Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Na co dzień Mohadick, od święta "Szkot"

Relacje

 

Pierwszy sezon szant w Poznaniu należało uznać za bardzo udany. Przypomnę tylko, że w Klubie Galerii ZAK przy ul. Szyperskiej gościliśmy w pierwszym półroczu wielu uznanych wykonawców. Na deskach kameralnej ZAK-owej sceny zagrali Dariusz Zbierski, Ryszard ...

 

Pierwszy sezon szant w Poznaniu należało uznać za bardzo udany. Przypomnę tylko, że w Klubie Galerii ZAK przy ul. Szyperskiej gościliśmy w pierwszym półroczu wielu uznanych wykonawców. Na deskach kameralnej ZAK-owej sceny zagrali Dariusz Zbierski, Ryszard Muzaj, Waldemar Mieczkowski, Grzegorz Tyszkiewicz, Jerzy Porębski, Flash Creep, Andrzej Korycki i Dominika Żukowska, ponadto podczas pikników nad Jeziorem Kierskim zaprezentowali się Mechanicy Shanty i Za Horyzontem. A w tle tych wszystkich wydarzeń przewijała się nowa poznańska formacja Mohadick.

 

Szantowa nowość z Poznania

 

I właśnie ten ostatni zespół zainaugurował 3 października nowy sezon szantowy w Poznaniu. Był to jednocześnie, po kilku epizodach, pierwszy dłuższy występ Mohadicka przed poznańską publicznością. Tutaj mała dygresja. Określanie Mohadicka "nowym wcieleniem zespołu Sailor" jest zrozumiałe, aczkolwiek nieprecyzyjne. Z formacji wsławionej zdobyciem Nagrody im. Stana Hugilla na Shanties'2000 oraz nagraniem płyty "Z morza, portu i tawerny" do Mohadicka trafili: Agnieszka Gładyszak-Knychała (skrzypce), Bartek Liczbański (banjo), Jerzy Richter (koncertina, harmonijka ustna) i początkowo Darek Sarnowski (bodhran), nie grający już jednak z zespołem. Z Sailorem związany był także Waldemar Sadowski (gitara basowa). Z kolei Adam Czech (gitara akustyczna) wywodzi się z folkowej formacji Triskel, a Dominik May śpiewał kiedyś w zespole Stare Tankowce. Od momentu premierowych występów w ZAK-u wiosną tego roku jako support szantowych gwiazd, zespół pojeździł nieco po Polsce (z sukcesami, m.in. I miejsca na festiwalu "Burczybas" oraz w Kunicach, II na słynnej już "Kei" nad jez. Lipie) i poszerzył repertuar. Jako że pojawiły się tu i ówdzie nieco krytyczne opinie o zespole (np. Włodka Dębskiego na forum Szantymaniaka), pozwalam sobie tu stwierdzić, że z uwagi na stosunkowo krótki okres działalności trudno jeszcze traktować Mohadicka jako w pełni gotowy muzyczny produkt. Zespół cały czas pracuje nad repertuarem, ogrywa się w różnych miejscach, ćwiczy emisję głosu (tak!), myślę więc, że cezurą i "momentem krytycznym" może być tu dopiero nagranie pierwszej płyty.

A co do tej pory zaprezentował poznański zespół? Takie utwory jak "Czarna perła", "Żeglarz Jan" czy "Admirał" przyniosły mu wspomniane powyżej sukcesy. Na ostatnim koncercie pojawiły się też premiery: "Siedem lat", "Nalej sobie" i "Bugger Off". Zespół zgrabnie balansuje pomiędzy tawerniano-folkowymi klimatami (zwłaszcza w ostatnim utworze, idealnym do grania w takich miejscach) a typowo szantowymi. Tu uwagę zwraca zwłaszcza "Śmiały harpunnik", zupełnie odmienny pod względem rytmu i tempa od tego, do czego przywykli szantowi "bywalcy" i przypominający nieco w tej wersji przepiękne "Niziny Virginii Lowlands" Mechaników Shanty. A że w repertuarze Mohadicka nie brakuje i innych standardów ("Eliza Jane", "Dziki włóczęga", "John Kanaka", "Bijatyka"), zatem zespół wydaje się być wprost stworzony do grania w żeglarskich tawernach.

 

Mechaniczne szanty ze "Szkotem"

 

Panteon wielkich szantowych solistów polskiej sceny na pewno bez Henryka "Szkota" Czekały byłby wielce niekompletny. Uczeń wielkiego Marka Szurawskiego w pewnym sensie kontynuuje jego muzyczną drogę. W solowym wcieleniu wypada naprawdę znakomicie, nie inaczej było podczas koncertu w ZAK-u 17 października.

"Szkot" solo to z pewnością ten sam, ale nie taki sam "Szkot". Nie ten, którego wokal znakomicie prowadzi znane chyba wszystkim szantymaniakom utwory, jak "Sześć błota stóp", "Herzogin Cecille" czy wspomniane "Niziny Virginii Lowlands". Choć we wtorkowy wieczór nadarzyła się okazja, by szantowym chórem mogła zostać publiczność. Gdy bowiem "Szkotowi" pękła struna w gitarze, wykorzystał moment przerwy na zaintonowanie "Johnson Girls". Właśnie dla takich momentów, kiedy można wraz z ulubionym wykonawcą zaśpiewać "Walk around, honey, walk around"/"Jeszcze raz, miodu, jeszcze raz", warto być fanem szant. W przerwie koncertu "Szkot" dał się jeszcze namówić na zaśpiewanie z nami "Lowlands, Lowlands, Lowlands Low".

Solowe wcielenie "Szkota" jest inne od "mechanikowego" choćby dlatego, że jako lider tego zespołu miał wyjątkowy dar do

wyszukiwania spośród bogatej skarbnicy morskich utworów tych najbardziej "wpadających w ucho", które stawały się wielkimi hitami: "Dziki włóczęga", "Green Horn", "Płyńmy w dół do starej Maui" to tylko najbardziej znane przykłady. Jako solowy wykonawca nie stroni od utworów trudniejszych w odbiorze, a przecież nie mniej (a może nawet bardziej) pięknych. Takich jak "Brzegi Peru", znane z bardzo różnych wykonań autora polskiego przekładu tej piosenki, Marka Szurawskiego, oraz Czterech Refów. Bardzo fajnie brzmią w wykonaniu "Szkota" także piosenki Jurka Porębskiego, "Wielki wał" Piotra Bułasa i Grzegorza Tyszkiewicza, słowem - solowy koncert lidera Mechaników Shanty to stosunkowo reprezentatywny przegląd tego, co najlepsze na polskiej scenie szantowej, podanego w znakomitym wykonaniu.


Co dalej w Poznaniu


Pierwszy poznański festiwal szantowy już za nieco ponad miesiąc. Uchylę tu rąbka tajemnicy i powiem, że zagrają na nim EKT-Gdynia, Gdańska Formacja Szantowa, Za Horyzontem, Grzegorz Tyszkiewicz i Mohadick. Niedawna szantowa pustynia zamienia się zatem w oazę. Choć nie kwitną w niej póki co wszystkie odmiany żeglarskiej muzyki, wypada pogratulować animatorom przedsięwzięcia: Maciejowi Olszewskiemu oraz właścicielom Klubu Galerii ZAK z Piotrem Zyznawskim na czele.

Polecam również przy okazji stronę internetową poznańskich szant: www.szanty.org.

Informację wprowadził(a): Michał Nowak - godz. 14:20, 21 październik 2006, wyświetlono: 1062 razy

Bebik

wysłano: 19:35,22 październik 2006

małe sprostowanie: zespół "Mechanicy Shanty" nie ma lidera, a Szkot jest wokalistą tego zespołu
Odpowiedz na ten komentarz
wilczek

wysłano: 17:11,24 październik 2006

Brawoooooooooooo Bebik.
Odpowiedz na ten komentarz
Stanik

wysłano: 20:58,24 październik 2006

Dla mnie ON jest tym wszystkim co w szantach ważne. Od ich (mechanicy) koncertu ,który miałem zaszczyt i przyjemność zobaczyć zaczeła sie przygoda z szantami. Więc nie wiem czy ważne jest czy Szkot jest liderem czy nie , ale myślę iż bez tej "czerwieni":) nie było by MECHANIKÓW i tej atmosfery sami wiecie jakiej.....
Odpowiedz na ten komentarz
Bebik

wysłano: 21:55,24 październik 2006

wilczek napisał: Brawoooooooooooo Bebik. bez przesady, obiecywałem, że jak zjadę do cywilizacji po sezonie, to się odezwę. Ale żeby zaraz taka reakcja?
Odpowiedz na ten komentarz
Bebik

wysłano: 22:2,24 październik 2006

Dla mnie czerwień jest tylko dodatkiem, acz kolwiek ubarwiającą nasze występy. A tak poważnie, jeśli chodzi o szanty, te tradycyjne, znam trzech polskich wykonawców, którzy potrafią to naprawdę dobrze: Marek Szurawski, Jurek Rogacki no i Szkot. I chwała im za to. Nadal jednak pozostaję przy swoim zdaniu, co do plakietki lidera naszego zespołu.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI