Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Kunickie żywioły (XIX "Szanty Kunice", 18-19 lipca 2009 r.)

Relacje

W niewielkich Kunicach "na szanty" chodzi się już dwie dekady. Mimo iż festiwal z założenia jest "letni" - tzn. ma formę rodzinego, plenerowego pikniku - okazuje się być całkiem sporą i sprawnie zorganizowaną imprezą. Nie może być jednak inaczej, skoro dla kunickiego Gminnego

...

W niewielkich Kunicach "na szanty" chodzi się już dwie dekady. Mimo iż festiwal z założenia jest "letni" - tzn. ma formę rodzinego, plenerowego pikniku - okazuje się być całkiem sporą i sprawnie zorganizowaną imprezą. Nie może być jednak inaczej, skoro dla kunickiego Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu jest to najważniejsze wydarzenie roku.

Do tej pory "Szanty Kunice" umykały mej uwadze: nie bywałem w tych stronach, program nie powalał mnie na kolana (głównie zespoły "rozrywkowe" i "rock-szantowe", mało folku i klasyki), ponadto w ten sam weekend odbywa się ostatnio co roku nie tylko podobny festiwal w Mierzynie, ale i osławiony "Rubin", a przede wszystkim ogromne "Szanty w Giżycku".

 

Sobota w Kunicach okazała się dniem klęski żywiołowej: właściwie cały dzień padało, z niewielkimi przerwami. Tego dnia do Kunic nie dotarłem. Wystąpili Zejman i Garkumpel (także dla dzieci), Nagielbank, Za Horyzontem, Orkiestra Samanta i Latający Holender. Odbył się także konkurs.

W niedzielę pogoda była już dużo lepsza. Niemniej jednak po wejściu na teren festiwalu oczom mym ukazało się przede wszystkim... błoto. To chyba nowa tradycja imprezy, podobnie jak kłopoty z zakopywaniem się w nim zespołowych samochodów (problemy z wyjechaniem miała podobno Orkiestra Samanta). Przed sceną najmłodszych zabawiał Tomasz Lenard, czyli "Emeryt", a nad całością czuwał Jacek Stacewicz, tym razem nie tylko w słynnej czapce, ale i paradnym mundurze.

Niedzielny program był dosyć unikatowy, jak na ostatnie lata festiwalu, może z wyjątkiem Betty Blue oraz EKT Gdynia. Choć i w przypadku tych zespołów były pewne niespodzianki. "Niebiescy" zagrali kilka nowszych utworów, w tym instrumentalny. EKT wystąpiło w nietypowym składzie. Kamil Szewczyk zamiast Marcina Sautera - to już zmiana na stałe, z kolei chwilową roszadą było zastąpienie Krzysztofa Kowalewskiego przez Marcina Rittera (na co dzień zespół Normalsi). Było też kolejne wykonanie "szanty żydowskiej", czyli Koszerki.

Zupełną niespodzianką był występ niemieckiego chóru szantowego De Molenkieker. Nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać - 14 lat temu widziałem wprawdzie chór z Holandii, wiem z grubsza, na czym polega specyfika niemieckiego śpiewania o morzu, ale... Zobaczyłem trzy akordeony, gitarę, bas, perkusję (!) i ponad dwudziestu starszych panów z wigorem śpiewających tradycyjne ponoć pieśni. Znałem dwie: Whisky, Johnny oraz niemiecką pieśń o rumie, którą w Polsce lansuje nie od dziś Jacek Rdesiński. Cała reszta przypominała mi stylem i aranżacją typowe niemieckie "szlagry". Nie jestem jednak tak radykalny, jak dziennikarze radia Wrocław (zawodzenia w stylu bawarskiej kapeli po paru wizytach na Oktoberfeście) - wizyta chóru była ciekawym ubarwieniem festiwalu.

- Kontakt nawiązaliśmy, jak to zwykle bywa - przez znajomości. Okazało się, że w chórze śpiewa jeden człowiek, który kiedyś wyjechał z Polski i mówi po polsku - powiedział nam Jacek Stacewicz. - Gdy szef chóru przyjechał do nas kiedyś, by zobaczyć, co to jest za impreza, gdy przejrzał też stronę internetową, powiedział, że bardzo chętnie do nas przyjadą.

Występ w Kunicach to nie jedyny efekt przyjazdu Niemców do naszego kraju. Dzień wcześniej wystąpili w Szklarskiej Porębie, a tamtejszy Miejski Ośrodek Kultury, Sportu i Aktywności Lokalnej zamierza odtąd zapraszać ich do siebie co roku.

Po występie chóru ogłoszono wyniki konkursu, który stał na przeciętnym poziomie. Zwyciężyła niespełna 12-letnia Nikola Warda, II miejsce dla zdekompletowanych Raków, III dla Złotych Rybek z Kunic. Zatem "na pudle" nie znalazł się nikt pełnoletni.

Nowością była wizyta zespołu Mordewind. Warszawiacy bardzo dobrze wpasowali się w klimat imprezy, grając rzeczy bardzo stare (Chłopcy do rej), nowsze (Tłusty szef), a także zupełnie świeże, m.in. świetną piosenkę Syrenka.

Po dwunastu latach nieobecności do Kunic powróciły Cztery Refy. Dzięki nim nazwa festiwalu nabrała nieco treści - zaśpiewali kilka szant :) Udowodnili również, że na takiej imprezie można zagrać również utwór "do słuchania". Znakomite przyjęcie Rybaków z Grimsby Town świadczy o tym dobitnie.

"Szanty Kunice" oceniam bardzo pozytywnie pod względem organizacyjnym. Problemy z nagłośnieniem należały do rzadkości, przed sceną słychać było każdy instrument i każde pojedyncze słowo, co wcale nie jest regułą na tego typu imprezach. Do ideału brakuje nieco... odwagi - sięgnięcia po wykonawców może nieco mniej "estradowych" i znanych, a także po prostu tych, którzy... jeszcze w Kunicach nie grali.

 

Foto: Michał NOWAK oraz Mariusz BARTOSIK (1), strona GOKiS (2)

Informację wprowadził(a): Michał Nowak - godz. 17:52, 30 lipiec 2009, wyświetlono: 2014 razy

Gość

wysłano: 11:52,2 sierpień 2009

Dzień wcześniej "Koszerka" była wykonywana też w Giżycku (słyszałem, to wiem), ale tego, to Ty nie mogłeś wiedzieć (nie było Cię w Giżycku), a skoro nie mogłeś wiedzieć, to nie przytaczaj ilości razy wykonywanego utworu, czyli niesprawdzonych faktów! W ten i NIE TYLKO w ten sposób, korzystając z prawa opisywania wydarzeń kulturalno-żeglarskich, zakłamujesz rzeczywistość tak, jak niejednokrotnie czynią to "pismaki" wielkich tytułów prasowych. Myślę, że Twój staż w całym tym ŚWIATKU, upoważnia Cię jedynie, do bycia Kronikarzem takowych imprez, ale rzetelnym, i takim, który nie stara się narzucać swoich preferencji wykonawczych, czy jakichkolwiek innych... do Krytyka, kształtującego inne gusta, to jeszcze zdecydowanie Ci daleko. Bez urazy... "Koszerka", taka fajna szanta żydowska, a taki banalny powód, by coś we mnie "pękło" :-) Oczywiście festiwal w Kunicach, jak każdego roku, zasługuje na pochwały i wyróżnienie (nie było mnie teraz, ale wiem ile Organizatorzy wkładają w niego serca i jak ważne jest dlo Nich przedsięwzięcie, a to już wystarczy na pochwałę). Pozdrawiam
Odpowiedz na ten komentarz
SKRZYPACZKA

wysłano: 14:52,2 sierpień 2009

Tak właściwie, to wykonanie "Koszerki" w Kunicach mogło być n-te ;) Zaraz po Żurawiu EKT grało w Contrast Cafe i tam też zagrali (a właściwie to zagraliśmy ;) ) "Koszerkę"... Przy tak dużej częstotliwości koncertów E-Ka-Ciaków za parę dni ciężko będzie policzyć ile razy ten kawałek został już wykonany :)
Odpowiedz na ten komentarz
M. Nowak

wysłano: 10:51,3 sierpień 2009

...jeśli będę popełniał tylko takie błędy, to będę z siebie bardzo zadowolony. Ale oczywiście masz rację, nie wiem dlaczego tak napisałem (już poprawione), dzięki za zwrócenie uwagi. Co do pozostałych uwag: 19 lat stażu w światku uważam za wystarczające do pisania o nim, żałuję że nie jest tego więcej, ale mam tyle lat, ile mam (nie uważam poza tym, że staż jest tu najważniejszy, Marek Wójcik po trzech latach w środowisku napisał znakomity tekst). Jeśli się z moimi tekstami nie zgadzasz, ignoruj je. Na Szantymaniaku piszę nie tylko ja.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI