Artykuły
O "Powrotach II"
Różności
Powroty II
sł. i mel. Krzysztof Jurkiewicz
Boję się nieba w twoich oczach
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu
Świat chcesz dzielić na białe isł. i mel. Krzysztof Jurkiewicz
Boję się nieba w twoich oczach
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu
...
Powroty IIsł. i mel. Krzysztof Jurkiewicz
Boję się nieba w twoich oczach
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu
Świat chcesz dzielić na białe isł. i mel. Krzysztof Jurkiewicz
Boję się nieba w twoich oczach
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu
...
sł. i mel. Krzysztof Jurkiewicz
Boję się nieba w twoich oczach
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu
Świat chcesz dzielić na białe i czarne
Miły, boję się twoich powrotów
Boję się chmur nad twoim czołem
Kiedy ręce do krwi otarte
Dumnie kładziesz przede mną na stole
Miły, boję się twoich powrotów
Ref.
Drżysz jeszcze, oczy zamglone
Zrobisz wszystko o co poproszę
Muszę wierzyć, przecież mnie kochasz
Krótka chwila i wracasz
Krótka chwila i wracasz
Krótka chwila i wracasz na morze
Boję się morza w twoich myślach
Kiedy jesteś do drogi już gotów
Leżysz przy mnie, oczy otwarte
Miły, boję się twoich powrotów
Oto piosenka przedziwna i przepiękna jednocześnie. Już sam tytuł piosenki intryguje, bo po pierwsze każe myśleć o "Powrotach" bez żadnej cyferki (i to jest impuls, by tak rzec, dosyć oczywisty i prowadzi do prostych w miarę rozwiązań), a po drugie... no właśnie, po drugie. Po drugie interesujące jest to, że "Powroty II" chyba zna każdy miłośnik piosenki okołomorskiej i morskiej poezji i jest to bez wątpienia jeden z tych utworów, które zdecydowanie nie zasługują na zaniżanie ich miejsca w hierarchii wartości cyferką "II" - choć być może to kara za "drżenie z potu", które Krzysiowi ewidentnie umknęło. To, oczywiście, uwaga pół żartem, pół serio, ale abstrahując od jedynego w tekście błędu - pozostaje jeszcze jedno "po drugie," nieco poważniejsze."Powroty II" są nie tyle "podwójne", ile nastrojowo spotęgowane "do kwadratu" - i tak najchętniej czytam tę cyferkę. Na takim właśnie odczytaniu chciałbym oprzeć poniższe uwagi.
* * *
Niepokój. Wszystkie systemy religijne i filozoficzne świata powstały po to, żeby go zagłuszyć. Pojawia się wszędzie tam, gdzie ratio okazuje się niewystarczające, gdzie ciągi przyczynowo-skutkowe urywają się bezpowrotnie, gdzie te elementy naszej wiedzy o świecie, których dotąd nie przeszło nam przez głowę zakwestionować objawiają się jako niepewne, niekonieczne, nieoczywiste. To na nim potknęła się oświeceniowa wizja człowieka, której twórcy - poeci i filozofowie jednako - nie byli zdolni poradzić sobie z jednym prostym afektem, którego istnienia nie sposób było ani zakwestionować, ani zlekceważyć, ani sprowadzić do konwencjonalnego, przewidywalnego zestawu zachowań. Miłość stała się emblematem romantyzmu ponieważ najcelniej uderzała w to, czego oświecenie bało się najbardziej: dowodziła istnienia takiej sfery ludzkiej jaźni, której nie sposób było zamknąć w logicznym równaniu. Dlatego, być może, Filon z Laurą nie mogli być przekonujący. Nikt nie kocha konwencjonalnie. Każdy zakochany działa sprzecznie z chłodną logiką. Ileż to razy działamy wbrew instynktowi samozachowawczemu kiedy w nasze poukładane życie wkracza miłość. Ile stabilnych struktur obraca się w proch kiedy poddajemy się uczuciu, które niepokoi i pociąga, które powoduje, że znany świat dookoła zmienia kształt, zapach i kolor - ileż to razy udowodniliśmy sobie i światu, że nie jesteśmy istotami racjonalnymi, a już z pewnością - nie tylko racjonalnymi.
Jednak stan niepokoju - nawet tego motywującego, absorbującego, powodującego odkrycia - nie może stać wiecznie. Nowa miłość staje się z czasem "oswojoną miłością", taką, którą wpisujemy w codzienny krajobraz. Miłość przestaje być narkotykiem, wybuchową substancją, która eksplodując wywraca świat na nice. Na oswojonej miłości budujemy przyszłość: miłość nie jest już niepokojąca, staje się niezbędnym elementem poczucia bezpieczeństwa. Tę miłość, uosobioną w ukochanym człowieku, chcemy mieć blisko, w zasięgu ręki. Dotyk, pocałunek, bliskość na codzień, uśmiech, wsparcie we wszystkich, nawet sprzecznych z logiką okolicznościach - stają się niezbędne jak powietrze. Nie chcemy już niepokoju. Pragniemy szczęścia, które nie będzie ulotne. Pragniemy długiej, namiętnej rozkoszy, a nie szybkiego, panicznego orgazmu. Chcemy smakować drugiego człowieka, zasypiać z nim i budzić się, odkrywać go na co dzień i cieszyć się, że dzień po dniu odkrycia te będą głębsze i piękniejsze. Miłość trwa i ewoluuje jeżeli ewoluują kochający się ludzie; wtedy - jest nieśmiertelna. Takiej miłości pragniemy - i niepokoimy się, kiedy nasza "gotowość na szczęście" wydaje się być jednostronna.
Boję się nieba w twoich oczach
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu
Świat chcesz dzielić na białe i czarne
Miły, boję się twoich powrotów
Oto niebieskooki chłopiec i dorosła, gotowa na szczęście kobieta lub mężczyzna-partner; leżą przytuleni, zmęczeni miłością, oddychają ciężko. Jeszcze przed chwilką ich ciała i oddechy były jednym, jeszcze przed chwilą mała śmierć odebrała im na moment tożsamość. Nie rozmieniali rzeczywistości na słowa. Teraz odpoczywają, rozluźnieni, szczęśliwi. Niebieskooki chłopiec jest spełniony: jest rycerzem, którego kocha jego dama lub pan; jest kochankiem, którego ciało okazało się po raz kolejny obiektem pożądania; jego odwagę potwierdził rejs, z którego właśnie powrócił. Odważny, ale głodny życia, żądny mocnych wrażeń, uzależniony od adrenaliny - jeszcze się nie sprawdził; jeszcze wszystkiego o sobie nie wie. Jednak jeszcze nie: nie jest spełniony do końca.
Nie wiedząc, kim jest - nie dopuszcza do siebie możliwości, że mógłby się okazać kimś innym, niż chciałby siebie widzieć: musi mieć patent na wszechwiedzę. Dzieli więc świat szerokim gestem, nie uznaje półśrodków, nie zna skali szarości. Dla siebie także jest okrutny: nie może być nikim innym, niż tylko "prawdziwym mężczyzną": silnym kapitanem, który nie boi się burz, który pokonuje oceany, który zniesie ból i nie podda się lękowi, który musi być najlepszym kochankiem. Chłopiec działa tak, jakby musiał sam przed sobą zasłużyć na podziw, jakby podziw był warunkiem miłości.
Ale - być może - to nie miłość jest tutaj najważniejsza? Może - wbrew pozorom - ten cudowny człowiek, który właśnie odpoczywa na jego ramieniu jest dla niego mniej istotny niż on sam? Chłopiec, jak wszyscy chłopcy, jest neurotycznym, niepewnym siebie egocentrykiem, z konieczności egoistą. Uosobiona miłość jest z nim; on jest jedynie obok swojej miłości. Błękit jego oczu to błękit nieba, które widzi myślami. On już wędruje, on już jest sam, już pożeglował by zmierzyć się z wielkim, otwartym światem, wielkim morzem, wielkim niebem. Nie chce być mały, ale nie widzi, że małym go czyni nieumiejętność dostrzeżenia rzeczy wielkich, które są blisko, na wyciągnięcie dłoni: człowieka, który przerasta świat i niebo bezgranicznością swojego uczucia. Ten uwznioślony miłością wielki człowiek wie, że niczego chłopcu nie będzie w stanie wytłumaczyć; chłopięcy język jest zbyt ubogi. Powrót kochanka w nieunikniony sposób oznacza jednocześnie pożegnanie; nie wiadomo czy i kiedy nastąpi kolejny powrót, a jeżeli nastąpi, czy po raz kolejny będzie pozorny, nietrwały, "nie-powrót".
Boję się chmur nad twoim czołem
Kiedy ręce do krwi otarte
Dumnie kładziesz przede mną na stole
Miły, boję się twoich powrotów
Rozogniony, wykochany niebieskooki wzrusza swoją naiwną chłopięcością i zapałem, z jakim zdaje relacje ze swoich przygód. Chmury na niebie i zachmurzone czoło - ależ dramatyczna jest jego opowieść! Dzikie sztormy i wielkie fale, balansowanie na granicy śmierci i bezpardonowa walka na śmierć i życie... taka opowieść wymaga namacalnego potwierdzenia: "Zobacz kochanie, widzisz tę krew na moich dłoniach? Jestem odważny i silny, prawda? PRAWDA?". Oczywiście, że prawda. Oczywiście. Ale uosobiona miłość nie musi widzieć otartych dłoni, żeby kochać. Musi dostąpić nieopisanej rozkoszy bycia z ukochanym, który jest na tyle silny, żeby nie musieć tego dowodzić. Pragnie, żeby któryś z powrotów był ostatni - i żeby wrócił do niej mężczyzna. Ale kiedy daje temu niepokojowi wyraz - chłopiec nie rozumie słów, jakie padają. "Zrobię wszystko, o co poprosisz" - obiecuje w miłosnym uniesieniu, "wierzysz mi, prawda? Wiesz przecież, że Cię kocham..." Tak, kocha. Po chłopięcemu. Najpierw siebie, a to, co zostaje - jest skłonny dać. Jeszcze nie jest mężczyzną, a jego powroty wzmagają tylko jego tęsknotę. Odejść.
Boję się morza w twoich myślach
Kiedy jesteś do drogi już gotów
Leżysz przy mnie, oczy otwarte
Miły, boję się twoich powrotów
Odchodzi, zanim zdąży wrócić. Czy kiedykolwiek wróci naprawdę? Oto niepokój, którego nie sposób zagłuszyć, lecz żyje się z nim w imię miłości. Do czasu.
* * *
Ta piękna miniaturka budowana jest na subtelnych, sugestywnych niedomówieniach. To jedna z najcieplejszych malarskich impresji fizycznej miłości w przestrzeni naszej muzyki: niewypowiedziany wewnętrzny monolog, którego strzępki jedynie stają się częścią cytowanej w narracji rozmowy. Oszczędna forma, wsparta na ciekawym układzie rymowym i rytmicznym (zwrotka: abcb-dedc, refren fghiiig) powoduje wrażenie chwili, która zaraz przeminie, ale chwili, w której skoncentrowana jest burza uczuć. Durowa tonacja, żywe tempo, wyraźny, synkopowany rytm - budują poczucie intensywności podglądanej sceny, a zestawienie pogodnej tonacji i ciepłego, choć nie do końca przecież radosnego tekstu daje efekt niepokoju; nie sposób się nie zastanowić nad tym, o czym słuchamy.
Zajrzeliśmy do sypialni, w której intymność skoncentrowana jest najbardziej: dlatego tam, we wzruszeniu, kiedy wraz z ubraniem opadają wszelkie maski, mówi się zawsze prawdę; prawdę hic et nunc. Łóżko to najbezpieczniejsze miejsce we wszechświecie, dlatego niepokój dręczy tam najbardziej. Szczególnie, że to niepokój, który powoduje, że idylla przestaje być idyllą, powrót powrotem a miłość miłością. Z impresji rodzi się ekspresja. Nie ma tu sztampy ani powtarzalności, nie ma sztuczności ani nadętej retoryki. Nie ma pretensji do monumentalności. Nie ma pretensji w ogóle. To wiersz o chłopięcości i męskości, której testem ostatecznym jest miłość do drugiego człowieka.
Podyskutuj o tym tekście na forum Szantymaniaka
Paweł "Synchro" Jędrzejko
Informację wprowadził(a): Paweł "Synchro" Jędrzejko - godz. 20:43, 19 lipiec 2006, wyświetlono: 131 razy
Komentarze: pokaż wszystkie
» dodaj własny komentarz
| jachu |
wysłano: 8:16,20 lipiec 2006
...nie ma to jak fachowa analiza utworu :-)
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Synchro |
wysłano: 9:29,20 lipiec 2006
Koledzy tekściarze - koleżanki tekściarki, wielbiciele słowa pisanego i pogaduch - zapraszam serdecznie do wymiany zdań, alternatywnych interpretacji i kontrpropozycji! Szlifujmy warsztat i wrażliwość na dobrych tekstach, bo o nich się pisze trudniej, niż o słabych!
Uściski,
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Michał |
wysłano: 9:49,20 lipiec 2006
Jak zwykle ciekawy i skłaniający do myslenia tekst. Z Autorem znamy się niemało, wiem, że on tak potrafi długo i na temat (a to cenna umiejętność).
Przyszło mi na mysl kilkauwag, pozwólcie, że się nimi podzielę.
Dla odmiany, w punktach, albo jak mawiał mój były szef, in bulletpoints.
1. Pierwsza teza tekstu ustawia go, o ironio, w perspektywie pryncypialnego stwierdzenia. Wszystko jest płynne, a tu nagle taka ostra teza o systemach filozoficznych i religiach. Moge mówić tylko za siebie, więc korzystam z prawa i stwierdzam, że moja religia nie powstała z potrzeby zagłuszenia lęku.
2. Licencia poetica pozwala wyobrazię sobie parę w sypialni. Ok, nie ma sprawy. Jednak analiza stanu psychiczno-emocjonalnego kochanków jest oparta na domniemaniach Autora. Sam tekst nie daje podstaw do takiej interpretacji. Np. nie wiemy, czy niebieskooki (o cholerka, JA mam niebieskie oczy...;-) młodzian jest spełniony, czy nie. Jego przemyślenia są być może projekcją odczuć tysięcy niebieskookich mężczyzn, ale sam tekst piosenki na to nie wskazuje.
3. Ciekawe, co myśli \"gotowa na szczęście kobieta\"?
A może nie jest i dla tego się boi? Ale z kobietami jak z pszczołami, nigdy nic nie wiadomo...
serdecznie pozdrawiam!
MN
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| synchro |
wysłano: 10:41,20 lipiec 2006
... bo tam już się toczy zażarta dyskusja! Zapraszam serdecznie!
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| YenJCo |
wysłano: 12:31,20 lipiec 2006
Proponujżeby podawać link jesli przenosicie dyskusje na forum. Tak będzie łatwiej dla zainteresowanych
Link proponuję nalezy podawać uzyciem tagu HTML
{a href="http://www......"}tutaj...{/a}
Oczywiscie zamiast nawiasów "{" "}" trzeba uzyć nawiasów"<" ">"
Dzieki temu uzyskamy efekt:
Dyskusja na temat tego wątku jest kontynuowana tutaj...
UWAGA Nie zapomnijcie zamknąć cudzysłowu i nie zapomnijcie zamknąć tagu {/a}
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Cicik |
wysłano: 14:38,20 lipiec 2006
Proponuje tez Macku aby nie kopiowac linkow wraz z identyfikatorem sesji (tak jak ty to zrobiles) bo gdybym dostal ten link zaraz po napisaniu Twojego komentarza to moglbym na forum pisac w Twoim imieniu z czego chyba bys zadowolony nie byl :-)
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Grzywa |
wysłano: 9:54,21 lipiec 2006
Z całym szacunkiem dla Poety i fanów jego twórczości - czy można poprosić o inny tekst do analizy?
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| :| |
wysłano: 11:28,21 lipiec 2006
Boję się nieba w twoich oczach
Jeszcze drżysz ze zmęczenia i potu
Świat chcesz dzielić na białe i czarne
Miły, boję się twoich powrotów
Oto para po prostu [darujmy sobie nadinterpretacyjne detale anatomiczne i cechy szczególne]. Lecz natychmiast egzystencjalny staje się ten erotyk: ona wie, że on jest przy niej chwilowo.
Drżysz jeszcze, oczy zamglone
Zrobisz wszystko o co poproszę
Muszę wierzyć, przecież mnie kochasz...
Jednak kobieta chce wierzyć, że przynależą do siebie. Zwłaszcza tu i teraz.
Ale przecież są razem też mimo odległości, ponad nią. Przecież on do niej wraca [znamienne powtórzenie: Krótka chwila i wracasz x2 / Krótka chwila i wracasz na morze]. Jak pływy.
Oboje żyją w trudnym rozpięciu między dwiema przestrzeniami,dwiema rzeczywistościami. Jedyne spoiwo stanowią oni sami.
Jej lądowe universum [czasem, chwilowo i powierzchownie też jego] i jego morskie układają się w szachownicę.
Biało-czarny świat kontrastów życia rodzinnego i zawodowego. Ta opozycja szczególnie wyraźna jest w jego umyśle. Dla niej jego drugie wcielenie jest zamglonym czekaniem, wyobrażeniem utkanym z opowieści partnera/męża, o tym, co widzał i przeżył; oraz z tego, co ona widzi w jego oczach [Boję się nieba w twoich oczach [...] Kiedy jesteś do drogi już gotów /Leżysz przy mnie, oczy otwarte]: inne nieba, jasne i chmurne, bezkres i otchłań wolności.
Być może zna go lepiej niż mu się wydaje, a może jego przeżycia rozpina na mitycznej ramie niepoznanego. Niewątpliwą pozostaje jego pasja.
Boję się chmur nad twoim czołem
Kiedy ręce do krwi otarte
Dumnie kładziesz przede mną na stole
[...]
Boję się morza w twoich myślach
To nie młokos ani pyszałek. To człowiek, który coś przeżył i czegoś dokonał. Nie jest ważne, czy obiektywnie. Ważne, że to każe mu ruszać znowu.
I rozłożyć na szalach miłość/rodzinę i pracę/powołanie.
[Zauważmy, że dłoni ani nie chowa ani nie eksponuje sztucznie, nie każe ich sobie na przykład opatrywać. Kładzie na stole - przy posiłku, powiedzmy. Po prostu nie ma się czego wstydzić.]
Interesująca jest też kolejność:
Boję się nieba w twoich oczach [...] Boję się chmur nad twoim czołem [...] Boję się morza w twoich myślach:
zobaczone - wzywające - zaplanowane. Realizacja kuszenia. Ona to widzi, rozpoznaje. Zresztą uwodzi go na tych samych zasadach, zapewne.
I wie, że on temu ulegnie - tej podwójnej wierności, podwójnej zdradzie, swojej czarno-białej wizji życia.
A do niej ciągle wraca ten sam lęk: boję się twoich powrotów.
Zapewne boi się jego powrotów i na morze i do domu. Boi się nie tylko osamotnienia związanego z jego rejsami, ale boi się też powtarzalności jego odchodzenia.
Podmiot liryczny jest jak wieczna Penelopa, ucieleśnienie cierpliwej, pokornej wierności i zrozumienia dla potrzeb jej Odyseusza, w imię jego szczęścia i poczucia spełnienia.
To zamknięcie w cykliczności ją niepokoi na równi ze strachem o zdrowie i życie jej mężczyzny.
Lecz godzi się na ten lęk ze względu na niego i swoją miłość.
P.S. Jeśli ktoś już - zupełnie przypadkiem ;) - to czytał na szantymaniakowych stronicach - to uprzejmie informuję, że prikaz przyszedł z góry. [Nie, głosów nie słyszę. Na razie, przynajmniej]
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Krzysztof Jurkiewicz |
wysłano: 13:52,27 lipiec 2006
Witam! Zwykle nie komentuję moich piosenek, bo skoro "poszły w świat", to niech same się bronią:) Tak będzie i tym razem. Moje uwagi dotyczą wyłącznie analizy tekstu (interpretacja nie należy już do mnie, a do słuchaczy i , moim zdaniem, każdy ma prawo do swojej): 1. "Powroty II", bo wcześniej napisałem "Powroty" (wykonywane przez Słodki Całus Od Buby); 2. "drżysz...z potu"- z całym szacunkiem dla pracy autora analizy i interpretacji (i z przymrużeniem oka oczywiście ;) )- to nie BŁĄD, tylko METONIMIA (rodzaj metafory, w której jeden wyraz zastępujemy innym, a desygnaty nazw pozostają ze sobą w realnym związku; w tym przypadku: drżeć z wysiłku- wysiłek/pot- drżeć z potu). Faktycznie- nie jest to mistrzostwo świata, ale błąd także nie:))
Pozdrawiam
Johnson
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Funfactory |
wysłano: 22:49,29 lipiec 2006
Nigdy nie slyszalam powrotów, nie mialam czasu...ale slowa piękne, prawdziwe, czule od mężczyzny, kobieta napisalaby inaczej :). To co trafia prosto na naszych serc jest najpiękniejsze i wcale nie musi być skomplikowane. Zawsze można bać się powrotów, i tych wcześniejszych i późniejszych. Dla każdego wieku będą one inne. Nie mniej jednak ważne. Powroty...Mam nadzieję uslyszeć je w oryginale w przyszlości. Chylę czola!
|
| Odpowiedz na ten komentarz |