Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Koncert dla Wojtusia - Trójmiasto

Relacje

20 marca w gdańskim klubie "Infinium" odbył się koncert, który pewnie na długo zapadnie w pamięć bywalców klubu. Charytatywna impreza, z której dochód przeznaczono na leczenie Wojtusia Iłowskiego ściągnęła do klubu całkiem sporo osób, co zaowocowało udaną zbiórką. Spora ...
20 marca w gdańskim klubie "Infinium" odbył się koncert, który pewnie na długo zapadnie w pamięć bywalców klubu. Charytatywna impreza, z której dochód przeznaczono na leczenie Wojtusia Iłowskiego ściągnęła do klubu całkiem sporo osób, co zaowocowało udaną zbiórką. Spora część pieniędzy to nie tylko bilety, ale również dochód z aukcji, którą przeprowadzili Waldek Mieczkowski i Krzysztof Jurkiewicz z Gdańskiej Formacji Szantowej. Sprzedawano płyty, koszulki i zdjęcia – te ostatnie głównie związane z jachtem "Zawisza Czarny". Licytację przeprowadzono w przerwach pomiędzy poszczególnymi kapelami, mimo że podzielono ją na dwa etapy to i tak trwała długo, bo fantów było bez liku.
Sam koncert wyszedł bardzo dobrze. Na początek publiczność rozgrzali Shantymentalni - zespół prowadzony przez Piotra Słupczyńskiego. Słyszałem tą formację latem na festiwalu "Bazuna" - od tego czasu zmienił się nieco skład zespołu i rozwinęła formuła szanty-folkowo-countrowego grania. Teraz rzeczywiście brzmią jak zespół, szkoda tylko, że większość repertuaru zaprezentowanego przez nich tego wieczoru, to żeglarskie standardy. Ale na szczęście nie zabrakło również piosenek Piotra, w większości spokojnych i nastrojowych. To od tych właśnie utworów wywodzi się nazwa grupy.
Grupa Smugglers, to przedstawiciele najbardziej rockowego skrzydła polskiej sceny szantowej. Mimo że wystąpili tylko w czwórkę, to pokazali, że w morskim folk-rocku nie mają sobie równych. Pod względem muzycznym ten koncert zdecydowanie należał do Józka Kanieckiego, który zagrał niesamowite i pełne improwizacji partie w kilku utworach. Nie zabrakło nawet cytatów z muzyki klasycznej i Pink Floydów. Wśród wykonanych utworów było sporo przemytniczej klasyki - "Poor Old Horse", "Hieland Laddie", czy "Pod Jodłą". Z nowszych aranżacji mogliśmy posłuchać przesyconego niesamowitym feelingiem "16 ton" i pochodzącego z dalekiej Luizjany "Jongle a Moi".
Zakończenie wieczoru zafundowała nam Gdańska Formacja Szantowa, bywalcy trójmiejskich barów i tawern, szczęśliwi ojcowie płyty "Barowe opowieści". Nie podejmuję się wymienienia piosenek, bo Formacja zagrała bardzo długi koncert. Jednak z zadowoleniem stwierdzam, że coraz więcej osób śpiewa na koncertach ich autorskie piosenki.
Koncerty takie jak ten potrafią przywrócić wiarę w ludzi. Choć początkowo nie zapowiadało się na dużą frekwencję, to już w połowie imprezy zrobiło się dość tłoczno. Dlatego też w imieniu organizatorów dołączam gorące podziękowania dla wszystkich występujących zespołów, szczególnie dla Waldka Mieczkowskiego i Krzyśka Jurkiewicza za prowadzenie licytacji, oraz Piotrka Słupczyńskiego za wsparcie organizacyjne i przedmioty do licytacji. Specjalne podziękowania należą się też Hubertowi Kowalskiemu za udostępnienie klubu i sprzętu. Na koniec podziękowania bodaj najważniejsze - dla Was, miłośników szant, którzy tego dnia znaleźli się w "Infinium" - bez Was ten koncert nie miał by sensu.
Według oficjalnych danych zebrano podczas koncertu 2.855,70 złotych.

Informację wprowadził(a): Rafał "Taclem" Chojnacki - godz. 20:16, 21 marzec 2004, wyświetlono: 857 razy

Jurkiel

wysłano: 13:35,22 marzec 2004

No, jeśli chodzi o specjalne podziękowania, to należą się Alinie i Dziubie, które przy organizacji koncertu narobiły się jak mało kto.
Odpowiedz na ten komentarz
Jaro20

wysłano: 15:33,22 marzec 2004

...artykuł J. Ozaista. Jakże gorzki wydźwięk... czyżby pretensje o to, że świat się zmienia? Michał, podpisuję się wszystkimi zdolnymi do tego kończynami pod Twoją odpowiedzią. Podkreślę jedynie ze swej strony to, że idąc na koncert SZANTOWY kieruję się chęcią obcowania z ludźmi, którzy myślą podobnie jak ja i czują, reagują równie podobnie. Szanty / piosenki żeglarskie / piosenki morskie jak dla mnie nie znudzą się (mam nadzieję że nigdy). właśnie dlatego, ze potrafią przetrwać wszelkie metamorfozy, że docierają pomimo nowych wdrażania weń nowych trendów. Właśnie dlatego zaszczepiam umiłowanie do szant, do ideologii moim dzieciom, ufając, że "przekażą pałeczkę" dalej... nowemu pokoleniu. Wracając do koncertów na których pojawia się wielu wykonawców. Uważam, że różnorodność jest wskazana. Dzisiaj coraz mniej jest orędowników "szanty klasycznej". Powody opisał Michał. Ja dodam, że zawsze, kiedy wykonywane są sztandarowe kanony szanty klasycznej, właśnie przez Cztery Refy - czuję głęboki szacunek dla szanty klasycznej a po takim koncercie wielki spokój, równowagę ducha. Tak było właśnie po ostatnim letnim PPP, po Cumberlandzie właśnie... tak było i po koncercie Czterech Refów w Kliprze na premierze płyty PiŁ... i tak zapewne będzie po koncercie VII Wachty Szanty na Sukces... To tyle wynurzeń na dziś. Wracam do pracy. Zapracować na następny wyjazd na koncert - żeby odreagować przy ulubionej pieśni... Pozdrawiam
Odpowiedz na ten komentarz
Łukasz

wysłano: 18:16,22 marzec 2004

Starzejemy się, co panie O.? Panny zaczęły wzdychać do młodszych, więc robimy za mentorów. robilibyśmy co innego, tylko viagra źle kompnuje się z maścią na hemeroidy. W miarę sprawny pozostał tylko język, więc dawaj, rzucimy parę haseł typu "za moich czasów to hoho, a teraz to ani tyle...", zanucimy partyzancką piosenkę i wesprzemy się na stoliku, trącając z lekka pastę do butów, pełniącą aktualnie funkcję czernidła do brody (dziewuchy musiały ją KIEDYŚ uwielbiać). A muzyka, nawet żeglarska, to kobieta, która dopóki była nam powolna, to była cacy. Teraz rozwija się w kierunkach niezrozumialych dla nas. Kiedys - to - hoho - była pannica i dama, a teraz? szkoda moich słów, bo to latawica i dama negocjowalnego afektu. Panie O, niech się pan trzyma, popieram pana w całej rozciągłości!!! Jak ktoś dla nas nie klaszcze, znaczy że się nie zna!!!Jak śpiewa EKT "...komu się nie podoba, ten jest swinia, prostak i ham, dziekujemy państwu"!!!
Odpowiedz na ten komentarz
Robert Kolebuk

wysłano: 18:43,22 marzec 2004

Nie sprowadzajcie dyskusji do poziomu rynsztoka. Polemika to próba rzeczowego zbicia argumentów strony przeciwnej. Obrażanie nie jest potrzebne.
Odpowiedz na ten komentarz
Alina

wysłano: 19:0,22 marzec 2004

Dzięki Jurkiel, ale to bez Ciebie i reszty wykonawców by się nie udało, więc dla Was największe brawa ;-) No i oczywiście dla wspaniałej publiczności!!!
Odpowiedz na ten komentarz
RedNacz

wysłano: 20:30,22 marzec 2004

Przeczytałem ten artykuł w "Rejsie" i trochę smutno mi się zrobiło. No bo przecież ja też należę do tych co to "nie wiedzą co to sztaksel i czym się go je..." ale czy to znaczy, że nie wolno mi słuchać szant, a co gorsza, że nie powinienem ich śpiewać? Ja tak nie uważam, dlatego robię to co robię. Właśnie dla takich jak ja, nie żeglujących i nie do końca rozumiejących kulturę morza, ale kochających szantowe śpiewanie, tą atmosferę, wspólnotę zdecydowałem się wydawać "szantymaniaka", bo dzięki niemu, mądrzejsi w temacie ode mnie będą mogli takim jak ja "szczurom lądowym" parę rzeczy wyjaśnić. A jak pan słusznie Panie Jerzy zauważył jest nas coraz więcej. W pełni zgadzam się tu z Michałem, że w różnorodności siła. Ta różnorodność stymuluje rozwój i świadczy o rozwoju. Dlatego podczas sobotniego koncertu "Śląsk dla Wojtusia" przed moją koleżanką, pełną gębą żeglarką, broniłem zespołów, które śpiewają szanty choć z żeglarstwem nie mają nic wspólnego. Wolno im, a może dzięki temu śpiewaniu zapragną kiedyś sprawdzić jak to jest na wodzie? Jeśli dzięki takim zespołom (szanty-polo, szanty-rock czy jak je tam nazwiemy) choć jeden słuchacz po ich koncercie ruszy na wodę - to ja jestem za (i nie mam na myśli tutaj bezmyślnego tłumu). Popieram pana w jednej kwestii. Mnie też by zasmucił ten obrazek z koncertu, który pan opisuje: "Pierwsza zwrotka już się zaczęła, melodia i tekst już biegną. I nagle głośne, nie uznające sprzeciwu polecenie: Stop! Powtarzamy!". Na szczęście nie miałem okazji tego zobaczyć, bo na takich festiwalach jak Kubryk, Kopyść, Zęza, Shanties, PPP i wielu innych, to po prostu nie może mieć miejsca, bo gdyby miało to już bym na taki festiwal czy koncert, gdzie nie szanuje się szantymena, nie pojechał.
Odpowiedz na ten komentarz
Taclem

wysłano: 20:39,22 marzec 2004

Zdecydowanie przychylam sie do zdania Jurkiela - Alina i Dziuba jako 'spiritus movensy' ;) sprawdzily sie doskonale.
Odpowiedz na ten komentarz
Łukasz

wysłano: 20:59,22 marzec 2004

Faktycznie, poniosło mnie. Działałem w afekcie i za to przepraszam. niemniej nie lubię sytuacji, gdy ktoś coś deprecjonuje tylko z tego powodu, że mu się to nie podoba. Pan Ozaist ma prawo do własnego zdania, co więcej - zdanie to jest warte uszanowania, ale moment w którym swój pogląd postanawia ogłosić światu jest tożsamy z chwilą, w której świat - a w zasadzie jego cząstka - może zareagować odrzuceniem tego poglądu. Nie chodzę na filmy reżyserów których nie lubie - lub nie potrafię zrozumieć. Przyjmuję na wiarę, że Monteverdi był wielkim twórcą operowym, choć - mając możliwość - nie zdołałem zmusić się do obcowania z jego twórczością dłużej niż 5 minut. I słowem się nigdy nie odezwałem, że XVI wieczna moda na brzmienie symfoniczne zabiła uwielbianą przeze mnie popularność chorałów gregoriańskich. Muzyka wiatru i wody to nie tylko kalsyczny zaśpiew szantymena i zamknięta w ramach pewnej harmoni odpowiedź załogi. To również ta nieszczęsna keja odśpiewana przy mazurskim ognisku. załoga po pracy schodziła do kubryku i miejsce pieśni pracy zajmowała... w zasadzie pieśń biesiadna!!! Osadzona w realich życia morskiego, a jakże.Tak jak pod różnymi szerokościami geograficznymi szanty brzmiały inaczej, tak dzisiaj to co słyszymy na scenie jest wypadkową zainteresowań całych pokoleń i naleciałości o charakterze wręcz kulturowym. A wspólnym mianownikiem jest - bliższa lub dalsza - fascynacja morzem. Etos pracy znajduje swe rozwinięcie w etosie rozrywki - tak było w czasach żaglowców, tak jest i teraz. Nawet jeśli odbywa się to czasem w rytmach discopolowych. Szanty jako pieśni pracy stworzyły ZAMKNIĘTY już kanon i do tego ogródka nie da się wrzucić nowych kamyczków. Ale muzyka morza (czy może szerzej - wiatru i wody) żyje i dzięki temu szanty nie są wyłącznie eksponatem muzealnym. Cztery Refy, Stare Dzwony i pewnie jeszcze kilku wykonawców są kustoszami tradycyjnego brzmienia i chwała im za to.Ale nawet to zaszczytne miano nie uprawnia do przekreślania tego co nowe. Bo w tym wypadku "nowe" oznacza "inne". Nie lepsze, nie gorsze - inne. Choć wyrastające z tego samego pnia. A paa Ozaista jeszcze raz przepraszam za słowa wypowiedziane w gniewie.
Odpowiedz na ten komentarz
Taclem

wysłano: 21:6,22 marzec 2004

Kurcze, to ja sie chyba za pozno urodzilem... Bo nijak sie w pokolenie Jurka nie mieszcze, a jestem w stanie przyznac mu racje w wielu miejscach. To o czym pisze Jurek spotkalo juz w naszym kraju muzyke country. Ale niestety trzeba uczyc sie na wlasnych bledach. Mam tylko nadzieje, ze Krakow, czy Gizycko nie podziela losow Mragowa, do ktorego prowadza wszystkie drogi, ale juz nie kazdy chce nimi jezdzic. Pozdrawiam.
Odpowiedz na ten komentarz
negocjator

wysłano: 23:52,22 marzec 2004

mam nadzieje ,że nie jest to rozgrywka pomiedzy zespołami...szczerze sie wypowiem ze oburzenie Łukasza było jak najbardziej wskazane!!!
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI