Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Portowe reminiscencje

Relacje

Minęło już trochę czasu od letniej edycji PPP, właściwie to mija okrągły miesiąc. Trzeba by je jakoś podsumować, relację jakową spłodzić, bo widzę, że tłumy do skakania to są wielkie, redaktorów Szantymaniaka też sporo było w tym tłumie, jak rzadko kiedy, do fotografowania

...

Minęło już trochę czasu od letniej edycji PPP, właściwie to mija okrągły miesiąc. Trzeba by je jakoś podsumować, relację jakową spłodzić, bo widzę, że tłumy do skakania to są wielkie, redaktorów Szantymaniaka też sporo było w tym tłumie, jak rzadko kiedy, do fotografowania się brali a jakże, no ale żeby coś napisać to... nikawo - jak mawia mój przyjaciel, który kilka ładnych lat w Moskwie strawił.

 

Zawsze jest mi trochę trudno tak dokładnie oddać ducha imprezy, na której byłem, gdyż ja zwykle obserwuję ją przez wizjer aparatu a to strasznie zawęża pole widzenia... i odczuwania. Organizatorów i większość zespołów znam już prawie na wylot, co także nie ułatwia zadania przy tworzeniu jakiejś obiektywnej relacji. Na szczęście - Jacek Żakowski, dziennikarz i publicysta powiedział mi kiedyś, że nie istnieje ktoś taki jak obiektywny dziennikarz. Możemy być częścią opisywanej sprawy lub nie ale zawsze to będzie wpływało na nasz stosunek do niej i sposób w jaki ją opiszemy. Zacznę więc
bardzo obiektywnie a potem to już zobaczymy.

 

Nie jak zwykle, choć jak zwykle

 

Piąta, letnia edycja tyskiego Portu Pieśni Pracy odbyła się nie jak zwykle w ostatni weekend wakacji ale tydzień wcześniej: 20-21 sierpnia ale jak zwykle nad zalewem paprocańskim, w którym jak zwykle nie można się było kąpać.

Port Pieśni Pracy staje się powoli, a właściwie już się stał, dominującym festiwalem na Śląsku a organizatorzy zapowiadają, iż nie powiedzieli jeszcze w tek kwestii ostatniego słowa.

Dwie edycje w roku, zawsze jakieś ciekawe zespoły konkursowe, tłumy ludzi latem, towarzyszące mu nie tylko zabawa ale i szczytne idee no i zgrana od lat ekipa, która go tworzy sprawiają, iż jak powiedział Doktor (Michał Gramatyka - dyrektor artystyczny festiwalu) w wywiadzie dla naszego Magazynu - Port Pieśni Pracy stał się marką. Marką, po której spodziewać się już zaczynamy imprezy profesjonalnie przygotowanej i na dobrym poziomie artystycznym. Czy ją otrzymujemy - tu chyba każdy ma na ten temat własne zdanie.

Dla mnie tegoroczna edycja Portu Pieśni Pracy udowodniła, iż PPP to znak reprezentujący dobrą jakość.

Zaczęło się w tym roku wyjątkowo, bo już w piątek. Wybrańców (kilku się na to zżymało) zaproszono na koncert inaugurujący PPP do Pubu Tyskiego Muzeum Browarnictwa (relacja tu). I to był moi drodzy strzał w dziesiątkę. Wreszcie pub festiwalowy z prawdziwego zdarzenia (choć ten zimowy też nie był zły), gdzie nie ma przypadkowych osób, gdzie dym papierosów aż tak nie przeszkadza i gdzie Ci, którzy akurat nie chcą słuchać muzyki mogą porozmawiać nie przeszkadzając innym.

 

Gospodarzom tego obiektu gratuluję a Was gorąco zapraszam do odwiedzenia muzeum - atrakcji tam sporo, a jakie gadżety!!!

 

 

Nie umrą żaglowce

 

To było zawołanie sobotniego koncertu w Porcie Pieśni Pracy. W programie znalazły się takie grupy jak: Za Horyzontem, Klang, Leje na Pokład, Yank Shippers, Segars i Stonehenge. Dzień bez wątpienia klasyczny - dla mnie miodzio. Nigdy nie ukrywałem, że te bardziej ostre brzmienia, rockowe, elektryczne mniej mnie rajcują niż szanty a cappella (mniej nie znaczy wcale).

Na początek zwycięzca konkursu zimowej edycji PPP, laureat Wielkiego Dzwonu - wrocławski zespół Za Horyzontem. Dziewczyny z koncertu na koncert udowadniają, że śpiewać (i grać na skrzypcach) potrafią a męska część grupy, że bez nich nic by z tego nie było. Barwa głosów mnie się bardzo podoba no i te skrzypce. Udanie wpasowali się

repertuarem w klimat imprezy, jak zwykle szkoda, że musieli grać na początku ale wszystko jeszcze przed nimi. Po nich na scenie pojawił się zespół Klang. I to była pierwsza tego dnia grupa śpiewająca a cappella. Rzadko mam okazję ich słuchać z tym większą więc przyjemnością odłożyłem na chwilę aparaty by nadrobić zaległości. Głosy dobre, sporo klasyki, parę własnych kompozycji. Rozgrzali mnie.

Leje na Pokład z Tych (prawie gospodarze) pociągnęli dalej a cappella. Nazwa stara ale skład jeszcze świeży i to słychać. Słychać było, że niektóre utwory jeszcze nie ośpiewane, że głosy się momentami rozjeżdżały. Lejki odkąd ich słucham mają dobre i mniej dobre występy. W

tym miejscu chcę pochwalić organizatorów za to, że dają szansę swoim by mogli zaśpiewać dla swoich. Od początku istnienia PPP, festiwal ten daje szansę na pokazanie się młodym zespołom, laureaci konkursu PPP grają tu regularnie.

Po Lejkach zmiana klimatu na pieśni morza i folk spod samiuśkich Bieszczadów. Zespół Yank Shippers zagrał naprawdę elektryzujący koncert. Promowali w Tychach swoją nową płytę Na krańcach świata (mnie się podoba!). Mimo, iż lider grupy, Bartosz Konopka, Bongosem zwany, był chory ani na moment nie zwolnili tempa. Bawili się z publicznością doskonale. Za to Bongosa i ekipę cenię - nie widziałem jeszcze ich słabego koncertu, by nie skakali, zagrzewali do zabawy, by się tym co robią nie bawili. Fakt, rzadko ich oglądam.

Segarsi, którzy pojawili się po Shippersach mieli trudne zadanie jako zespół śpiewający a cappella. Lecz podczas ich koncertu publiczność także się nieźle bawiła. Szkoda, że tak rzadko Segars śpiewa w Polsce na festiwalach bo uważam, że należą oni do czołówki zespołów śpiewających a cappella a ich koncert w Tychach pokazał, że można też, przy ich bardziej klasycznym repertuarze, dobrze się bawić (choć ja wolę Snikersów - jak ich nazywamy w MDK-u w bardziej kameralnych warunkach).

Swoją drogą rzadko się trafia by na festiwalach plenerowych wystąpiło aż tyle zespołów śpiewających a cappella pod rząd. Port Pieśni Pracy pokazał w tym roku, że ten sposób wykonywania szant i piosenki żeglarskiej nadal jest żywy i także może być atrakcyjny dla szerokiej publiczności. Sobotnim programem organizatorzy bardzo mnie

usatysfakcjonowali.

Na koniec tego dnia wystąpiła grupa Stonehenge. To już była dawka mocnego uderzenia. Irlandzkie klimaty z ostatniej płyty w rockowej aranżacji sprawiły, iż publiczność ruszyła w tany. Kosmos - lider zespołu w ciemnych okularach i kowbojskim kapeluszu wyglądał... kooosmicznieeeee ;). Gdy zaśpiewał nikt, wbrew jego oczekiwaniom, jakoś nie uciekał. Było sporo standardów i wspólnego śpiewania. Czyli to, co rozbawieni szanty i folkmaniacy lubią najbardziej.

Dla kilkudziesięciu wybranych nie był to ostatni koncert tego dnia. Po raz drugi spotkaliśmy się w Pubie Tyskiego Muzeum Browarnictwa, gdzie już w kameralnej atmosferze zagrali ponownie Yank Shippers i Klang. Koncerty w Pubie prowadził nasz RedNacz - Maciek Jędrzejko (oprócz piątkowego, który sam się prowadził przez Doktora).

 

Nie wiadomo co się jeszcze wydarzy

Pewnie nie byłoby wiadomo gdyby nie kolejne, piąte już w tym roku wydanie papierowego Szantymaniaka, które towarzyszyło PPP. Zdjęcie Muzyka (Wojciech Harmansa) na okładce autorstwa Jacka Boczara robiło furorę. W programie na ten dzień znalazły się: Passat, EKT, Zejman i Garkumpel, Leje na Pokład, Cztery Refy, Perły i Łotry i... Ryczące Dwudziestki.

To był dzień legend. Dosłownie. Zaczynał Passat, (dla mnie też już legenda  ;) ). Passatki z nowym gitarzystą wypadły dobrze. Zespół od początku firmuje te piosenki żeglarskie, które opisują morze, żagle oczami kobiet i konsekwentnie się tego trzymają choć zdarzają im się i kowery. Utwory autorskie mają dobre teksty i aranżacje.

Apeluję jednak do zespołu, a może by tak odgrzebać więcej starszych wałków i może wreszcie ta płyta się poskleja!

EKT wiadomo, słynna chrypa Wydry, pasiaki Messaliny, czad i dużo hitów do skakania i śpiewania. Nie wiem jak oni to robią ale choć słuchałem ich już tyle razy, że aż... to nadal sobie tupnę czasem, zanucę pod nosem a od czasu do czasu to i zaśpiewam na całe gardło. Pisząc ten tekst odpaliłem ich nagranie z... YAPY (taki festiwal - też legenda - piosenki turystycznej w Łodzi). EKT słuchałem pierwszy raz na chatce Danielka k. Ujsoł na tamtejszym festiwalu

turystycznym. Ech to były czasy.

Zejman i Garkumpel to już pełny profi, jakże on potrafi bajerować publikę. Oczywiście nie obyło się bez legendarnej już Samanty, którą wyłem z wszystkimi. Ale gdzieś tam zamarzyło mi się takie wykonanie: Koval + gitara + ognisko.

Na moment także i dziś weszli na scenę Leje na Pokład. I potwierdziło się to co pisałem wcześniej - mają dobre i mniej dobre koncerty. Tego dnia był ten pierwszy ;))) Panowie ta Wasza bazuka za bulaja chodzi za mną do dziś ale to chyba kiepski interes (to Wasza sprawka ta afera w Iraku dotycząca handlu bronią, w którą Polska jest zamieszana? Ja się nie dziwię, że jest afera... po co nam bulaje?!?).

Oryginał Afrykanerów odpada, Wasza wersja lepsza.

No i nadszedł koncert, na który wielu czekało - Cztery Refy. Bardzo, ale to bardzo nieobiektywnie powiem - nie ma dla mnie lepszego zespołu na scenie szantowej dziś w Polsce. Lubię wielu, słucham wielu ale Refy... kto był i słuchał ten wie.

W pełni akustyczne instrumentarium, doskonałe teksty, aranżacje, dobrze brzmiące głosy razem i każdy z osobna, no i ten przebogaty repertuar. Jak zawsze żałuję, że formuła festiwalu jest taka a nie inna i zespół mógł zagrać tyle ile zagrał. Już nie mogę się doczekać kiedy będziemy ich gościć w gliwickiej Latarni.

Po legendzie przyszedł czas na gospodarzy. Perły i Łotry prezentują na koncertach te źródła, które mnie w tym całym nurcie odpowiadają najbardziej - źródła bretońskie. Dobre instrumentarium, miłe w brzmieniu aranżacje, łatwo wpadające w ucho teksty, postawa na scenie no i wykonanie dopieszczone w każdym szczególe to wszystko sprawia, że Pereł zawsze słuchało mi się dobrze.

A dwójkę: Misiek i Paluch to zawsze obstawiam w ciemno z aparatem i jeszcze się nie zawiodłem. Tym razem także udało mi się im parę fajnych fotek strzelić.

Ryczące Dwudziestki nadal nie mają sobie równych jeśli chodzi o ilość fanów. Potwierdził to ich niedzielny koncert na zakończenie PPP. Co tu dużo bazgrolić, Hiszpańskie... musiały być i basta! Bas Jaśka powalał, głos Sępa hipnotyzował a Qnia jak zawsze prowadził dyskurs z publiką i wciąż uciekał autofocusowi mojego aparatu. Jeśli chodzi o RO 20 czekam z niecierpliwością na efekt końcowy projektu Ryczące Shannon - czyli płytę. Na koncertach od dawna słyszę wciąż te same piosenki więc... trochę się już znudziłem.

Port Pieśni Pracy zakończyły pokaz sztucznych ogni i all hands.

Z obowiązku dodać muszę, że w tym roku dotarł na PPP profesor Zbigniew Religa, którego fundacja wspiera badania nad projektem Polskiego Sztucznego Serca od kilku lat tą fundację wspiera PPP - stąd wielki baner na scenie Szanty z Sercem.

Nieoficjalne zakończenie odbyło się oczywiście w Pubie, z którego po kończącym all hands, Doktor (Michał Gramatyka - dyrektor artystyczny festiwalu i członek 5-cio osobowego zarządu grupy Perły i Łotry) długo nas nie mógł wyrzucić.

Mój oficjalny wniosek pod rozwagę - jak tawerna festiwalowa to do rana! Jak ja mam o 1.00 do Bytomia z tych Tych dojechać?!

 

To ten Port, na którym był...

 

Organizatorzy PPP zawsze przygotowywali jakąś niespodziankę, która sprawiała, że jeszcze długo po zakończeniu festiwalu o nim się mówiło. A to pewnego zimowego PPP większość publiczności wysłuchała koncertów w tych samych koszulkach. A to znowu innej można było aż do znudzenia posłuchać na płycie CD, która to płyta była biletem wstępu na następną edycję. A to cała Polska szantowa uczestniczyła w projekcie Szanty dla Pajacyka, którego kulminacja miała miejsce właśnie na PPP. A to wpuścili po raz pierwszy perkusję na festiwal (kto pamięta kiedy i kogo?), a to zaprosili zespół z zagranicy. Było to zawsze coś co wyróżniało tą edycję od poprzedniej i następnej, co pozwalało kolejne edycje umiejscowić w czasie. Często słyszałem: aaa... to ten Port, na którym był/a... płyta, koszulka, Holendrzy. Brakowało mi czegoś takiego w tym roku.
Licytacja bali* z autografami tych, którzy w końcu przegrali to nie było to (mam nadzieję, że Zyga nie zechce jej oddać). Mam nadzieję, że wizytówką tej edycji nie będą Ci... w y b r a n i.

 

No to co... byłoby na tyle. Do zobaczenia na PPP już za... cztery miesiące. Hej!

 

Kamil Piotrowski

 

* bala - po naszymu piłka nożno J

 

PS. Odpowiadam pytającym: tak, tak ONA też była i nawet się do mnie uśmiechnęła... to chyba dobrze wróży na przyszłość?

Galeria

Idź do strony: 12»

Informację wprowadził(a): Kamil "KAMiL" Piotrowski - godz. 10:27, 21 wrzesień 2005, wyświetlono: 647 razy

KAMiL

wysłano: 12:49,21 wrzesień 2005

do końca tygodnia postaram się
Odpowiedz na ten komentarz
NiLok

wysłano: 13:54,21 wrzesień 2005

ja! bala rzundzi! [kurde, nawet nie wiem jak to fonetycznie zapisać ;)]
Odpowiedz na ten komentarz
ewa;)...

wysłano: 16:44,21 wrzesień 2005

ja również przyznam że 4 Refy to zespół nad zespoły ilekroć jestem na koncertach wychodzę niezawiedziona :D a i nieraz łza mi się w oku ze wzruszenia kręci... (tak jak na PPP gdy miałam okazję Cumberlanda pierwszy raz na żywo słuchać...) uśmiech na twarzy pojawia się gdy... zresztą nieważne może nikt inny nie zauważył:> eh tylko do tej Łodzi tak mi nie po drodze a Oni tam tak często grają:) co do całego PPP to uważam że pomysł z browarami był świetny...tylko szkoda że tylko piwo było za darmo:/(niektórzy nie piją:)-żartuje ja tam nie narzekam) i szkoda że żeby zdąrzyć na 4 Refy w browarach nie byłam na Ryczących20 ale na szczęście Ryczące często grają w okolicy i wcześniej pojeździłam na zapas;) przyznam że cała reszta występów też mi się podobała(te na których byłam:))...nawet babskie...:> mam nadzieją że Zęza(rzut beretem od mego domu) będzię się rozwijać i przede wszystkim odbywac się co roku tymczasem ja już nie mogę się zimowej edycji PPP doczekać....
Odpowiedz na ten komentarz
Muzyk

wysłano: 0:12,23 wrzesień 2005

Drogi Kamilu. Muszę sprostować, w miejscu gdzie mnie tak ładnie przedstawiłeś jako Michała, że byłeś chyba zainspirowany Wojtkiem Wieczorkiem , który jak nas zapowiadał to powiedział o Doktorze:" Michał Gramatyka - Muzyk":) A potem jeszcze gdzieś na ulicy mnie nazywają Dokotrem a jego ,"ten co tak tym basem śpiewa" Już się powoli przyzwyczajam. A co do bonusa, którym zawsze na PPP zaskakujemy, to raczej niech jest to, że mimo braku płyty, koszulki, czy też innych gadżetów dalej występują jedni z największych i najbardziej popularnych oraz lubianych zepsołów, nie łatamy dziur podrzędnymi wykonawcami i mimo , że czasy na sponorów dla szantowe imprezy nie są najlepsze to 11 edycja Portu nie obniżyła mam nadzieję lotów. Ps. A sztuczne ognie za parę tysięcy to Panu Redaktorowi już nie wystarczą:))))????? Ech te wiecznie niezadowolone pismaki:))))))) Pozdrawiam Cię gorąco Kamilu. Muzyk.
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 0:17,23 wrzesień 2005

No i nie zdążyłem... Cholewcia chyba za dużo wrażeń i jakoś do tegorocznego PPP nie mam scynścia a to Watmana w Batmana, a to Janiszewskiego w Janikowskiego a teraz jeszcze Muzyka Michałem zrobiłem :)))) Sory Muzyku, już poprawiłem a miałem nadzieję, że zdążę przed Tobą :) Ognie sztuczne??? Jakie ognie sztuczne???!!
Odpowiedz na ten komentarz
Jeżynka (and Co.)

wysłano: 7:58,23 wrzesień 2005

Najlepsze życzonka: dużo rejsów i słonka, rumu dobrego, życia rośpiewanego i cudownych wrażeń przy spełnianiu marzeń!
Odpowiedz na ten komentarz
drake

wysłano: 8:0,23 wrzesień 2005

jeszcze całkiem młody !!! Najlepsze życzenia od zespołu DRAKE
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 8:54,23 wrzesień 2005

...hepi bersdej!
Odpowiedz na ten komentarz
tom-ash

wysłano: 9:46,23 wrzesień 2005

... Happy Bears' Day ;)
Odpowiedz na ten komentarz
SwitzK

wysłano: 20:53,25 wrzesień 2005

KamiLu czy nie obiecywales jakiejs relacyjki z Sandomingo? :)
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI