Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Rumowa Libacja I-go stopnia :)

Recenzje

Ręka w górę kto przesądny! Oczyma wyobraźni już widzę las rąk... Czarne koty przebiegające drogę, drabiny, ale i kominiarze oraz gorączkowe poszukiwanie guzików. Na ich tle magia "piątku trzynastego" przemawia w szczególny sposób. Na szczęście jednak nie wszyscy się tym

...

Ręka w górę kto przesądny! Oczyma wyobraźni już widzę las rąk... Czarne koty przebiegające drogę, drabiny, ale i kominiarze oraz gorączkowe poszukiwanie guzików. Na ich tle magia "piątku trzynastego" przemawia w szczególny sposób. Na szczęście jednak nie wszyscy się tym przejmują. Weźmy za przykład ekipę Trzech Majtków, która dnia trzynastego października, w piątek dała wyjątkowy koncert w sopockiej tawernie "Plaża Piratów". Impreza przebiegała pod hasłem "Rumowej Libacji I-go stopnia", którą członkowie zespołu zobowiązali się urządzić, jako nowoprzyjęci kumple-RUMple do Kongregacji Przyjaciół Picia Rumu (oby żyła wiecznie!).

 

Koncert ten okazał się zaiste niezapomniany, skoro od ponad tygodnia nie mogę wyzwolić się spod jego czaru. Już od progu gości przywitały serdeczne uśmiechy na twarzach wszystkich pięciu Majtków, z czego czterech hałaśliwie szykowało się do występu na scenie vis a vis głównego wejścia do lokalu. Lucky Lucek, czyli człowiek, który zazwyczaj usuwa się w cień i czuwa nad jakością dźwięku kolegów, również tym razem schował się po lewej stronie wraz ze swoją aparaturą. Stolik usytuowany po prawicy Lucka zajął znany, czarujący i uroczy girlsband - Trzy Żony. Niewiasty dzielnie sekundowały swoim małżonkom, ku oczywistej uciesze zgromadzonych gości. Już po kilku piosenkach lokal się zapełnił i zapanowała przyjacielska atmosfera - wszak na Majątkowych imprezach stali bywalcy znają z widzenia przynajmniej kilkadziesiąt procent gości.

 

Jako bonus Panowie Majtkowie przedstawili gościom zdjęcia ze swego bałtyckiego rejsu. Obrazy wyświetlane były przez cały wieczór na ekranie w kształcie żagla (wytrawni żeglarze na pewno wiedzą, jakiego typu...), przez co widzowie niemalże mogli poczuć na twarzach morską bryzę. Nota bene, niebawem ma się ukazać obszerna fotorelacja z wyprawy - czekamy z niecierpliwością!

 

Dla gości, przejawiających silną potrzebę wykazania się, organizatorzy przewidzieli dodatkowe atrakcje w postaci konkursów sprawnościowych - wspinaczki na linie oraz bitw na bomie. Nie trzeba chyba mówić, że widzom przysporzyły one dużo radości, a uczestnikom tego samego, tyle że z dodatkiem siniaków i otarć. Przedstawiciel zespołu Edek także uczestniczył w zmaganiach - warto wspomnieć, że w walce na bomie dotarł aż do finału, gdzie w końcu z honorem uległ :)

Konkursy, zdjęcia i morskie opowieści to jednak nie jedyny powód, dla którego piątkowy koncert na długo pozostanie w pamięci fanów. Muzycy zagrali w swoim zwyczajowym składzie po kilkutygodniowej przerwie, spowodowanej przykrym wydarzeniem rodzinnym, które nawiedziło zazwyczaj najjaśniej błyszczącą "gwiazdeczkę" zespołu, czyli skrzypka Gerarda. Z artystami tak to jednak bywa, że trudne przeżycia uszlachetniają ich twórczość - im cięższe, tym większą zmianę widać lub, w tym przypadku, słychać. Cytując pewną znajomą wiolonczelistkę, muzyk "ma o czym grać". Gerardowe skrzypki fascynują mnie niezmiennie od ponad trzech lat. Wnikliwego słuchacza zachwyci stale dokonujący się postęp, rosnąca swoboda budowania "melodyjek", czasami przypominających Mozarta, a czasem znakomitego, świętej pamięci Józka Kanieckiego. Józek z pewnością zza chmurki czuwa nad muzyczną edukacją Gerarda, który na mojej osobistej liście skrzypków wysunął się na pozycję lidera właśnie dzięki piątkowemu koncertowi. Emocje targające smyczkiem, opowieści morskie i nie tylko, również radosne, perliste melodie niczym śmiech, ale tym razem śmiech przez łzy. Oprócz wesołej zabawy doświadczenie życiowe i poczucie, że skrzypce i ich Pan mają o czym opowiedzieć, a za pośrednictwem muzyki dzielą się wiedzą o życiu. Tego wrażenia nie zapomnę... i pięknych, smutnych oczu również. Zwłaszcza tej chwili, gdy oczy te na chwilę podniosły się i roziskrzyły w szczerym i niewymuszonym uśmiechu.

 

Na tym właśnie polega moc muzyki Trzech Majtków, radości buzującej w tańczącym tłumie, w roziskrzonych oczach muzyków i słuchaczy, przytupywaczy, tancerzy oraz "Wiernych Tancerek". Lojalnie ostrzegam: to zjawisko jest mocno zaraźliwe! Dlatego polecam je jako antidotum dla szalejącej o tej porze roku epidemii grypy... Kolejny koncert Majtków już niebawem :)

 

relacjonowała

Hanna Potulska

 

 

 

 

 

 

 

Inne artykuły z tego cyklu

Zobacz także

W naszym archiwum

Informację wprowadził(a): Edward "Eddy" Hańcza - godz. 12:7, 25 październik 2006, wyświetlono: 1330 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI