdę najmniej do powiedzenia. Mam wrażenie że przemawia przez nas zazdrość i niespełnione nadzieje, ciekawe kiedy Qftry, Perły, Banany, Klangi czy "Theclockersi":))) zdobęda Grand Prix?:))) Kiedyś napewno ale czy "kiedyś" będzie dla kogo śpiewać?... Trochę się zapędziłem:) Od 10 lat jestem na szantach w Krakowie i czy śpiewamy czy nie zawsze po powrocie mówię chłopakom "Róbmy swoje", bo uważam że nasza droga i nasz styl jest najlepszy, bo nasz. Znam trochę zespołów które są moim(!!!:)))) niedoścignionym wzorem ale i parę takich, których ścigać już nie chcę, więc niech każdy brnie swoją pagórkowatą drogą, na skrzyżowaniach przystańmy, pogadajmy jak kumple na szlaku i napijmy się.
Odpowiedz na ten komentarz
wrangler

wysłano: 22:39,28 luty 2006

wrangler napisał: Uwaga, rozdziewiczam się, to mój pierwszy raz na tym forum. Przeczytałem troche tych komentarzy i muszę przyznać że wszyscy macie rację ale...Piątkowy koncert w Rotundzie był słaby i oczym tu gadać! Rozpisywanie się o tym kto powinien a kto nie, kto ma jaja a kto nie, nie ma sensu bo to nie my organizujemy ten koncert ani go nie oceniamy. Zauważcie kto pisze komentarze, ci którzy mają tak naprawdę najmniej do powiedzenia. Mam wrażenie że przemawia przez nas zazdrość i niespełnione nadzieje, ciekawe kiedy Qftry, Perły, Banany, Klangi czy "Theclockersi":))) zdobęda Grand Prix?:))) Kiedyś napewno ale czy "kiedyś" będzie dla kogo śpiewać?... Trochę się zapędziłem:) Od 10 lat jestem na szantach w Krakowie i czy śpiewamy czy nie zawsze po powrocie mówię chłopakom "Róbmy swoje", bo uważam że nasza droga i nasz styl jest najlepszy, bo nasz. Znam trochę zespołów które są moim(!!!:)))) niedoścignionym wzorem ale i parę takich, których ścigać już nie chcę, więc niech każdy brnie swoją pagórkowatą drogą, na skrzyżowaniach przystańmy, pogadajmy jak kumple na szlaku i napijmy się. Urwał nać! nie umiem obsługiwać comtuterów psia rura, to jeszcze nie był koniec ale może to i lepiej. Generalnie chciałem tylko powidzieć i tu zacytuję Największego Mistrza "Ciętej" Riposty Miśka najlepszego bandżysty: "Upijmy się, padnijmy pod stół i zrozummy powagę sytuacji" Ze Szczecińskim pozdrowieniem: "Ogarnijcie się" Wrangler from Qftry.
Odpowiedz na ten komentarz
Trzeci

wysłano: 22:49,28 luty 2006

No właśnie ... Czytanie ze zrozumieniem umiera w postępie geometrycznym, a polemika (trudne słowo) jest kojarzona z najazdem na autora, pełnym żali i osobistych wycieczek za to pozbawionym (jeszcze trudniejsze słowo) argumentów. Nic dodać, nic ująć. Może tylko nie zapędzałbym się tak daleko z tymi dokonaniami. Wojtku, na początek niech zrobią cokolwiek, nie wymagaj rzeczy wielkich i twórczych od początkujących anonimów ;)))) I na koniec moje prywatne zdanie na temat wypowiedzi Prze-molla i Romka: A teraz drogie dzieci pocałujcie misia w dupę.
Odpowiedz na ten komentarz
Robert Kolebuk

wysłano: 23:47,28 luty 2006

... by się przydał "pokaż treść wszystkich komentarzy". Bo diabli biorą od tego klikania w tę i z powrotem. Niech Szan. Redakcja pomyśli... Pozdrawiam
Odpowiedz na ten komentarz
Maciek "Viking" Ślusarczyk

wysłano: 0:40,1 marzec 2006

Nie zgadzam się zdecydowanie tylko w jednej kwestii, ale o tym za chwilę. Z zapartym tchem przeczytałem Twoją relację i jestem pełen podziwu dla lekkości z jaką przychodzi Ci pisanie relacji. Ileż ja bym dał za takie "pióro". ;-) Oczywiście czasem się z czymś zgadzam, czasem nie, ale co do jednego mam zdecydowanie odmienne zdanie - tu cytat: "Ładny to gest i niezwykle potrzebny moment (zepsuty nieco przez 'Porębę' - komentarze w stylu 'całusy, koniecznie całusy', albo 'tak całuje dyrektor Bobrowicz' kompletnie nie pasowały do, bądź co bądź, powagi sytuacji)". Otóż zapomniałeś chyba o tym, że ludzie, którzy byli wtedy na scenie (a i często na widowni) znają się doskonale od 25 lat albo i dłużej i są ze sobą w stosunkach często niezwykle zażyłych. A cały urok "Poręby" polega na tym, że potrafi tę zażyłość w sposób swobodny, nie rażący i nie pretensjonalny przenieść na forum publiczne. Kiedy tak czasem patrzę na "Porębę", to przypomina mi się legendarny Piotr Skrzynecki, który w taki sam sposób łowił wśród widowni różne mniej lub bardziej znane osoby i swoim własnym urokiem "zmuszał" np. do postawienia drinków całemu zespołowi "Piwnicy Pod Baranami" i jeszcze części publiczności... Matematyczna "wpadka" z Kamilem rzeczywiście miała miejsce, ale ja tę "kąśliwą uwagę" odebrałem jako żart i gdyby była skierowana do mnie - nie poczułbym się w najmniejszym stopniu urażony. Może za długo znam "Porębę" aby traktować tak dosłownie i poważnie wszystkie jego uwagi. PS. W moim "pisanym" śpiewniku, 16 lat temu, "Poręba" wpisał mi się gdzieś w środku słowami "Maciek! Ty draniu!" (sam już nie wiem czemu, ale się nie obraziłem), za to na pierwszej stronie pięnie namalował swoją karykaturę na wyspie bezludnej. :-))) PS.2. Nie oddałbym konferansjerki na tym koncercie nikomu innemu - po pierwsze nikt tak na to nie zasługuje, - po drugie w tym koncercie nikt nie zrobiłby tego lepiej - oczywiście moim zdaniem. :-) PS.3. Dobrze że tu można komentować - u mnie nie można. :-))))
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI