Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

"Basem do mnie mów..." - czyli sceniczny afrodyzjak cz. II

Wywiady

Oczarowują, wmurowują w ziemię, sprawiają, że po plecach przechodzi dreszczyk. Coś rzeczywiście tkwi w tych basach.

Kiedy Pola "przesłuchiwała" Krzysia Delikata, ja postanowiłam porozmawiać z kimś innym.
Marcin Murat, zwany po prostu Marcinkiem, bas i beatbox zespołu

Oczarowują, wmurowują w ziemię, sprawiają, że po plecach przechodzi dreszczyk. Coś rzeczywiście tkwi w tych basach.

Kiedy Pola "przesłuchiwała" Krzysia Delikata, ja postanowiłam porozmawiać z kimś innym.
...

Oczarowują, wmurowują w ziemię, sprawiają, że po plecach przechodzi dreszczyk. Coś rzeczywiście tkwi w tych basach.

Kiedy Pola "przesłuchiwała" Krzysia Delikata, ja postanowiłam porozmawiać z kimś innym.
Marcin Murat, zwany po prostu Marcinkiem, bas i beatbox zespołu Tonam&Synowie, zgodził się odpowiedzieć na parę mniej lub bardziej osobistych pytań.


Jolanta "Skrzypaczka" Gacka: Jak to jest: wzbudzać pożądanie u wielkiej rzeszy kobiet... równocześnie?

Marcin "Marcinek" Murat: Nie wiem jak to jest... Ja chyba tego nie robię...  W każdym razie nie specjalnie... Ze wzbudzania najlepiej wychodzi mi interferencja falowa, a jeśli idzie o entuzjastyczne reakcje żeńskiej części publiczności, to stwierdzam, że powodują u mnie sprzężenie zwrotne, tj. najsilniejszy z występujących na scenie dreszczyków... To bardzo miłe uczucie, ale ono dotyka mnie. Co się dzieje po drugiej stronie sceny, tego nie wiem. Jeśli ktoś może mi to wyjaśnić, będę bardzo wdzięczny.

JG: Muszę Ci powiedzieć, że ten "dreszczyk" działa obustronnie. Z tym że w przypadku słuchaczek jest to chyba bardziej związane z nieosiągalną dla nich, bardzo małą częstotliwością dźwięku wydawanego przez basistę - czyli w tym przypadku Ciebie. Jak to jest "wygrywać" swoim głosem tak niskie dźwięki?

MM: Fajnie... Miło... Gdy mam do czynienia z dobrze nagłośnionym koncertem, gdzie odsłuchy nie grają jedynie "słuchawki telefonicznej" a stojące z przodu sceny głośniki niskotonowe (subwoofery) posiadają odpowiednią moc i wiernie odzwierciedlają to, co na strunach głosowych powstaje, mam wrażenie, jakby wszystko wokół wibrowało. Dla ciała to taki masaż bez dotyku. To bardzo przyjemne.

JG: Doświadczasz zainteresowania ze strony fanek?

MM: Jeśli zainteresowanie można mierzyć ilością miłych słów i wspólnych zdjęć po koncercie to owszem jest tego sporo... Chociaż kiedyś pewna młoda niewiasta podstępnie dokonała zabiegu obcięcia kosmyka włosów na mojej głowie i nie wyjaśniwszy celu tegoż, w niewyjaśnionych okolicznościach oddaliła się z miejsca zdarzenia... A poza tym nie dzieje się nic niezwykłego...

JG: A czy zdarzyło Ci się kiedyś wykorzystać swój głos do "niecnych" celów? Bo co innego zdjęcia i miłe słowa, a co innego prawdziwe emocje i uczucia. Czy czasami uwodzisz basem?


MM: Nigdy tego nie praktykowałem. Na scenie robię to, co do mnie należy i z czego mam satysfakcję... Poza sceną nikogo basem nie uwodzę, ponieważ mówię "normalnym" głosem. Czasem tylko zamruczę komuś do ucha, ale w pokojowych zamiarach.

JG: Mówisz "w pokojowych zamiarach" - czy to znaczy, że bas może być czasem niebezpieczny?

MM: Bywa bardzo niebezpieczny... Czasem wręcz szkodliwy... Ale proszę się nie martwić. Z mojej strony nic nikomu nie grozi.

JG: Bas to nie jedyny Twój atut. Potrafisz też wydawać z siebie różne dziwne, wręcz kosmiczne dźwięki. Opowiedz proszę coś o beat-boxie. Jak przeżywasz swój występ zamieniając się w żywą perkusję?

MM: To zależy jakie jest tempo... Gdy jest wolne jestem łagodny, gdy jest szybkie jestem ostry a każdy nowy dźwięk to inne doznania... Lubię improwizować... Zaskakiwać... Nie ma dwóch takich samych koncertów... Każdy przeżywam inaczej...

JG: Wykonujesz szanty, ale nie tylko. Avocado - zespół muzyki popularnej, w którym śpiewasz - to taka druga ścieżka, którą podążasz. Która z tych dróg jest Ci bliższa?

MM:
Obie są równie bliskie i obie przynoszą mi dużo radości. Różnią sie jedynie rodzajem doznań. Powiedzmy, że w Avocado mogę sobie na co innego pozwolić. A ja lubię próbować różnych rzeczy, eksperymentować. Jest też trochę inna publiczność... Ale to szanty jako pierwsze zawładnęły moim umysłem. Są też inne ścieżki... Może kiedyś opowiem Ci jakie.

JG: Z utęsknieniem będę czekać na tę opowieść. Czy jest coś jeszcze, co chciałbyś powiedzieć czytelnikom Szantymaniaka?

MM: Pozdrawiam serdecznie czytelników Szantymaniaka i przesyłam wszystkim moc pozytywnych wibracji, a żeńskiej części przesyłam gorące całuski.

PS: ...i oczywiście serdecznie zapraszam na niezwykłe koncerty zespołu Tonam&Synowie. Przyjdźcie i usłyszcie na uszy własne, co też to takiego ten bas... i jak daję sobie radę wśród nieziemskiej "tonamowej" załogi... hihi...
Do zobaczenia i usłyszenia.



Fot. Magdalena Romańska, Jolanta "Skrzypaczka" Gacka 

Informację wprowadził(a): Jolanta "Skrzypaczka" Gacka - godz. 23:18, 24 lipiec 2008, wyświetlono: 1720 razy

yenjco

wysłano: 15:17,25 lipiec 2008

Marcinek i lowju :-) Ty mój nieziemski basie :-) Bardzo sympatyczny wywiad - gratuluje Skrzypaczko. hehe :-))) Sssciskam yen
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI