Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Kolorowe morze Bukanierów

Recenzje

Poszedłem ja sobie w sobotę 11 listopada do Gniazda Piratów w Warszawie, gdyż doczytałem się, że własnie tam ma się odbyć koncert promujący najnowsze dziecko Staszka i jego ekipy Bukanierów - płytę pod tytułem "Kolory morza".

W chwili gdy krążek, opakowany w pudełeczko z

...
Poszedłem ja sobie w sobotę 11 listopada do Gniazda Piratów w Warszawie, gdyż doczytałem się, że własnie tam ma się odbyć koncert promujący najnowsze dziecko Staszka i jego ekipy Bukanierów - płytę pod tytułem "Kolory morza".

W chwili gdy krążek, opakowany w pudełeczko z gustowną, zerkającą przez bulaj papugą i owinięty w folijkę, znalazł się w mej dłoni uderzyło mnie jedno: tragiczne, znienawidzone przeze mnie opakowanie. Pomijając fakt, że jest śliczne i miło się na nie patrzy, to ten rodzaj 'pudełek', a w zasadzie kartoników na płyty zupełnie mi nie odpowiada. Przypomina ono tryptyk - ma część środkową z umieszczoną w niej płytą i dwa skrzydła ze zdjęciami i informacjami oraz tekstami piosenek. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że jest to zwykły kartonik, który jest ,po pierwsze, zdecydowanie bardziej czuły i narażony na wypadki, a po drugie - nie da się go wymienić na nowy, tak jak w przypadku pęknietego pudełka.

Ktoś pomyśli pewnie: "To szanuj płyty"... Ok. Zgadzam się z tym. Ale szanse na pozaginanie się rogów w podróżnej torbie, złamanie i tym podobne, są dużo większe niż w przypadku zwykłego, tradycyjnego pudełka.

Poza tym sama okładka wywołuje przyjemne skojarzenia i jest bardzo sympatycznie zaprojektowana. Motyw graficzny zdominowany przez wzburzone morze, ładne, nieco zachmurzone niebo zabarwione przez zachodzące słońce i jakieś dwie niewyraźne postacie na główkach portu nadają wewnętrznej części okładki mnóstwo uroku.
Zewnętrzna strona jest bardziej sztormowa i od razu sugeruje, że mamy do czynienia z zespołem szantowym, a nie death-metalowym, na przykład (czego o okładce Banana Boat bym nie powiedział - chłopaki wyglądają na niej jak armia Szatana uzbrojona w atomowego banana).

Piosenek na płycie mamy jedenaście. W większości są to kompozycje Staszka Konopinskiego - lidera zespołu, który jest także autorem niemal wszystkich tekstów. Muszę powiedzieć, zanim wezmę się za ocenę poszczególnych utworów, że cieszę się, iż moje miasto może pochwalić się w końcu czymś więcej, aniżeli kołwerbendami napędzającymi szantowy rynek stolicy. Pewnie, że mamy Mordewindów, Spinakerów i Zejmana. Ale brakowało nam właśnie czegos takiego, co dali nam Bukanierzy.

Teraz nastąpi część, w której ja, niżej podpisany tom-ash, przedstawię moje własne i osobiste przemyślenia na temat płyty, niepodparte w najmniejszym stopniu na faktycznej znajomości światowego rynku muzyki szantowej, a li tylko na moich własnych, subiektywnych odczuciach, które nawiedziły mnie podczas odsłuchiwania "Kolorów morza". Amen.


1. Kurs do Chile (2:05)
muzyka: tradycyjna; słowa: Staszek Konopiński;
Posłuchaj sampla: Kurs do Chile

Pierwsze dzwięki piosenki to bardzo fajnie zmiksowany chór bukanierów. Bardzo fajne zmiksowanie towarzyszy nam podczas całej piosenkii polega na podzieleniu głosów na kanały. W kanale lewym słyszymy wyraźnie głos prowadzący i akompaniujący mu w unisonie (chyba tak sie to pisze) drugi głos, natomiast w kanale prawym mamy zdecydowanie cichszy kanał lewy + jeden zdecydowanie niższy głos akompaniujący. Daje to bardzo przyzwoite wrażenie. Ja osobiście poczułem się, jakby zespół stał tuż obok mnie.
Piosenka jako całość opowiada, jak sama nazwa wskazuje, o rejsie do Chile. Tekst piosenki jest dość nostalgiczny, jednak nie ma w nim tego patosu, jaki na przykład jest w "Starej Maui". Być może takie wrażenie jest spowodowane tym, że piosenka jest zdecydowanie żywsza i krótsza od "Maui". Akompaniament instrumentalny oparty jest głównie na gitarze, concertinie i flażolecie. Nie dosłuchałem się wykorzystania sekcji rytmicznej, ale i bez tego piosenka robi bardzo ciekawe wrażenie.
+ ciekawy aranż... moze nie bardzo oryginalny, ale miło się słucha
+ ciekawy mix wokali zdecydowanie podnosi atrakcyjność piosenki
+ fleciki Kariny...
- mało ciekawy tekst
- mało basowych dźwieków (jakoś tak się przyzwyczaiłem, ze coś mi dudni w słuchawkach)


2. Kolory morza (4:23)
muzyka i słowa: Staszek Konopiński;
Posłuchaj sampla: Kolory morza

Długo myślałem co o tym kawałku napisać. Z jednej strony jest to już stary kawałek i zapewne wiele osób już go słyszało. Hmm... no może i tak... ale co z tego? No właśnie. Nic.
Nic, ponieważ jest to kawałek pod każdym względem doskonały. Począwszy od wpadającej w ucho i łatwej muzyki, poprzez tekst, aranż, na wykonaniu kończąc.
Staszek, który jest tu głosem prowadzacym, świetnie wczuwa się w rolę, refren wykonywany przez chórek nabiera niesamowitego smaku dzięki brzmiącemu delikatnie głosowi Kariny, concertina i sekcja dęta świetnie współgrają, mandolinka przyjemnie pobrzękuje w solówce... No i największy smaczek - refren a cappella! To jest fenomenalne! Staszku - gratulacje!
A Wy, drodzy czytelnicy: "Hej, refujcie grota! Już na pokład czas!"
+ muzyka
+ tekst
+ aranż
+ wykonanie
+ głos Staszka w ogóle i Kariny w refrenie
+ wpada w ucho na bardzo długo
- brak minusów ;)


3. Bałtycki sztorm (2:50)
muzyka i słowa: Staszek Konopiński;
Posłuchaj sampla: Bałtycki sztorm

Kawałek z początku kojarzy mi się z melodią z "1000 i jednej nocy", a wszystko przez flecik, jak u zaklinacza węży. Ale summa summarum jest to kolejny - po "Kolorach morza" - utwór, w którym, poza dzwiękami instrumentów i wokali, słychać pasję i serca Bukanierów. W piosence brakuje mi (może się czepiam) jakiejś zmiany tempa w momencie 'zakończenia sztormu', ale i tak bez tego elementu piosenka jest bardzo ciekawa, chociaż może nie tak ciekawa jak jej poprzedniczka.
Dodatkoym atutem jest tu przemieszanie wokali prowadzących. W tej roli możemy usłyszeć zarówno Staszka, jak i Mikołaja Firleta, znanego m.in. z zespołu "Kliper". Generalnie utwór ten jest kolejną dobrą pozycją w dorobku zespołu, a także w dorobku polskiej szanty.
+ sympatyczny kawałek
+ łatwy do odczucia klimat sztormu
+ wpada w ucho...
- ...ale nie sądzę, aby na długo.


4. Popłyńmy na Wyspy Szczęśliwe (3:28)
muzyka i słowa: Staszek Konopiński;
Posłuchaj sampla: Popłyńmy na Wyspy Szczęśliwe

Czy ktoś wie, gdzie one są? Bo ja bym mógł tam płynąć już dzisiaj, zaraz, teraz! Wizja przedstawiona przez Bukanierów jest tak kusząca, że - niestety - łatwo domyślić się, iż jest to zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Smutne, prawda? Człowiek zaczyna zatapiać się w tekst utworu, zaczyna marzyć i w pewnym momencie przypomina sobie, że niestety, w kazdej beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu, i że piosenka jest niestety tylko piosenką. Wbrew temu, że taka konkluzja strąca niejako z obłoków, nie zmienia jednak faktu, iż utworek jest nad wyraz pozytywny i roztacza przed nami dość przyjemną wizję życia w nieustającej radości.
Wykonanie balladowe, spokojne, przypominające nieco klimaty poetyckie jest niezwykle urokliwe i niesamowicie przyjemne dla ucha. Sympatyczny teskt wywołuje uśmiech na twarzy, a instrumentarium wyraźnie, acz delikatnie ozdabia wokale. W dwóch słowach - kolejna perełka.
+ klimat
+ pozytywna energia
+ muzyka
+ ten głos Kariny
- dlaczego to tylko piosenka?!


5. Greenland Whale Fishery (2:11)
muzyka: tradycyjna; słowa: Staszek Konopiński;

Bomba! Uwielbiam te melodię pasjami i mogę jej słuchać na okrągło. Utwór wykonany bardzo dobrze, do tego kolejny ciekawy, autorski tekst - nie mam zastrzeżeń.
No dobra... jedno mam... Akcent przy angielskiej wstawce w tekście. Wychodzę z założenia, że na płytę można sie postarać bardziej, tym bardziej, że to tylko jedna zwrotka i to do tego nie długa. Dodatkowo nie widzę sensu śpiewania jednej zwrotki po angielsku i reszty po polsku. Ja uważam, że albo, albo. Nie trawię mieszania języków i tej wersji się będę trzymać ;)
Poza tym kawałek przedstawia się bardzo dobrze i zagości w moich głośnikach nie raz.
+ energia
+ wykonanie
+ polski tekst
+ całość, poza poniższym minusem, jest rewelacyjna
- angolskia wstawka o dość kiepskim wykonaniu... na szczęście nie psuje uroku całej piosenki


6. Flying Cloud (4:02)
muzyka: tradycyjna; tekst: Staszek Konopiński;

No i jesteśmy na półmetku. Za nami 5 piosenek, 5 jeszcze przed nami. A utwórek z numerem 6 to - nie uwierzycie - kolejna perełka. Kurcze! Jak to możliwe? Sześć piosenek i już cztery perełki? Ano. I to jeszcze nie koniec. Ale skupmy się na tym kawałku, bo jest kapitalny!
Marsz, ewidentnie w klimatach morskich (to akurat do przewidzenia), wykonany w formie opowieści z narracją. Do tego rewelacyjna, wpadająca w ucho melodia i powalające głosy Staszka, Mikołaja i Kariny. Na samym końcu wymienię bodhran i łyzki, na których gra gościnnie Marcin "Padre" Oracki, znany z zespołu Rimead. Dla mnie po prostu rewela! Zawsze marzyłem, żeby umieć tak fajowo grać na łyżkach :)
Ten kawałek jest bezbłędny! Gratulacje!
+ wszystko
- brak minusów


7. Północny rejs (2:37)
muzyka i słowa: Staszek Konopiński;

Pomyślicie pewnie, że ściemniam. Macie prawo, bowiem przechodzimy do utworu numer siedem, który to jest... tak jest. Utwór numer 7 to kolejny hicior Bukanierów. Fantastyczny wokal Kariny, która prowadzi cała piosenkę, masa energii, fajny tekst, dobrze zagrany akompaniament - po prostu nie ma się do czego przyczepić. Nie ma i koniec. I kropka.
Nie będę się długo rozwodzić, bo to po prostu trzeba uslyszeć.
+ całokształt
+ Karina prowadzi piosenkę :)
- brak minusów


8. Skala Beauforta (3:30)
muzyka i słowa: Staszek Konopiński;

Fe-no-me-nal-ne! Idealny kurs skali Beauforta w kapitalnej oprawie muzycznej. Szkoda tylko, że skala przeskakuje co 2, ale i tak pomysł i efekt końcowy są świetne! Po raz kolejny Karina w roli współprowadzącej, Staszek ze swoim głosem towarzyszący jej dzielnie, do tego kompozycja z rodzaju tych, jakie lubię najbardziej. Wesoła, żywa, przedstawia to, co uwielbiam w szantach. Mam nadzieję, że takich kompozycji jak ta pojawi sie więcej.
+ całokształt
- czuję niedosyt ;)


9. Bukanierska miłosna historyjka (3:03)
muzyka: tradycyjna; słowa: Mikołaj Kuczyński;

Pośród pól w letni ciepły dzień, usiadłem z miłą mą.
Chwyciłem w ręce skrzypce by jej zagrać piosnkę tą
I kiedy tak jej grałem z uśmiechem rzekła mi:
'Mój ty chłopcze, drogi chłopcze, zostań ze mną'

Sam nie wierzę w to, co piszę, ale nie mam zwyczaju mówić, że coś mi się podoba, gdy tak nie jest. W tym wypadku będzie podobnie. Kawałek podoba mi się, do stu armat, niesamowicie. Stanowi kolejny spokojny punkt płyty i pozwala odetchnać po szaleństwach, jakie zaserwowali nam Bukanierzy w poprzednich utworach. Piosenka koi zszargane nerwy i bardzo pozytywnie nastraja. Słucha się jej z przyjemnością, a po kilku odsłuchaniach można złapać się na śpiewaniu refrenu, a o to chyba chodzi.
W ramach ciekawostki powiem, że jest to jedyny utwór z płyty, przy którym nie widnieje nazwisko Staszka jako autora. Nie zmienia to faktu, że utwór jest piękny i fajnie zagrany. Brawo! :)
+ wszystko, poza...
- ...leciutkim uczuciem monotonii, które to...
+ ...ma swój urok :)


10. Home Boys, Home (2:41)
muzyka: tradycyjna; słowa: Staszek Konopiński;

Przedostatni utwór z płyty "Kolory morza" jest kolejnym utworem, który można by uznać, za sztandarowy kawałek z repertuaru zespołu. Pełen energii, życia i wyczuwalnej w jego wykonaniu pasji, która siedzi w Bukanierach, stanowi jeden z najlepszych utworów na płycie.Zdaję sobie sprawę, że i tak płyta jest nafaszerowana rewelacyjnymi piosenkami, jednak ta ma w sobie jeszcze to dodatkowe coś. Coś, co pomimo prostoty wykonania przyciąga jak magnes. I pomimo, że jest tu coś, czego nie lubię, czyli wspomniane wczesniej mieszanie języków, to utwór ten jest zdecydowanie pokazem formy Bukanierów. Oby tak dalej!
+ ten utwór to właśnie to, co mnie urzeka w tym zespole
- mieszanie języków


11. Samoa Song (2:41)
muzyka: Staszek Konopiński; słowa: Jacek Rdesiński, Staszek Konopiński;
Posłuchaj sampla: Samoa Song

No i nadszedł finisz. Utwór kończący płytę to zachowana w karaibskim klimacie pioseneczka o pożegnaniu. Pożegnaniu z rodzinną ziemią,z krajem, z dziewczynami... Jednak, wbrew pozorom, nie jest to piosenka smutna. Nieodparcie kojarzy mi się z filmem "Dirty Dancing" i ze śpiewanym w nim, przez gości ośrodka wypoczynkowego, utworem "Kellerman's anthem".
Sympatyczna melodia, ślicznie brzmiący głos Kariny w tle refrenu i w ostatniej zwrotce. Idealny utwór na pożegnanie ze słuchaczami.
+ urok, urok, urok
- nie ma minusów


Biorąc wszystko do kupy muszę powiedzieć, że płyta jest fantastyczna. To zagłębie ciekawych tekstów i wpadających w ucho melodii. Bukanierzy, w swoim debiutanckim krążku, pokazali, że są jeszcze ludzie, którym się chce i którzy potrafią grać szanty. Mam nadzieję, że przyszłosć zespołu nie będzie tak przygnębiająca, jak w przypadku Mordewindów. Mam nadzieję, że Bukanierzy wydadzą jeszcze sporo materiału, bo to, co usłyszałem na "Kolorach morza" było niesłychanie smakowite.

Gratuluję Wam, Bukanierzy, a w szczególności Tobie, Staszku (o ile to przeczytasz), tego, co zrobiliście. Zawsze w Was wierzyłem.
I wierzę, że podobne do mojej reakcje będą Was spotykać częsciej. Bo w pełni na to zasłużyilście.

To pisałem ja, Jarząbek :)  

Zobacz także

W naszym archiwum

Informację wprowadził(a): Tomasz "tom-ash" Janiszewski - godz. 13:35, 17 listopad 2006, wyświetlono: 1250 razy

Dany-LNP

wysłano: 12:46,20 listopad 2006

Bardzo sympatyczna ta okładeczka z tą papugą to Lora albo Amazonka jak się nie mylę w każdym bądz razie piękny ptak :)
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI