Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

PIĘKNA IDEA TA ODYSEJA

Prezentacje

... Wywiązała się między nami wielka przyjaźń i już zapowiadamy, że to nie koniec naszej współpracy - powiedział mi Paweł Alex Alexanderek z ...

... Wywiązała się między nami wielka przyjaźń i już zapowiadamy, że to nie koniec naszej współpracy - powiedział mi Paweł Alex Alexanderek z wrocławskiej Orkiestry Samanty, na zakończenie rozmowy na temat ich nowego, międzynarodowego  projektu muzycznego. Oczywiście chodzi tu o wydaną na początku marca płytę Odyseja, którą nagrali wspólnie - a raczej przygotowali wspólnie, bo nagrania prowadzono oddzielnie - z francuskim zespołem Les Dieses. Dawno już na naszym żeglarskim rynku nie pojawiła się płyta międzynarodowa.

 

Ale to już było

 

Dawno, ale to nie znaczy, że nie było takich prób w ogóle. Sam posiadam trzy takie międzynarodówki. Najbardziej spektakularnym dla mnie wydawnictwem, był projekt Poles Apart - śląskiego szantymena Grzegorza Majewskiego, szczecińskiego zespołu Qftry oraz Kanadyjczyka, Toma Lewisa (On My Ocean, 2001r)

Z gościnnym udziałem Ian'a Woods'a (od lat współpracuje z Czterema Refami) nagrała płytę pszczyńska grupa North Cape (Pieśni spod żagli, 2002r.).

Rok później bytomska grupa Segars, wspólnie z holenderskimi szantymenami Iwe van der Beekiem oraz Janem van Oudheusdenem nagrała płytę, która ukazała się w Holandii na zlocie żaglowców DelfSail 2003 (Shanties of old time sailing ships, 2003r.).

 

A jednak pierwsza

 

Płyta Odyseja nie jest więc jakimś nowym pomysłem ale... pierwszym w Polsce, w który zaangażowały się władze lokalne miast (partnerskich Poitiers i Wrocławia), bo uznały, że może być to dla nich doskonała promocja. Dzięki temu o płycie jest głośno zarówno w Polsce, jak i we Francji. A ostatnio - jak poinformował mnie Alex -  także w Belgii i Niemczech.

Odyseja jest pierwszą płytą dwóch zespołów, a nie jak ma to miejsce na wspomnianych wyżej płytach - polskiej grupy i zagranicznego solisty. Nie usłyszymy zatem na niej szant śpiewanych a capella tylko muzykę żeglarską, którą zespoły wykonują z wykorzystaniem całego instrumentarium jakie znajduje się w ich składach. Każdy jest równorzędnym partnerem i prezentuje swój własny materiał.

To też pierwsza płyta z muzyką francuską, może nie do końca taką jakiej się spodziewałem, ale przecież Les Dieses nie pochodzą z Bretanii więc...

I na koniec tych wyliczanek - to pierwsza międzynarodowa płyta, nad którą Szantymaniak objął patronat medialny. Dla nas to nowe doświadczenie.

 

Warto było?

 

Co dają kontakty międzynarodowe? Jak przekonali się Ci, którzy o takie dbają, bardzo wiele. Poza samą możliwością wyjazdów, sprawdzenia się przed inną publicznością, nabrania nowych doświadczeń i zapromowania własnego zespołu na innym rynku, dają coś jeszcze. Jak podkreślali w rozmowach i Irek Herisz (Segars) i Łukasz Kruszyński (Qftry) i cytowany Paweł Aleksanderek - takie kontakty to szansa na poznanie nowych przyjaciół, od których można się wiele nauczyć i którzy chętnie uczą się od nas. To wymiana nie tylko doświadczeń ale adresów i płyt. To wspólne próby i koncerty i wymiana nowymi pomysłami. To wreszcie szansa dla polskiej publiczności na to, że na naszych festiwalach będzie coraz bardziej międzynarodowo.

 

A muzyka?

 

Cóż, w tej kwestii powinni wypowiadać się inni (fachową recenzję możecie znaleźć tutaj). Przede wszystkim głos należy tu do fanów Alexa i kompanii. Ja przyznać muszę, że klimaty proponowane przez Orkiestrę Samanta i zespoły jej podobne (t.zw. mocniejsze uderzenia), nigdy mnie nie pociągały więc trudno mi recenzować tą płytę. Przeszkodą w odbiorze zawsze będzie dla mnie perkusja, i nie mam na myśli tutaj złej gry, tylko fakt jej używania w ogóle. W tym wypadku stoję po stronie konserwy, dla której folk tylko z bodhranem.

Dlatego słuchało mi się Odysei z mieszanymi uczuciami, bo sporo tu smaczków folkowych. Z jednej strony świetne partie skrzypiec i fletów, cudownie zagrane tematy jak w intro do Kliprów, w pierwszych taktach Flying Dutch czy w Dziewczętach z La Rochelle, a te skrzypki zacinające na całej płycie w klimatach... cygańskich - miodzio. Z drugiej...  wspomniana perkusja.

A Francuzi? La St Glinglin cudo, podobnie jak Rafał Taclem Chojnacki uśmiecham się przy Le K, ujął mnie chórek w Valse Noire (z Diesami nucę sobie dam di, dam di deeeee - zapis fonetyczny), ale znów ta perkusja. Wiem, czepiam się ;)

Jedno jest pewne. Płytę nagrali dobrzy muzycy, to słychać w każdym utworze. Czują klimaty, bawią się tym co robią a robią to chyba szczerze, bo recenzje wspólnego koncertu Samanty i Diesów były rewelacyjne i pełne zachwytu (szkoda, że nie zdążyłem).

Na pewno takie wydawnictwa to świetny pomysł i całą duszą będę je popierał.

 

Kamil Piotrowski

 

PS. Drodzy Szantymaniacy. Jak donosi Alex płyt zostało niewiele, a Was trzeba zaciągać prawie siłą do konkursów, w których są one do wygrania. Było tak zarówno w Magazynie jak i na Portalu. Co jest z Wami? Nie lubicie dostawać prezentów?!! Tylko mi nie mówcie, że pytania były za trudne :(

Informację wprowadził(a): Kamil "KAMiL" Piotrowski - godz. 16:39, 3 maj 2005, wyświetlono: 641 razy

Dziadek Władek

wysłano: 20:4,4 maj 2005

No tak - pytanka łatwe - może dlatego było mało rozwiązań? A może po prostu - było zbyt wiele pytań - jedno - dwa - a trudniejsze, bardziej konkretne? Te - troszkę jak z TV, pod publiczkę... Faktycznie - koncert był świetny - zachowanie Francuzów na scenie - klasa. A płytka - dobra, przyjemna do słuchania... Może faktycznie perkusja trochę psuje - ale za to pełna pefrekcja:-) A porównanie "cygańskich klimatów" do "żeglarskich" fajnie wyjaśnia piosenka OS - Żeglarz Cyganem... Coś faktycznie w tym jest:-)
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI