Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

"Przede wszystkim... NIE KOŃCZĘ KARIERY!!!" - wywiad z Piotrem Kostką-Godeckim

Wywiady

Connor: 20 lat na scenie, prawie trzy pokolenia szantymaniaków. Jak się czujesz wiedząc, że to Ty obudziłeś w nich ducha szant, że tak wielu, jak chociażby ja, zaczynało właśnie od ciebie?

Piotr Kostka-Godecki: Trochę krępujące i osobiste ...

Connor: 20 lat na scenie, prawie trzy pokolenia szantymaniaków. Jak się czujesz wiedząc, że to Ty obudziłeś w nich ducha szant, że tak wielu, jak chociażby ja, zaczynało właśnie od ciebie?

Piotr Kostka-Godecki: Trochę krępujące i osobiste pytanie, ale dobra :)). Tak naprawdę nie wiadomo do końca czy to byłem tylko ja [ha, ha]. Jeśli nawet nie obudziłem - ale choćby jako jeden z wielu wykonawców - przyczyniłem się do obudzenia ducha szant w kilku pokoleniach, to jest to na pewno przyjemna świadomość :)). Przynosi dużo satysfakcji, dużo radości, zadowolenia. A skoro już mam odpowiedzieć serio jak ja się z tym czuję - to odpowiem: wspaniale, lekko, mam poczucie spełnienia, czuję, że jestem potrzebny - chce się żyć:))

Connor: Przez ten czas grałeś w wielu miejscach: sławny Empik Klub, pub "Lolek", Wetlina, Tawerna 10B, Gniazdo Piratów, Kliper. Z którym z nich i dlaczego wiążesz najmilsze wspomnienia?

Piotr Kostka-Godecki: Trudne pytanie. Wszystkie miejsca, w których grałem, były i są dla mnie ważne. Każde miało inny niepowtarzalny klimat. Z każdym na swój sposób czułem się szczególnie związany. Ciężko wybrać to jedno, z którym wiązałbym jakieś szczególnie miłe wspomnienia. Takim najbardziej wyrazistym miejscem jest bez wątpienia Empik. Dzięki szefowi panowała tam ciepła, domowa atmosfera. Myślę, że zarówno ja jak i bywalcy Empiku czuliśmy się swobodnie i bezpiecznie. Prywatnie bardzo ceniłem tego człowieka. Wielokrotnie, gdy byłem w potrzebie, pomagał mi i wspierał.

Connor: W piątek 27 czerwca w Gnieździe Piratów odbędzie się Twój pożegnalny koncert. A pamiętasz może swój pierwszy oficjalny występ? Gdzie miał miejsce? Jakie miałeś po nim odczucia?

Piotr Kostka-Godecki: Pierwszy oficjalny występ?! Tak, pamiętam oczywiście - 16 września 1989 r., pub "Der Elefant". Jeśli muzyka jest pasją, trudno takie wydarzenie zapomnieć :)) Poszliśmy na piwo z moim znajomym J. Gostkowskim, założycielem Sotter Clubu przy Warszawskim Ośrodku Kultury, Elektoralna 12, a zrobił się z tego niezwykły wieczór - z poezją, szantami, z muzyką biesiadną, trwający do wczesnych godzin porannych :)). Największym zaskoczeniem tego wieczoru było dla mnie to, że na koniec dostałem od szefa pieniądze za granie:)) iii... umówił się ze mną na następny raz i tak to się zaczęło:)). Pytasz, jakie miałem w związku z tym odczucia?! Radość, spełnienie, zaskoczenie... Pojawiły się nieśmiałe myśli o połączeniu pasji z pracą zawodową. Zajebiście:))

Connor: Czy miewałeś chwile słabości? Czy zdarzało się, że chciałeś zejść ze sceny i powiedzieć sobie: dość?

Piotr Kostka-Godecki: Oczywiście, że tak. Chyba każdy je ma. Najczęściej były związane z porażkami i przemęczeniem. Nigdy nie trwały długo, ponieważ tak naprawdę nakręca mnie to co robię na scenie dla ludzi.

Connor: Swego czasu między Twoimi wielbicielami zaczęły krążyć dwie nieoficjalne płyty. Jedna to nagranie live z Empik Klubu, druga nosi roboczy tytuł "WILK". Nie boisz się, że mając już twoją płytę ludzie odpuszczą sobie kupno tej oficjalnej?

Piotr Kostka-Godecki: Nie, nie boję się, ponieważ to jest inny koncert. Materiał był nagrywany profesjonalnie na wielu śladach, masteringowany - więc jego atutem jest jakość. Jest to nieporównywalne z koncertami nagrywanymi na dyktafon czy inne nośniki.

Connor: Na początek końca wywiadu zapytam Cię o powód zakończenia kariery. Przecież masz wielbicieli. Dla wielu szanty istniały tylko w twoim wykonaniu, byłeś dla nich jak guru, który prowadzi za rękę. Teraz znikniesz, i co będzie z nimi? Przestaną śpiewać szanty?

Piotr Kostka-Godecki: Przede wszystkim... NIE KOŃCZĘ KARIERY!!! Rozstaję się tylko z miejscami, w których jest alkohol. Powodem zakończenia kariery pubowej jest moja choroba alkoholowa. Nie chcę grać w miejscach, w których jest alkohol i nakręcać się panującą w nich atmosferą alkoholową. O resztę raczej powinieneś zapytać publiczność - nie mnie. Czy byłem dla nich guru i ewentualnie co zrobią, gdy zniknę z pubów - to oni powinni odpowiedzieć. Z muzyką i graniem nie zamierzam się wcale rozstać. I tyle.

Connor: Czy chciałbyś przekazać na pożegnanie swoim fanom jakieś życiowe motto, dobrą myśl, radę?

Piotr Kostka-Godecki: Mogę przekazać, ale dlaczego na pożegnanie??? Ja się z nikim nie mam zamiaru żegnać. No chyba, że oni ze mną, ale nic mi o tym nie wiadomo :)). Nie wyjeżdżam na Kamczatkę. Moje motto na niepożegnanie :)) : Graj tak jakbyś chciał swoją muzyką zmienić świat i jakbyś muzyką mógł zatrzymać wojnę.

Connor: Dzięki Piotrze za szczery wywiad. Życzę ci wytwałości w walce z nałogiem i do zobaczenia gdzieś... kiedyś.

Piotr Kostka-Godecki: Dzięki za wywiad. Myślę, że pomogłem.

 

EDIT: formatowanie, drobne poprawki stylistyczne yenjco 00:54

Zobacz także

W naszym archiwum

Informację wprowadził(a): Marcin "Connor" Grzybowski - godz. 8:32, 28 czerwiec 2008, wyświetlono: 1418 razy

Connor

wysłano: 8:39,28 czerwiec 2008

Masz jaja bracie! Piotrze przede wszystkim gratuluję odwagi. Nie znam wielu ludzi, którzy tak szczerze potrafią powiedzieć, że mają chorobę A. Fakt, że potrafisz się do tego przyznać - czyli świadomość problemu - jest pierwszym i koniecznym krokiem do wyleczenia. Wiesz dobrze, że to długa i niełatwa droga, która ponoć nigdy się nie kończy, ale mocno wierzę, że Twoja publiczość wcale nie będzie czekała na Ciebie - tylko właśnie jeszcze chętniej będzie przychodziła na Twoje koncerty tam, gdzie nie ma alkoholu. Życzę Ci żeby Twoi fani wspierali Cię tak długo jak trzeba - aż się uporasz z problemem i będziesz mógł bez ryzyka wrócić do miejsc, w których inni raczą sie trunkami, a tobie bez żalu wystraczy mocna kawa. Mam głębokie przekonanie, że nie jest wstydem chorować - wstydem jest nie dać sobie szansy na wyleczenie. Walka z chorobą jednej osoby publicznej - daje nadzieję i siłę innym. Dokładnie tak było z Irkiem Wójcickim, który walczył i juz za 3 lata (5 lat bez nawrotu = wyleczenie) będzie można powiedzić wygrał z nowotworem złośliwym. Było to mozliwe dzięki jego własnemu samozaparciu ale i wsparciu ludzi, którzy w niego wierzyli i czują się jego przyjaciółmi. Myslę, że możesz być z siebie dumny. Mam nadzieję, że publiczne przyznanie się do tego problemu wywoła w ludziach właściwą reakcję, bo alkoholik nie potrzebuje litości ani żalu. Alkoholik potrzebuje żeby jego przyjaciele nie odwracali się od niego, nie spuszczali oczu na jego widok, po prostu zeby go nie opuszczali w potrzebie. Ważne by nikt nie proponował mu alkoholu, a najważniejsze żeby nikt nie mówił napijesz się? aaaha wiem... ty nie możesz... Piotrze spotkaliśmy się dosłownie kilka razy, a tak naprawdę może raz dłużej pogadaliśmy w warszawskim Gnieździe po jednym z Twoich koncertów, jednak pozwolę sobie na szczerość: nie lubię Twoich ultraszybkich wykonań szant, wkurza mnie, że grając covery nie zawsze mówisz czyje piosenki grasz - bo szacunek dla autorów wymaga żeby o nich mówić, szczególnie kiedy czerpie się korzyści z ich twórczości. Jednak po tym co napisałeś, jestem prawdziwie dumny z tego, że Cie poznałem. Powiem krótko i po marynarsku - masz jaja bracie! Jeśli uznasz mogę Ci pomóc - wal jak w dym. Pozwól ze zadedykuję Ci słowa Mariusza Bartosika (wyk. Perły i Łotry Shanghaju, mel. trad.) Wielkiej trzeba by wam odwagi, aby płynąć w korsarski rejs, Twardej walki nie bać się, Ni mocnych wrażeń, ni abordaży, Lecz zazdrościć będzie ten, który nie ruszy się z nami w rejs. Hardym musiałbyś być żeglarzem, by na korsarski zawitać dek, Kapitanem Liron jest, Uderza grzmotem w hiszpańską flotę, mocne ręce, twardą pięść ma kto na korsarski płynie rejs. Wiernych trzeba by nam kamratów, aby przeżyć korsarski los, Z piekła zwrotów śmiej się w głos, W walki tornadzie, w dział kanonadzie, Bo dostanie złota trzos ten, kto przeżyje korsarski los. Wielkiej trzeba by wam odwagi, aby płynąć w korsarski rejs, Twardej walki nie bać się, Ni mocnych wrażeń, ni abordaży, Lecz zazdrościć będzie ten, który nie ruszy się z nami w rejs. Connor... gratuluję wywiadu. Sssciskam i podziwiam. Maciej Jędrzejko "YenJCo" Ciekawa rozmowa:) POZDRAWIAMY GORĄCO PIOTRKA!!!:))) sunnypol [16:56, 25 czerwca 2008 r.] Puby, szanty i...alkohol Doskonała lektura. Najpierw grasz i popijasz, potem popijasz i grasz, a na koniec nie wyjdziesz na scenę bez alkoholu. Co potem? TERAPIA albo rynsztok lub do piachu. Pozdrawiam Bohatera wywiadu i życzę Mu powodzenia na drodze do trzeźwości. Grzywa. Grzywa [12:44, 25 czerwca 2008 r.]
Odpowiedz na ten komentarz
marusa

wysłano: 13:0,2 listopad 2008

ojej... to gdzie taki mały stary żuk jak ja Cię znajdzie, Piotr? ...w sklepie muzycznym? No niechby i tam.. w sumie obojętne gdzie grasz, bylebyś grał :) szacunek, marusa
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI