Artykuły
Pieśni spokojnych wód - po sezonie - Jurkielowe wspomnienia z Rubina 2007
Felietony
Lekcja pokory.
Piątek. Radośnie i beztrosko zajechaliśmy do Poraja - miał to przecież być dzień wodowania, grania i śpiewania - raczej dla ciała, niż dla ducha. Goście dopisali znakomicie, Drejki (sam nie wiem - Drejkowie?) podłączyli sprzęt
...Lekcja pokory.
Piątek. Radośnie i beztrosko zajechaliśmy do Poraja - miał to przecież być dzień wodowania, grania i śpiewania - raczej dla ciała, niż dla ducha. Goście dopisali znakomicie, Drejki (sam nie wiem - Drejkowie?) podłączyli sprzęt nagłaśniający do prądu. Lichy daszek-namiocik tylko symbolicznie osłaniał scenę. Mamy wszak lipiec. Środek lata. Chcemy się bawić... Pogoda po prostu musi dopisać.
I dopisała... ale całkiem niespodziewany ciąg dalszy. Goście kryli się pod każdym możliwym dachem, skwierczał i przepalał się nagle zalany sprzęt, a brezentowe daszki pękały pod naporem lejącej jak z cebra ulewy. Potem przyszedł grad. Bębnił kulkami wielkości orzechów włoskich o blaszany dach świetlicy, w której zebraliśmy się dla ochrony przed deszczem, a jego werblowe tremolo całkiem zagłuszało rozmowy. Trawniki - w środku lipca! - stały się nagle białe od lodowych kulek. Grad powracał falami, nie zaskakując już tak, jak za pierwszym razem, a z każdym nawrotem mroźnej nawałnicy coraz bardziej dopisywały humory. Okazało się, że niebiańska lodowa amunicja nie jest taka groźna, gdy grzechocze w szklance, obmywana (dla zdrowotności!) odkażającym płynem z zapobiegliwie zgromadzonych flakonów i karafek. A i żeglarskie piosenki - te stare i te nowsze - o wiele lepiej niż ze sceny brzmią śpiewane w jachtklubowej świetlicy, przesiąkniętej specyficznym zapachem wilgotnych płyt wiórowych, zatęchłych materacy i parujących, mokrych od deszczu ubrań.
Obyło się bez większych strat - przepalony wzmacniacz i niewygody, do których w końcu przecież jesteśmy przyzwyczajeni, to jedyna cena, którą zapłaciliśmy. Tymczasem w okolicznych miejscowościach trąby powietrzne przewracały drzewa, zrywały dachy z domów i stodół... Ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero w sobotę.
III Jasnogórskie Spotkania Szantowe i Trzecia Pielgrzymka Żeglarzy "RUBIN'07"
Ulewa? Trąba powietrzna? Gradobicie? Jakoś nie chciało się wierzyć w słoneczne i parne sobotnie przedpołudnie w klasztorze jasnogórskim. Tu pojawiły się zupełnie inne problemy. Okazało się, że w sali Księdza Kordeckiego (tam, gdzie odbywają się Rubinowe koncerty) rozstawiona jest duża wystawa, która praktycznie uniemożliwia zorganizowanie sceny i widowni. Chwila załamania, ale od czego mamy energiczne organizatorki, technikę cyfrową i tajemnicze sposoby zakonników? Słynny Pan Józek, który pytany o problemy jego kurczaków (jeszcze będących w jajkach!) ze ssaniem mleka z męskiej piersi, odpowiada: "Jakoś tam sobie raaadzą" - byłby dumny.
O muzyczną oprawę tradycyjnej mszy św. w Kaplicy Cudownego Obrazu zadbały tym razem Perły i Łotry wykorzystując swoje gospelowe doświadczenia i trzeba przyznać, że na licznie zebranych pielgrzymach (nie tylko Rubinowych) takie śpiewy robiły wrażenie. Odmienną stylistycznie, ale jak najbardziej na miejscu, piosenkę wykonała podczas mszy Gdańska Formacja Szantowa (Krzysiek i Jacek mieli wreszcie okazję wykorzystać swoje kościelno-zespołowe doświadczenia, a Waldek - jak to Waldek - wszędzie jest u siebie).
Koncert w sali Księdza Kordeckiego zgromadził w tym roku jeszcze liczniejszą niż ostatnio publiczność, a i jej jakość wyraźnie uległa zmianie. Mam wrażenie, że wreszcie zaczęła się realizować idea Marka Szurawskiego: pielgrzymka i koncert, a nie kolejny festiwal. Nie żeby typowo festiwalowa publiczność zaczęła chodzić do Częstochowy (jak mawia jeden wiceadmirał: "Gdybym chciał chodzić, to bym się zapisał do piechoty, nie do marynarki"), ale wielu festiwalowych gości stwierdziło, że jako żeglarze, postanowili zgrać terminy tradycyjnych rodzinnych pielgrzymek na Jasną Górę z "Rubinem".
I warto było, bo wykonawcy zapewnili już po raz trzeci świetną zabawę. Gwarancją wspaniałej atmosfery były indywidualne i zbiorowe popisy Marka Szurawskiego, Andrzeja Koryckiego, Dominiki Żukowskiej i Rysia Muzaja, wokalnie zachwyciły, tym razem w bardziej nadmorskim repertuarze, Perły i Łotry, radosnym folkiem powiało podczas występów zespołów Drake i Pchnąć w Tę Łódź Jeża, a o balladowe klimaty zadbali Paweł Leszoski i Gdańska Formacja Szantowa.
Nie ma się co rozpisywać o tym co i jak zagrali - każdy, kto ich zna, to wie, a kto nie zna, niech pozna (skoro już dotarł na Rubinową stronę i do tego miejsca relacji, znaczy, że i trochę zainteresowany tematem jest, więc, jeśli nie z ciekawości, to choćby dla porządku, poznać powinien).
Zakończenie Spotkań to oczywiście Apel Jasnogórski w Kaplicy, pod samym Obrazem. Mimo, że to już trzeci raz, ten moment nie powszednieje. Tym bardziej, że śpiewamy wtedy Rubinową piosenkę "Chodziła Matka Boska po morzu" z muzyką Józka Kanieckiego.
Jeśli nie będziecie mogli się wybrać na "Rubin 2008", będziecie mogli uczestniczyć wraz z nami w Apelu dzięki bezpośredniej relacji w telewizji TRWAM (najlepiej oglądać w towarzystwie kogoś, kto będzie szczęśliwy, że dziecię/wnuczę ogląda wreszcie jakąś POŻĄDNĄ telewizję. A nuż wychowacie sobie mecenasa wyprawy na "Rubin 2009"?).
...a diabłu ogarek.
Tak szacowne Spotkania nie mogą kończyć się po prostu w pubie, czy tawernie. Udajemy się więc do HERBACIARNI "Czas na herbatę", aby w miłym towarzystwie posłuchać występujących w nieludzkim tłoku i upale: Andrzeja Koryckiego z Dominiką Żukowską, zespołu Drake i Gdańskiej Formacji Szantowej. Zabawa na całego i do rana. Postępując zgodnie z myślą zawartą w nazwie lokalu: "Czas na herbatę..." (dodając tylko po cichutku: "...będzie przy śniadaniu"), spożywaliśmy płyny, których rankiem w Domu Pielgrzyma nie uświadczysz, a które były konieczne ze względu na upał. W rezultacie niektórzy mogli doświadczyć typowo szantowego zjawiska zakrzywienia czasoprzestrzeni: drogi do domu jedni nawet nie zauważyli, za to innym wlokła się niemiłosiernie.
I tak dotarliśmy do właściwego końca III Jasnogórskich Spotkań Szantowych i Trzeciej Pielgrzymki Żeglarzy "RUBIN'07". Pozostaje nam tylko podziękować wszystkim pielgrzymom, widzom i uczestnikom za wspaniałą atmosferę i zaprosić Was wszystkich na "RUBIN'08".
PS Doskonale pamiętamy (a wspomniane wyżej organizatorki zapisały skrzętnie numery telefonów) wszelkie deklaracje pomocy, "nie ma sprawy" i "żaden problem" - mamy zamiar wykorzystać bez litości.
PS 2 Opowieści misjonarza i misyjnych wolontariuszek z Afryki zaczęły mocno ocierać się o szanty, gdy dotarli do opowieści o roli BANANA w tradycyjnym obrzędzie obrzezania w jednej z afrykańskich wiosek. Szczegóły możemy przekazać osobiście.
PS 3 W każdym razie, czy to jako pielgrzymi, czy jako widzowie, czy poprostu jako sympatycy, możecie wziąć udział w Rubini'08 w jeszcze inny sposób:
w ramach tegorocznej edycji zaplanowaliśmy konkurs fotograficzny pod hasłem "Morze Twe tak wielkie..." (regulamin konkursu na stronie), do udziału w którym gorąco zachęcamy.
Krzysztof Jurkiewicz,
Gdańska Formacja Szantowa
Na prośbę organizatorów dodałem PS.3
Kamil Piotrowski
Zobacz także
W naszym archiwum
- Artykuły:
- Koncerty:
Informację wprowadził(a): Krzysztof "Johnson" Jurkiewicz - godz. 18:53, 2 kwiecień 2008, wyświetlono: 210 razy
| Makenzen |
wysłano: 18:1,9 kwiecień 2008
Dobrze, że jest coś takiego jak Rubin. Muzyka morza tak jak sam ten żywioł fascynuje, wciąga, jakaś tajemnicza siła sprawia, że chce się biegać od tawerny do tawerny, z koncertu na koncert, spotykać ludzi, pić piwo, szaleć i się bawić. Tymczasem Rubin łączy w sobie zarówno tę piękną rozrywkę, jaką jest żeglarska muzyka na żywo, z tym, o czym tak łatwo na co dzień zapomnieć. I niestety wielu zapomina... Dobrze, że jest Rubin; tak samo dobrze, że jest takie miejsce jak to, w którym się on odbywa.
|
| Odpowiedz na ten komentarz |