Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Szkot w Starym Porcie

Relacje

Szkot nieźle namieszał

Ponieważ nadal nie ma porządnej tawerny na Śląsku, echa katowickiej Tratwy już dawno przebrzmiały a do tyskiego Portu Pieśni Pracy był jeszcze tydzień trzeba było poszukać szantowego koncertu poza Śląskiem. Dowiedziałem się, iż

...

Szkot nieźle namieszał

Ponieważ nadal nie ma porządnej tawerny na Śląsku, echa katowickiej Tratwy już dawno przebrzmiały a do tyskiego Portu Pieśni Pracy był jeszcze tydzień trzeba było poszukać szantowego koncertu poza Śląskiem. Dowiedziałem się, iż nasz bytomski szantybard, Henryk SZKOT Czekała - samotnie zamierza koncertować przed krakowską publicznością w Starym Porcie, a ponieważ dawno go nie słyszałem... A tak w ogóle to co to za czasy nam nastały w Bytomiu by na koncert naszego Szkota jechać aż do Krakowa - ech!

 

Szkot czasami solo pogrywał w bytomskim śp. Jamesonie, ale miał do knajpy kilka kroków więc to było zrozumiałe. Od jakiegoś jednak czasu lider Mechaników Shanty daje solowe koncerty w całej Polsce. Postanowiłem więc połączyć przyjemne (wizyta w Krakowie) z pożytecznym (wsparcie druha, hoby tylko klaskaniem). Jak się okazało, wsparcie nie było potrzebne, bo choć była to pierwsza wizyta Szkota-solisty w Starym Porcie, to bardzo szybko złapał on kontakt z gośćmi tawerny. Czego tam nie śpiewaliśmy.

 

Oczywiście zaczęło się od songów z repertuaru Mechaników, lecz bardzo szybko, w imię t.zw.

edukacji młodego, szantowego pokolenia w repertuarze tego wieczoru znalazły się utwory Witolda Zamojskiego, Tomka Opoki, Andrzeja Koryckiego, Jerzego Porębskiego, Ryszarda Muzaja, Waldemara Bocianowskiego no i opowieści o nich samych. Szkot bardzo umiejętnie pomiędzy znane piosenki wcześniej wymienionych wplatał swoje kompozycje, te bardziej nastrojowe, balladowe, które jak wielokrotnie podkreślał tego wieczoru, lubi śpiewać najbardziej.

 

I tak poznaliśmy cud królewnę Babarabum, Mewy wiodły nasz Rock'n'Roll jacht do lądu gdzie czekały Johnsons Girls oraz cudowny uśmiech barmanki z Vancouwer, którą chwytaliśmy za kolanko by zaraz potem spróbować Juliannie coś tam zrobić. Niestety, po Czterech piwkach mogliśmy już tylko pomarzyć.

 

Ale nie tylko szantą i piosenką żeglarską uraczył nas Szkot. W trzecim secie pokazał, iż nieobce są mu także inne klimaty. Nagle znaleźliśmy się w górskim schronisku za sprawą pięknej ballady Kiedy góral umiera, a że co jakiś czas od drzwi wejściowych nieźle zawiewało, więc nie trzeba było jakoś specjalnie uruchamiać wyobraźni. Świece, lampiony, gitara, śpiew - zrobiło się prawie jak na chatce mojego klubu turystycznego na Błatniej w Beskidzie Śląskim. Zwłaszcza, że chwilę potem zabrzmiały tony jednego z utworów Marka Knopflera (ex Dire Straits) z polskim tekstem by Szkot, a na deser  Pan Henio (sorry Szkocie ale musiałem spróbować ;-), pierwszy i ostatni raz!) dorzucił nam song Leonarda Cohena - Maleńka nie wolno się żegnać w ten sposób. Taka mieszanka klimatów chyba bardzo słuchaczom odpowiadała i koncert trwał aż do północy.

 

Było tych songów ponad czterdzieści, a wszystkie śpiewnik Szkota pomieścił. Ponad 3 godziny grania i opowieści ze starych szantowych czasów zleciały błyskawicznie i czas nam było do domu, do Bytomia.

 

Henryk SZKOT Czekała, Stary Port, Kraków, 28 stycznia 2005

 

Kamil Piotrowski

 

PS. O Bytomiu też Szkot zaśpiewał, kiedy zaśpiewa w Bytomiu??

Informację wprowadził(a): Kamil "KAMiL" Piotrowski - godz. 13:20, 8 luty 2005, wyświetlono: 556 razy

KAMiL

wysłano: 11:58,9 luty 2005

Okazuje się, że Los/Matrix/Bóg lubi płatać różne figle. Ledwo piętro wyżej zapytałem "kiedy Szkot zagra w Bytomiu?" a już otrzymałem odpowiedź. Zagra na IV Wieczorze Folkowym - 17 lutego w MDK nr 1 godz. 18.00 - zapraszam.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI