Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Kilka słów o wrocławskim konkursie

Relacje

Zanim nasze zmagania konkursowe na tegorocznych "Szantach we Wrocławiu" znikną gdzieś w mojej niepamięci, chcę podzielić się z wami moimi odczuciami. Nie będzie to klasyczna relacja z koncertu konkursowego, ponieważ jako jeden z jego uczestników nie mogłem cały czas koncentrować

...

Zanim nasze zmagania konkursowe na tegorocznych "Szantach we Wrocławiu" znikną gdzieś w mojej niepamięci, chcę podzielić się z wami moimi odczuciami. Nie będzie to klasyczna relacja z koncertu konkursowego, ponieważ jako jeden z jego uczestników nie mogłem cały czas koncentrować się na oglądaniu występów kolegów z innych zespołów. Jednak od czasu do czasu udało mi się posłuchać fragmentów koncertu i poczynić kilka spostrzeżeń. Opiszę je nie jako krytyk - za jakiego się zresztą nie uważam - ale jako zwykły widz i słuchacz.  


- Zacząć wypada od zwycięzców konkursu. Sąsiedzi po raz kolejny potwierdzili swoją klasę. Nie przeszkodziły im nawet nie za dobre warunki akustyczne we wrocławskiej Tawernie. Oni potrafią dać wspaniały występ w każdych warunkach. Od kiedy ich znam, zwraca moją uwagę ich poważne, profesjonalne podejście do swojego grania. Do każdego występu porządnie się przygotowują, rozgrzewają struny głosowe, a potem wchodzą w występ na pełnych obrotach. Zawsze im tego zazdrościłem. Mają charakterystyczny image sceniczny, dopracowaną konferansjerkę, a i o wykonaniu utworów nie da się powiedzieć złego słowa. Ten zespół na pewno ma swój rozpoznawalny styl, który łączy tradycyjne melodie z niebanalnymi, dynamicznymi aranżacjami. Kiedy się ich słucha, nie dekoncentrują człowieka jakieś wpadki czy fałsze. Można się skupić wyłącznie na muzyce. 


- Zupełnie inny sposób wykonywania tradycyjnych pieśni morza zaprezentowali Bukanierzy. Ich aranżacje mogę określić tylko jednym przymiotnikiem - archaiczne. I nie jest to określenie pejoratywne. Dopiero kiedy ich usłyszałem - a słyszałem ich po raz pierwszy - zrozumiałem słowa, które członkowie zespołu wypowiedzieli w telewizyjnym wywiadzie na festiwalu w Giżycku. Powiedzieli wtedy, że chcą grać i śpiewać tak, jak to robiono kiedyś na pokładach wielkich żaglowców i przy użyciu takich samych, czy podobnych instrumentów. Kiedy się zamknie oczy w czasie ich występu, można sobie wyobrazić, że się jest na takim wlaśnie żaglowcu. Nie znam obecnie drugiego zespołu, który by brzmiał podobnie. We Wrocławiu słyszałem tylko dwie piosenki w ich wykonaniu i teraz ciekaw jestem, jak brzmiałby dłuższy występ tego zespołu i jak ich piosenki byłyby odbierane w nieco większym zestawie. Jedno jest dla mnie pewne: dobrze się dzieje, że takie zespoły są doceniane i nagradzane.  


- Piotra Ściesińskiego z zespołem Szantażyści słyszałem ostatni raz około pół roku temu w Mrzeżynie. Wtedy nie mieli jeszcze tak dobrze zrobionych aranżacji: Piotrek śpiewał łagodnie, a muzycy grali zbyt drapieżnie, co powodowało, że występ sprawiał wrażenie niespójnego. We Wrocławiu wyglądało to już znacznie, znacznie lepiej. Piosenki były zagrane miękko i zaśpiewane przekonująco. Piotr jest rybakiem z Mrzeżyna i dlatego w jego piosenkach jest 100% autentyzmu. Pisze szczerze i prosto o tym, czego sam na co dzień doświadcza. Gdyby gdzieś wydawano pozwolenia na śpiewanie piosenek o morzu, on dostałby takie pozwolenie od ręki. 


- Przyznaję otwarcie, że nie należę do fanatyków śpiewu a cappella. Oczywiście lubię posłuchać szant klasycznych w dobrym wykonaniu, ale po czwartej piosence moje ucho domaga się jakiegoś brzęku gitary czy dudnienia basu. Tak już mam. Zespół Bezmiary, który ostatnio (jak sami mówią - z musu) preferuje występy bez instrumentów, we Wrocławiu wykonał jak wszyscy dwa utwory. I wykonał je pod względem wasztatowym bardzo dobrze. Ich autorska piosenka "Madera" zawsze robi na mnie duże wrażenie. Ta warszawska formacja niewiele ma już chyba do zrobienia (ciągle moje prywatne zdanie - jakby się kto pytał) w sensie wykonawczym. Potrzeba im teraz tylko trochę siły przebicia i dobrego doboru repertuaru. Wtedy prędko pójdą w górę.  


- Zaskoczyło mnie we Wrocławiu to, że żadnego wyróżnienia ani nagrody nie otrzymało Młode Bra-De-Li, które jest jednym z pewniaków, gdziekolwiek by ten zespół nie występował. Dziewczyny zwykły prezentować doskonale dopracowane piosenki. Ich wykonania zawsze chętnie posłucha każdy chociaż trochę wyrobiony muzycznie widz. Nie musi on nawet lubić tego typu muzyki, bo i tak czytelne będą dla niego czyste harmonie, ciekawe rozłożenie głosów i praca włożona w całą aranżację. Dziewczyny z tego radomskiego zespołu są fascynatkami piosenki żeglarskiej i swoją działalnością zadają kłam twierdzeniom, że szanty są tylko dla facetów. We Wrocławiu nie otrzymały wyróżnienia, mimo że warsztatowo zagrały lepiej od wielu innych wyróżnionych zespołów. Może jury stwierdziło, że po wyróżnieniu w zeszłym roku w zespole dokonał się zbyt mały rozwój? A może po prostu łaska pańska na pstrym koniu jeździ? 


- W podobnej sytuacji jak zespół z Radomia (jeśli chodzi o wyróżnienie w zeszłym roku i jego brak obecnie) znalazł się Nagielbank z Martą Cygan. Piosenka żeglarska, jak każdy dość długo istniejący nurt muzyczny, wypracowała sobie pewną konwencjonalność tekstów. Są to często teksty epigońskie, gdzie już na początku wiadomo co będzie dalej. W wielu piosenkach rażą te same przemielone frazy i myśli, bo i nie o odkrywczość myśli w szantach głównie chodzi. Ale u Marty jest inaczej. Ona szanuje słowo. Jej tekstów można słuchać bez narażania na szwank swego dobrego smaku. W nich jest pomysł i myśl. Poza tym Marta bardzo ładnie śpiewa. Pamiętam dokładnie jej występ w konkursie na "Słonej Wodzie 2003". Sama z gitarą zaczarowała ludzi. Słuchali jej wszyscy z otwartymi ustami. Piszący te słowa też. Jednak kiedy Marta występuje z zespołem, jej piosenki trochę matowieją. Może to niskie głosy chłopaków dają taki efekt? Nie może takiego wykonania rozjaśnić nawet bardzo dobrze grająca flecistka. Nie twierdzę, że Marta powinna zrezygnować z zespołu. Ale może warto troszkę odsłonić te piosenki, nie maskować ich w dotychczasowych aranżacjach? Cytując Goethego: więcej światła! 


- Bardzo dobrze wypadły w konkursie wrocławskich "Szant" dwa stosunkowo młode wrocławskie zespoły Majtki Bosmana i Za Horyzontem. Obie formacje otrzymały od jury wyróżnienie. Niech to będzie dobry początek ich drogi przez szantową mękę. Tego im życzę z całego serca! 


- W wypadku naszego zespołu Pod Masztem zaskoczyła mnie (poza wyróżnieniem - rzecz jasna) dość spora liczba osób - innych wykonawców i publiczności - którzy przychodzili i mówili, że im się bardzo podobało. To dla nas stosunkowo nowe doświadczenie. Zwłaszcza nasza druga konkursowa piosenka "Prom wahadłowy Dover - Calais" znalazła poklask wielu słuchaczy.  


Nie napisałem tu o wszystkich wykonawcach, ale też nie wszystkich słyszałem (z powodów, o których powyżej) i nie wszystkich jeszcze znam na tyle, żeby się o nich wypowiadać.  

Uwaga: zdjęcie Sąsiadów w Starym Porcie ukradłem z galerii Jaro20, ale sam się o to prosił. ;-)


Informację wprowadził(a): Robert Kolebuk - godz. 0:59, 26 luty 2004, wyświetlono: 767 razy

Jaro20

wysłano: 1:44,26 luty 2004

He he he... "sam się o to prosił" :) A to dobre... ;D Pozdrawiam
Odpowiedz na ten komentarz
switzaK

wysłano: 22:42,26 luty 2004

no wlasnie fajny kawalek - ciagle chodzi mi po glowie choc sluchalem go jeden RAZ! i to dzieki internetowej transmisji! tak 3mac!
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI