Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

O krótkich słowach słów kilka

Felietony

 

W felietonie podsumowującym obserwacje poczynione podczas tegorocznego festiwalu "Shanties" w Krakowie (opublikowanym w portalu Szanty24), Piotr Zadrożny zawarł szereg tez, które po ...

 

W felietonie podsumowującym obserwacje poczynione podczas tegorocznego festiwalu "Shanties" w Krakowie (opublikowanym w portalu Szanty24), Piotr Zadrożny zawarł szereg tez, które po dłuższym namyśle wydają mi się nieco przesadzone. Wieloletni organizator festiwalu, juror i wykonawca na pewno wie co pisze gdy omawia fakty dotyczące samej imprezy. Kiedy jednak dochodzi do interpretacji owych faktów, mam wrażenie, że posuwa się jednak odrobinę za daleko.

Jedną z kości niezgody jest tu norweski zespół Greenland Whalefisheries. Formacja ta gościła w tym roku w Krakowie po raz drugi i właściwie można powiedzieć, że wiadomo było czego się po nich spodziewać. Zespół ten powstał jako kapela grająca początkowo utwory grupy The Pogues, w późniejszym, autorskim repertuarze wciąż obecna jest stylistyka zbliżona do klasyków irlandzkiego folk-rocka. Nie wiem jak było tym razem, ale podczas poprzedniej wizyty Greenlandów zagrali oni oprócz autorskiego repertuaru sporo tradycyjnych irlandzkich pieśni i kilka kawałków Poguesów, przy czym te ostatnie na wyraźne życzenie ze strony organizatorów. Trzeba z resztą przyznać, że utwory te wychodzą im wyjątkowo dobrze, lepiej niż większości polskich kapel sięgających po ten sam repertuar. Nie bez powodu na temat Greenlandów krąży wśród miłośników celtyckiego rocka pewna anegdotka. Podobno podczas londyńskich występów tej grupy na jednym z koncertów zjawił się w klubie sam Shane MacGowan. Kiedy usłyszał śpiewającego na scenie Arvida, zapytał: "Is that me?".

Piotr pisze w zakończeniu swojego tekstu, że wolałby już prawdziwy The Pogues. Pewnie wielu słuchaczy chętnie by tej grupy wysłuchało, ale nie jestem przekonany, czy Fundacja HALS poradziłaby sobie z tym wyzwaniem zarówno finansowo, jak i organizacyjnie. The Pogues to obecnie nieomal firma, w której pracują muzycy żyjący z grania kilkudziesięciu koncertów rocznie, przy czym z reguły są to duże festiwale, lub sale koncertowe. Nawet w Stanach nie bardzo stać organizatorów na upchnięcie Poguesów w sali o rozmiarach Rotundy. Podejrzewam, że prędzej zobaczylibyśmy ich w Sosnowcu, niż w Krakowie.

Rozumiem za to obawy Piotra dotyczące image'u norweskie grupy. To rzeczywiście niespotykane na naszych scenach, ale ja uważam, że w takim kolorowym miszmaszu, jaki stanowi obecnie polska scena szantowa ilość metalowych ozdób i krzykliwość strojów nie bulwersuje tak, jak bulwersowałaby dwadzieścia lat temu. A przecież rock na szantowych scenach ma już dwadzieścia lat, tyle ile obchodząca w tym roku swoją okrągłą rocznicę grupa Smugglers.

Jeszcze bardziej niezrozumiałe niż ataki na Greenland Whalefisheres, wydają mi się dywagacje Piotra na temat dominacji folku na krakowskim festiwalu. Pomijając już oczywisty absurd definicyjny (tradycyjne szanty są częścią wielkiego folkowego worka), folk jest obecny na festiwalu nieomal od zawsze. Pierwsze zespoły - takie jak Cztery Refy, Stare Dzwony czy Packet - zawsze sięgały po repertuar folkowy. Ba! Po folk sięgał sam Piotr Zadrożny i to na wiele sposobów: z jednej strony świetnie interpretując pieśni z tekstami Marka Smolskiego ("Opowieść", "Pieśń o Przylądku Horn" i "Peter Street"), będące polskimi wersjami anglosaskich utworów folkowych; z drugiej zaś wpisując się w dylanowski nurt "chłopca z gitarą", śpiewającego własne pieśni i ballady.

Myślę więc, że zamiast zastanawiać się nad proporcjami, czyli w tym przypadku nad ilością cukru w cukrze, Piotr powinien raczej napisać jaki byłby jego wymarzony festiwal. Mam dziwne wrażenie, że pomimo różniących nas poglądów na sprawy, o których wspomniał, bardzo chętnie przyklasnąłbym zestawowi zespołów, który mógłby powstać, gdyby to Piotr był główna osobą decyzyjną w przypadku "Shanties".


Rafał Chojnacki


Zdjęcie: z archiwum zespołu (www.g-w-f.com)

Informację wprowadził(a): Rafał "Taclem" Chojnacki - godz. 9:45, 5 marzec 2009, wyświetlono: 1228 razy

Simon

wysłano: 17:39,5 marzec 2009

Brawo Tacku!!!
Odpowiedz na ten komentarz
_blady

wysłano: 10:24,6 marzec 2009

Tacek z całym szacunkiem, ale chyba nie zajarzyłeś o co chodzi w artykule Piotra. Przeczytaj tyle razy ile potrzeba, a głównie to co białe.
Odpowiedz na ten komentarz
Taclem

wysłano: 11:45,6 marzec 2009

Odniosłem się do tych fragmentów, które uważam za kontrowersyjne. Nie neguję wymowy całości tekstu. Jeżeli teraz rozpoczniemy dywagację na temat "co poeta miał na myśli", to zajdziemy daleko, tyle że w las.
Odpowiedz na ten komentarz
Pucios

wysłano: 12:33,6 marzec 2009

Dla mnie to jest bezsensowny sposób na tworzenie sztucznych konfliktów. Myśle, że trudno wyczytać pobudki jakimi się osoba pisząca kieruje, ale z żadnego tekstu, nie da się tego wyczytać. Sprzeczki w ten sposób wytwarzane są zupełnie nie na miejscu. Lepiej wziąć się spotkać i porozmawiać na żywo ze sobą, a nie interpretować tekstu jak komu to pasuje. Zastanówmy się nad słowem "atakowanie" - jakie emocje wzbudza w czytelniku, nie zależnie od sytuacji w jakiej jest zastosowane:D Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz na ten komentarz
Taclem

wysłano: 12:41,6 marzec 2009

A kto mówi o konfliktach? Tyle tylko, że jak wszystko będzie się załatwiać 'przy piwku', to zrezygnujmy z prowadzenia szantowych mediów. Dla mnie portal bez publicystyki (a więc również recenzji, opinii itp.) nie ma żadnej wartości. Dlatego dobrze że Piotr napisał swój artykuł, a ja miałem prawo z pewnymi fragmentami polemizować. Nic się nikomu złego przecież nie stało. Nie ma więc mowy o wrogości.
Odpowiedz na ten komentarz
Misiek

wysłano: 17:6,8 marzec 2009

to życzę zdrowia i pozdrawiam serdecznie:D
Odpowiedz na ten komentarz
Pucios

wysłano: 23:21,8 marzec 2009

życzę spokojnej nocy:)
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI