Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Na początku była wielka PIPA...

Felietony

Złote nuty spadają na Rynek

i dokoła muzyki jest w bród...

 

Szanowny Panie Andrzeju S. i Grzegorzu T. piszę do Was ten list, choć znam Was jedynie z przemielonych tysiące razy uwielbianych płyt. Zawsze chciałem ...

Złote nuty spadają na Rynek

i dokoła muzyki jest w bród...

 

Szanowny Panie Andrzeju S. i Grzegorzu T. piszę do Was ten list, choć znam Was jedynie z przemielonych tysiące razy uwielbianych płyt. Zawsze chciałem zaprosić Was na dobre wino, tyle że chwilę potem zastanawiałem się o czym moglibyśmy porozmawiać. Może o czymś niebanalnym, co zmieniło życie tysięcy ludzi w Polsce - w tym moje własne...  A wszystko zaczęło się od... tak, tak - od wielkiej PIPY.

 

Chciałbym Wam opowiedzieć o niezwykłych ludziach, o narodzinach idei, o jej trwaniu, o nieprzemijalności. Chciałbym Wam pokazać takie miejsce, w którym zegar po 28 latach zatrzymał się, a jego wskazowki zaczęły kręcić się wstecz.  To magiczne miejsce, w którym ludzie stają się młodsi, bardziej uśmiechnięci i lepsi... a radosna astmosfera - ładuje nawet najbardziej wyczerpane baterie na wiele długich miesięcy.

 

Ustami Pani Małgorzaty Leśniewskiej, pozwolę sobie rozpocząć tę pieśń,  która "niech nie kończy nigdy się". We wspomnieniach umieszczonych na stronie Maćka Ślusarczyka - najwierniejszego festiwalowego skryby - Pani Małgorzata pisze tak:

 

Początki były skromne - 40 uczestników, może 100 słuchaczy. Za to Jury mieliśmy ogromnie szacowne: pani Halina Stefanowska, Marek Siurawski i Wojtek Meinhardt, a wśród gości - Jerzy Wadowski. Kameralną atmosferę piwnicy na Małym Rynku, gdzie odbywały się koncerty wszyscy, którzy w nich uczestniczyli, wspominają z nutką nostalgii. Przy prawdziwej beczce piwa (do której w ostatniej chwili zdobyliśmy pipę) płynęły żeglarskie opowieści. Kapitan Andrzej Dębiec z Koszalina oprócz pięknych żeglarskich piosenek przywiózł ze sobą pocztę morską i pamiątkowe koperty. Nie było koszulek z nadrukami, czapeczek i innych gadżetów, a plakietki z logo festiwalu (wykonane bardzo chałupniczą metodą) były fatalnej jakości, ale była przecudna atmosfera i wspaniały kontakt wykonawców z publicznością i to "coś" o trudno nazwać, ale co łączyło nas wtedy w piwnicy na Małym Rynku, daleko od morza i jakby na przekór tej szarej okropnej codzienności tamtych lat.[...]"  

 

Po raz pierwszy tę maleńką, a jakże ważną imprezę - zorganizowali w Krakowie, pod koniec października 1981 roku Jerzy "Yogi" Pawełczyk oraz Małgorzata Leśniewska z Młodzieżowego Klubu Morskiego "Szkwał", którego komandorem był wówczas Jacek Reschke. Sukces festiwalu był ogromny już w pierwszych latach jego istnienia. Dzięki temu "MKM Szkwał" mógł się rozwijać, a żeglarze mogli zamarzyć o własnym, pełnomorskim jachcie. Tak wspomina to komandor:

 

Na początku 1986 roku padło w klubie hasło zbudowania dużego pełnomorskiego jachtu dla krakowskiej młodzieży. Zdobyliśmy honorowy patronat Ministra Oświaty i Wychowania i po dwóch latach mieliśmy już stalowy kadłub 14-metrowego jachtu morskiego typu Bruceo. Był również maszt, silnik, żagle i liny. Fundusze zdobywaliśmy z biletów na koncerty festiwalu "Shanties", z wydawanych śpiewników oraz kaset z piosenkami żeglarskimi [...]

 

Od 1987 roku w Festiwal ten stał się wydarzeniem o randze międzynarodowej, na imprezie pojawili się BRISTOL SHANTYMEN, SOLENT BREEZES, STORMALONG JOHN, oraz Anthony Davis, Carl Danby, John Shaw, Roderick Sherman, Keneth Stephens, Stephen Vernon, Ian Woods oraz legendarny STAN HUGILL - ostatni zawodowy szantymen, uwielbiany i przyjmowany owacjami przez krakowską publiczność. On to miał wypowiedzieć słynne słowa, że Kraków jest europejską stolicą szant.

 

Wróćmy jednak do tytułowej PIPY. Oto cytat z pierwszego w historii werdyktu JURY Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Żeglarskiej w Krakowie, w dniach 23 - 25 X 81. - "SHANTIES 81" w składzie Halina Stefanowska, Marek Szurawski i Wojtek Meinhardt :

 

Wielka nagroda - "Wielka P.I.P.A." zawierająca w sobie zawołanie: "Płyń i Pokrzykuj A-hoj!" przyznana zostaje Jerzemu Pawełczykowi oraz Tadeuszowi Królikowskiemu i Janowi Kucowi z MKM "Szkwał" za stworzenie nowego zespołu szant klasycznych, za walory stylu, repertuaru i wykonania. Dodatkową premią jest uścisk dłoni najwybitniejszego polskeigo znawcy szant - dr Jerzego Wadowskiego. Zespół otrzymuje też Banjo, z prośbą, by nie zardzewiało. [...] Jerzy Rogacki z Łodzi uznany zostaje za "Miss Obiektywu", a całemu zespołowi "Ref-Patent" jury przyznaje nagrodę "Cutty Sark" wraz z życzeniemi odwinięcia refpatentu i wypłynięcia znów na pełnych żaglach na otwarte wody piosenki żeglarskiej. [...]

 

Dzisiaj mija 28 lat od tamtych wydarzeń, na które przyjechała ledwie ponad setka ludzi... 

 

W tym roku (2009) na festiwal znów zjadą tysiące Szantymaniakow, aby podczas 8 koncertów obejrzeć ponad 30 zespołów z Polski i zagranicy. Przyjadą również by pogadać, powspominać, oderwać się od codzienności, spędzić czas z przyjaciółmi, zaplanować rejsy i zedrzeć gardło w festiwalowej tawernie, poplotkować - a co !?

  

Czy tegoroczny festiwal SHANTIES 2009 czymś nas zaskoczy? Otóż festiwal Shanties, nie musiałby już niczym zaskakiwać. Musi tylko trwać -  jak Jasna Góra. A mimo to organizatorzy zaplanowali sporo niespodzianek. Będzie conajmniej 5 okazji do wielkiego świętowania. Tegoroczny festiwal upłynie bowiem pod znakiem jubileuszy.

 

 

Pozostawiam otwarym pytanie czym dla polskiego ruchu szantowego jest Międzynarodowy Festiwal Piosenki Żaglarskiej SHANTIES? Żeby to zrozumieć trzeba poświęcić dobre dwie godziny na dokładne przestudiowanie archiwów www.shanties.krakow.pl.  Jak na dłoni widać tam kiedy jaki zespół pojawił się w świadomości publicznej, jak długo istniał i kiedy zniknął mimo czasem spektakularnego sukcesu.

 

Dziś niepisaną zasadą jest, że każdy zespół powinien pokazać na Shanties przynajmniej jedna premierę. Fakty są takie, że większość zespołów przez cały rok ciężko pracuje po to, by właśnie na Shanties pokazać swoje nowe produkcje. To mobilizuje i stymuluje rozwój zespołów. Według moich obserwacji w ciągu ostatnich 10 lat żaden zespół nie trafił tam przez przypadek. Może dlatego ci którzy wychodzą z festiwalu z nagrodami - zwykle robią dalszą karierę. Jest bowiem regułą, że dopiero zdobycie uznania Jurorów na najlepszych festiwalach ogólnopolskich staje się przepustką do krakowskiej sceny konkursowej. A do dopiero pierwsze sito. Dopiero sukces w konkursie daje szanse na zaproszenia na kolejne edycje. Najlepsze debiuty zwykle nie zostają zapomniane przez organizatorów. "Nagroda za najlepszy debiut" na Shanties to jak "Złote Globy" dla nowego filmu - od tej pory dopiero świat zaczyna zapamiętywać nazwę zespołu. Z kolei dla uznanych na rynku szantowym wykonawców nagroda Grand Prix festiwalu jest odpowiednikiem Oskara dla najlepszego filmu. To wielki zaszczyt i chwała.

 

 Shanties jest najwiekszym i najbardziej miarodajnym przeglądem wszystkiego co ważne i uznane na polskiej scenie szantowej. Wielu zagranicznych mistrzów szanty kojarzy Polskę z Papieżem, Wałęsą i Shanties w Krakowie. Odpowiedzialność jaka spada na Organizatorów Shanties jest ogromna. Począwszy od uważnie śledzonego przez wiele oczu konkursu, poprzez dobór wykonawców, a na rozdziale nagród zakończywszy - wszystkie elementy festiwalu poddawane są regularnej krytyce. Decyzje Jurorów budzą szczególne emocje zarówno wśród zespołów jak i publiczności czego wyrazem są liczne komentarze choćby na naszym forum.  Szczególne kontrowersje co roku budzi konkurs debiutów.

 

Za sprawą organizowanych niegdyś co roku warsztatów szantowych Festiwal przez wiele lat był kuźnią młodych talentów, w której profesjonaliści z różnych dziedzin - głównie muzycznych - kształtowali wrażliwość, świadomość muzyczną oraz umiejętności zespołów. Na warsztatach Shanties pierwsze szlify zdobywały najbardziej znane i szanowane dzisiaj zespoły. To duża strata, że tak dobrą szkołę zamknięto. Brakuje w Polsce warsztatów szantowych z prawdziwego zdarzenia, a Shanties jako "festiwal festiwali" powinien wrócić do pełnienia tej ważnej roli edukacyjnej.

 

Festiwal zapoczątkowany 28 lat temu przez Jacka Reschke, Yogiego i Małgorzatę Leśniewską - od 1993 roku - czyli od 16 już lat - istnieje dzięki całorocznej pracy zespołu ludzi, pod kierownictwem Krzysztofa Bobrowicza, który powierzył dyrekcję programową festiwalu Agnieszce Krajewskiej. Do reżyserii każdego z koncertów organizatorzy co roku zapraszają przedstawicieli różnych "zasłużonych" zespołów, którzy starają się uczynić festiwal jeszcze bardziej ciekawym i porywającym.

 

Nic dziwnego, że bilety na Shanties od lat sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Aby mieć pewność wejścia na wybrany koncert  - nalezy bilety zamawiać najpóźniej na początku stycznia - bo potem może być różnie. Nie inaczej jest w tym roku. Tysiące ludzi bez wahania wydają ponad 200zł (!) na karnety. Choć mam informacje, że zakup biletów na niektóre koncerty jest już niemożliwy - zapominalscy powinni szybko się decydować, bo każdy z koncertów wart jest zobaczenia i jakkolwiek czasem daje się kupić bilety u "koników" przed wejściem to nie warto ryzykować porażki i zamawiać bilety póki w ogóle jakieś są.

 

Historia Shanties jest pisana okrzykami radości rozemocjonowanej publiczności, mistrzowskimi koncertami, łzami wzruszenia podczas ALL HANDS oraz energią wielkich i ciekawych osobowości, które przez 28 lat przewinęły się między innymi przez deski Krakowskiej Rotundy, Hali Korony czy wielkiej Hali Wisły. Energia szantowej stolicy  płynie do wielu miast w Polsce i za granicą, stając się często zarzewiem nowych festiwali które zaczynają się najczęściej od skromnych, małych spotkań których dalszy rozwój zależy przede wszystkim od determinacji organizatorów i publiczności oraz przychylności rad miast, sponsorów i reklamodawców - o których dziś szczególnie trudno.  Warto pamiętać, że 28 letnia tradycja Shanties'owych spotkań, na ktore dziś do Krakowa przyjeżdzają tysiące ludzi -  swój początek miała w małej piwnicy na Małym Rynku przy ulicy Mikołajskiej.

 

Zatem najmilszy Panie Andrzeju S. i ulubiony Panie Grzegorzu T. - choć szanty to zapewne nie do końca jest "Wasza muzyka" - serdecznie Was na festiwal zapraszam, byście mogli odpocząć, rozerwać się i usłyszeć na własne uszy... że stolica jest w Krakowie.

 

Sssciskam

Maciej Jędrzejko

 

***

POLECAM

1) Wspomnienia Jacka Reschke

2) CAŁĄ! Strone - Maćka "McVIKING" Ślusarczyka

Informację wprowadził(a): Maciej "YenJCo" Jędrzejko - godz. 4:16, 10 luty 2009, wyświetlono: 2134 razy

hatonn

wysłano: 11:29,10 luty 2009

obu Panów potraktowałeś? To bandziory jakieś ? ;)
Odpowiedz na ten komentarz
bartosik

wysłano: 12:28,10 luty 2009

" Tegoroczny festiwal upłynie bowiem pod znakiem jubileuszy. (...) 20-lecie istnienia zespołu Smugglers " Yen - na stronie organizatora, w programie, wśród wykonawców nie znalazłem Smugli - czegoś nie wiem? Czy to może jakaś niespodzianka? ;)
Odpowiedz na ten komentarz
bartosik

wysłano: 12:36,10 luty 2009

Chyba wychyliłem się przed szereg. Wybacz Yen. Zwracam honor - w innym źródle ;) ich znalazłem
Odpowiedz na ten komentarz
YenJCo

wysłano: 12:41,10 luty 2009

Co cytat z piosenki po prostu :-) Sssciskam yen
Odpowiedz na ten komentarz
Dziadek Władek

wysłano: 15:12,11 luty 2009

„A wszystko zaczęło się od... tak, tak - od wielkiej PIPY.” No tak - wszystko od czegoś się zaczyna.... Chwała za przypomnienie początków Shanties – i to w sposób iście żeglarski – z humorem, przenośnią, epitetem – ot, można by powiedzieć z pieprzem:-). No tak – to chyba już bardziej nowoczesne (tytuł) – a przynajmniej bardziej młodzieżowe; i racja, bo starszym zapewne nie potrzeba objaśniać. Przypominać za to – tak, bo i oni czasem zapominają, a powinni pamiętać. Z przyjemnością „pobuszowałem” sobie po stronach Maćka Ślusarczyka (które i tak często odwiedzam) – są świetne. To chyba naprawdę „najwierniejszy festiwalowy skryba”, jak pisze w swoim felietonie YenJCo. Dobrze, że podał link do tych festiwalowych stron – to skarbnica wiedzy o krakowskich Shanties. Jak zwykle u mnie – pojawiły się jakieś przemyślenia, refleksje, porównania… Jakieś pytania… Ot – choćby to – kto wymyślił nazwę „Wielka P.I.P.A.”? Dlaczego taki skrót – można poczytać tak w felietonie jak i na stronach Shanties. I w tym miejscu przypomniał mi się stary (choć nie wiem, czy pamięta początki Shanties) kawał o wycieczce żeglarzy w góry. Pewno wszyscy wiedzą, jak to było:-) Ot – zobaczyli starego bacę siedzącego sobie samotnie na skale. Ahoj, baco!!!! Co robicie!!!? – zakrzyknęli dziarsko żeglarze. Baca nawet się nie zastanawiał i odkrzyknął: A c…j was to obchodzi!!!!! :-) Fajny tytuł dał felietonista – „Na początku była wielka PIPA...”; żeby człowiek nie chciał, to zerknie:-) - a mi przeleciała przez głowę piosenka którą tak wdzięcznie niektórzy wykonują: weź ja, gnieć ją, o weź tą małpę jak nie dasz rady…” i o tym zwoju własnych włosów – na czubku:-) Czytam sobie komentarze: „Dwa Krakusy Andrzej S. i Grzegorz T.... Co cytat z piosenki po prostu :-)” To prawda – jest to piosenka do której muzykę i słowa napisał Andrzej Sikorowski. Jest w niej taka fraza, w której prosi: Nie przenoście nam stolicy do Krakowa niech już raczej pozostanie tam gdzie jest najgoręcej o to proszą dobrze ważąc własne słowa dwa krakusy Grzegorz T i Andrzej S Można by było „rozbierać” tą piosenkę na kawałki – jest mądra. Cytuje jeszcze jeden jej kawałek felietonista: "Złote nuty spadają na Rynek I dokoła muzyki jest w bród..." Zaprasza jednak na koniec felietonu – zresztą ŚWIETNEGO – tych Panów do Krakowa: „Zatem najmilszy Panie Andrzeju S. i ulubiony Panie Grzegorzu T. - choć szanty to zapewne nie do końca jest "Wasza muzyka" - serdecznie Was na festiwal zapraszam, byście mogli odpocząć, rozerwać się i usłyszeć na własne uszy... że stolica jest w Krakowie.” Dlaczego się posłużył tą piosenka i tymi Panami? Ciekaw jestem, jak by ten Festiwal odebrali:-) Czy przyjęli by zaproszenie? Może tak wspólnie – zaśpiewali by kawałeczek tej piosenki, już przeze mnie cytowany? "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa chociaż tak lubicie wracać do symboli bo się zaraz tutaj zjawią butne miny, święte słowa i głupota która aż naprawdę boli." Pisze Admin na swoich stronach http://www.shanties.krakow.pl/ „Utrzymany w konwencji listu otwartego do dwóch znanych krakowskich bardów, w zwięzłych i ciepłych słowach przedstawia historię, współczesność i znaczenie krakowskich Shanties, pokazując jednocześnie, że Kraków, wbrew słowom piosenki, jest stolicą - stolicą szanty.” Pisze – właśnie tak ciepło jak YenJCo. I tak powinno być. Tylko oby nie było tak, jak w piosence: "bo się zaraz tutaj zjawią butne miny, święte słowa i głupota która aż naprawdę boli" Ale wiem, że i butne miny i bardzo święte słowa się pojawią:-( No i ta boląca głupota:-( Ostatnio jakże często tak bywa – właśnie w szantach, które mają jednoczyć…. Do tego miana (Stolicy) pretenduje już chyba trochę więcej miast, więcej festiwali „szant”. Właściwie bez sensu je wymieniać – bo i po co? W swoim czasie każda z tych miejscowości, gdzie odbywają się takie FESTIWALE, staje się na kilka dni STOLICĄ. To taka „Wędrująca Stolica”. Pomysł „otwartego listu” ani stary – ani nowy. Ot – jakoś ludziska nauczyli się te „otwarte listy” pisać, nawet na Szantymaniaku i Szanty24. Ten jednak jest z JAJEM – nic nie odbierając PIPIE :-):-) Może by go faktycznie - choćby link do niego - przesłać tym Panom? YenJCo – ukłony!:-) PS. Nie wpisujcie w Google wyraz PIPA… Proszę…. Nawet „Wielka PIPA”… W protokole Jury pierwszego festiwalu Shanties możemy poczytać: „Wielka nagroda - "Wielka P.I.P.A." Nigdy nie pomyślałem, że zwykłe małe kropki tak wiele znaczą, zmieniają prawie wszystko…. Co innego „Dziuranaburcie” – zobaczycie tylko linki do wrażeń z występu tego zespołu:-) Żadnych „skojarzeń”:-)
Odpowiedz na ten komentarz
Makenzen

wysłano: 15:24,11 luty 2009

Dziadek Władek napisał: Wielka nagroda - "Wielka P.I.P.A." Nigdy nie pomyślałem, że zwykłe małe kropki tak wiele znaczą, zmieniają prawie wszystko Te zwykłe małe kropki wedle zasad j. polskiego znalazły się tu zupełnie niesłusznie ;-) Ale mniejsza z tym. Jestem straszna, wiem ;-))) Ale tak naprawdę to ja nie o tym chciałam. Jeśli rzeczywiście na tegorocznych Shanties wystąpią Smugglersi, to się bardzo cieszę! Nie słyszałam ich całe wieki, a płytka "2008" jest przeze mnie wałkowana we wszystkich kierunkach. ;-)
Odpowiedz na ten komentarz
YenJCo

wysłano: 16:6,11 luty 2009

Zespół Atlantyda - kto pierwszy poda tutaj informacje jaki to jubileusz dostanie prezent od Szantymaniaka :-) oraz Zbyszek Zakrzewski (4 refy) - konczy kto wie ile lat :-) - kto poda też dostanie prezent (tylko nie zapomnijcie podac prawdziwego adresu email) Droga Atlantydo i Szanowny Zbyszku żeby Wam jeszcze ... !!! ;-) (dokonczyć wg potrzeb) Sssciskam yen PS Dziaku Władku dzieki za miłe słowa :-) PS2 Dziadku Władku - zabije Cię jak sie nie nauczysz cytować !!! to proste < cytat > tekst < /cytat > Sssciskam yen
Odpowiedz na ten komentarz
Diablica;)

wysłano: 17:5,11 luty 2009

Zbigniew Zakrzewski 19 marca skończy 60 lat :) Pozdrawiam ciepło!
Odpowiedz na ten komentarz
drakoola

wysłano: 22:50,11 luty 2009

W tym roku przypada chyba 15lecie Atlantydy. Jak dobrze licze w 1994roku skończyły się zawirowania w zespołach.
Odpowiedz na ten komentarz
mn

wysłano: 0:54,12 luty 2009

Nazwa "Atlantyda" pojawiła się trochę później. Była płytka "Sławomir Klupś i Orkiestra Atlantydy", potem był zespół Atlant (widziałem go w 1996 r.), a jeszcze później Atlantyda.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI