Artykuły
O ponownym otwarciu łódzkiego Gniazda Piratów słów kilka
Relacje
Sobota 25.09.09. W miarę słoneczny ranek. Pod warszawskim Gniazdem Piratów, powoli zbiera się grupka zaprzyjaźnionych z tawerną osób. Około 9.30 są już wszyscy to znaczy: Asia zwana Jasią jedna z organizatorek akcji, jej koleżanka Agata, Marcin, Kati z Leszkiem, Gregor z Kają no i
...Sobota 25.09.09. W miarę słoneczny ranek. Pod warszawskim Gniazdem Piratów, powoli zbiera się grupka zaprzyjaźnionych z tawerną osób. Około 9.30 są już wszyscy to znaczy: Asia zwana Jasią jedna z organizatorek akcji, jej koleżanka Agata, Marcin, Kati z Leszkiem, Gregor z Kają no i oczywiście obydwa Connory. Chwilę potem do Gniazda dociera menager zwany Młodym. Otwiera nam lokal. Tam chętni dostają kawę, co szczególnie ucieszyło Panią Connorową. Siedząc przy stoliku Asia dokładnie objaśnia nam jakie będzie nasze zadanie w Łodzi. Po wakacyjnej przerwie wznawia działalność łódzkie Gniazdo Piratów, przy okazji otwarcia zostaliśmy poproszeni przez właściciela o rozreklamowanie tawerny. Koło godziny 10, wesoła ekipa, napojona kofeiną przez Młodego, zapakowała się z gratami do podstawionego busa i wyruszyła w kierunku Łodzi. Po wystartowaniu spod Gniazda, zamieniliśmy się w bardzo wesoły i rozśpiewany autobus. Początkowo drogę umilaliśmy sobie płytą zespołu Banana Boat. Po pewnym czasie w ręce Asi i Agaty dostał się mój odtwarzacz mp3, na którym mam między innymi zgrane wszystkie płyty z serii "Smerfne hity" i tak z uśmiechami na twarzy i smerfną szantą na ustach "Dalej smerfy pokład myć ,statek musi dzisiaj lśnić' jechaliśmy do celu naszej podróży.
Około godziny 12.30 podjechaliśmy pod łódzką kamienicę przy ul. Żeromskiego 52. Po wejściu przez masywną bramę, zostaliśmy powitani przez Tomka "Emeryta" Lenarta
jego słynnym tekstem "Cześć dzieciaki". W progu tawerny czekał na nas "Ojciec Dyrektor" dzisiejszego dnia - właściciel Tomasz Honkisz. Po przywitaniu z zapracowaną załogą, która była zajęta pracami wykończeniowymi , udaliśmy się na najwyższe piętro tawerny w celu zostawienia rzeczy, wypicia kolejnej porcji kofeiny oraz zmiany swojego wizerunku z codziennego na piracki. Niektórzy z nas w międzyczasie zawarli bliższą znajomość z wiszącym w dybach kościotrupem Mańkiem. Nie obyło się bez sesji zdjęciowej. Około godziny 14 "Emeryt" zwołał zebranie całej naszej grupy przed lokalem. Wyjaśnił nam na czym ma polegać nasza rola w dzisiejszej akcji, podzielił nas na cztery grupy i przydzielił sektory działania tzn: Ul. Piotrkowską, Manufakturę, Galerię łódzką i Plac Wolności. Rozjechaliśmy się do pracy. Rozdawanie ulotek szło nam dość dobrze, bardzo często trafiali się ludzie znający Gniazdo już wcześniej i cieszyli się z jego ponownego otwarcia. Akcja ulotkowa zakończyła się około godziny 18. W wysprzątanej już i gotowej na przywitanie pierwszych gości tawernie mogliśmy się chwilę zrelaksować. O godzinie 19 zaczęli się schodzić pierwsi goście. Nasza warszawska grupa zajęła przytulny stolik w głębi Sali i czekała na rozwój dalszych wydarzeń. W międzyczasie łódzka załoga ugościła nas nie wiem którą z kolei dawką kofeiny, pysznym bigosem, wyśmienitymi pierożkami oraz ponczem, no i chyba podstawą każdej tawerny czyli piwem. Punktualnie o godzinie 21 na scenę wszedł pierwszy konferansjer sceny szantowej "Emeryt". Opowiedział przybyłym gościom o zmianach w organizacji funkcjonowania Gniazda. Przedstawiają się one następująco. Przede wszystkim - zgodnie z sugestiami bywalców - położenie sceny. Przybędzie kilka ekranów , dzięki czemu praktycznie z każdego miejsca będzie można obserwować scenę i to raczej w formule MTV. Możliwe, że w lochach pojawi się stół bilardowy (rzecz przecież nieodzowna w takim miejscu). Ogólnie to jedynie małe zabiegi kosmetyczne. Prawdziwą rewolucję przewiduje rozkład jazdy.Nie samymi szantami człowiek żyje W nowym rozkładzie jazdy będzie dużo dobrego rocka, sporo folku (rzecz jasna na żywo) i pojawi się (uwaga !) szantowo - rockowa karaoke (dwa razy w miesiącu prowadzona przez Marcina Sautera). Koncerty rockowe będą kończyły się imprezą, hm... nazwijmy ją "taneczną" w rytmie rocka z lat 60-tych i 70-tych.Dwa - trzy razy w miesiącu wieczory folkowe.
Raz w tygodniu walka o bekę piwa (!) dla wszystkich, którzy z gitarą lub innym ważnym instrumentem będą chcieli pojawić się na scenie.
Po tej uroczystej inauguracji, na scenie pojawił się znany wszystkim szantymaniakom, olsztyński zespół Mietek Folk i rozpoczął grać wspaniały trzy i pół godzinny koncert. W między czasie jego występ przeplatał się z występem bliźniaczego zespołu Kuśka Brothers.
W trakcie rozwijania się imprezy zaczęli przybywać coraz to liczniejsi goście a wśród nich nasi forumowi przyjaciele czyli Mariusz Bartosik, Czarownica i Bogusław Bojanowski zwany Bojankiem. Pojawił się też Michał Słowikowski zwany Słowikiem z warszawskiego zespołu Velbot oraz znany w świecie muzyki country Janek Nastarowicz będący jednocześnie członkiem zespołu Na Razie.Wśród gości można było spotkać twarze z obsługi warszawskiej tawerny. W tym samym czasie od warszawskiej grupy odłączyły się obydwie organizatorki. Jasia poszła pomagać za barem oraz nosiła szklanki, natomiast Pani Connorowa objęła straż przy zmywaku do naczyń. Potem do pracy przy obsłudze imprezy dołączyła Kati oraz Leszek. Po pewnym czasie wspólnej, ciężkiej pracy za barem i kuchnią staliśmy się z łódzkim personelem jedną wielką, współpracującą ze sobą grupą. Nie było widać wśród nich wywyższania się typu: - My tu pracujemy za pieniądze i na co dzień, więc jesteśmy ważniejsi.
Miły wieczór szybko zbliżał się ku końcowi. Po ciężkim dniu pracy przyszedł czas na relaks, wspólne wypicie piwa z "Ojcem Dyrektorem" oraz podsumowanie w kilku słowach całej akcji, podziękowanie ,pożegnanie, spakowanie naszych bagażów oraz powrót do Warszawy. Zmęczeni i zaspani wracamy do stolicy około godziny 6 rano.
Po podsumowaniu całej sobotniej akcji, mimo strasznego zmęczenia uważamy, że nasz wysiłek i ciężka praca nie poszły na marne, gdyż ilość gości jak i atmosfera przewyższyła nasze oczekiwania. W chwili obecnej planujemy kolejne wyjazdy do Łodzi...
Przy powstawaniu powyższej relacji pomagała Ewa "Pani Connorowa" Jędrzejowska
Informację wprowadził(a): Marcin "Connor" Grzybowski - godz. 16:43, 6 październik 2009, wyświetlono: 688 razy
| emeryt |
wysłano: 17:39,6 październik 2009
kościotrup ma na piwrwsze Eugeniusz. A teraz już wiem, kto uwolnił mu prawą rękę i czamu dziewczyny piszczały - obmacywał skubaniec. :-)
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| bojanek |
wysłano: 14:39,8 październik 2009
Ja w Gnieździe to byłem już w sobotę a w niedzielę podglądałem powracające z terenu grupy ulotkowe :)
Jeszcze Emeryta zaskoczyłem przy miotle, jeszcze we wnętrzu pamował chaos przygotowawczy i... chyba stał sie cud prawdziwy, bo "Mietki" normalnie (oj było ich troche na tej ciasnej scenie) rozpoczęli koncert, który jak wiem trwał i trwał. Dzieki raz jeszcze za ten warszawski atak na Łódź. Brawo!
|
| Odpowiedz na ten komentarz |