Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Szantomierz nadal inny, relacji część pierwsza

Relacje

Postanowiłem napisać parę słów o tegorocznej edycji Festiwalu Piosenki Wodniackiej Szantomierz 2006, ponieważ po raz pierwszy przyjechałem do mojego miasta trochę w innej roli. Sprawy zawodowe skłoniły mnie do prawie dwumiesięcznej absencji w Sandomierzu ale nie zrezygnowałem z

...

Postanowiłem napisać parę słów o tegorocznej edycji Festiwalu Piosenki Wodniackiej Szantomierz 2006, ponieważ po raz pierwszy przyjechałem do mojego miasta trochę w innej roli. Sprawy zawodowe skłoniły mnie do prawie dwumiesięcznej absencji w Sandomierzu ale nie zrezygnowałem z pomocy w jego organizacji. Używając Internetu oraz telefonii komórkowej zająłem się ponownie opieką nad programem festiwalu, resztę (tę ważniejszą) zostawiając w rękach oddanych oraz doświadczonych w organizacji imprez pracowników Fundacji Kultury Ziemi Sandomierskiej (www.fkzs.pl), Centrum Edukacji Dzieci i Młodzieży (www.flik.pl) oraz grona wolontariuszy, na których zawsze można liczyć.

 

Zawitawszy do Sandomierza w przedfestiwalowy czwartek zdołałem jedynie odbyć próbę z zespołem Hambawenah oraz odwiedzić biuro festiwalu tuż po godzinie PIERWSZEJ W NOCY. Sytuacja wyglądała, jak co roku, na opanowaną - wszystko odpowiednio posegregowane, przygotowane na przyjęcie gości z całej Polski, a Sylwia pogodna i pełna dobrych emocji. Jak dobra gospodyni, martwiła się czy dobrze będzie, jeśli danego gościa położy w tym hotelu, a może lepiej by było żeby jednak nocował w gospodarstwie agroturystycznym? Na co ja odpowiadałem, niezwykle konstruktywnie, że ... nie wiem i zdaję się na jej strategię, która na pewno będzie trafna :).

 

Rankiem, w piątek przybiegłem na Rynek, aby bardziej asystować niż pomagać, a to nie z powodu mojego ewentualnego nieróbstwa tylko, dlatego, że zadania były tak porozdzielane, (prace od "ostatniego szlifu" sceny po transport ławek, krzeseł, sprzętu i pewnie jeszcze wielu innych ważnych rzeczy, o których my nie mamy pojęcia), że mogłem skoncentrować się na powitaniach długo oczekiwanych gości, ostatecznych ustaleniach dotyczących kolejności oraz długości występów i wręczaniu im planów poszczególnych koncertów. Nie powiem, miła robota zwłaszcza z takimi fantastycznymi ludźmi (!).

 

Piątkowy Koncert Ballad, rozpoczął sandomierski sekstet V-szerze na bis, który jeszcze w upalnym słońcu zaśpiewał zarówno klasycznie - "na podniesienie kotwicy" jak i balladowo. Szczególną uwagę zwrócił utwór Marka Sochackiego "Stary Tramp". Świetna aranżacja, kultowego już w niektórych kręgach, utworu oraz odpowiednie - balladowe wykonanie ruszyło serce wielu słuchaczy. Zaraz po nich, na scenę wszedł Piotr Zadrożny, który usiadłszy ze swoją gitarą na środku sceny, z miejsca został oślepiony mocnymi jeszcze promieniami słońca, które ani myślały schować się za
kamieniczki Rynku. Doświadczony bard i żeglarz nie zraził się tym ani na chwilę i zaserwował nam kilka opowieści, a to o wielorybach, a to o Grenlandii, oczywiście w przerwach pomiędzy utworami, które zaczęły jeszcze bardziej wprowadzać założoną przez nas nutę balladową. Cieszę się, że Piotrek znalazł miejsce w swoim recitalu na piosenkę tyle ważną, co piękną, "Gdy zabraknie mi żagli". Jest to hymn internetowych żeglarzy działających od lat na kanale ircowym #zagle, do którego sentyment ma wielu z nas, i nawet teraz, kiedy obowiązki nie pozwalają nam często spotykać się w tym wirtualnym świecie, to jednak jesteśmy świadomi, że zawdzięczamy #zaglom kilka pięknych rejsów, a także koncertów, nie mówiąc o przyjaźniach, które nadal trwają.

Zaraz po wspomnianej pieśni, Piotrek zaprosił na scenę laureata Grand Prix FPW Szantomierz 2004, lubelski zespół Samhain. Nie zawiedliśmy się i tym razem, ongiś najlepszy w konkursie "Sałin" i tym razem nie zawiódł oczekiwań swoich sandomierskich fanów, którym już po raz siódmy zaserwowali energetyczną dawkę pieśni rodem z Zielonej Wyspy, ale nie tylko. Na uwagę zasługuje ich nostalgiczne wykonanie "Emeryta".

 

Słońce się wreszcie schowało za urocze kamieniczki sandomierskiej Starówki, a na scenie bardzo sprawnie zainstalował się kolejny laureat szantomierzowego Grand Prix, tym razem zeszłoroczny. Pchnąć w tę łódź jeża, jak na nietypowy (począwszy od swojej nazwy) zespół przystało, zagrał bardzo ciekawie. Koncert Ballad był w znacznym stopniu odpowiedni dla recitalu jaki zaprezentowali Ci bardzo dobrzy muzycy. Podobnie jak rok temu, zespół zabrzmiał bardzo stylowo i klimatycznie, trochę mi zabrakło ich, według mnie, sztandarowego utworu "The Rhyme of the Ancient Mariner", tym bardziej, że wspomnienie palącego słońca było bardzo świeże dla nas wszystkich, a poniesiona licznymi, acz poukładanymi dźwiękami publika mogłaby się poczuć jak współzałoganci Coleridge'owskiego zabójcy albatrosa, z których w końcu została zdjęta klątwa upału i flauty. Niemniej jednak, ulga spowodowana ustaniem skwaru była widoczna, a zespół pięknie wyczarował nam min. "Halaba-luby-ley". Widać, że grupa  bardzo się rozwija i odważnie kroczy wytyczoną przez siebie ścieżką, a to jest bardzo ważny wkład w rozwój całego naszego środowiska - to "świeża krew" w polskim Ruchu Szantowym.

 

Po "Jeżach" przyszła kolej na jeszcze jeden bardzo ważny występ, bo premierowy. Zespół Szela, zaprosił do współpracy Beatę Bartelik-Jakubowską (Krewni i Znajomi Królika oraz Vibrasonique) oraz Jacka Jakubowskiego (Gdańska Formacja Szantowa), ale w piątkowy wieczór wystąpił jedynie z charyzmatyczną Beatą gdyż Jacek wraz z Jurkiem Porębskim byli jeszcze w okolicy sceny gdańskiego festiwalu Szanty Pod Żurawiem i dopiero zamierzali udać się w daleką drogę w górę Wisły. I tym razem fani dobrego folk-rockowego grania nie zawiedli się. Muszę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co usłyszałem od przyjaciół z Trójmiasta, nie tylko dlatego, że zagrali piękne kaszubskie ballady z zachowaniem kaszubskiego języka, ale też dlatego w jaki sposób je zagrali. Doszukałem się wspomnianej przez Krzysia "Jacha" Janiszewskiego (Smugglers) inspiracji Fairport Convention, ale nie może być mowy o żadnym kopiowaniu czy naśladowaniu wspomnianego zespołu. Występ Szeli, bardzo ambitny, obfitujący w niesamowitą harmonię mógł się podobać nie tylko

szantymaniakom, którzy od razu doszukali się podobieństwa członków zespołu do popularnych Smugglersów, ale też fanom innej stylistyki - na przykład jazzu (!) czy rocka. Nie zabrakło chwili pamięci o Józku Kanieckim, który rok wcześniej czarował nas swoją grą na skrzypcach, niesamowitym ciepłem i poczuciem humoru, a niby żartobliwa pointa Beaty o tym, jakim świetnym skrzypkiem i kumplem w zespole był Józek, skoro zastępują go aż dwie osoby, chwyciła za serce. Jestem pod wrażeniem i trzymam kciuki, aby Szela nadal robiła z folklorem takie wartościowe i za razem piękne rzeczy!

 

Po Szelce weszliśmy na scenę my - Hambawenah. Zagraliśmy trzy utwory: "Przeorałeś flisie", "Marysia i Flisak" oraz "Kamienie". Podczas "Marysi i Flisaka" zafundowaliśmy naszym debiutującym gościom Chrzest Orylski. Co ciekawe kilku reprezentantów publiczności odważyło się przejść jego katorgę, aby dołączyć do naszego grona młodych duchem wielbicieli tradycji wodniackich w naszym kraju. W utworze "Kamienie", wspomógł nas współzałożyciel Hambaweny Przemek Dusza (obecnie Anam na Eireann), którego partie flażoletowe grane były z serca. Muszę przyznać, że właśnie podczas tej naszej wspólnej gry na scenie dotarło do mnie, że Przemek dysponuje już własnym, wypracowanym stylem gry na irlandzkich fletach, która bardzo mi się podoba.


Kończąc nasz występ byłem już myślami przy następnym wykonawcy, nie tylko dlatego, że kątem oka widziałem strojących swe instrumenty Andrzeja Koryckiego i Dominikę Żukowską, ale przede wszystkim dlatego, że bardzo lubię ich słuchać. Popłynęliśmy, więc pod wodzą kapitana Koryckiego (również Stare Dzwony) niekoniecznie "Byle dalej", ale "Byle piękniej" ... Dla mnie dużym przeżyciem było wysłuchanie pieśni "Kamienie" z repertuaru Hambawenah, który był czarującym prezentem dla wszystkich związanych z tym zespołem. Utwór wyszedł znakomicie, nawet lepiej niż wersja zamieszczona na ich stronie internetowej (www.korycki.com), a w duszy zrobiło się jakoś jaśniej i uroczyściej. Natomiast aktu wzruszenia dokonał utwór "Życzenia noworoczne", również dedykowany Hambawenie. Szczerze zagrane życzenia zabrzmiały tym mocniej, że w trakcie ich trwania, przypomniałem sobie, że wspomniany utwór to jedno ze świątecznych nagrań zamieszczonych "na poddaszu" strony internetowej Dominiki i Andrzeja, w których udział brał Józek Kaniecki. Zaraz po powrocie do domu upewniłem się, że w "Życzeniach..." brzmią piękne Józkowe skrzypce... Taki uroczysty, ale i magiczny stan ducha towarzyszył mi przez cały tegoroczny festiwal.

Wracając do piątkowego koncertu, przydałoby się wspomnieć o świetnej publiczności, która nie zawiodła swoją serdecznością, ale i skupieniem nad poezją żeglarskich pieśni. To właśnie oni gorąco przywitali na scenie kolejnego Starego Dzwona, Ryszarda Muzaja, który wyczarował nam prawdziwy "Gdyński Port" na środku sandomierskiego Rynku, a zaprosiwszy swego młodszego kolegę Piotra Zadrożnego do wspólnego wykonania reszty swoich utworów, chcąc nie chcąc spiął klamrą cały Koncert Ballad. Panowie po raz pierwszy występowali w duecie na scenie, ale gdyby nam o tym nie powiedzieli to można byłoby powiedzieć, że grywają ze sobą często, bo zarówno wokalnie jak i gitarowo współpraca wyglądała co najmniej wzorowo.


Festiwal jest odpowiednim wydarzeniem, dla wszelakich "zmian w konfiguracji" występujących na scenie podmiotów. I tak w trakcie trwania recitalu Ryszarda Muzaja dołączył Piotr Zadrożny, natomiast chwilę później na scenie pojawił się jeszcze Andrzej Korycki z harmonijką, a następnie Dominika Żukowska z przeszkadzajkami. W tak zwanym międzyczasie udało mi się dośpiewać kilka niższych partii w refrenach i tak powstał spontaniczny żeglarski "jam".

Koncert Ballad zakończyliśmy grubo po czasie, tym bardziej trzeba wspomnieć o dużej wyrozumiałości ze strony mieszkańców Rynku, których  część słuchała nas w oknach oraz przed sceną i stanowiła bardzo miłą widownię. Pierwszy koncert V Festiwalu Piosenki Wodniackiej Szantomierz 2006, już tradycyjnie zwieńczyło wspólne wykonanie pieśni "Pożegnanie Liverpool'u".

 

... Ciąg dalszy nastąpi...

 

Zapraszam do odwiedzania naszej strony www.szantomierz.art.pl, na której znajdziecie aktualne linki do relacji oraz galerii zdjęć.

Zapraszam również do dyskusji i wspomnień dotyczących ostatniej edycji festiwalu. Bezpośredni link do forum: http://forum.szantymaniak.pl/viewtopic.php?p=3077#3077

 

 

 

Pozdrawiam serdecznie

Grzegorz Świtalski

Hambawenah

Szantomierz

Inne artykuły z tego cyklu

Zobacz także

W naszym archiwum

Informację wprowadził(a): Grzegorz "Świtza" Świtalski - godz. 18:33, 18 sierpień 2006, wyświetlono: 1889 razy

jacek apanasewicz

wysłano: 19:43,5 sierpień 2006

Witam. Grzesiu przeczytałem Twoją relacje i zapragnąłem być w Sandomierzu razem w Wami. To nie tylko klimatyczne miejsce ale ludzie , zapach , dźwięk składają się na ta wyjątkowość. Szczególnie cenię Szantonierz za koncert ballad własnie. Dziś na festiwalach trzeba "przemycać" wolniejsze i bardziej ambitne utwory wsród skocznej większości. A Tu można poprostu je zagrać. Zyczę Wszystkim wykonawcom takiej publiczności. Pozdrawiam z Gizycka Jacek Apanasewicz www.NorthWind.art.pl
Odpowiedz na ten komentarz
Starygrochu

wysłano: 8:23,6 sierpień 2006

A akustyk z roku na rok coraz lepszy. Pozdrowienia dla całej ekipy nagłaśniającej. Andrzej Kowalski
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 16:18,6 sierpień 2006

Słuchałem Waszego grania w piątek i sobotę i zauważyłem m.in. dwie rzeczy - zespół okrzepł w swoim repertuarze (mniej tremy i większa swoboda i naturalność na scenie, więcej dynamiki w utworach) a przy tym nie stracił (a może nawet i zyskał) energii - w niektórych kawałkach czułem coś w rodzaju "kipiącego wulkanu raz po raz strzelającego gorącą lawą" :-) "Kipujcie to ap"! Jachu
Odpowiedz na ten komentarz
jachu

wysłano: 20:17,6 sierpień 2006

...BRAWO dla Sylwii :-)
Odpowiedz na ten komentarz
bongos

wysłano: 8:58,7 sierpień 2006

Sądząc po merytoryce artykułu, to reporterzy chyba tak bardziej prywatnie za Mechanikami ?
Odpowiedz na ten komentarz
NiecnyKsiaze

wysłano: 10:6,7 sierpień 2006

Bongos, Jako odpowiedzialny za Forum Szantymaniaka, odpowiem merytorycznie, ze zespoły, które tam się pojawiają, moga liczyć na lepszą obsługę prasową przez najmłodszego stażem członka Redacji Szantymaniak.pl Swoje pytanie możesz powtórzyć po Charzykowych i zorientujesz się czy to służbowo, czy prywatnie ;-) Pozdrawiam serdecznie, Antek
Odpowiedz na ten komentarz
Słupek Shantymentalni

wysłano: 14:42,7 sierpień 2006

Było, minęło ale mamy nadzieję że wróci !!!! Brawo, jeszcze raz dziękujemy za ciepłe przyjęcie i imprezę bez minusów. Nie możemy się doczekać lutego kiedy to będziemy mogli "odegrać" karę ;) Pozdrawiamy Shantymentalni
Odpowiedz na ten komentarz
Kwiatuch / Betty Blue

wysłano: 18:47,9 sierpień 2006

Dzięki za pierwszą część relacji, Grzesiu. Cudnie jest wrócić pamięcią do tego słonecznego weekendu pełnego wrażeń nie do opisania... Przy okazji jeszcze raz wielkie dzięki dla Ciebie, Sylwii (jak Ona to robi, że zawsze jest obok, kiedy się jej potrzebuje??!!) i dla całej ekipy organizatorów za możliwość zagrania na Szantomierzu, za gościnność i serdeczność w imieniu wrocławskiej czwórki "niebieskich leszczy" z Betty Blue! "Dziś na festiwalach trzeba "przemycać" wolniejsze i bardziej ambitne utwory wsród skocznej większości. A Tu można poprostu je zagrać" - napisał Jacek Apanasewicz. Święte słowa. Odczuliśmy to na własnej skórze, bo w koncercie konkursowym zagraliśmy głównie nastrojowo i klimatycznie, a publiczność CHCIAŁA tego słuchać. Kiedy dowiedzieliśmy się, że na niedzielnym koncercie laureatów wszystkie zespoły mają grać nie po jednej, ale po dwie piosenki, obok piosnki skocznej i "medialnej" wybraliśmy do zagrania bardzo "niemedialną" balladę... I serce nam rosło, kiedy widzieliśmy w jakim skupieniu publiczność jej słucha. Ba, nawet chyba udało nam się nią wywołać zbawienny w męczącym skwarze podmuch wiatru ;) W tym miejscu ukłon w stronę akustyka, zgadzam się z Andrzejem: to fachowiec, który nie tylko zna się na swojej robocie, ale jeszcze z wielką kulturą podchodzi do ludzi, niezależnie od tego, czy są początkującym zespołem czy uznaną gwiazdą. Chapeau bas! Piątkowy koncert ballad, Grzesiu, był bardzo różnorodny i ciekawy, jednak dla mnie najważniejszym wydarzeniem był bez dwóch zdań sobotni koncert jubileuszowy Hambaweny! Ta dawka energii jaka szła ze sceny była po prostu piorunująca! Podpisuję się pod tym, co napisał o Was Jachu - jesteście coraz lepsi i niezrównani na tym swoim flisackim "poletku", który wzięliście pod uprawę ;) A jam coraz bardziej w Was zakochana!!!! Zresztą nie tylko ja, bo reszta Betty Blue też czadowym flisackim graniem oczarowana :) Do ponownego spotkania i usłyszenia! Pozdrawiam błękitnie, Ela Kołodziejczyk BETTY BLUE (Wrocław)
Odpowiedz na ten komentarz
Mroza

wysłano: 18:49,9 sierpień 2006

Podoba się!
Odpowiedz na ten komentarz
Dąbrówka Szlachecka

wysłano: 19:22,25 październik 2006

Takiej wokalistki to ze świcą szukać!! Brawo JUSIA!!!! A wokalista,ten głos....no no.Wróżymy karierę zespołowi.Tylko dlaczego tak mało gracie w Staszowie!!!! Fani nad tym ubolewają. POZDROWIENIA
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI