Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Londyn - Szanty na Tamizie

Relacje

Wizją zbliżających się koncertów Londyńskie Spotkania Szantowe cieszyłam się jak dziecko, bo jadąc na wakacje do Anglii wiedziałam, że właśnie za takimi spotkaniami będę bardzo tęsknić. W Anglii w pubach można posłuchać tradycyjnej muzyki folkowej, ale szant ...

Wizją zbliżających się koncertów Londyńskie Spotkania Szantowe cieszyłam się jak dziecko, bo jadąc na wakacje do Anglii wiedziałam, że właśnie za takimi spotkaniami będę bardzo tęsknić. W Anglii w pubach można posłuchać tradycyjnej muzyki folkowej, ale szant to już bardzo rzadko. Wreszcie nastał ów radosny dzień (19 lipca 2007), kiedy zwolniłam się ciut wcześniej z pracy, porwałam Iana Woodsa i Grahama Metcalfe'a ze sobą i wsiadłam w autobus z Oxfordu do Londynu cała podekscytowana perspektywą spędzenia wieczoru w towarzystwie polskich Szantymenów i Szantymaniaków. Do Tower Hill przybyliśmy dwie godziny wcześniej, z czego najbardziej chyba cieszył się Graham, bo nigdy nie był w tej części miasta. Pospacerowaliśmy zatem po Cathrine's Docks gdzie zacumowane są zarówno nowoczesne łodzie jak i piękne żaglowce. Potem podziwialiśmy Tower Bridge i samo Tower of London.

Kiedy dotarliśmy do Millenium Tower Pier, gdzie nasz rejs z szantami po Tamizie na statku Dutch Master miał się rozpocząć, spotkaliśmy grupkę Polaków już oczekujących na kei. Chwilkę po nas

zjawił się również sympatyczny Terry, Anglik, który dość dobrze mówi po polsku i miał pełnić rolę jednego z konferansjerów.
Kolejna chwila oczekiwania i podjechał samochód wypełniony sprzętem nagłośnieniowym, a w bagażniku bigos! "Gdzie Bernard i muzycy?" - "Stoją w korkach! Ale zdążą!"

Szybciutko wypakowaliśmy sprzęt i zanieśliśmy go na pokład Dutch Mastera. Niebawem niczym Struś Pędziwiatr na pokład wparował sprawca i spiritus movens całego przedsięwzięcia Bernard Wieczorek (znany też jako Kapitan Benge). Jeszcze chwilka twórczego zamieszania "Trzeci" i Flash Creep uskuteczniają próbę mikrofonową, barmani na górnym pokładzie serwują już ambrozję spragnionym gościom (którzy w niemałej grupie ponad 230 osób przybyli na spotkanie z polskimi wykonawcami), na dole słychać "Gdzie ten bigos postawić?", aparaty fotograficzne i kamery mediów już się rozgrzewają.

Zaczynamy? No to...

 

Cumy Rzuć! Odbijamy!

 

Nasz statek łagodnie popłynął w kierunku Westminsteru. Ci, którzy chcieli podziwiać widoki na St. Paul Catedral, London Eye czy Big Bena zgromadzili się na górnym pokładzie, dokąd dochodziły odgłosy z jakże zapełnionego "kubryku". Pójdźmy tam.

Bernard i Terry rozpoczęli od krótkiego powitania i zapowiedzi tego, co miało spotkać zgromadzoną publiczność. Zaraz potem Włodek "Trzeci" Dębski porzucił konsolę, by chwycić za gitarę i wypełnić salę swym jakże ciepłym głosem. Rejs po Tamizie na pewien czas zamienił się w mazurskie żeglowanie. Włodek doskonale nawiązuje kontakt z publicznością i potrafi wyczuć jej oczekiwania. Zatem popłynęliśmy Na Mazury, Na Umrzyka skrzyni, Samantą, aby wznieść w górę szkło! W międzyczasie odbył się szybciutki konkurs. Omal nie zostałam na polecenie Włodka wyrzucona za burtę, za podanie odpowiedzi "Ona wszędzie za nami jeździ i zna wszystkie zagadki!".

Ale jakoś udało mi się pozostać bez uszczerbku na zdrowiu na dolnym pokładzie, gdzie na prośbę organizatora goście Ian Woods i Graham Metcalfe zajęli miejsca przy mikrofonach. Podjęli Włodkowy temat Szklanego Jasia i zaintonowali,Whisky oh! Oczarowali publiczność surowym, donośnym i harmonicznym brzmieniem swoich głosów. Mogliśmy jeszcze usłyszeć Ranzo i jedną z ulubionych pieśni Iana Ania Kochanie. Angielscy szantymeni zostali bardzo ciepło przyjęci i otrzymali bardzo głośny aplauz.

Kiedy owacje ucichły Terry zapowiedział tym razem po angielsku Someone who needs no introduction, please welcome Flash Creep! (kogoś kogo przedstawiać nie trzeba. Przywitajcie Flash Creep!), na co głośno zareagował londyński fan club Izy Puklewicz skandując jej imię. Zespół to trzy osoby: Iza Puklewicz - skrzypce, Maciej Łuczak - gitara i Tomasz Morozowski - mandolina. Jak sami o sobie mówią, grają muzykę z pogranicza irlandzkiego i amerykańskiego folku. Rozpoczęli Mathew Andersonem z repertuaru zespołu Packet, co dostarczyło publiczności nowej fali energii. Myślę, że nasz śpiew niósł się aż do dziedzińca londyńskiego Tower, które mijaliśmy ponownie, po zawróceniu przed Westminster Bridge. Po tym powszechnie znanym utworze nadszedł czas na piosenkę autorską Ja wiem. Słowa do niej napisał obecny na statku Mariusz Bartosik - przyjaciel zespołu. Iza na chwilę odłożyła skrzypce, aby oczarować nas szeroką skalą i siłą swojego głosu. Maciek na gitarze towarzyszył bluesowym solówkom mandoliny Tomka.

Potem publiczność miała okazję pośpiewać znane piosenki jak Sally Brown czy Czarna Chmura. Do jakże skocznego irlandzkiego reela dołączył się grą na whistlu Wiktor Bartczak, członek zespołu North Wind, który również gra z muzykami z Flash Creep w zespole Cztery Refy.

Flash Creep zaprezentował też piosenki autorstwa Janusza Sikorskiego i zakończył swojego pierwszego seta kolejnym utworem zespołu Packet - Pod Jodłą. Następnie uczciliśmy gromkim "Sto lat" urodziny Izy, po czym zgromadzonym zaprezentowali się członkowie Yacht Clubu Polskiego w Londynie. Okazuje się, że na Wyspach też można żeglować po polsku!

 

Na scenie tymczasem "zainstalował się" Wiktor Bartczak z gitarą, aby towarzyszyć Ianowi Woodsowi, który chętnie zgodził się jeszcze coś zaśpiewać. Po pierwszych dźwiękach gitary rozpoznałam piękną i wzruszającą mnie balladę Blow the Candles Out. Z zamyślenia Ian wyrwał nas żywym wykonaniem John Cherokee. Do śpiewu refrenu przyłączyli się również inni szantymeni. Wspólnie też zaśpiewali Rolling Up, Rolling Down. Po śpiewie a capella muzycy sięgnęli po instrumenty. Przyłączyła się Iza ze skrzypcami i mogliśmy posłuchać Navy Boots On.

Ian zdziwił się, kiedy Maciek pokazał mu polską wersję, która miała swoją premierę na tegorocznym festiwalu "Kopyść". Ian po prostu jeszcze nie wiedział, że Cztery Refy wykonują już tę piosenkę z polskim tekstem Andrzeja Mendygrała. Wystarczyło tylko spojrzenie i Maciek płynnie kontynuował śpiew po polsku. A że tekst jeszcze świeży, pomagał sobie kartką, na którą Ian spoglądał z zainteresowaniem i radośnie dośpiewując "tup tup tup!". Do grona szantującego na scenie dołączył jeszcze Graham Metcalfe, i tak wzmocniony skład zaśpiewał jeszcze The Family Job i One More Pull.

Nawet nie zauważyliśmy, kiedy spokojne wody Tamizy otuliła noc.

Na każdym z pokładów statku panowała wspaniała atmosfera. Na dole - wiadomo koncert, śpiewy i tańce. Na górnym zadaszonym pokładzie posilano się serwowanym bigosem i trunkami z baru. A na zewnątrz spokojnie można podziwiać Londyn nocą - oświetlone brzegi Greenwich, Millenium Dome, ogromną konstrukcję tamy przeciwpowodziowej, światła portu. Bardzo przyjemny wieczór.

Ostatnia część koncertu to występ Włodka, do którego po kilku piosenkach przyłączył się również zespół Flash Creep. Wspólnie bawili oni publiczność tak zwanymi pieśniami masowego rażenia.

Zaskoczył mnie Tomek Morozowski - na co dzień przecież członek zespołu śpiewającego w bardzo klasycznym stylu, dalekim od tak zwanego silesian sound  - tu wziął do ręki mikrofon i kiedy cała sala śpiewała Cztery piwka, on niemal jak Jasiu Olszówka zaczął wydawać z siebie basowe dźwięki. Jakże wszechstronny muzyk. Mogliśmy też potańczyć przy - nomen omen - Tańczonym, który wokalem w "góralskim stylu" zakończyli Trzeci z Izą.

 

Aby dać nam chwilę wytchnienia po szaleństwach "na parkiecie" dokonano wręczenia nagrody zwycięzcy konkursu ogłoszonego na stronie internetowej Londyńskich Spotkań Szantowych. Jadzia, która poprawnie odpowiedziała na pytanie konkursowe,

oprócz nagrody w postaci płyty mogła również razem z Włodkiem zaśpiewać piosenkę Dziki włóczęga. Było też losowanie nagród dla publiczności.

Nastąpił ciąg dalszy muzycznej sesji, bo tylko tak można określić to wspólne i spontaniczne muzykowanie, które pokazało wysoki profesjonalizm artystów. Można było posłuchać wspólnych wykonań Flash Creep i Włodka Dębskiego, czasem dołączał do nich Wiktor Bartczak ze swoim whistlem. Ian Woods z Grahamem Metcalfem również wykonywali zwrotki niektórych pieśni po angielsku. Niesamowicie było obserwować jak muzycy czasem wręcz w locie wymieniali się instrumentami lub spontanicznie dołączali się do śpiewu i gry. Bardzo elastyczny i jakże zgrany zestaw muzyków, u których widać było radość grania i śpiewania.
Włodek doskonale radził sobie z dzieleniem roli artysty i akustyka.

Na tradycyjne All hands nie trzeba było nikogo wołać, poza samym organizatorem, gdyż wszyscy artyści byli na scenie. Odśpiewaliśmy Pożegnanie Liverpoolu, a nasz Dutch Master zaczął cumować do nadbrzeża Tower Millenium Pier.

Chwile pożegnania, umawianie się na następne spotkania... i czas wracać do domu. W głowie ciągle jeszcze gra muzyka i rośnie nadzieja w serduszku, że czas do następnego koncertu na Tamizie szybko upłynie.



Ela Chrobot

Tutaj jest miejsce na dyskusję na temat wydarzeń opisanych w artykule.

fot. M. Bartosik (1,3,4,5,6,11), K. Piechal (2,8,10), E. Chrobot (7,9)

Informację wprowadził(a): Elżbieta "Elik" Chrobot - godz. 20:51, 31 lipiec 2007, wyświetlono: 282 razy

Emu

wysłano: 22:25,31 lipiec 2007

Wyrażam żal oraz mam ogromne pretensje do Autorki artykułu...dopóki nie przeczytałam relacji z Szant nad Tamizą , nie było mi przykro z tego powodu, że nie uczestniczyłam w tej imprezie. A poważnie. Gratuluje - porywająca relacja.
Odpowiedz na ten komentarz
Kapitan Benge

wysłano: 0:29,1 sierpień 2007

Emu napisał: Wyrażam żal oraz mam ogromne pretensje do Autorki artykułu...dopóki nie przeczytałam relacji z Szant nad Tamizą , nie było mi przykro z tego powodu, że nie uczestniczyłam w tej imprezie. A poważnie. Gratuluje - porywająca relacja. Dopiero sie zaczęło, więc sie nie martw. Wpadnij 10 sierpnia, już wiem, że tego Ela też nie przepuści a jest i na zawsze będzie jednym z ważniejszych gości Londyńskich Spotkań Szantowych. Hm, mam nadzieje, że jej nie obraziłem mówiąc w ten sposób, bo tak naprawde to już jest Członkiem Kapitanatu! Jak jej nie będzie, to ja rezygnuje ;)
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 10:48,2 sierpień 2007

Też bym tak chciał... P.S. Ela - jak Ty zapamiętałas tyle szczegółow tej imprezy??? Notatki robiłaś czy co???
Odpowiedz na ten komentarz
Elik

wysłano: 23:3,8 sierpień 2007

jachu napisał: P.S. Ela - jak Ty zapamiętałas tyle szczegółow tej imprezy??? Notatki robiłaś czy co??? hehe... sorry jachu, ze tak pozno odpowiadam... po prostu mam dobrá pamiec ;-) a fotki tez bywajá pomocne... wiecej sekretow nie zdradze... Pozdrawiam! Ela
Odpowiedz na ten komentarz
Ewelina

wysłano: 14:48,5 wrzesień 2007

Pszem PAni fajny tekst :) nie znam sie na tym ale miło się czyta xD no i już wiem jak było tam :D
Odpowiedz na ten komentarz
Pani Ela ;-)

wysłano: 14:59,5 wrzesień 2007

Ewelinko! Nic tak nie cieszy jak tak sympatyczny komentarz od swojej uczennicy! Buziaki!
Odpowiedz na ten komentarz
zdziwiony

wysłano: 16:9,5 wrzesień 2007

A kto to Marek Kowalewski?
Odpowiedz na ten komentarz
heej:D

wysłano: 19:12,5 wrzesień 2007

Witam koleżankę:D Widzę że też z Wdzydz:D Kiedy oni występowali:D pozdrowienia
Odpowiedz na ten komentarz
Maciej Tuchorski

wysłano: 20:36,5 wrzesień 2007

W podpisie do jednej z wypowiedzi powinno byc Maciej Tuchorski i Paweł Kopernok, pokręcili nazwiska, pozdrawiam
Odpowiedz na ten komentarz
3NT

wysłano: 12:12,26 wrzesień 2007

Bawilem sie cudownie. Juz po kilku kawalkach czulem sie jak za najlepszych czasow w Gniezdzie. Doszlo do trgo, ze nastepnego dnia w pracy nie bylem z stanie korzystac z telefonu- glos nie funkcjonowal :) Poziom artystyczny byl wysoki. Lekkim zgrzytem bylo tylko gdy nasi angielscy przyjaciele tak przyssali sie do mikrofonu, ze... zreszta kto byl ten wie. Za to wybor utworow przedni. Na poczatku kilka piesni masowego razenia w celu rozkrecenia publiki. Potem bardziej nastrojowo ale rowniez wesolo. Az zal bylo schodzic z pokladu. Mam nadzieje, ze ktos to wkrotce powtorzy. Nawet jesli aura nie bedzie sprzyjac mozna zorganizowac podobna impreze w jakims pubie. Moze kiedys spelni sie moje prywatne przenie, zeby uslyszec ODN na wyspach. Jeszcze raz wielkie podziekowania dla organizatorow.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI