Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Port Pieśni Pracy 2006 w Tychach

Relacje

    Szkoła muzyczna. Średniej wielkości sala. Poustawiane w rzędach krzesła, klimatyczny wystrój sceny z tradycyjnym trapem oraz miłe panie prowadzące szatnię...

 

PIĄTEK

...

    Szkoła muzyczna. Średniej wielkości sala. Poustawiane w rzędach krzesła, klimatyczny wystrój sceny z tradycyjnym trapem oraz miłe panie prowadzące szatnię...

 

PIĄTEK (27.01.2006)

 

Około godziny 16:30 na scenie zaczęły rozbrzmiewać pierwsze akordy - to jedna z kapel konkursowych, "Drake", sprawdzała czy wszystko jest tak, jak być powinno. Później weszły "Perły i Łotry" wraz z zespołem gospel, śpiewając "Deep River","Sanctus"... Największe wyrazy uznania należą się prawdopodobnie organizatorom, którym udało się rozpocząć festiwal niemal punktualnie (17:36). Tuż po wybiciu jednej szklanki, na scenie pojawił się Michał "Doktor"Gramatyka, zapowiadając "10 podmiotów wykonawczych" oraz przedstawiając Jury w składzie:

 

  • profesor Danuta Rajchel,
  • Wojciech Wieczorek (dyrektor Miejskiego Centrum Kultury)
  • Paweł Jędrzejko (Banana Boat),
  • Wojciech Harmansa (Perły i Łotry).

    Zgodnie z dokonanym wcześniej losowaniem, na scenie jako pierwszy pojawił się zespół z Częstochowy, Drake, powstały w 2004 roku. Zaprezentowali oni utwory: "Talizman", "O chłopcu, co się morza trochę bał". 

     

    Kolejnym zespołem na liście był duet "Oj Tam", składający się z: Justyny Rodesik (skrzypce) i Marka Mazurskiego (gitara). Zagrali oni kolejno "Odpływamy stąd" oraz "Galernik". Niestety, uważam, że organizatorzy w takich momentach powinni być trochę bardziej "aktywni" - nieznośny i wciąż narastający hałas ze strony publiczności, świadczący prawdopodobnie o braku jakiegokolwiek szacunku, z pewnością nie ułatwiał ciężkiego zadania, przed jakim stał młody zespół. Może nie każdy z widzów zdawał sobie sprawę, że to był konkurs i niektóre zachowania mogły znacznie utrudnić występ, szczególnie jeśli mowa o niezbyt doświadczonych muzykach. Przecież wystarczyło, aby ktoś delikatnie upomniał ludzi i przypomniał o charakterze spotkania.

    "Pchnąć w tę Łódź Jeża" - zespół wokalno-instrumentalny z Chorzowa, który otrzymał w ciągu ostatniego roku wiele nagród, zagrał: "Anna Bony" oraz "Whaling Wife". Jako pierwsi powiedzieli kilka zdań na temat utworów, które zamierzali zagrać, dzięki czemu mogliśmy dowiedzieć się o fińskich korzeniach pierwszej pieśni a niemówiący językiem Shakespear'a poznali polskie streszczenie drugiej szanty. Wspaniała gra skrzypiec i wykorzystanie ludowych instrumentów, z pewnością przyczyniło się do ostatecznego sukcesu.

  • "Może i my" z Bydgoszczy, w składzie sześcioosobowym (skrzypce, 3x gitara, wokal, bodhran) zagrali dwa utwory. Szczególnie zapadł mi w pamięć "Morze i My". Skrzypce, połączone z trzema gitarami, opatrzone akompaniamentem bodhranu, harmonijnie podkreślały wokal.

     

    Później przyszedł czas na "Indygo" - młody zespół, który powstał w 2005 roku w Gliwicach. Dwunastoosobowa grupa, składająca się z samych pań, zaintonowała wspólnym głosem "Valhallę", śpiewając o pośmiertnej podróży wikingów. Najbardziej zaintrygował mnie w tej pieśni wers "...Na tarczę Thora i Odyna miecz..." - o ile mogę sobie wyobrazić Thora, trzymającego tarczę, o tyle Odyn, którego atrybutem była włócznia (Gungnir), raczej nie należał do miłośników walki bronią sieczną... Drugim utworem był "Żeglarski Rock 'n' Roll" - chórowi akompaniowała gitara.

    Z Katowic nadeszła "Druga Wachta", składająca się z trzech kobiet i trzech mężczyzn. Zespół wykonał popularną szantę "Gdyński Port" (muzyka i słowa - Ryszard Muzaj) oraz "Płyniemy". Dwie gitary, flet prosty, grzechotki, bębenki oraz skrzypce stanowiły tradycyjny zestaw zespołu folkowego. 

     

    Warszawski "Ponton Band", nie aż tak bardzo młody zespół, grający na gitarach oraz skrzypcach, zaprezentował  "Legendę Królowej Nocy" i "Szantę Pompową". Nie potrafię wyrazić słowami emocji oraz atmosfery, jakie panowały podczas ich występu - to po prostu trzeba samemu zobaczyć i usłyszeć. Dodam jedynie, że wokal wielu polskich szantymenów powinien ustąpić przed kapitalnym refrenem w wykonaniu najmłodszego członka zespołu. Gratulacje pomysłu! (chłopczyk zaśpiewał falsetem fragment Mozarta - przyp. red.)

     

    Składający się z sześciu mężczyzn, zespół, "Szantana", przyjechał z Pszczyny. Wykorzystując siłę swych głosów, brzmienie gitary, bębna oraz akordeonu, zagrali pełne humoru szanty -"Bojową Pieśń Regatową" oraz "Kac na Jeziorze".

     

    Ostatnim zespołem ("V-szerze na bis" z Sandomierzanie przyjechali) były "Dzikie Róże" z Wrocławia. Kobiecy wokal

    oraz trzech panów ujarzmiających gitary, zaprezentowali utwory zatytułowane "Nie wiem" oraz "Czarna Rafa". Na szczególną uwagę zasługuje jeden z gitarzystów (grający po lewej stronie sceny, patrząc odwidowni), który snuł przepiękną melodię... szkoda jednak, że był w dużym stopniu był zagłuszany przez pozostałe instrumenty.

     

    Po dziewięciu zespołach konkursowych, przyszedł czas na trzy, dobrze znane wszystkim kapele.  Pierwszą z nich było tyskie "Leje na Pokład", które (jak zapowiedział bodajże Tomasz Czekała) - przyszedł z misją rozruszania publiczności. Nie ukrywając - zadanie spełnili doskonale! Śpiewali kolejno: "John Cherokee", "Płyniemy na Horn", "Mobil Bay", "Paddy Works on the Railway", "John Kanaka", "Szanta Śledziowa", "Zwisając z Rei", "Diament" (tutaj po raz pierwszy pojawiła się gitara), "Megi" (do gitary dołączyła harmonijka oraz... flet z klawiszami?), "Hej chłopaki"... na bis zaprezentowali "Johnson Girls".

     

    "Perły i Łotry" zapragnęły zachęcić do kupienia swojej nowej płyty - "Missa" i... chwała im za to! Wspólny koncert Pereł oraz niezależnego, interdenominacyjnego chóru gospel "Z Miłości" okazał się ogromnym sukcesem. Aranżacja Adama Saczki, wielu popularnych pieśni sprawiła, że każdy mógł odczuć, że oni śpiewają czysto. Śpiewają szczerze. Z miłości. Na scenie usłyszeliśmy najpierw "Jubalee"- poetyckie dzieło Michała Gramatyki, który do popularnego, afrykańskiego zaśpiewu dopisał trzy zwrotki, nadając całemu utworowi jeszcze bardziej emocjonalny charakter. Kolejnymi utworami były - "Sanctus","Deep River" oraz tradycyjny, gospelowy "Git on Bo'd". Zespół zaprezentował również pieśni autorskie - "Niezatapialny" oraz"Glory halleluyah".

     

    Ostatnią i najdłużej grającą na całym Festiwalu kapelą byli "Tonam i Synowie".
    Jeden z pionierskich zespołów, który wiele może powiedzieć na temat pieśni morskich, po raz kolejny pokazał prawdziwą klasę. Śpiewali kolejno: "W górę szmaty", "General Tailor", "Maringo", "Krwawe Róże", "Pieski Żywot", "Brzegi Nowej Szkocji", "Lody Grenlandii","Sally Rocket", "La Rochelle", "Krótka opowieść o Jimie, który gnał nas do lin przy okrzyku Aj-jo!", "Hard on the Beach Oar","Stary Liverpool", "Razem Chłopcy", "Kapitan Hayes". Kiedy już większość tańczyła na parkiecie, zespół odkrył swoje drugie oblicze - "Voices". Tym sposobem zaczęły rozbrzmiewać piosenki takie jak "Don't Worry Be Happy", "Pretty Woman","Czarny Alibaba", czy też "The lion sleeps tonight". Na zakończenie zagrali znany wszystkim utwór - "Hej żeglujże żeglarzu".

     

    Ostatecznie przyszedł czas na tę część festiwalu, na którą wiele osób z niecierpliwością czekało - ogłoszenie wyników konkursu. Po długiej i ciężkiej - jak sami członkowie Jury przyznali - naradzie, wszem i wobec ogłoszono, że "Morze i My", "Pchnąć w tę Łódź Jeża" oraz "Ponton Band" nie powrócą do swych domów z pustymi rękami. Kto otrzyma jednak nagrodę główną? Na tę informację trzeba nam było czekać do następnego dnia...


        Cokolwiek jednak by się nie działo, jakiekolwiek emocje by nie panowały - najlepiej i tak bawił się mały chłopczyk, który doszedł do wniosku, że trap przed sceną wspaniale nadaje się na... zjeżdżalnię ;-].


     

     

    SOBOTA (28.01.2006)

     

    Na sali zapanowała cisza. Na scenę wyszedł "Doktor". Gwałtownym ruchem nadgarstka chwycił mikrofon, rozejrzał się po publiczności... i zapowiedział zespoły, jakie mają grać 28-go stycznia. Były to kolejno - "Banana Boat", "Segars", "Pchnąć w tę Łódź Jeża", "Armstrong's Patent", "Perły i Łotry","Ryczące Dwudziestki", "Colinda". Zanim jednak do tego doszło - dyrektor MCK Wojciech Wieczorek przeczytał protokół z posiedzenia Jury, rozwiewając wszelkie wątpliwości.

     

  • Trzecie miejsce zajął zespół "Może i My",

  • Drugie miejsce zajął zespół "Ponton Band", a

  • Zwycięzcą tegorocznego PPP została kapela "Pchnąć w tę Łódź Jeża".

    Gratulacje!

     

    Banany. Na samym początku należałoby wspomnieć o poświęceniu frontmana, Macieja Jędrzejko

    , który pomimo tragicznych skutków heroicznej walki ze śnieżnym żywiołem, jakimi były  "
    popsucie" kręgosłupa i ostatecznie pobyt w szpitalu, oraz wbrew zaleceniom swoich kolegów lekarzy, zdecydował się pojawić i zaśpiewać. Pierwszym utworem, jaki usłyszeliśmy, był "Jump Down", następnie "Zęza". Wiele osób momentalnie podniosło się ze swych siedzeń i skierowało kroki w stronę sceny, pod którą błyskawicznie zrobiło się tłoczno. Jest jednak coś magicznego w głosie Bananów - kiedy bowiem Maciek zaintonował "Zęzę"... zgasło światło. Całkowity brak prądu. Nie stanowiło to jednak żadnego kłopotu, bowiem Zespół śpiewał dalej, bez wspomagania mikrofonów, za to wspierany z całych sił przez publiczność. Zanim dośpiewaliśmy do końca - organizatorzy naprawili chwilowy problem. Później przyszedł czas na sztandarowe "Banana Boat Song", irlandzkie "Star of the County Down" oraz śląskie "Huta Baildon", na motywach "I am going back to Weldon", wykonywanej przez RO20's. Koncert zakończył się "A może tak, a może nie". Publiczność kategorycznie zażądała jednak bisu, więc na sam koniec zabrzmiała pełna energii "Negroszanta", po której prowadzący "Doktor" musiał umiejętnie zagadać Publiczność, aby przestała skandować BIS! BIS! BIS!  

    Po koncercie Bananów nastąpiło uroczyste wręczenie nagród, po czym na scenę weszli Segarsi. Rozpoczęli fragmentem "Toastu Żeglarskiego". Ze znanych tylko im powodów, szybko przerzucili się na "Golden Hunter". Możliwe że to była tylko taka dosyć długa próba mikrofonów. Kolejnym utworem były "Drakkary", "Dalej rwij ten fał,hej razem i z życiem", "Pompa", "Who'son the way", "Wisła II", "Fire Down Below", "Pieśń Powrotu","Kolumb". Ostatecznie postanowili ponownie spróbować z "Żeglarskim Toastem" - i wyszło im znakomicie.

     

    Po Segarsach na scenie pojawili się tegoroczni zwycięzcy "Pchnąć wtę Łódź Jeża". Pierwszymi utworami były znane już z dnia poprzedniego "Whaling Wife" oraz "Anna Bony". Po nich przyszedł czas na "Modlitwę o Wiatr", "Pieśń Wioślarzy". Nie zabrakło również opowieści o statku-latarni oraz akcentu łotewskiego.

     

    Pięciu dobrze zbudowanych mężczyzn, ubranych w białespodnie, koszule w kratę, granatowe marynarki i kapelusze z czerwonymi orazgranatowymi wstążkami, wynurzyło się zza horyzontu widowni. Holenderski "Armstrong's Patent" równym krokiem wszedł na scenę, aby pokazać wszystkim, czym naprawdę są szanty. Nie pieśni kubryku, nie piosenki, w których pojawia się słowo "morze". Szanty. Kiedy zaczynali intonować

    daną melodię, czuło się klimat wielkiego żaglowca. Cała ich dusza śpiewała, wyznaczając wyraźny rytm. Zaczęli od miksu "Paddy Doyle's Boots + Running Down to Cuba + Johny Bowker + Coal black rose". Później przyszedł czas na "La Captaine de Saint Malo", "Blowing winds in the morning", "Do you want your old lobby washed down", "Fire Maringo", "Quebec", "Hog Eye", "Hob Y Deri Dando", "Paddy Works on the Railway". Gdy publiczność się ponownie trochę ożywiła, zaśpiewali australijskie "Haul away for Rosie", a tuż za nim "Trinidad", "Shallow Brown", "Paddy Lay Back","Yeller Girls", "Talcahuano Girls". Już chcieli uciekać do baru obok, jednak ciągłe wołanie o bis zmusiło ich do powrotu na scenę. Śpiewając "Sugar in the Hold"... frontman zapomniał części zwrotki - mały problem został jednak szybko rozwiązany z pomocą podręcznego śpiewnika, a po donośnym "I've got them!" dokończyli bis.

     

    Okrzyki, które towarzyszyły wejściu na scenę zespołu"Perły i Łotry", nagle ucichły. Za pomoca rzutnika, jednej ze ścian sali wyswietlono zdjęcie Wielkiego Skrzypka - Józka Kanieckiego. Padło przez mikrofon kilka słów. Dziesiąty stycznia tego roku utkwił w pamięci wielu osób. Jednak łzy smutku szybko zmieniły się w łzy radości, bo przecież - on wciąż gra, u boku Najwyższego. Wciąż snuje swą melodię, gdzieś tam, w Fiddler's Green... Na sali zabrzmiał "Stormalong".

    "Perły i Łotry" wyraźnie dały do zrozumienia, na co ich stać. "John Kanaka", "Burza", "Chłopcy z Killybegs" z krótką wstawką "Przybieżeli do Betlejem...", "Dziewczyna z Paimpol", "Tak, o tak", "Nancy Whiskey". Jednym słowem - jedne z najbardziej popularnych utworów. Na samym końcu zaśpiewali "Jubalee".

     

    Na scenę weszły "Ryczące Dwudziestki" - chodząca legenda polskiej sceny szantowej. Tym samym, nie zabrakło takich pieśni jak  "Matthew", "Dalej w morze...", "Didn't my Lord deliver Daniel", "Nie Pamiętam", "Trimartolod", "Zielona Wyspa"...

    ...Nagle szok. Tragedia. Nie pamiętam już, kto przekazał tę informację -  Dyrektor MCK Wojciech Wieczorek, a może Wojciech Harmansa... Gdy dowiedzieliśmy się o katastrofie, jaka miała miejsce w Katowicach, o śmierci jak na razie kilku osób i o trwającej akcji ratowniczej, wszystko się zmieniło. Wszyscy posmutnieli, atmosfera wesołości prysła. Większość ludzi usiadła. Ryczące Dwudziestki poprosiły ze sceny o wyciszenie się i wysłuchanie koncertu na siedząco, bez skakania. Był to niezwykle dramatyczny moment imprezy. Dziś już wiadomo, że na Wystawie Gołębi  Pocztowych zginęło 63 osóby a ponad 140 zostało rannych w wyniku zawalenia się dachu hali Międzynarodowych Targów Katowickich. Prezydent Polski ogłosił żałobę narodową...

     

    Show must go on... Ryczące śpiewały dalej "Hand over Hand", a później "North-West Passage"... Na sali odczuwalne było smutne napięcie.

     

    Na koniec zagrał żywiołowy zespół "Colinda" z Niemiec. Warto zauważyć, że jako jedyni z wszystkich zespołów Portu Pieśni Pracy grali na kontrabasie.

    Zwracało uwagę również użycie tarki. Nie pamiętam nazw żadnych utworów, ponieważ większość była mi zupełnie obca. Momentami miałem nawet wrażenie, że to muzyka rodem z westernu... Atmosfera smutku sprawiła, że wiele osób wróciło do domu po koncercie RO20's i niestety zespół musiał się zmierzyć z niesprzyjająca atmosferą - ponieważ grał do sali, naktórej pozostało kilkadziesiąt osób. Wszyscy jednak rozumieli, że to nie była wina kapeli ani publiczności, że w zasadzie kontynuacja festiwalu była już tylko formalnością wobec zaistniałej sytuacji. Gdyby atmosfera była radosna, zapewne publiczność oszalałaby przy folkowym uderzeniu Colindy.

     

    Około godziny 22:30 nastąpiło zakończenie Festiwalu. Zrezygnowano celowo z charakterystycznego, wspólnie śpiewanego "All Hands". Zostaliśmy pożegnani przez Michała Gramatykę dającym nadzieję przesłaniem na temat życia po obu stronach granicy, jaką jest śmierć...

     

    ___________________________

    1) Poprawki merytoryczne, stylistyczne, gramatyczne oraz interpunkcyjne, a także graficzne oraz linki - za wiedzą i zgodą autora Theriel oraz zgodnie z merytorycznymi sugestiami wyrażonymi w komentarzach internautów (patrz poniżej)- wprowadził YenJCo 02.02.2006 godz 00:52

    2) Zdjęcia nadesłał Kamil Piotrowski. Dodano YenJCo 02.02.2006 godz. 02:33

  • Galeria

    Idź do strony: 123 - 8910»

    Informację wprowadził(a): Miłosz Morgut - godz. 22:37, 30 styczeń 2006, wyświetlono: 1499 razy

    Kasia

    wysłano: 21:45,31 styczeń 2006

    byłam na tym koncercie juz 2 raz! PPP w tym roku był cudowny!! :] ekipa tez niezła... Perły i łotry do czerwoności rozgrzały publiczność ;)
    Odpowiedz na ten komentarz
    Bizon

    wysłano: 10:32,1 luty 2006

    Z tą małą różnicą, że zespół nazywa się "Może i My" przez "ż" i utwór takoż samo;) No ale przez rok z okładem już zdążyliśmy się już przyzwyczaić do takich lapsusów;) A w Tychach niepowtarzalna atmosfera , festiwal świetnie zorganizowany:) Pozdrawiam wszystkich którzy tam byli zarówno ciałem jak i duszą. Bizon
    Odpowiedz na ten komentarz
    Furman

    wysłano: 10:44,1 luty 2006

    Oj zaskoczyłeś mnie, tej mojej gitary było troszkę za dużo, niemniej jednak miło ,że sie to komuś podoba:)
    Odpowiedz na ten komentarz
    Elik

    wysłano: 16:26,1 luty 2006

    W tej relacji brakuje mi wyraźnego nacisku, na fakt, że piątkowy koncet Pereł i Łotrów to była PREMIERA wyjątkowej płyty o nazwie po prostu "Missa", a nie tylko zachęta do kupienia jej... To płyta, na którą wiele osób bardzo czekało, więc żadna specjalna zachęta nie była potrzebna... A, że Perły sprawiły się cudownie to inna sprawa :) Stworzyli niesamowitą atmosferę czystej, niebiańskiej wręcz Radości! I chyba nikt nie miał wątpiliwości, że ten śpiew płynie prosto z ich serc :) Wspaniałe świadectwo! Serdecznie pozdrawiam moich ulubionych szantymenów!
    Odpowiedz na ten komentarz
    YenJCo

    wysłano: 3:14,2 luty 2006

    ERRATA Po konsultacji z autorem artykułu - artykuł poprawiono zgodnie z Waszymi sugestiami. Usunieto również mylący fragment dotyczący "wspólnego przedsięwzięcia..." - płyta Missa jest INDYWIDUALNYM przedsięwzieciem zespołu Perły i Łotry - zespół gospelowy "Z miłości" uswietnił jedynie koncert premierowy ale nie brał udziału w tworzeniu płyty. Poprawiono drobne błędy oraz sformatowano tekst graficznie. Dodano zdjęcia śródtekstowe oraz galerię zdjeć nadesłaną przez Kamila Piotrowskiego. Sssciskam YenJCo
    Odpowiedz na ten komentarz
    Maciek " Ponton"

    wysłano: 9:21,2 luty 2006

    Dzięki za miłe sercu opisanie występu i małe sprostowanie : Junior ( młody pontonik) śpiewa jeszcze swoim naturalnym głosem, to nie falset, on poprostu tak ma, zobaczymy co będzie po mutacji. Pozdrowienia dla szantymaniaków. Maciek-tata pontonika.
    Odpowiedz na ten komentarz
    Taclem

    wysłano: 10:7,2 luty 2006

    Czy to reportaż z przyszłości? Myślałem że festiwal był w styczniu ;)
    Odpowiedz na ten komentarz
    YenJCo

    wysłano: 10:46,2 luty 2006

    Czy to reportaż z przyszłości? Myślałem że festiwal był w styczniu ;) Sorry. Juz poprawione. Oczywiście nie 27-28.02 tylko 27-28.01. Mózg mi się zagotował... Sssciskam Macieyco
    Odpowiedz na ten komentarz
    bynio

    wysłano: 20:23,2 luty 2006

    Sobotnia impreza bo tylko na nią mogliśmy przybyć była wspaniała.Niestety wiadomość która dotarła do nas w trakcie trwania koncertu praktycznie nie pozwoliła radośnie się bawić do końca .Współczyjemy i pogrążamy się w żalu.Dzięki że w ten sposób organizatorzy zakończyli koncert.Nie moża było inaczej. Dzięki za wszystko do zobaczenia na letniej edycji PPP. Zbysek z rodzinką
    Odpowiedz na ten komentarz
    Dziadek Władek

    wysłano: 23:13,2 luty 2006

    Pierwszy raz byłem na festiwalu NIEZAKOŃCZONYM - bo tak bym go nazwał.. Jak pisze w artykule: wesołość i nastrój prysł... Tragedia.. Nie wiem czemu, ale wbiłem sobie do głowy (wiedziałem o tragedii troche wcześniej, ale nie zanałem jej rozmiarów - zanim padła informacja ze sceny) jego zakończenie... Wspaniała płyta Missa - jakby zbiegła się z tą tragedią... Ci, co pozostali, mogli zaśpiewać razem lub wysłuchać na zakończenie tego PPP - stojąc - jej fragmentów... Tak to sobie jakoś wyobrażałem.. Albo Banana Boat śpiewajacych Requiem lub Nawigatora... RO20'S zaśpiewali dla Skrzypka - a On wciąż gra.... Dlaczego nie zaśpiewano dla tych ludzi - mogą przecież chodować gołębie - gdzieś jakże daleko od nas... Zejman ułożył epitafium dla Skrzypka - piękne... Więc Ci, którzy zginęli... "Nic właściwie się nie stało. Świat trwa dalej i niech trwa. I tylko w niebo gdzieś gołębi więcej uleciało i tylko trochę dusz na ziemi brak....." Pewno by teraz tak napisał... A może - jeszcze bardziej przejmujaco... Szkoda, że nie odśpiewano na koniec Credo czy też Sanctus.. A może coś innego - z Missy..
    Odpowiedz na ten komentarz
    Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
    Technologia: strony internetowe INVINI