Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

O geologicznych technikach śpiewania szant

Felietony

Początki działalności większości znanych mi zespołów szantowych osadzone są przeważnie w pejzażu chałupniczej kameralności: gra się na imprezach żeglarskich, festiwalach harcerskich, ewentualnie - w zaprzyjaźnionej knajpie, do której przychodzą ci, którzy wiedzą co w trawie

...

Początki działalności większości znanych mi zespołów szantowych osadzone są przeważnie w pejzażu chałupniczej kameralności: gra się na imprezach żeglarskich, festiwalach harcerskich, ewentualnie - w zaprzyjaźnionej knajpie, do której przychodzą ci, którzy wiedzą co w trawie piszczy. Zazwyczaj dopiero po pewnym czasie dochodzi do opuszczenia podziemia na rzecz koncertów plenerowych i zaprezentowania swojej sztuki osobom niekoniecznie związanym ze środowiskiem. I wtedy mamy do czynienia z odwiecznym dylematem artysty: czy opowiadać o swojej twórczości w sposób prawdziwy choć czasem nieco nudny, czy też może postawić na Szoł?

 

- Chłopaki, muzycznie się bronicie, ale jak wy wyglądacie na tej scenie? -  żachnęła się koleżanka, prezentując nam nagranie video z ostatniego koncertu na rzeszowskim rynku.

 

No cóż, osoba o złej woli i powierzchownym poczuciu estetyki faktycznie mogłaby powiedzieć, że stoimy na scenie jak kołki, coś tam śpiewając i opowiadając o morzu. Koneser skłoniłby się raczej do dostrzeżenia w wizualnej stronie naszego występu czegoś na kształt performance'u artystycznego zatytułowanego "Orogeneza alpejska, czyli jak wzrastały Bieszczady w latach 1990-2004, studium przypadku", ze mną w brawurowej roli Połoniny Caryńskiej doby wczesnego zlodowacenia.

 

Największym wrogiem artysty jest samozadowolenie. Wsłuchaliśmy się więc uważnie w słowa krytyki i postanowiliśmy  uczynić nasze Szoł bardziej czytelnym dla słuchaczy nie obeznanych w geologii. Od następnego występu połączyliśmy muzykę z wizualizacją prostych prac bosmańskich i orgiastycznymi pląsami w rytm co żwawszych utworach, traktujących o rzeczach mniej wzniosłych niż targanie fałów, czy pociąganie ile sił. Efekt był niemal zadowalający.

 

- Lepiej, choć Scovron ciągle sterczy jak chochoł w styczniu - zasarkała ta sama koleżanka, utwierdzając mnie w przekonaniu, że malkontentyzm jest chorobą nieuleczalną.

 

Oczywiście odmówiłem propozycji wzbogacenia dramaturgii naszych koncertów o ruch bioder i wyciągnięcie lewej ręki z kieszeni. Pomijając fakt, że chociażby twórczość Stanisława Wyspiańskiego przedstawia chochoły jako jedne z najaktywniejszych elementów przyrody nieożywionej, to wystarczyło przyjrzeć się nagraniu z występu nieco uważniej, by zauważyć, że centralnym punktem naszej rewii wcale nie są wygibasy kolegów, a moja lewa stopa, z wdziękiem i dezynwolturą tupiąca sobie w deski sceny. Charyzma tego nienachalnego stuku rządziła tempem koncertu i temperaturą reakcji publiczności. Niewykluczone, że wyznaczała również cykl przypływów i odpływów oceanów na naszej planecie, ale to należałoby jeszcze sprawdzić. Jednym słowem - na scenie zamieniłem się w bijące serce zespołu. A czy ktoś widział serce, które miota się po scenie przybijając piątki słuchaczom w kilku przednich rzędach widowni?

 

Przy całej analizie wizualnej strony występu gdzieś nam umknęło, że pomimo mej snopkowatości, to był bardzo udany koncert, czemu świadectwo publiczność dawała przez cały czas jego trwania. Okazuje się więc, że dobry koncert szantowy można dać także wówczas, gdy dynamika wydarzeń na scenie nie wytrzymuje porównań do "Tańca z Gwiazdami".

 

Łukasz "Scovron" Skowroński

Informację wprowadził(a): Łukasz "Scovron" Skowroński - godz. 11:26, 29 wrzesień 2009, wyświetlono: 311 razy

Paweł \'Synchro' Jędrzejko

wysłano: 0:47,1 październik 2009

Scovroneczku... nawet nie wiesz jak się cieszę na nasze perspektywiczne spotkanie, podobno niedługo! A przepona mnie rozbolała, kiedy sobie Twój tekst zwizualizowałem. Czekam na Twoją pierwszą książkę; to naprawdę będzie bestseller! Uściski, Paweł Jędrzejko
Odpowiedz na ten komentarz
scovron

wysłano: 8:23,2 październik 2009

Paweł \'Synchro' Jędrzejko napisał: Czekam na Twoją pierwszą książkę; to naprawdę będzie bestseller! Ech, Pawełku, znając przewrotność losu szykuję się na sławę. Będzie wielka, zasłużona i jej wybuch nastąpi zapewne natychmaist po mojej śmierci. A ludzie się dziwią, dlaczego taki sfrustrowany chodzę.
Odpowiedz na ten komentarz
Yen

wysłano: 6:58,3 październik 2009

Uwielbiam Twoje poczucie humoru. Dzisiaj będzie dobry dzień! bo od rana się śmieję. Dzieki! yen
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI