Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

"Nie jesteśmy z Wysp Dziewiczych" - czyli jak to z "Anty-Szantami" było

Relacje

Wrzesień rozgościł się na dobre, za nami powoli ostatnie plenerowe imprezy szantowe (jak choćby fantastyczne PPP i niezapomniane Euroszanty!). Jesień idzie, nie ma na to rady! Nic dziwnego, że wspomnieniami wciąż wraca się do lata i upalnych dni wakacji...

Tego wieczoru

...

Wrzesień rozgościł się na dobre, za nami powoli ostatnie plenerowe imprezy szantowe (jak choćby fantastyczne PPP i niezapomniane Euroszanty!). Jesień idzie, nie ma na to rady! Nic dziwnego, że wspomnieniami wciąż wraca się do lata i upalnych dni wakacji...

Tego wieczoru zapraszamy państwa na piosenki morskie i portowe, które szantami nie są. Mało tego, usłyszymy je głównie w wykonaniu kobiet, i to kobiet uprawiających najstarszy zawód świata. Proszę jednak nie brać tego dosłownie, gdyż nasze panie oczywiście uprawiają inny bardzo stary zawód - zawód aktorki, i tylko na okoliczność tego spektaklu pozwolą nam spojrzeć na morze oczami portowych dziwek. Nie zabraknie też marynarzy: skorzystamy tu z wielkich umiejętności w dziedzinie "przetwarzania się" jakie posiada Kameleon Septet. Ahoj!

 

Zaintrygowana słowami Jerzego Satanowskiego, autora scenariusza i reżysera spektaklu muzycznego "ANTY-SZANTY", będąc akurat na wakacjach w Trójmieście, w środę 13 sierpnia wybrałam się w gronie przyjaciół do sopockiego Teatru Atelier im. Agnieszki Osieckiej na pierwszy, jeszcze przedpremierowy pokaz. Mam nadzieję, że dwie zamieszczone poniżej, ukradkiem i pośpiesznie wykonane fotki choć w małym stopniu oddadzą wygląd sceny, oczekującej na wykonawców równie niecierpliwie, co my.

 

Siadamy jak VIP-y w pierwszym rzędzie...

 

... światła na widowni gasną, a na deskach "pokładu" stopniowo pojawiają się postacie marynarzy. Malownicza to zbieranina z różnych stron

świata. Jeden ma "Odessa" wytatuowane na ramieniu cyrylicą, drugi mocno piersiastą syrenę, ten uwodzi filuternym uśmiechem, a tamtemu lepiej w drogę nie wchodź! Siedmiu chłopa, którym nieobca ciężka praca na statku... ale przede wszystkim instrumenty muzyczne, oto bowiem mamy do czynienia z członkami związanej z Teatrem Atelier grupy KAMELEON SEPTET w składzie: H. F. Tabęcki, Mariusz Jeka, Bartłomiej Kraus, Piotr Maślanka, Radosław Kiszewski, Paweł
Stankiewicz i Sebastian Wypych
.

 

Kilka dni wcześniej słyszałam ich wysmakowany, miejscami wręcz brawurowy akompaniament dla uczestników konkursu "Pamiętajmy o Osieckiej", dlatego już wiem, że oprawa muzyczna wieczoru będzie stała na najwyższym poziomie. A jednak zaskakują mnie... zaczynają śpiewać! O tym jak to dłuży się rejs i jak bardzo już chcą do portu. Zacięciem kabaretowym, jakie przy tym pokazują, już na samym początku spektaklu dają do zrozumienia, że nie zamierzają być tutaj jedynie tłem.

Ale oto kończy się pierwsza piosenka. Statek wpływa do upragnionego portu.

 

Scena to teraz tawerna...

 

... którą obejmują we władanie główne bohaterki, gotowe do spełniania wszelkich zachcianek spragnionych kobiecego towarzystwa wilków morskich. Na nas zawsze możesz liczyć, nie jesteśmy z Wysp Dziewiczych - śpiewają, prezentując swe wdzięki, młode i utalentowane aktorki, na których słuchacz może również z przyjemnością "zawiesić oko": Anna Sroka (zdobywczyni III nagrody w VI edycji konkursu "Pamiętajmy o Osieckiej"), Natalia Sikora (studentka warszawskiej Akademii Teatralnej, laureatka wielu prestiżowych wyróżnień na konkursach i przeglądach wokalnych), Magda Piotrowska (absolwentka PWST we Wrocławiu) oraz charyzmatyczna aktorka i piosenkarka Justyna Szafran. Każda z nich uwodzi innego rodzaju zmysłowością, inaczej wyróżnia się strojem i barwą - tak włosów, jak i głosu. I każda ma inną historię, którą chce się z nami śpiewająco podzielić.

Jest i piąta przedstawicielka najstarszego zawodu świata, tajemnicza Madame Tucholsky, która pojawiając się na scenie w wielkim przeboju "Ja jestem tylko po to, aby kochać mnie" przywodzi na myśl inny, rodzimy szlagier "Seksapil", który przed laty wykonywał Eugeniusz Bodo w damskim przebraniu. Skojarzenie nieprzypadkowe, jako że Madame Tucholsky to tak naprawdę Paweł Tucholski, aktor Teatru Dramatycznego w Warszawie. W kreowaniu swej postaci nie jest jednak aż tak wiarygodny i sugestywny jak pozostałe panie, nawet przebój Marleny Dietrich wydaje się być tylko tłem dla jego "wielkiego wejścia", słabo jakoś wiążąc się z resztą tworzących spektakl utworów. Dużo lepiej wypada w przejmującej pieśni "Jeszcze się tam żagiel bieli" (spółki Korcz-Młynarski z repertuaru Alicji Majewskiej), wspomagany przez koleżanki, w której jego powaga w połączeniu z niepoważnym przebraniem nadaje temu na wskroś kobiecemu i refleksyjnemu tekstowi zupełnie nowy, kabaretowy wydźwięk.

 

Ale kto myślał, że będzie tylko erotycznie i zabawnie, ten się rozczarował.

 

Zdecydowana większość tych męsko-damskich historii rodem z niejednej portowej tawerny to raczej niewesołe opowieści o samotności, o pustce, o trudach oczekiwania, o poszukiwaniu miłości i rozczarowaniach, jakie przynosi. To elektryzująca Justyna Szafran w bluesie "Chuda Ruda", za chwilę śpiewająca do kieliszka, że jest łatwiej, gdy się śpiewa i gra (skromna, acz robiąca ogromne wrażenie aranżacja na kontrabas). To liryczna, a zarazem pełna dramatyzmu Natalia Sikora w przepięknej (gitara klasyczna - miód!) sambie o Odyseuszu, który - jak odkrywa Penelopa, czytając jego pamiętniki - wrócił do swej małżonki "bez szkody dla mitu", ale za to ze szkodą dla siebie.

Wspomniany utwór to dla mnie osobiście jedna z najjaśniejszych perełek tego spektaklu (wysłuchałam go niemal w bezruchu i bezdechu, za to z dreszczem i łzą w oku), podobnie jak porywająca pieśń "Gdzie to siódme morze" (muz. K. Gaertner, sł. J. Kleyny). Moją szczególną uwagę zwrócił też utwór pt. "Jenny Piratka czyli marzenia pomywaczki" (muz. K. Weill, sł. B. Brecht, tłum. R. Kołakowski) wykonywany przez Natalię Sikorę. Miłym zaskoczeniem i ciekawostką było dla mnie usłyszenie oryginału, do którego tak zgrabnie nawiązał Robert Kolebuk z wrocławskiego zespołu Pod Masztem w piosence pt. "Chuda Julka, czyli zemsta pomywaczki".

Gdyby nie lekkie i zabawne opowiastki śpiewno-kabaretowe (którym towarzyszyła brawurowa choreografia!) w wykonaniu muzyków-marynarzy, można by wyjść z "ANTY-SZANT" w niewesołym nastroju.

 

Na szczęście wyważenie refleksji i zabawy świetnie się J. Satanowskiemu udało.

 

O ile panie nierzadko powodowały łzy wzruszenia, panowie z KAMELEON SEPTET każdym swym numerem rozbawiali do łez. A to pieśnią o syrenie, która, trudno, niech sobie już będzie połową ryby, ale niech się chociaż ta połowa rozłoży na ćwierć z dołu i ćwierć z góry... A to śpiewającą bajką (z zaskakującą pointą!) o "Kapturku 2002", przystojnym młodzieńcu złapanym przez wracającego z rejsu kapitana na baraszkowaniu z jego żoną... Czy wreszcie powalającym "Tupotem białych mew" (do tekstu Wojciecha Młynarskiego, na melodię Sinatrowego "Strangers in the Night"), wielce udatnie obrazującym poranne skutki nocnych libacji...

 

Spektakl zwieńczył odśpiewany wspólnie "Port Amsterdam"...

 

... (wielki przebój Jacquesa Brela w słynnym tłumaczeniu W. Młynarskiego), po którym nastąpił jeszcze przewidziany w programie bis - "Żeglujże żeglarzu" - wykonany przez wszystkich uczestników spektaklu. Naliczyłam 13 głosów, nie licząc głosów publiczności, która porwana brawurową, niezwykle dynamiczną aranżacją tego utworu, nie szczędziła gardeł i oklasków, nic dziwnego, że wyklaskała sobie ponowne odśpiewanie tej pieśni. Piękny to akcent na koniec, ten wspólny hymn ku czci Morza, które mimo bycia przyczyną wielu nieszczęść, oddaleń i odwiecznych tęsknot, potrafi też łączyć ludzi we wspólnej pasji.

Szukając w Internecie informacji o spektaklu, natknęłam się na taką oto opinię widza: Bezbłędny musicalek, ślicznie śpiewające panie o pięknych głosach... i nie tylko, ciekawie muzykujący artyści nie potrzebujący charakteryzacji aby upodobnić się do marynarza, wyciskają łzy radości, dreszczyki grzbietowe i ze 2 razy zadumę. Właściwie nic ująć, nic dodać :-) Może tylko to, że wspomniana "zaduma" i refleksja, tak umiejętnie skryta pod pozornie błahą i ucieszną atmosferą portowych opowiastek, potrafi ni stąd ni zowąd dopaść człowieka długo po wyjściu z teatru.

 

Pozostaje jeszcze kwestia kontrowersyjnego tytułu.

 

Kolejny raz oddajmy głos sprawcy całego tego portowego zamieszania, Jerzemu Satanowskiemu: Nie przepadam za tradycyjnymi szantami, których formuła zakłada, że są to utwory lekkie, łatwe i przyjemne. Piosenki, które wykorzystałem w "Anty Szantach", zawierają elementy charakterystyczne dla żeglarskich historii o wodzie, przygodach i prostytutkach, jednak trudno je śpiewać w knajpie przy kuflu piwa. To takie trochę szanty na opak.

Cóż, wydaje się, że Jerzy Satanowski raczej nie jest znawcą szant i pewnie nie słyszał o różnorodności gatunków piosenki żeglarskiej obecnej na naszej scenie, ani o takich autorach jak choćby jego imiennik J. Porębski... To, że sięgnął do sprawdzonych mistrzów pióra z nurtu piosenki literackiej (m. in. K. Wail, B. Brecht, A. Osiecka, A. L. Weber, J. Brel, S. Staszewski, W. Młynarski, J. Kaczmarski. A. Waligórski), nie dziwi, zważywszy na to, że stylistyka spektaklu opierała się zdecydowanie na piosence aktorskiej. A jednak nie przestaje mnie nurtować pytanie: co by było, gdyby reżyser wziął na warsztat piosenki z naszego "szantowego podwórka"? Podejrzewam, że efekt mógłby być jeszcze ciekawszy, a na widowni zasiadłoby na pewno dużo więcej szantymaniaków...

 

 

Zdjęcia sceny: JUSTYNA PALUCH

 

Informację wprowadził(a): Ela "Kwiatuch" Kołodziejczyk - godz. 20:23, 18 wrzesień 2008, wyświetlono: 734 razy

KAMiL

wysłano: 22:24,18 wrzesień 2008

Satanowskiego i Szantymaniaki mu wyślę :D
Odpowiedz na ten komentarz
Ela "Kwiatuch" Kołodziejczyk (Betty Blue

wysłano: 23:17,21 wrzesień 2008

Podejrzewam, że J. S. niejedną inspirację mógłby z tego bogatego źródła zaczerpnąć :) Buziaki, Panie Redaktorze!
Odpowiedz na ten komentarz
Paweł 'Synchro' Jędrzejko

wysłano: 0:57,23 wrzesień 2008

Ela, piszesz rewelacyjnie. REWELACYJNIE. Buziaki, Paweł
Odpowiedz na ten komentarz
Ela "Kwiatuch" Kołodziejczyk (Betty Blue

wysłano: 18:49,25 wrzesień 2008

TAKIE słowa z TAKICH ust to najlepsza mobilizacja do kolejnych pisanin. Gdybyż jeszcze czasu ciut więcej... Błękitnie przytulam, Elucha K.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI