Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

"...bo burza na nas wali..."

Relacje

W radio ostrzegali przed gwałtownymi burzami i wiatrem dochodzącym do 65 kilometrów na godzinę. Świadomi zagrożenia organizatorzy Dni Margonina usytuowali koło sceny wóz strażacki, a strażaków i ochroniarzy postawili w pełnej gotowości. Okazało się, że nie na ...

W radio ostrzegali przed gwałtownymi burzami i wiatrem dochodzącym do 65 kilometrów na godzinę. Świadomi zagrożenia organizatorzy Dni Margonina usytuowali koło sceny wóz strażacki, a strażaków i ochroniarzy postawili w pełnej gotowości. Okazało się, że nie na marne.


Cudowna, słoneczna pogoda przyciągała nad margonińskie jezioro okolicznych mieszkańców. Dzień wcześniej bawił ich zespół Feel, w sobotę nadszedł czas na szanty. Dwuczęściowy sobotni piknik rozpoczął konkurs. Pięć zespołów - pięć czterdziestominutowych recitali.
Bardzo ciekawy pomysł organizatorów - ponad trzy godziny imprezy wypełnione muzyką konkursowiczów.
Godziny, dające możliwość sprawdzenia, czy każdy z tych zespołów potrafi poprowadzić własny koncert; czy zna i gra tyle "kawałków", aby funkcjonować na rynku muzycznym, szantowym, a nie tylko w świecie konkursów; czy potrafi zaciekawić publikę konferansjerką, zainteresować swoją obecnością.

ZKM, Może i My, Happy Crew, Znienacka Project, Własny Port. Każdy zespół inny, każdy wyjątkowy, ale ani jeden z nich - według mnie - nie zabrzmiał dobrze. Żaden nie dotarł do mnie, nie chwycił za serce swoim występem. Może to wina akustyki, a może samych wykonawców - tego nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem (choć słyszałam głosy, że panowie akustycy nie byli przychylnie nastawieni do konkursowiczów).

Po konkursie poczułam pewien niedosyt, bo wiem, że każdy z tych zespołów potrafił zagrać lepiej, pewniej. Przypuszczam, że to nadchodzący właśnie front atmosferyczny sprawił, że prawdziwa energia zespołów została przyćmiona. Bo choć nadal świeciło słońce, wciąż było ciepło - nadciągało piekło.


Aby z parkingu dojść do sceny, na której odbywały się recitale konkursowiczów, trzeba było przejść przez rząd straganów ze słodyczami, budek z hamburgerami i piwem. Niestety tam właśnie zatrzymywało się dziewięćdziesiąt procent piknikowych gości. Wszechobecne disco-polo wypełniało moje uszy, zagłuszając tym samym resztki dźwięków dochodzących ze sceny. Koło jednej z budek (człowiek nie roślinka - jeść coś przecież musi) dotarł do mnie ciekawy dialog:


"- Ty... coś tam na plaży się dzieje?
- Wiesz co, nie wiem. Jakąś scenę tam stawiali, coś miało grać, jakieś szanty.
- I grają?
- Nie wiem, nie byłam. Ale nic nie słychać, to chyba nie grają."


Szkoda, że ludzie nie zainteresowali się tym, co działo się na plaży. Mogliby przecież poznać coś nowego, poszerzyć horyzonty, pobawić się troszkę inaczej.

Tymczasem nad Margonin nadciągnęły czarne chmury i zaczął padać deszcz. Z początku delikatnie, później coraz mocniej. Pod sceną dało się dojrzeć kilkadziesiąt osób pochowanych pod parasolami. Reszta - schowana w okolicach wejścia i budek z jedzeniem. A na scenie - Stonehenge. I tutaj znowu gdzieś zanikł im ten "power". Panowie dawali z siebie wszystko i... nie brzmiało to mocno. Akustycy starali się jak mogli. Słychać było, że dużo kręcili tym tysiącem pokręteł zainstalowanym na konsolecie. Deszcz padał coraz mocniej i...

...i nagle zgasło światło na scenie. Stonehenge przestało grać. Z głośników popłynęło ogłoszenie Wojciecha "Muzyka" Harmansy, o tym, że koncert zostaje przerwany do czasu, kiedy skończy się błyskać. Kilka sekund później przyszedł szkwał. Uniósł scenę razem z Muzykiem kilka centymetrów nad ziemię. Poniósł też wodę z margonińskiego jeziora wprost na namiot akustyka i stół jury - gdzie znajdowała się moja skromna osóbka wraz z muzykami, którzy mieli występować po Stonehenge. Choć wiatr łamał stelaż namiotu, wszyscy staraliśmy się utrzymać go na ziemi - a nie było to łatwe zadanie. Wraz z Anią Górecką usiłowałyśmy parasolami chronić sprzęt, siebie oraz resztę namiotowych współtowarzyszy przed latającymi falami wody nacierającymi od strony jeziora.
W takiej sytuacji stres udziela się wszystkim, dlatego też wspólnie odśpiewaliśmy kolędę "Bracia patrzcie jeno" (sic!), po czym, gdy wiatr trochę zelżał, pobiegłam otworzyć samochód zmokniętej młodzieży z Happy Crew.

Kiedy grzaliśmy się bezpiecznie w samochodach, zadzwonili organizatorzy. "Na scenę!" - rzuciła któraś z załogowych dziewczyn. Dziwnie, a wręcz komicznie musiało to wyglądać, kiedy wszyscy uczestnicy pikniku albo uciekali do domów, albo nadal chowali się pod "piwnymi" parasolami, a bytomska jedenastka dumnie drałowała w stronę sceny. Na miejscu byli już wszyscy - Znienacka Project, ZKM, Może i My, Własny Port, Orkiestra Samanta, Perły i Łotry i Stonehenge. W oczekiwaniu na werdykt wyśpiewaliśmy "Szantymena", "Maringo", "W górę raz! Hej, ciągnąć tam!" i pewnie jeszcze coś, czego nie pamiętam (ach, ten natłok myśli, zdarzeń, emocji). Śpiewaliśmy tak, jak każdy umiał. Tak prawdziwie. Bez tych wszystkich udogodnień technicznych, nagłośnienia, instrumentów. Wszyscy mokrzy, wszyscy zmarznięci, wszyscy połączeni jednym, szantowym duchem.

Dzięki strażakom, którzy zwijali nagłośnienie, oświetlenie i elementy sceny dostaliśmy troszkę światła, aby szanowne jury mogło przedstawić werdykt. Piąte miejsce: ZKM. Czwarte miejsce: Własny Port. Trzecie miejsce i brązowa burta: Happy Crew. Drugie miejsce i srebrna burta: Może i My. Pierwsze miejsce, złota burta, 3 tysiące złotych i nominacja na przegląd konkursowy Shanties 2009: Znienacka Project.

Po werdykcie można było iść do domu. To znaczy - rozjechać się do hoteli. Szybko przebrałam się, wysuszyłam i wsiadłam ponownie do samochodu, żeby udać się do przepełnionego muzyką Hotelu Sypniewo. Tam przed grupą margonińskich oficjeli występowały Perły i Łotry. Wydarzenia sprzed kilku godzin pozostawiły po sobie delikatny ślad w postaci bosych stóp Adama i Muzyka. Panowie śpiewali na luzie, brzmieli świetnie, perliście, a Doktor swoją konferansjerką znów doprowadził mnie do łez.

Zaraz po nich na scenę weszło Znienacka, później Stonehenge, a na końcu Orkiestra Samanta. Tym ostatnim udało się tak rozruszać publikę, że zza ściany (wybaczcie - zajadałam wtedy kiełbaskę z grilla w ogrodzie) słyszałam i śpiewy i tańce - co przy takiej oficjalnej publice nie często się zdarza.

Przy okazji pozwolę sobie na odrobinę prywaty i podziękuję swojej prywatnej korespondentce z łódzkiego Kubryku - Poli - za relację na bieżąco, a Brasom za odśpiewanie w środku nocy "Emma Emma" do słuchawki telefonicznej.

Całość imprezy zakończyła się późno w nocy, kiedy deszcz przestał już padać, a na niebie pojawił się srebrny księżyc. Podobno po przejściu ulewy na margonińskiej plaży pojawiło się dużo ludzi - tylko niestety już nic tam nie zastali. Koncert nie mógł być już tam kontynuowany - woda zalała sprzęt, wichura uszkodziła konstrukcje. Cóż - walka człowieka z żywiołem nigdy nie jest pojedynkiem z równym sobie przeciwnikiem. Na szczęście nad wszystkim czuwali strażacy i ochrona. Ludzie, którzy stanęli na wysokości zadania i dali z siebie wszystko, za co im chwała i dozgonna wdzięczność - myślę, że nie tylko z mojej strony.

Przejechałam prawie pięćset kilometrów, żeby dostać się do Margonina. Jechałam w słońcu, wracałam w ulewie. Przy okazji straciłam jeszcze fragment układu wydechowego. Ale czy żałuję? Wcale. Tego festiwalu nie zapomnę do końca swoich dni. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znowu będę miała szansę odwiedzić Margonin.
Tylko błagam - byle bez burzy.

Informację wprowadził(a): Jolanta "Skrzypaczka" Gacka - godz. 20:2, 19 maj 2008, wyświetlono: 816 razy

madar

wysłano: 21:36,19 maj 2008

Skrzypaczko mila - przede wszystkim slicznie dziekuje za przywolanie usmiechu - na wspomnienie minionego, cudownego weekendu :) Ale...zespol Znienacka project nie dostal nominacji na Festiwal Shanties 2009 - bo takiej nominacji po prostu nigdy sie nie przyznaje, jeno na Przeglad Konkursowy Festiwalu Shanties, ktory odbedzie sie - wzorem lat ubieglych - w styczniu, czyli na miesiac przed Festiwalem. No :)Poza tym serdecznosci wszelakie i...do zobaczenia w Bytomiu :)
Odpowiedz na ten komentarz
Magda ^

wysłano: 21:37,19 maj 2008

Relacja super, wszystko opisane zupełnie tak jak było :P. Masz rację Jolu. Gdyby nie ta piekielna burza...!
Odpowiedz na ten komentarz
SKRZYPACZKA

wysłano: 22:38,19 maj 2008

Aga - dzięki za uwagę. W tekście zmieniono. Fajnie było, co nie? Do zobaczenia w Bytomiu ;-)
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 10:11,20 maj 2008

- Magdo, Jolu - to nas wzmocni - jak mawiają starzy drwale. Najważniejsze, że nic nikomu się nie stało a wrażeń mogą Wam pozazdrościć wszyscy :)))). Gratuluję zwycięzcom i przede wszystkim Tobie Jolu, bo z relacji na relację wygląda to coraz bardziej profi :) Tak trzymać. Pozdrawiam.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI