Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

"Szantki 2006" już za nami!

Relacje

Jedna z najstarszych muzycznych imprez Kędzierzyna-Koźla wkroczyła właśnie w wiek dojrzały. Jak na osiemnastkę było jednak dość skromnie, choć niewątpliwie radośnie i żywiołowo. Wieczór Poezji Morskiej tym razem odbył się pod podwójnym tytułem "W rejsie ku wyspom

Jedna z najstarszych muzycznych imprez Kędzierzyna-Koźla wkroczyła właśnie w wiek dojrzały. Jak na osiemnastkę było jednak dość skromnie, choć niewątpliwie radośnie i żywiołowo. Wieczór Poezji Morskiej tym razem odbył się pod podwójnym tytułem ...

Jedna z najstarszych muzycznych imprez Kędzierzyna-Koźla wkroczyła właśnie w wiek dojrzały. Jak na osiemnastkę było jednak dość skromnie, choć niewątpliwie radośnie i żywiołowo. Wieczór Poezji Morskiej tym razem odbył się pod podwójnym tytułem "W rejsie ku wyspom spokoju i łagodności""Czy toń spokojna czy huczą fale...".

Odwołana została natomiast trzecia edycja konkursu piosenki żeglarskiej, nadeszły bowiem zaledwie cztery zgłoszenia. Organizatorzy zapewniają jednak, że w przyszłych latach nie zrezygnują z tego pomysłu.

- Mam nadzieję, że z tego miksu słowa i muzyki zrodzą się jakieś dobre i wartościowe myśli, nie tylko o żeglowaniu, ale o życiu po prostu - wyraził nadzieję otwierający koncert Marek Szurawski. Z bogatej skarbnicy morskiej poezji znakomity szantymen wybrał tym razem utwory m.in. Tadeusza Kubiaka i Jerzego Lieberta. W ten poetycki nastrój idealnie wpasował się duet Jerzy Porębski i Andrzej Korycki. Ten ostatni dzień wcześniej wraz z  Dominiką Żukowską w pubie "Pod Papugami" dał znakomity koncert ballad rosyjskich, ale i żeglarskich hitów.

Sporo ożywienia wniósł natomiast zespół Klang. Debiutujący na naszej imprezie wykonawcy zaprezentowali przedwojenne pieśni morskie (m.in. "Morze, nasze morze"), ale i utwory autorskie. Członkowie zespołu byli bardzo mile zaskoczeni entuzjastyczną reakcją sali. Ich występ, choć nie był aż taką rewelacją jak ubiegłoroczny show Pereł i Łotrów, należy uznać za udany.

Zejman i Garkumpel jest w lokalnym żeglarskim światku zespołem znanym, lubianym, można by wręcz powiedzieć, że "oklepanym". W kategorii "rozrywka" nie ma on jednak wielkiej konkurencji. Cały czas zadziwiać może umiejętność stworzenia przez "Kowala" i przyjaciół prawdziwego hitu chociażby na bazie prostego zaśpiewu "łeja-hej". Smutną premierą było poświęcone zmarłemu Józefowi Kanieckiemu "Józkowe epitafium". Trudno uwierzyć, że jeszcze rok temu świetny skrzypek grał w Koźlu obok swych znajomych z "Zejmana" i nie tylko... Lekki niesmak pozostawiła tylko zapowiedź "Kowala", który twierdził, że już dawno umówił się na spotkanie z Józkiem właśnie na "Szantkach".  Daleko było wówczas do ustalenia listy wykonawców.

Potem nadszedł czas na prawdziwą żeglarską dyskotekę - bardzo nieliczni widzowie pozostali bowiem w pozycji siedzącej. Znów efektownie zabrzmiał "Ląd przebudzenia", tym razem wzbogacony wokalnie przez Klang.

Wobec braku Ryszarda Muzaja koncert pozostałej trójki Starych Dzwonów zabrzmiał tym razem nieco mniej szantowo. Wprawdzie w świetnym "Whip, Jamboree" jego partie wokalne przejął Andrzej Korycki, ale efekt raczej nie dorównał oryginalnemu. Dość dziwny był natomiast fakt, że do pięknej ballady "Pora w morze nam" nie dołączyła ze swym (pięknym) głosem obecna na widowni Dominika Żukowska, tak jak dzień wcześniej. Na scenie pojawiła się dopiero pod sam koniec. Zawiązany spontanicznie wśród publiczności fanklub Dominiki długo skandował jej imię, ale bezskutecznie. Sama sprawczyni tego zamieszania była nieco tajemnicza: - To nie ode mnie zależy - skomentowała krótko, obiecując jednak kolejne swe wizyty w naszym mieście.

- W porównaniu do lat poprzednich było mało zespółów i krótko - skomentował  stały bywalec imprezy Zbigniew Urych. - Nie mówimy jednak, że było źle. Było fajnie, wesoło, świetnie się bawiliśmy - dodała jego żona Joanna. - W przyszłych latach prosimy o Spinakery, Atlantydę i Cztery Refy. Koncert z uwagą śledził również Rafał Nosal z kozielskiego zespołu Bohema, myślący ostatnio o nowym projekcie szantowym. - Mojej kobiecie najbardziej podobał się Klang, mnie - Andrzej Korycki - powiedział.

Tradycją imprezy jest swoiste szantowe after-party po jej zakończeniu. W tym roku najbardziej wytrwali miłośnicy piosenki żeglarskiej bawili się wyjątkowo hucznie.



KOMENTARZ

Szantowe nihil novi

W 1989 roku grupa zapaleńców skupiona wokół Klubu Żeglarskiego "Nauta" postanowiła sprowadzić do Kędzierzyna-Koźla szanty. Pomysł padł na podatny grunt miasta o bogatych żeglarskich tradycjach. W ciągu kilku lat, przy zaangażowaniu Miejskiego Ośrodka Kultury, impreza osiągnęła znakomitą renomę. Nie mogąc równać się rozmachem z wielkimi festiwalami w Krakowie, Giżycku, czy Wrocławiu, nie ustępowała im poziomem. Wieczór Poezji Morskiej stał się jej znakiem firmowym, wręcz ewenementem na polskiej scenie szantowej.

To wszystko jest już tylko wspomnieniem. Osiemnastemu już Przeglądowi Piosenki Żeglarskiej i Poezji Morskiej "Szantki" daleko było do tych z najlepszych lat.

"Jak to?" - mógłby zaprotestować któryś z widzów Wieczoru Poezji Morskiej. "Przecież bawiliśmy się świetnie!". Zgadza się i co więcej, ja też bawiłem się jak zawsze świetnie. Ale cały czas pamiętam, że kiedyś tej zabawy było dwa razy tyle. Kto pamięta znakomite koncerty galowe w "Chemiku" (z najlepszym chyba w 1998 r.), ten zrozumie mój sentyment do "Szantek" sprzed kilku lat.

Nie mnie oceniać, czym spowodowany był spadek frekwencji na nich i zaprzestanie ich organizowania. Być może prawdą jest, iż dorosłym wystarczał tylko jeden koncert, a nowe pokolenia młodzieży słuchają zupełnie innej muzyki niż młodzież "starsza", wcześniej tłumnie przybywająca na szanty do "Chemika". Ale zauważyć należy również kompletny brak promocji imprezy "na zewnątrz". Po dziś dzień nie istnieje osobna strona internetowa festiwalu (w obecnych czasach nie jest to już ekstrawagancja, a standard), brakowało również informacji o nim w ogólnopolskich mediach szantowych. Fani tego gatunku potrafią przemierzać setki kilometrów, by tylko zobaczyć ulubiony zespół. Dlaczego więc nie mieliby przyjechać do nas?

Wieczór Poezji Morskiej od lat ma swoją wierną publiczność. Ale o ile stabilność wśród widowni jest pięknym osiągnięciem, to na scenie - już niekoniecznie. Co roku oglądamy bowiem na niej wciąż te same zespoły: Stare Dzwony oraz Zejman i Garkumpel. Wykonawcy to niewątpliwie znakomici. Oczywiste jest jednak, że nawet rewelacyjne zespoły oglądane tak często mogą się znudzić. To już przestaje być "przegląd", to raczej "koncert dwóch aktorów". Ci aktorzy robią wprawdzie co mogą, by publiczność zaskakiwać, ale nie są przecież w stanie grać co roku więcej niż jednego-dwóch nowych utworów.

Niepokoi mnie również ewolucja charakteru naszej imprezy. "Szantki" i "wieczór poezji" to hasła, które stały się już swoistym znakiem jakości. Tymczasem w tym roku doliczyłem się raptem trzech szant podczas kilkugodzinnej imprezy! Wszystkie zresztą w wykonaniu niekompletnych (dlaczego?) Starych Dzwonów. A poezja? Owszem, jak zawsze była obecna, ale została wyraźnie przyćmiona przez żeglarskie "mocne uderzenie". Potrzeba rozrywki tkwi w każdym z nas, ale czy tak naprawdę o nią chodzi podczas Wieczoru Poezji Morskiej? W tym roku huczące fale zalały wyspę łagodności.

A grupy towarzyszące "monopolistom"? W tym roku była tylko jedna - tak skromnie nie było jeszcze nigdy. Wedle jakich kryteriów są zapraszane? Gościliśmy już właściwie całą scenę trójmiejską (Krewni i Znajomi Królika, Gdańska Formacja Szantowa, Kochankowie Rudej Marii) z wyjątkiem zespołu Smugglers (akurat chyba najlepszego z nich wszystkich). Z niewiadomych względów niemal niezauważana pozostaje bardzo mocna przecież scena śląska (jedyny wyjątek, Perły i Łotry, okazał się największą rewelacją imprezy ostatnich lat). Czy łatwiej i taniej jest sprowadzić zespół z Gdyni niż na przykład z Gliwic (Kędzierzyn-Koźle leży na Śląsku!) - śmiem wątpić. Co do kryterium artystycznego, sprawa wydajesię niewiele mniej dyskusyjna. Zapraszani w ostatnich latach "Kochankowie...", Shantymen czy Klang to fajni wykonawcy, ale ustępujący wciąż popularnością takim gwiazdom, jak Cztery Refy czy Mechanicy Shanty. To raczej, parafrazując Gombrowicza, "pierwszorzędne zespoły drugorzędne" (porównanie do Sienkiewicza nikomu nie powinno uwłaczać).

A przecież jest w kim wybierać. Polska scena szantowa liczy około setki zespołów, w tym co najmniej kilka znakomitych. Uznaną gwiazdą, wręcz legendą tej sceny jest właśnie grupa Cztery Refy. Dlaczego jest zatem pomijana, dlaczego "Dzwony" grają u nas kilkanaście razy w ciągu dekady (!), a "Refy" ani razu? Dysproporcja ta nie jest uzasadniona żadnymi argumentami: ani artystycznymi, ani finansowymi, ani nawet komercyjnymi. Przecież utwory tego zespołu zna każdy szanujący się żeglarz. Kuriozalne jest, że od wielu już lat na zakończenie "Szantek" wszyscy wykonawcy wraz z publicznością odśpiewują słynną pieśń "Pożegnanie Liverpoolu", tyle, że nigdy nie ma wśród nich jej "oryginalnych" wykonawców... Listę nieobecności można by zresztą ciągnąć dalej: Ryczące Dwudziestki, Tonam i Synowie, Banana Boat, Sąsiedzi...

No i jeszcze kwestia finansowa. Do upadku koncertu galowego przyczyniła się w pewnym stopniu cena biletów wstępu, która w ciągu kilku lat wzrosła niemal trzykrotnie (!). Wieczór Poezji Morskiej również drożeje, w cenę wejściówki nie ma już wliczonych, jak dawniej, piwa i chipsów, a ona sama zatrzymała się na chyba najwyższym w mieście poziomie 40 zł. Nikt jednak nie podnosiłby tego tematu, gdyby wzrastała ona wprost proporcjonalnie do muzycznych emocji...

* * *

Wszystko to nie miałoby może wielkiego znaczenia, gdybyśmy mieli takich wydarzeń, jak "Szantki" na przykład piętnaście w ciągu roku. A nie mamy. Smutne było sprowadzenie Międzynarodowych Spotkań Zespołów Ludowych do formy szczątkowej i nie można dopuścić, by działo się tak z kolejnymi oryginalnymi i zasłużonymi inicjatywami. A przecież dla wielu miast naszej wielkości i mniejszych, jak np. Giżycka, Iławy, czy Tychów, szantowy festiwal jest jednym z głównych wydarzeń w roku. Bardzo istotny jest nawet dla Krakowa czy Wrocławia, gdzie władze miasta i sponsorzy hojnie wspierają imprezy przyciągające nawet kilkanaście tysięcy fanów w ciągu jednego weekendu.

Ostatnie "Szantki" dowiodły, że w imprezie nadal tkwi wielki potencjał, zarówno artystyczny, jak i komercyjny. Dlatego też cieszy mnie, że szanty są obecne przy okazji finału spływu "pływadeł" na kozielskiej wyspie, że częściej niż raz do roku organizuje się w naszym mieście szantowe koncerty (czy zawsze muszą być to jednak koncerty Starych Dzwonów lub ich członków?!). Sam festiwal "Szantki" nie może jednak dłużej istnieć w obecnym kształcie i wymaga gruntownego liftingu. "Każda doskonałość musi się rozwijać, jeżeli się nie rozwija - musi umrzeć" - twierdzili chińscy filozofowie. Coś w tym jest.



P.S. Oryginalne wersje tych tekstów powstały na potrzeby "Gazety Lokalnej" z Kędzierzyna-Koźla. Dla potrzeb "Szantymaniaka" zostały nieco zmienione.

Komentarz napisałem po powrocie z szant wrocławskich, nieco rozczarowany małą ilością zaproszonych na "Szantki" zespołów. Dzwony i Zejman naprawdę zasługują na co najmniej kilku godnych partnerów podczas koncertu!


Informację wprowadził(a): Michał Nowak - godz. 15:46, 20 marzec 2006, wyświetlono: 989 razy

KAMiL

wysłano: 0:35,21 marzec 2006

wreszcie pojawł się na naszych łamach tekst o imprezie w Kędzierzynie i to jaki. Przyznać Ci Michale muszę niestety w wielu momentach rację - co by nie mówić dobrego o Starych Dzwonach i Zejmanie to ta "monopolizacja" kędzierzyńskich szantek nie jest dobra. Faktycznie Zejman w obecnym składzie pasuje do poezji jak pięść do nosa a Stare Dzwony to szant nie śpiewają już... ho ho! Z drugiej strony przyznać trzeba, że Dzwony mają w K-K sporą liczbę fanów, o czym przekonałem się pod koniec ub.r. na koncercie poświęconym pamięci "Sikora". Może dlatego organizatorzy postawili na nich, bo się sprawdzili, są znani w tym mieście i nie trzeba sporych nakładów na promocję, by widzowie przyszli na taki koncert. Zgadzam się też by nie nazywać imprezy przeglądem tylko po prostu - koncertem - będzie prościej i chyba uczciwiej. Nazwa "przegląd" jednak zobowiązuje. Myślę, że gdyby na "szantkach" pojawiły się zespoły ze Śląska - to automatycznie byłoby więcej publiczności, bo jak słusznie zauważyłeś - fani tej muzyki potrafią za swymi "gwiazdami" przemierzać spore odległości. Tak jest np. w Latarni w Gliwicach - nie rzadko gościmy na koncertach ludzi z tak odległych od nas miast jak Dąbrowa Grn czy Mysłowice, a odwiedzili nas też szantymaniacy z Łodzi, Warszawy czy Wrocławia. Zatem życzę organizatorom "szantek" większej kreatywności programowej, pokaźniejszego budżetu a Tobie Michale upragnionych Czterech Refów za rok! a' hej! a' ho!
Odpowiedz na ten komentarz
M. Nowak

wysłano: 13:12,21 marzec 2006

Dzięki Ci, Kamilu, za pochylenie się nad tym, co napisałem. Chcę mocno podkreślić: ten tekst nie był skierowany przeciwko ŻADNEMU zespołowi. Gdyby cały czas grały u nas 4 Refy (Ro'20, Perły czy ktokolwiek), to protestowałbym równie mocno, czemu nie grają Stare Dzwony i Zejman. Kadłub ma rację, że jego Kochankowie Rudej Marii idealnie pasują do Wieczoru Poezji Morskiej. Dzwony mają u nas wielu fanów - jak wszędzie, ale fanów mają również Perły, Refy, Atlantyda, RO'20... Wiesz jak ludziom Perły się rok temu spodobały??? Jak to pięknie powiedział Marek Szurawski "wszystkie światy powinny kwitnąć". U nas tak nie jest. Poza tym tegoroczna edycja opierała się właściwie tylko na Marku. Szanty - Marek, poezja - Marek. Naprawdę, on zasługuje na to, by wystąpić na imprezie odpowiedniej rangi. I czemu nie było Rysia Muzaja???? Doprawdy, trudno to zrozumieć. Ideałem byłaby dwudniowa impreza: w piątek Wieczór Poezji Morskiej z poezją i szantami klasycznymi, z Dzwonami, Kochankami Rudej Marii, Refami, Ryczącymi, Tonamami... I czy nie pasowałby tu Jurek Ozaist z North Windem (a zwłaszcza jego "proza"???). A drugiego dnia bardziej rozrywkowo: Zejman, Perły, Banany... Nie wierzę, aby nie znalazło się po 130 chętnych na oba koncerty! I to nie jest tak, że jestem fanem tylko Refów. Ja dlatego kocham szanty, że są tu rzeczy tak różnorodne jak właśnie Dzwony, Refy, Mechanicy, Tonamy, Sąsiedzi... Tak jak chyba wszyscy...
Odpowiedz na ten komentarz
szalonaneczka

wysłano: 19:40,22 marzec 2006

W rodzimym miescie taka urocza impreza a ja na niej nie byłam?Pozdrawiam.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI