Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Szczęśliwi ci, którzy go poznali...

Felietony

"Szklaneczka whiskey" - popularna ballada marynarska o charakterze tanecznym. Z towarzyszeniem zespołu z Billingham śpiewa Frank Matheson - tymi słowami, zasłyszanymi kiedyś w radiowej audycji, Darek Ślewa zapowiadał w przypływie większej rozmowności utwór Pod ...

"Szklaneczka whiskey" - popularna ballada marynarska o charakterze tanecznym. Z towarzyszeniem zespołu z Billingham śpiewa Frank Matheson - tymi słowami, zasłyszanymi kiedyś w radiowej audycji, Darek Ślewa zapowiadał w przypływie większej rozmowności utwór Pod Jodłą.

Darek Ślewa - Stłukla - poznaniak od dziecka. Jednak myliłby się ktokolwiek doszukując się w nim stereotypowego poznańskiego "Szkota". Dobro i zdrowie bliskich (i nie tylko bliskich) mu osób było dla niego ważniejsze od jego własnego. I pewnie jest to jeden z powodów, dla których tu się spotkaliśmy. Czy zatem Darek miał w sobie coś ze Szkota? Bez wątpienia tak - lubił dudy, szkockie marsze i zespół Capercaillie, kochał szantę Hieland Laddie o szkockim góralicku, a przede wszystkim nosił czapeczkę w szkocką kratę co, jak mawiał czasami, było jego małym hołdem dla Andy'ego Powella, gitarzysty zespołu Wishbone Ash (jednego z Darka ulubionych).

Stłukla kochał muzykę folk w różnych odmianach, różnego pochodzenia - i tą brytyjską, i hiszpańskie flamenco, i Bóg wie co jeszcze. Jego miłość do gitary i śpiewu spowodowała zapewne, że stał się "wiecznym studentem". Politechnika w Poznaniu, Uniwersytet w Gdańsku, a przede wszystkim Wyższa Szkoła Morska w Gdyni - to były jego uczelnie. Wśród studentów kilku roczników Wydziału Nawigacji krążyła anegdota, która kończyła się stwierdzeniem: ...a kto nie był ze Stłuklą na roku? To jego przyjaciel z WSM-ki, Darek Góra, pseudonim LUIS, sprawił, że Darka zaczęto nazywać "Stłuklą". I choć wspomniana już miłość do gitary i śpiewu przeważyła nad chęcią do pilnego studiowania, to przecież Stłukla bezustannie zaskakiwał rzetelną wiedzą z różnych dziedzin, zarówno technicznych, jak i humanistycznych.

Gawędziarz - z pozoru małomówny, lecz kiedy "zaskoczył", potrafił opowiadać tak, że nie czuło się upływu czasu. O swojej rozsianej po Polsce rodzinie, o czasach i przyjaciołach ze szkół w Poznaniu, o wyprawach w góry i pobytach w górskich schroniskach, o dziewiczym rejsie "Daru Młodzieży" (kiedy to m.in. w czasie ciężkiej sztormowej pogody, niedaleko Sumatry, omal nie zostali "rozjechani" przez olbrzymi kontenerowiec), o pracy na barce w gdyńskim porcie (słynna anegdota z telewizorem), wreszcie o swoim kilkuletnim pobycie w Londynie, dokąd wyruszył "za chlebem". Był to początek lat 90. - Internet i telefonia komórkowa były wciąż w powijakach - pozostały listy opisujące tamten świat: pracę na budowach, klimat londyńskich pubów i koncerty gwiazd muzyki folkowej, na które wraz z Darkiem Matuszakiem wybierali się, gdy tylko czas i pieniądz pozwolił. Do opowieści tych wracał wielokrotnie, np. w czasie długich podróży na koncert gdzieś na drugi koniec Polski - dlatego utrwaliły się w pamięci. Na szczęście...

Kpiarz, dowcipniś i prześmiewca - z wielkim dystansem, przede wszystkim wobec samego siebie. Lubił dość pokrętny humor Altmana z filmu M.A.S.H., czytywał pasjami Szwejka - niektóre z anegdot znał chyba na pamięć (szczególnie tę o maszyniście, który nie umiał zapamiętać numeru swojej lokomotywy), cytował też Lema (Cyberiadę, Bajki robotów, Opowieści o pilocie Pirxie i inne). To chyba niezwykły słowotwórczy talent Lema inspirował Stłuklę - owocowało to m.in. nieustającymi przeróbkami nazw zespołów, tytułów i słów piosenek, zarówno własnych, jak i cudzych. Tych, co znali Stłuklę ogromnie to bawiło, innych (przynajmniej w pierwszej chwili) zaskakiwało, zdumiewało, a nawet irytowało. Wierzcie, nie było w tym ani cienia złośliwości... tylko zdrowy, głośny i niezwykle zaraźliwy śmiech Stłukli. ŚMIECH, którego nie da się zapomnieć, który wciąż brzmi w naszych uszach...

Wiem, że ludzie mają mnie za oschłego, małomównego dziwaka, co to z nikim "misia" nie przyklepie - tak powiedział sam o sobie miesiąc temu na imprezie urodzinowej "Smagli" w Contraście. Pewnie miał trochę racji, ale ci, którzy tak go postrzegali, mylili się. Darek był po prostu skromnym i bardzo nieśmiałym facetem. Nie lubił wszelkiej "celebry", więc pewnie teraz zżymałby się patrząc na nas i pytał: Po co i na co to wszystko? Wierzę jednak, że w głębi serca byłby naprawdę szczęśliwy, widząc tylu bliskich sobie przyjaciół. Prawda - na jego przyjaźń trzeba było zapracować, zasłużyć - jednak dokładnie tego samego wymagał od siebie w stosunku do innych ludzi.

Szczęśliwi ci, którzy go poznali...

 

Tekst: Krzysztof JANISZEWSKI

Foto: Tomasz GOLIŃSKI

Informację wprowadził(a): Krzysztof "Jachu" Janiszewski - godz. 12:1, 16 marzec 2009, wyświetlono: 1517 razy

ptaszyna

wysłano: 16:7,16 marzec 2009

"Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście przychodzi jednocześnie jak patos i humor jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon żeby widzieć naprawdę zamykają oczy chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć kochamy wciąż za mało i stale za późno (...)"
Odpowiedz na ten komentarz
kacper

wysłano: 12:44,29 marzec 2009

To prawda skromny, spokojny i Wielki człowiek.Pierwszy raz miałem okazję rozmawiać z nim w 1995 roku na festiwalu „ZŁOTA SZAKLA” w Koninie i wielokrotnie póżniej,najczęściej na naszych ,(sailora),koncertach w CONTRAŚCIE. Właściwie do niedawna powinienem przychylić się do opinii ze był mało kontaktowym milczkiem. Tak do niedawna ponieważ na początku stycznia tego roku Darek otworzył się, tej rozmowy nie zapomnę nigdy dowiedziałem się jak nietuzinkowym był człowiekiem. Pamiętam że wracając całą noc do Poznania z Gdyni,myślałem tylko o tym kiedy będziemy mogli jeszcze raz pogadać …Mówił, że często miał wielką ochotę od skomentowania na forum szanty maniaka rzeczywistości w jakiej znajduje się środowisko szantowe w Polsce, ale dodawał skromnie są inni aktywniejsi bardziej przebojowi … Szkoda, myślę, że Jego przemyślenia wielu NAM, dało by wiele do myślenia…Wierny Smuglersą nie poddał się modzie robienia kariery solowej. organizatorom festiwali odpowiadał że utwory które wykonuje są aranżowane na zespół, a nie solistę z gitarą. W maju mieliśmy zagrać wspólny koncert już ostrzyłem sobie zęby na to spotkanie.Wiem,że bardzo pragnął zagrać w Poznaniu dla swojej mamy mówił ”mam nadzieje że przed śmiercią moja mama będzie miała okazje mnie posłuchać na scenie” Nie lubię pisać do szantymaniaka , nigdzie nie lubię pisać, ale chociaż tyle…… ODSZEDŁ ZA SZYBKO Leszek Walkowiak SAILOR
Odpowiedz na ten komentarz
Brzydki Piotruś

wysłano: 17:35,18 kwiecień 2009

Wielokrotnie słuchałem Smuglersów na necie i z płyt. Dziękuję Bogu że było mi dane poznać osobiście Darka na jednym z Jego ostatnich koncertów w Tawernie chorzowskiej. Wielki a zarazem bardzo skromny człowiek, kochający to co robi: SZCZĘŚCIARZ. Myślę sobie że każdorazowo kiedy będę słuchał Smuglersów, jakaś moja cząstka tęsknić będzie za Stuklą. Śpij Darku spokojnie, kiedyś do Ciebie dołączymy i poszantujemy.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI