Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Prawie jak Sąsiad - czyli jak Sąsiedzi jubla świętowali

Relacje

Relacja subiektywna z obchodów 5-lecia istnienia gliwickiej grupy Sąsiedzi

 

W ostatnią przedświąteczną sobotę (16 XII 2006) brałem udział w koncercie jubileuszowym 5-lecia zespołu szantowego

...

Relacja subiektywna z obchodów 5-lecia istnienia gliwickiej grupy Sąsiedzi

 

W ostatnią przedświąteczną sobotę (16 XII 2006) brałem udział w koncercie jubileuszowym 5-lecia zespołu szantowego Sąsiedzi. Do Gliwic, do Taverny Folkovej Latarnia zjechali tego dnia nasi przyjaciele, znajomi i najwierniejsi fani. Biedna Latarnia pękała w szwach ale nikt nie narzekał, że brakowało miejsc siedzących bo działo się, oj działo.

 

Z Sąsiadami po raz pierwszy zetknąłem się w listopadzie 2001 roku, na katowickim festiwalu Tratwa. Stawialiśmy tam wspólnie pierwsze kroki na szantowej scenie. Ja w składzie bytomskiego Passatu, grałem swój pierwszy poważny koncert na festiwalu, a Sąsiedzi startowali w swoim pierwszym poważnym konkursie. Zwróciłem na nich uwagę bo zauważyłem w ich składzie znajomą twarz - Dominikę. Porozmawialiśmy chwilę, pogratulowałem Grand Prix Tratwy - tak poznałem Sąsiadów.

 

Wielokrotnie później widywaliśmy się na konkursach. Kibicowaliśmy sobie wzajemnie i zaprzyjaźniliśmy się szybko. Ich styl trafiał w mój gust, blisko szanty tradycyjnej, muzyki bretońskiej, irlandzkiej. Bardzo lubiłem ich słuchać i stałem się ich wiernym fanem. Jeździłem więc na ich koncerty, zaglądałem na próby a moje fotograficzne archiwum zapełniało się sąsiadowymi fotkami. Pęczniałem z dumy gdy na urodziny wręczyli mi w prezencie sąsiadową koszulkę (nosiłem ją na jubileuszu!). Jeszcze bardziej, gdy na ich debiutanckiej płycie znalazła się moja piosenka. Prawie jak Sąsiad!

 

Gdy planowaliśmy imprezę jubileuszową oczywistym dla nas był fakt, że musi się ona odbyć w Latarni. Wrośliśmy bowiem w to miejsce, byliśmy i jesteśmy z nią od samego początku. Tu najczęściej gramy, tu mamy wierną publiczność, tu czujemy się jak u siebie. Pięciolecie w Latarni i już!

 

 

 

Pierwsi goście zjawili się... 3 godziny przed imprezą!!!. A później z minuty na minutę robiło się coraz ciaśniej. Ponieważ nie mogłem uczestniczyć w bezpośrednich przygotowaniach do imprezy zostałem mianowany jej KO-wcem. A było nad czym panować.

 

Dawno, dawno temu kilku Sąsiadów szkoliło swoje głosy w Akademickim Zespole Muzycznym Politechniki Śląskiej w Gliwicach (czyli w chórze). Zaprosiliśmy chór na nasz jubileusz - nie odmówilil, choć nie wszyscy mogli przybyć. To było niesamowite usłyszeć "Tourdion" w ich wykonaniu i jeszcze parę innych pieśni zaaranżowanych specjalnie na ten wieczór. Bardzo nam było miło ich usłyszeć i gościć.

 

 

 

 

Zanim kolejna grupa zainstalowała się na scenie Perły i Łotry wykorzystali drobne zamieszanie i w osłabionym (brak Miśka) i kontuzjowanym (Muzyk kulał) składzie odśpiewali nam sąsiadowe "nalejcie mu dżinu" !!! He, he w życiu nie słyszałem ich tak fałszujących a trzeźwi byli... dzięki Panowie!

 

 

Pchnąć w tę łódź jeża to grupa, którą jesteśmy zafascynowani od początku ich istnienia ale tak się jakoś zawsze składało, że na wszelkiego rodzaju imprezach, festiwalach rozmijaliśmy się, nie było okazji się zintegrować. Właściwie jako zespoły to się nie znaliśmy. No to wreszcie się poznaliśmy!!! "Jeże" wielkie dzięki za prezent i za Waszą muzykę. Czekamy znów okazji na kolejne śpiewanki do rana.

 

 

Ledwie gospodarze, jubilaci dostojni, solenizanci czyli my - Sąsiady, wtarabaniliśmy się na scenę, ledwie odegraliśmy pierwszego songa a już nam się na scenę wciskać zaczęła jakaś podejrzana grupa szantymenów. Z Bongosem (Bartosz Konopka z Yank Shippers) i Maćkiem Jędrzejko (Naczelnym Szantymaniakiem) na czele. Reprezentanci Banana Boat, Dzikiej Róży, Róży Wiatrów, Pchnąć w tę łódź jeża, Pereł i Łotrów, Za Horyzontem i sam Neptun raczy wiedzieć kto jeszcze tam był, wręczać nam zaczęli "ZŁOTĄ PŁYTĘ", która tak naprawdę była srebrna i jak nadmienił Bongos... kosztowała 50gr.

 

 

No i się zaczęło: życzenia, prezenty, a jak się bractwo rozśpiewało to końca nie było widać i tylko, że "chodzi im po głowie by za nasze zdrowie" i za nasze zdrowie. No to trzeba było im polać. Zwłaszcza, że było z czego - ta armata alkoholu od "górników" to nie wiem kiedy "wypali" - wielka jest!

 

 

W trakcie Sąsiadowego grania pojawili się na scenie Ci,

którzy jeszcze w prapoczątkach z "nejbersami" (fonet: The Neighbours: sąsiedzi po angielsku - przyp.red.) grali: Łukasz Knapik i Klaudiusz Rosół. Niestety nie dotarli m.in. Kasia Gancarz (skrzypce), Agnieszka Zacharko (flety) no i ten najważniejszy - Rafał Krzysztoń (którego piszący te słowa rok temu zastąpił). Byłem tak przejęty, że nie pamiętam co razem zaśpiewaliśmy - chyba "Czarną Maryśkę", ale głowy nie dam.

 

My, Sąsiedzi sobie graliśmy a w tak zwanym międzyczasie, ni stąd ni zowąd na scenę wjechało 5 tortów.

Opad szczęki. No to zdmuchnąłem świeczkę razem z Elą a tort podałem gościom życząc smacznego. Ponieważ kolejka chętnych do grania cały czas nam się wydłużała, trzeba było kończyć te oficjałki i dać szansę pozostałym.

 

 

Po nas na scenie zjawił się bytomski Passat (osłabiony bo bez Poli i z chorą Anią). Nie mogło ich jedak zabraknąć na naszej imprezce, bo to przecież w tym zespole ja i Ela

zaczynaliśmy swoją przygodę z morskimi klimatami. Nie odmówiłem sobie pobrzdękolenia na mandolince w kawałku "Marche" no i namówiłem Elę by z Passatami (a właściwie z Anią, od której wszystko się zaczęło) wreszcie zaśpiewać (a nie tylko grać) utwór "Rozterki żeglarza". Powiem tak: było super i jakoś poszło. Passatom też, o wiele lepiej jak już sobie z Elą poszliśmy.

 

Jak się na koniec okazało to był ostatni występ "Fishy", która ogłosiła, że oto od

nowego roku jej nową ojczyzną będzie... a niech to! No to dziołchy Passat szuka wokalistki - casting rusza.

 

 

Po "babskim punkcie widzenia muzyki morza" na naszej latarniano-sąsiadowej scenie zjawili się szantymeni. Tak jak można się było spodziewać chłopy z Banana Boat dali z siebie wsjo (już zapraszam 20.01.2007 do Latarni na ich koncert),  odśpiewując kilkanaście songów, w tym nową, naszą ulubioną szantę

"Chodzi, chodzi  mi po głowie". Było i po angielsku i po polsku, klasycznie i mniej - słowem po bananowemu. Zabawa sięgnęła zenitu a rozentuzjazmowani, rozśpiewani i roztańczeni goście długo bili brawo. Chapo ba! Panowie! (czy jakoś tak).

 

 

A na finał oficjałków wyszedł Grzegorz "GooRoo" Tyszkiewicz i ja odjechałem. Większość gości też,

bo śpiewali razem z nim a "Northwest Passage" ciary mi takie poszły. Ten głos, ta charyzma, ten klimat. GooRoo to było niesamowite. Lepszego finału naszego jubileuszu nie mogliśmy sobie wyobrazić!!! Wdzięczność czuję...

 

Ale to oczywiście nie był koniec występów. Najpierw Maciek Jędrzejko solo z gitarą. Maćka spotkałem pierwyj raz dawno temu w górach, na chatce studenckiej Pietraszonka (Beskid Śląski). Prześpiewaliśmy przy gitarze i kominku nockę

a następnego dnia kaźdy poszedł w swoją stronę. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że za parę lat będziemy razem robić  Szantymaniaka i śpiewać szanty... ech życie.

Tego wieczoru znowu poczułem się jak wtedy - jak przy kominku w jadalnej. Uwielbiam turystyczno-autorskie nuty. Nic więc dziwnego, że nie zdzierżyłem i dołączyłem do niego z mandoliną. Wkrótce było już nas na scenie paru i poszło wspólne śpiewanie.

 

Muzycznie imprezę - jak podczas latarnianych

"all hands" - już przy stoliku, z gitarą zamykali Paluch (Wojtek Paluszkiewicz - PiŁ) i Yopek (Mirek Kiełpin - Passat) na zmianę z naszymi górnikami - czyli Tomkiem i Staszkiem. Panowie uwielbiam te Wasze klimaty - zatem byle do "all hands".

 

Wielkie dzięki Wam wszystkim za przybycie, za prezenty, dobre słowo, oklaski i tą muzykę wspaniałą.

 

Dzięki tym, bez których to by się nie udało: Ewie z Latarni, Kasi i Bachledzie za barem, Dominice i reszcie Sąsiadom, ich RODZINOM, które się ostro zaangażowały.

Marcie Kusińskiej za zdjęcia, Adamowi Romańskiemu z Beltaine za nagłośnienie całości.

 

Nieobiektywnie stwierdzam, że było wspaniale.

 

KAMiL

najmłodszy Sąsiad :p

 

 

PS.

Więcej zdjęć z imprezy znajdziecie tu:

http://latarnia.gliwice.pl/forum/album_cat.php?cat_id=79

no i...

 

Lepszego Nowego Roku życzę!

 

 

Informację wprowadził(a): Kamil "KAMiL" Piotrowski - godz. 10:17, 9 styczeń 2007, wyświetlono: 1287 razy

Bongos

wysłano: 10:30,9 styczeń 2007

Kamilku małe sprostowanie :) "Dzisiaj zagra ku uciesze gawiedzi zajebsty zespół ... jaki ? .... SĄSIEDZI !!! Codzi chodzi mi po głowie by Sąsiadów wypić zdrowie Chodzi chodzi drepcze żwawo jak 20 pod Warszawą" :) tak było ... a co ...
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 10:49,9 styczeń 2007

to ja też dorzucę małe sprostowanko "... jak w 20-tym pod Warszawą" wzięło się to od słynnego "cudu nad Wisłą" z 1920 roku kiedy to po przegnaniu Bolszewików była WIELKA okazja do opijania zdrowia wszelakiego żywego istnienia :)))) "prawie jak w Latarni" :p
Odpowiedz na ten komentarz
bongos

wysłano: 15:47,9 styczeń 2007

KAMiL napisał: jak w 20-tym pod Warszawą" Racja kamilu ale jak już popijesz to zdrowie to "dwudziesty pod Warszawą" zdecydowanie lepiej wydeklamować niż " w dwudziestym pod Warszawą" - stąd ta różnica :) Jak częściej z nami pośpiewasz to też zmienisz wersje :) Co do merytoryki oczywiście masz rację :)
Odpowiedz na ten komentarz
Anik

wysłano: 19:57,9 styczeń 2007

Trochę przesadziłeś Kamilu pisząc, że byłyśmy 3 godziny przed koncertem!! W Latarni zameldowałyśmy się ok. 19. Oprócz tego pora naszego przybycia jest w pełni usprawiedliwona: do Gliwic miałyśmy autobus o 17.24 lub później dopiero o 20.35. W tej sytuacji to logiczne,że lepiej być wcześniej niż się spóźnić. Dodatkowo wspomnę, że na urodziny solenizantów nie należy się spóźniać!! Pozdrawiam
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 23:43,9 styczeń 2007

Anik napisał: Trochę przesadziłeś Kamilu pisząc, że byłyśmy 3 godziny przed koncertem!! Hmmm, proszę czytać uważnie - uderz w stół a nożyce... itd. :p Napisałem: "pierwsi goście..." ... jeśli o mnie chodzi, to przybyłyście za późno, tyle roboty było :))), żeby mi to było po raz przedostatni! Również pozdrawiam :D
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 0:32,10 styczeń 2007

W ogóle ekipa świetnie śpiewa - chyba ostatni co tak a cappella potrafią Jednak ostatnią płytą jestem trochę zawiedziony :( za dużo na niej elektroniki za mało Segarsów Pozdrawiam ekipę
Odpowiedz na ten komentarz
Leszek

wysłano: 9:20,10 styczeń 2007

he,he...
Odpowiedz na ten komentarz
stwosz

wysłano: 9:22,10 styczeń 2007

Kamil dla Ciebie wszystko! Przybędziemy z odsieczą o każdej porze. Następnym razem wystarczy tylko jedno słowo i jesteśmy choćby z rana. :*
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 10:33,10 styczeń 2007

Mamy już do sprzedaży koszulki. Granatowe, damskie i męskie - zainteresowanych kupnem proszę o kontakt gazeta@szantymaniak.pl pozdro
Odpowiedz na ten komentarz
Pola

wysłano: 17:17,10 styczeń 2007

Witam Kochani! Nawet nie wiecie jak bardzo żałuję że nie mogłam być z Wami ale niestety- siła wyższa :((( późnym wieczorem siedziałam nad zimnym piffkiem w grodzie Kraka i szlag mnie trafiał że Wy tam a ja tu:P WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE KOCHANI po Sąsiedzku życzy Passatowa Pola :D pzdr ciepło mimo pogody ;) Pola
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI