Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Trójmiasto we Wrocławiu

Relacje

... czyli Gdańska Formacja Szantowa we wrocławskim klubie Łykend. GFS w trzyosobowym składzie: kpt Waldemar Mieczkowski, Józef Kaniecki i Jacek Jakubowski. A ...

... czyli Gdańska Formacja Szantowa we wrocławskim klubie Łykend. GFS w trzyosobowym składzie: kpt Waldemar Mieczkowski, Józef Kaniecki i Jacek Jakubowski. A ja tam byłam, słuchałam, piffko piłam i cudnie się bawiłam... tak cudnie, że wprost rozpiera mnie, żeby Wam o tym opowiedzieć!

 

Koncert rozpoczął się trochę po 20, jako że panowie wpadli na scenę prosto z drogi, która to ponoć jakoś pechowo się im wydłużyła (po drodze był pewnie niejeden bar... ;) Pierwszego seta zagrali niemal z marszu i może dlatego czuło się na początku, że jeszcze się tak naprawdę nie rozkręcili, szczególnie Józef Kaniecki - wirtuoz skrzypiec, którego słyszałam wielokrotnie w różnych formacjach szantowo-folkowych i który jak wpadnie w improwizatorski trans, to człowiekowi buty spadają z wrażenia!

 

Zaczęli od Tawerny Pod Pijaną Zgrają i z każdą kolejną piosenką byli coraz bardziej już tu, z nami, w klubie... I myślę, że nikt z przybyłych (szkoda, że niezbyt licznie) nie był tym występem rozczarowany, bo GFS zaserwowała nam taką różnorodność muzycznych klimatów, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie - jakąś pieśń, podrygując i podśpiewując, zanieść na ustach i w pamięci do domu (moja przyjaciółka-poetka, którą nieraz wyciągam na szantowe koncerty i zarażam morskością, tak się zasłuchała i tak się dała wciągnąć barowo-szantowym opowieściom przybyłej z Trójmiasta trójki, że nagryzmoliła nowy wiersz, w którym ewidentnie musiało wystąpić słowo reda, bo w pewnym momencie trąciła mnie ramieniem:

Ela, sorry, ale powiedz mi co to jest dokładnie ta reda ;-)

 

Mnie najbardziej ucieszyły piosenki z płyty GFS pt. Barowe opowieści, choć moim zdaniem było ich zdecydowanie za mało! Cóż, najchętniej usłyszałabym całą płytę na żywca, heh :) Ale i tak byłam uszczęśliwiona, podśpiewując na widowni swoją ulubioną Rybaczkę, a już pod koniec koncertu (niejako wywołane na bis) Cztery zegary ze świetnym, błyskawicznie wpadającym w ucho refrenem (oj, nie dziwię się, że autor Zbigniew Gach dostał za ten tekst nagrodę im. Tomka Opoki na krakowskich Shanties 2004) czy również nagrodzonego na tym festiwalu przepięknego Regulusa w wykonaniu SM Kapitana Waldemara, który na moją prośbę (o, thank you once more, captain my, captain...) zaśpiewał również przecudnej urody pieśń pt. Po wodzie pianą, a potem jeszcze niezmiennie aktualne i niezmiennie zachwycające Porty - obie autorstwa Janusza Sikorskiego, niezrównanego szantymena-poety, który już niestety nic nowego nie napisze, czego odżałować nie mogę... (A z wierszy napisanych chyba ten nie umrze, co nie bał się stać prawdą lub stał się muzyką, Jan Twardowski - cytat ze strony internetowej GFS http://www.gdanskaformacja.art.pl).

 

W koncercie znalazły się też inne bluesowo zaaranżowane kompozycje Janusza Sikorskiego, znane jeszcze z wykonań Waldemara Mieczkowskiego z

Broken Fingers Band, zebrane na płycie pt. Nostalgia: była i Modlitwa do anioła stróża, i Tawerna pod Dorodną Flądrą (iście brawurowe wykonanie!), i Morze Sargassowe, i tytułowa Nostalgia, i Sztorm przy Georgii (oj, zagalopowałam się - tu już nie J. Sikorski, tylko Jerzy Porębski :) Nie zabrakło też takich standardów jak 16 ton (z pysznymi bluesowymi improwizacjami, mniam, mniam!), Dziki włóczęga (z puszczeniem oka w postaci mistrzowsko... sfałszowanego interludium, hihihi :), Tańcowanie (które porwało do podscenicznych podskoków dwójkę uroczych dziewcząt, lecz niestety wymiękły przed końcem utworu...), nieśmiertelnej Kei czy pożegnalnego Liverpoolu (po którym oczywiście nie chcieliśmy wypuścić muzyków ze sceny, co SM Kapitan skwitował kokieteryjnym uśmiechem, mówiąc, że na to liczyli... ;-)

 

Osobiście największą ciekawostką dla mnie była chyba Pieśń powrotu... w angielskim oryginale (o ile dobrze zapamiętałam: Going Home Song) - dotąd miałam okazję słyszeć tę nastrojową pieśń tylko po polsku. Muszę przyznać, że po angielsku robi jeszcze większe wrażenie: człowiek cichnie w środku i cały staje się zasłuchaniem... No, ale do tego wrażenia pewnie przyczyniło się jeszcze przepiękne wykonanie Jacka Jakubowskiego... który na koniec koncertu zaskoczył i dosłownie zwalił z nóg pozaprogramowym bisem! Kiedy reszta muzyków definitywnie już zeszła ze sceny, on odłożył akordeon, chwycił za gitarę i zaśpiewał solo, z sercem, chwytającą za serce kozacką dumkę! Brawo, brawissimo, Jacku :) Tak się spodobała, że musiał ją powtórzyć, lecz zanim to uczynił, zaserwował jeszcze jedną ukraińską balladkę, równie ślicznie wykonaną! Któż by się spodziewał takiego zakończenia szantowego koncertu Szantowej Formacji :)

 

To był koncert, na którym naprawdę nie można się było nudzić! W dużej mierze dzięki temu, że mieliśmy aż dwóch głównych szantymenów: raz uwodził swoim zmysłowym, miejscami bluesowo zachrypniętym głosem SM Kapitan Mieczkowski, a raz przewodził w śpiewie dźwięczny, jaśniejszy wokal Jacka Jakubowskiego. Obydwaj pięknie się nawzajem uzupełniali w refrenach, czy wspólnych dwugłosowych partiach. Nie można tutaj także pominąć Józefa Kanieckiego, który dzielnie wspomagał ich wokalowo, a na koniec sam zaśpiewał jedną zwrotkę Pożegnania Liverpoolu :) Ale wielką siłą tego koncertu, i w ogóle wielką siłą aranżacji piosenek wykonywanych przez GFS, jak dla mnie jest także, a może przede wszystkim, mistrzowskie wymienianie się przez muzyków solówkami w większości utworów - takich improwizacji można słuchać godzinami, bo zanim zdążymy się znudzić skrzypcami (chociaż czy można się znudzić TAKIMI skrzypcami?!), wchodzi na solo akordeon, a potem temat przejmuje harmonijka i jeszcze niewyżyty Józef Kaniecki zamienia skrzypce na gitarkę i jeszcze jedna melodyjka, a co!

 

To jest dopiero wymiatacz, ludzie! Fantastyczne w nim jest to, że równie stylowo, lekko i z wdziękiem potrafi zagrać bluesa, jak i żywiołowy, taneczny folk, a potem jeszcze po serduchu przejedzie tym smyczkiem swoim, co nastrojów tysiące maluje i łzę w oku zakręcić potrafi... Ech! Taki muzyk w zespole to skarb :) Nic dziwnego, że jest rozrywany i zasila swoim kunsztem tak wiele formacji szantowo-folkowych! Z podziwem patrzyłam, jak co i raz zmieniał skrzypce na gitarkę... na czym by tu teraz...? :) Zapytany przeze mnie po koncercie, na czym woli grać, odparł, że na obu lubi, choć wiadomo, dłużej gra na skrzypcach, a na gitarce dopiero się uczy hehhe :))

 

Aż żal było wychodzić! No, ale trzeba było w końcu, o tej wpół do pierwszej... Ciekawa jestem, czy muzycy GFS dali się namówić na jeszcze jakieś bisy, może bardziej kameralne, przy kufelku...? Jak ktoś był, niech da znać... że nic już nie było, żebym nie żałowała :))

 

Tekst: Ela Kołodziejczyk /Betty Blue/

 

P.S.

No dobra, powiem! SM to skrót od Szalenie Męski ;-)

No cóż ja poradzę, że mi nogi miękną przy Kapitanie...

Zobacz także

W naszym archiwum

Informację wprowadził(a): Kamil "KAMiL" Piotrowski - godz. 22:5, 28 wrzesień 2005, wyświetlono: 999 razy

Kwiatuch / Betty Blue

wysłano: 23:16,28 wrzesień 2005

... mój pierwszy tekst w Szantymaniaku!! Ależ to ekscytujące uczucie :)))) Jeżeli ktoś był i ma zdjęcia z tego koncertu, to jest bardzo proszony o udostępnienie... Pozdrawiam błękitnie (jakby co - wytykajcie błędy, to mój debiut, więc wszystko pokornie przyjmę na klatę!) Elucha Kwiatucha
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 12:38,29 wrzesień 2005

przy okazji tego artykułu odkryłem, że w naszych "wydawnictwach" nie ma słowa o cudownej płycie Gdańskiej Formacji Szantowej zatytułowanej "Barowe opowieści". Trzeba to szybko uzupełnić.
Odpowiedz na ten komentarz
Jacek

wysłano: 12:57,4 marzec 2008

Chyba nie mialem wczesniej okazji dotrzec do tego jakze milego komentarza z naszego koncertu w Lykendzie. A byl mi dzis potrzebny bardziej niz zwykle. Dopiero co przestal wiac w Gdyni huragan, zrobilo sie paskudnie zimno i nawet jakos dziwnie mewy przycichly. Dopiero co odbyl sie festiwal w Krakowie i Wroclawiu. I dopadla czlowieka nostalgia... Dobrze czasem wrocic i spojrzec pare lat wstecz. Dzieki Betty.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI