Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Tańczyli jak im zagrali... śmy - Sąsiedzi we Francji

Relacje

O koncertach zagranicznych myśli chyba każdy zespół. O wyjazdach do krajów, z których czerpie się natchnienie, wenę, motywację i... utwory ;), marzy się przede wszystkim. Takie marzenia nie omijały i Sąsiadów. Są dwa ...

O koncertach zagranicznych myśli chyba każdy zespół. O wyjazdach do krajów, z których czerpie się natchnienie, wenę, motywację i... utwory ;), marzy się przede wszystkim. Takie marzenia nie omijały i Sąsiadów. Są dwa kraje, które chcieliśmy odwiedzić w pierwszej kolejności - Francja i Irlandia. Właśnie wróciliśmy z koncertów w pierwszym z nich.

 

Jak to się zaczęło...

Ano zaczęło się od... Banana Boat i ich występu na festiwalu w Château-Thierry w 2007 r. Tam to Paweł Jędrzejko polecił Dominikę Płonkę do współpracy w międzynarodowym programie "Via Regia - Muzyka w Ruchu" (to już drugi raz Paweł inicjuje międzynarodową wymianę młodzieżową - pierwsza odbyła się pomiędzy Cobh a Bytomiem, w ramach projektu Crossing the Waves).

W lutym 2008 r. podczas festiwalu "Shanties" w Krakowie poznaliśmy Danielle Loppin, Dominique Ragueneau i Marie Gaillard. Wtedy po raz pierwszy padło pytanie: - Czy nie przyjechalibyśmy na festiwal do Château-Thierry we wrześniu? Choć ostatecznie nie udało się pojechać na sam Festiwal du Patrimoine Vivant, Danielle dopięła swego i 18 marca br. szczęśliwie wylądowaliśmy na lotnisku w Paryżu.

 

Stowarzyszenie "Danse en Omois"

Do Château-Thierry, a właściwie do pobliskiego Essômes-sur Marne, przyjechaliśmy na zaproszenie stowarzyszenia "Danse en Omois". To grupa kilkunastu aktywnie działających osób, pasjonujących się tańcem folkowym. Organizują warsztaty, szkolenia, spotkania i pokazy, głównie tańców irlandzkich, szkockich czy francuskich ale i... salsy. Od siedmiu lat w ramach obchodów "Dnia św. Patryka" (przypada 17 marca - przyp. red.) organizują bal folkowy, podczas którego występują zespoły grające muzykę irlandzką, szkocką, bretońską nie tylko z Francji, ale i z zagranicy. W tym roku byli to: Slemish z Irlandii Północnej, Calembredaine z Francji i grupa z Polski, o trudnej do wymówienia nazwie "Sołsjezi".















 

 

 

Dużo grania

Jak się przekonaliśmy na miejscu, Danielle nie próżnowała i zorganizowała nam sporo koncertów. Drugiego dnia pobytu (czwartek) odwiedziliśmy liceum im. Jeana La Fontaine'a w Château-Thierry (które jest rodzinnym miastem tego poety), w którym do niedawna Danielle uczyła języka angielskiego. Zagraliśmy tam dwa ponadgodzinne koncerty dla uczniów i ich nauczycieli. Byliśmy pod sporym wrażeniem ogromu i organizacji placówki, a sali koncertowej i jej wyposażenia niejeden teatr w Polsce mógłby pozazdrościć.

Drugiego dnia (piątek) zagraliśmy w pięciu pubach w Reims. To było prawdziwe wyzwanie, bez nagłośnienia, unplugged, każdy pub inny, a każdy występ średnio ok. 45 minut. Struny padały jak muchy, a gardła mieliśmy zdarte do potęgi. Niewiadomą był dla nas zwłaszcza ostatni koncert przed kibicami Reims, którzy po przegranym meczu ich drużyny topili smutek w pubie. Obawy okazały się płonne, smutek gdzieś pierzchł, a po naszym koncercie kilku z nich żegnało nas po polsku: "raz, dwa, trzy, cztery..." :D. Skończyliśmy grać o drugiej nad ranem, zmęczeni ale zadowoleni, chyba zrobiliśmy dobre wrażenie.








 

 

Sobota to był dzień oficjałków. Najpierw koncert w Château-Thierry, w hotelu "Ibis" na "nieoficjalnym spotkaniu z lokalnymi władzami". Tam po raz pierwszy usłyszeliśmy zespół Slemish. To amatorska grupa, działająca od trzech lat, grająca większość irlandzkich standardów. Zaprosiliśmy ich do wspólnego wykonania kilku reeli, jigów i znajdującego się w naszym repertuarze "Down By The Sally Gardens". Na dwie gitary, dwie mandoliny, dwa flety, bodhran i instrumenty perkusyjne, dwie koncertiny, klawisz i głos Dominiki zabrzmiało to... ech! Po wpisie w naszej księdze gości wnioskuję, że nie tylko ja byłem pod wrażeniem - thanks Nigel!

Wieczorem w Essômes-sur Marne odbył się główny koncert obchodów "St. Patric's Day". Kilkaset osób doskonale bawiło się przy muzyce Slemish, Calembredaine oraz Sąsiadów. Oprócz występu daliśmy się także porwać w tany. Danielle i Dominique okazały się bardzo dobrymi nauczycielkami. Bal zakończył się ok 2.00, jak podkreślały nasze gospodynie, już dawno o tak późnej porze bal się nie skończył.

Nasz ostatni występ we Francji miał miejsce w niedzielę, na zamknięcie obchodów święta wszystkich "Irlandczyków". Po raz kolejny w trakcie wyjazdu odczuwaliśmy małą satysfakcję z faktu, iż Francuzi "tańczyli tak, jak im zagrali... śmy ;)" *).








 

 

Trochę zwiedzania

W trakcie tego krótkiego pobytu udało nam się trochę pozwiedzać. Zaczęło się od Paryża. Krótka, acz intensywna wizyta w katedrze Notre-Dame, rejs statkiem wycieczkowym po Sekwanie (rzut oka na wieżę Eiffla, Luwr, najstarszy most na Sekwanie) i już musieliśmy zmykać. Oczywiście będąc w Reims nie odpuściliśmy katedrze, chyba ważniejszej dla historii Francji niż ta w Paryżu. W Reims odwiedziliśmy także piwnice Champagne Pommery, gdzie poznawaliśmy proces produkcji szampana (oczywiście, wszystkiego nam nie zdradzono) i degustowaliśmy wyrób końcowy. Nie przesadzę zbytnio jeśli powiem, że szampan w Szampanii jest tańszy od piwa. Dlatego degustowaliśmy go wszędzie. A okazji było sporo, bo w Szampanii w każdej miejscowości trafi się kilkunastu producentów. Nasi gospodarze polecali nam tych najlepszych, więc bagaże w drodze powrotnej ledwo się dopinały. W ciągu tych kilku dni wypiłem więcej szampana niż przez całe swoje dotychczasowe życie.








 

 

W Château-Thierry zwiedziliśmy zamek i jego piwnice oraz monument poświęcony amerykańskim pilotom walczącym we Francji podczas wojny światowej. Ze wzgórza, na którym stoi rozciągała się przepiękna panorama Château-Thierry z rzeką Marną w tle. Gdy pomyślałem, że "w tak pięknych okolicznościach przyrody" toczyła się jedna z najkrwawszych wojen...

 

Wrażenia końcowe vel podsumowanie

Rzeczywiście Francuzi rzadko mówią po angielsku. Jak opowiadała Danielle, w szkołach też nie jest najlepiej.









 

 

Ekipa w Essômes-sur Marne okazała się zgranym zespołem ludzi, dobrze zorganizowanym. Potrafili się świetnie bawić ale i dobrze do tej zabawy przygotować i ugościć jeszcze nas jak należy. We Francji dużo się je. Śniadania są raczej skromne ale kolejne posiłki, jakimi nas częstowano to... prawdziwa uczta. Wina nigdy nie brakowało.

 

 

 

 

 

 

 

Wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Mamy nadzieję, że szybko uda nam się powrócić do Francji.

Dziękujemy Danielle i Dominique za zaproszenie i gościnę, spotkanym Polakom za rozmowy, Marie i Stephane'owi za towarzystwo, całej ekipie stowarzyszenia "Danse en Omois" za zaufanie i okazaną gościnność, The Slemish za te wspólne sessions! Do zobaczenia wkrótce!










 

Tekst: Kamil Piotrowski

Zdjęcia: Pierre Majek, Justyna i Kuba Owczarek, Agnieszka Wiklińska, Kamil Piotrowski

 

*) dla czytających inaczej: Po raz pierwszy czerpaliśmy satysfakcję z faktu, że zespół z Polski, grający m.in. ludową muzykę francuską, może podobać się autochtonom na tyle, że ruszają w tan. Budujące i dające motywację do dalszej pracy.

Informację wprowadził(a): Kamil "KAMiL" Piotrowski - godz. 13:51, 2 kwiecień 2009, wyświetlono: 1569 razy

Greegus

wysłano: 20:34,11 kwiecień 2009

Ja tylko w kwestii gastronomicznej. Pytanie do kolegów i koleżanek jak tam zgaga? bo ichnia kuchnia dla innostrańców cokolwiek uciążliwa. jedzenie tego co jedzą i polewanie wińskiem czy winegretem to sooner lub póxniej kończyło sie zgagą u nas.. a na zgage najlepsze są okopowe.. np rzodkiewka z Karfura
Odpowiedz na ten komentarz
Brzydki Piotruś

wysłano: 16:58,18 kwiecień 2009

Cieszą sukcesy polskich zespołów na obczyżnie. Odkąd Was poznaliśmy (3 lata temu w Latarni) szanujemy, kochamy i uwielbiamy Waszą twórczość i Was samych. Dla chwały szant warto nawet do Francji się wybrać. Tak trzymać Dominiko, Elu, Kamilu, Kubo, Marku i Adrianie. Do szybkiego zobaczyska
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 19:35,20 maj 2009

powiem Ci Greegusie, że z tą zgagą to jakoś nie pamiętam, (częściej miewam teraz :D) czyli chyba nie było problemów... może dlatego, że zalewaliśmy to jedzenie szampanem? Piotruś ty Brzydalu, co się ostatnio na koncertach nie pojawiasz z ekipą? No coby mi to było przedostatni raz :)))
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI