Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Trzy Majtki, Contrast, Święta...

Prezentacje

"Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy..."

Tymi słowy zaczyna się jedna z najpiękniejszych polskich piosenek okołoświątecznych. Atmosfera ciepła, serdeczności i zrozumienia szerokim strumieniem płynie spomiędzy wierszy. Ale skąd takie nieszantowe

...

"Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy..."

Tymi słowy zaczyna się jedna z najpiękniejszych polskich piosenek okołoświątecznych. Atmosfera ciepła, serdeczności i zrozumienia szerokim strumieniem płynie spomiędzy wierszy. Ale skąd takie nieszantowe skojarzenie na szantowych łamach? Otóż właśnie tak wspominam cudowny wieczór z zespołem Trzy Majtki w gdyńskim Contraście 27 grudnia 2007 roku.

Świąteczny czas sprzyja powrotom do domu - powrotom do Gdyni z innych polskich miast, powrotom z różnych siedemnastych i osiemnastych województw, czyli Irlandii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, a nawet zza oceanu, dokąd wyjechali przedsiębiorczy rodacy. W Trójmieście wbrew pozorom emigracja nie jest zjawiskiem nowym. Wszak mieszkańcy nadmorskich regionów na całym świecie cieszą się opinią najbardziej mobilnych, przedsiębiorczych i otwartych na nowe wyzwania. W przeszłości, kiedy jeszcze nie korzystano z samolotów w sposób masowy, to właśnie porty stanowiły wrota do całego świata, a marynarze byli tymi, którzy z tych wrót korzystali najczęściej. I to przede wszystkim oni trafiali do portowych tawern całego świata. Dzisiaj czasy się zmieniły, tanie linie lotnicze przybliżyły Wyspy Brytyjskie na odległość dwóch godzin lotu samolotem. A magia portowych tawern pozostała...

Ale dlaczego o tym wszystkim pisać, serwując Szanownym Internautom stek "oczywistych oczywistości"? Spieszę z odpowiedzią: dlatego, że czwartkowy koncert oczarował mnie swoją wyjątkowością. W porównaniu z poprzednimi rewelacyjnymi koncertami Trzech Majtków, zagranymi na maksa w legendarnej już tawernie, tym razem szczególną rolę odegrała publiczność. Z rozmów zasłyszanych udało mi się złożyć mapę świata według polskiej młodej emigracji - świata, który ostatnimi czasy nabrał przyjaznych rozmiarów i gościnnie otworzył przed nami drzwi. A wraz z nami wyruszyła w świat muzyka.

Niemalże do łez rozbawiła (i chyba trochę wzruszyła) mnie opowieść Wysokiego Mężczyzny w Marynarce o tym, jak to jechał po Manhattan Avenue na Greenpoincie w Niu Jorku swym autem, z otwartymi szybami, słuchając płyty "Z prądem", a przechodzień na pasach uśmiechnął się i zawołał "Aaa, Trzy Majtki!" Czy to nie cudowne, że nawet za oceanem muzyka pięciu młodych czarodziejów dźwięku stała się rozpoznawalna? (I czy Edek w tych swoich okularach nie przypomina Wam trochę Harrego Pottera?) Przecież ta sama historia mogła równie dobrze wydarzyć się za bramami Dublina, w Lądku Zdrój (przepraszam, Londynie), Hamburgu, Berlinie czy gdziekolwiek indziej. Na marginesie dodam, że niedawno sama zawiozłam muzykę Majtków do Rumunii, gdzie pomimo niezrozumiałego języka spotkała się ona z entuzjastycznym przyjęciem, a zaproszony do polskiej tawerny rumuński partner biznesowy nie krył zachwytu wysokoenergetycznym koncertem.

Na świąteczno-noworocznym koncercie zespół spisał się jak zwykle rewelacyjnie. Repertuar już od dłuższego czasu rośnie z miesiąca na miesiąc, a autorskie piosenki, które jeszcze nie znalazły się na płycie, podczas koncertów są śpiewane przez wiernych słuchaczy na równi z brodatymi hiciorami, które wszyscy znają i kochają. To, co zmienia się z czasem, chyba mogę nazwać aranżacją - aczkolwiek nie do końca świadoma jestem zakresu tego pojęcia. Obrazowo mogę opisać ten proces poprzez porównanie do dojrzewania dobrego wina.

Są trunki, które od początku wywierają na nas bardzo pozytywne wrażenie, o których wiemy, że je polubimy i że z przyjemnością będziemy do nich wracać. Z czasem, przy każdej kolejnej butelce, oprócz barwy, bukietu i smaku, powracają do nas wspomnienia miłych chwil, spędzonych w towarzystwie poprzednich butelek tego samego gatunku. Przy czym sam trunek z biegiem lat dojrzewa, nabiera zacnego smaku, w którym pojawiają się nowe, nieznane dotąd nuty. Wiem, że niejednemu enologowi nóż się w kieszeni otwiera, kiedy czyta tak niefachowe wynurzenia na temat wina. Wybaczcie proszę, ta okrężna droga wydaje się najwłaściwszym sposobem przybliżenia procesu, który przeszedł zespół przez prawie pięć lat swego istnienia. A pięcioletnie wino definitywnie zasługuje, aby wlać je do kieliszka i zachwycić się jego walorami - najlepiej w ciepłej, oświetlonej blaskiem świec portowej tawernie.

Analizując muzyczny bukiet wina Chateau Trois Petites Culottes*, dostrzegamy w nim następujące, nomen omen, nuty. Na pierwszy ogień idą wokale - trzy (w porywach cztery, kiedy to Bosman sporadycznie acz zdecydowanie wkracza do akcji) głosy o zróżnicowanej barwie, bardzo ciekawie ze sobą współbrzmiące, szczególnie w partiach a capella (miłośnicy koni doskonale wiedzą, o czym mówię).

Głos Pawła słychać najczęściej, także między utworami - głos charakterystyczny, lekko chropowaty i bardzo "tawerniano-barowy", aczkolwiek zdolny przybrać delikatniejszą tonację, kiedy śpiewa o miłości i pogoni za wiatrem w piosenkach dedykowanych własnej żonie. Ostatnio Paweł zaczął eksperymentować w obszarach zarezerwowanych dotychczas dla Johna Scatmana i ciekawie mu to wychodzi. Paweł, czekamy na więcej.

O głosie Edka, podobnie jak o skrzypcach Łukasza, można z pewnością niejedną książkę napisać. Ma w sobie coś aksamitnego, co dociera przez uszy szczególnie do żeńskiej części publiczności, otulając słuchaczki niczym ciepły jedwabno-kaszmirowy szal w długie zimowe wieczory. Głos, którego skala schodzi najniżej, nie stroniący jednak od wyższych partii melodycznych, przez co brzmi wiarygodnie zarówno w wysokoenergetycznych pieśniach ludzi morza, jak i w sentymentalnych balladach. Są takie piosenki, od których ciary przechodzą po plecach, a w środku człowiekowi robi się jakby cieplej. Melodie śpiewane przez sympatycznego okularnika sprawiają, że człowiek, rozmarzony, zamyka oczy i świat dookoła przynajmniej na chwilę przestaje istnieć.

Głosu Łukasza w partiach solowych nie było słychać zbyt często - od początku swej kariery w zespole wyrażał się poprzez "gęśle". Ostatnimi czasy zaczyna się to jednak zmieniać, oczywiście ku uciesze żeńskiej części publiczności. W wielu nowych piosenkach ma swoje zwrotki, które śpiewa dźwięcznym tenorem o silnej ekspresji, a interaktywna, wysokoenergetyczna wstawka z udziałem publiczności, przeplatana skatem, to jedna z moich ulubionych części koncertów. Pastorałka, w której Łukasz daje popis wokalnego kunsztu, skłania do zastanowienia, jak mają się głosy polskich "sławnych artystów-wokalistów", lansowanych przez media i siebie samych, do głosu młodego szantowego skrzypka. Czy aby na pewno wszyscy z nich są właściwymi osobami na właściwym miejscu? Bo Łukasz jako skrzypek i wokalista, czyli dwa w jednym, na pewno jest.

Głos Bosmana, czyli Witka, w pewnym momencie funkcjonował jak Yeti, na zasadzie "Ponoć istnieje, ale jeszcze nikt nie widział". Kiedyś, w zamierzchłych czasach, Bosmanowi zdarzało się zrzucać bas, brać gitarę, i śpiewać o królu wszystkich bosmanów. Ostatnio jednak zaniechał tej praktyki, prawdopodobnie w wyniku nadmiaru nowych autorskich piosenek. Na szczęście w zeszłym roku przydarzyła się zespołowi wspaniała "Zima", gdzie Bosman wykazuje się wokalnie w końcówce. Cóż można powiedzieć? Wiciu, prosimy o jeszcze. Więcej wstawek wokalnych, może jakaś własna zwrotka, gdzie będziesz mógł wykazać się umiejętnym łączeniem gry na basie i śpiewu, niczym Sting? Życzymy wszelkiej pomyślności!

Przechodząc do instrumentarium, zacznę od tego, co najbardziej rzuca się w uszy, czyli skrzypiec Łukasza vel Gerarda. Niby dziurawe te skrzypki, takie niepozorne, a ile hałasu można nimi narobić - o tym przekonacie się jedynie na koncercie Trzech Majtków. Nie widziałam jeszcze na polskiej scenie szantowej skrzypka, który w tak naturalny i właściwy sobie sposób potrafiłby zawłaszczyć uwagę publiczności, na przykład żywiołowo grając na stole lub wspinając się na kolumnę głośnikową. Skrzypka, który potrafi zjednać sobie podziw i sympatię swym drugim instrumentem, czyli strunami głosowymi (o czym powyżej) oraz sporadycznie używanym trzecim instrumentem, czyli tin whistle. Tłumy fanek piszczących pod sceną mówią same za siebie, wyrażając podziw dla całego jego instrumentarium. Oglądając występy zespołów, wyposażonych w skrzypków stacjonarnych, zawsze zadaję sobie pytanie: dlaczego ten facet tylko tak stoi i "piłuje"? Właśnie, a propos "piłowania" - w jego jakości i finezji tkwi największa siła Łukasza, o niebo przewyższająca jego gigantyczną ekspresję sceniczną. W kalejdoskopie melodii usłyszeć można zarówno koszerne nuty w stylu "Skrzypka na dachu", jak również iście mozartowskie pasaże, zrodzone w głowie kompozytora-sadysty, które wymagają od grającego morderczej precyzji; zachrypnięte od papierosowego dymu niezliczonych tawern brzmienia niczym te, które wychodziły spod palców niezastąpionego Śp. Józka Kanieckiego, sąsiadują z dźwiękami przesterowanej gitary Joe Satrianiego albo Slasha. Przyznam szczerze, że nie mogę się doczekać, jak zabrzmią te skrzypce za lat dziesięć czy piętnaście. Przy zachowaniu dynamiki z ostatnich pięciu lat; nie, moja wyobraźnia tego nie ogarnia.

Nie mniej istotne role w zespole grają gitary - bynajmniej-nie-parszywa "dwunastka" Pawła oraz klasyczna hiszpanka Edka. Z definicji stanowią one oś, dookoła której obraca się muzyka zespołu. "Dwunastka" w akcji sprawia wrażenie, jakby za plecami zespołu ulokowali się Gypsy Kings w komplecie, a finezyjne solówki Edka ukazują gitarowy potencjał tworzenia melodii. Bez gitar nie byłoby zespołów szantowych, przynajmniej w popularnym rozumieniu, wiążącym muzykę morza z zadymionymi tawernami, gdzie na scenie stoi lub siedzi (w zależności od fazy dobrego wieczoru lub dobrej nocy) przynajmniej jeden facet z gitarą.

Basu Bosmana, który trzyma w ryzach całe to muzyczne towarzystwo, nie można pominąć, gdy mowa o gitarach. Przecież bez niego zespół nie brzmiałby tak samo. Zaryzykuję stwierdzenie, że Witek, ten stojący w  cieniu facet, wykonuje najcięższą pracę podczas każdego koncertu. Każdy, kto choć raz spróbował gry na instrumencie, należącym do sekcji rytmicznej, wie, jak trudno jest utrzymać równy rytm - szczególnie wtedy, gdy większość z obecnych może mieć problem z utrzymaniem się na nogach. Wracając do terminologii enologicznej, sceniczna twórczość Bosmana nadaje głębię smaku kupażowi Chateau Trois Petites Culottes.

Jak wiadomo, każde wino należy serwować w odpowiedniej oprawie, aby wydobyć z niego wszystko to, co ma do zaoferowania smakoszom. W przypadku Chateau Trois Petites Culottes mamy do czynienia z oprawą akustyczną, zapewnianą przez niezastąpionego Macieja z Bocianiego Gniazda. Hen, nad głowami bawiącej się gawiedzi, alchemik dźwięku operuje pokrętłami, uprawiając rodzaj współczesnej czarnej magii, z której przeciętny zjadacz chleba rozumie tyle, co nic. Niby go nie widać, nie słychać, ale bez niego Majtki nie byliby sobą, nie mogliby pokazać się słuchaczom od najlepszej muzycznej strony na wszystkich scenach, gdzie dotychczas grali. Małe wnętrza, duże wnętrza, koncerty na świeżym powietrzu - nic mu nie jest straszne, bo Maciek podejmuje się każdego wyzwania. Podoba mi się, jak koledzy ze sceny podkreślają, że ich akustyk jest pełnoprawnym członkiem zespołu, nie pozwalając mu pozostać w cieniu.

To bardzo trudna umiejętność - przyznać, że nie wszystko, co się osiągnęło, zawdzięcza się tylko i wyłącznie sobie. Bo dobre wino przecież nie ma wpływu na swój smak; Potrzebuje słońca, dobrych warunków, życzliwych ludzi i na pewno także łutu szczęścia.

 

To jak, skusicie się na kieliszeczek? Wasze zdrowie!

 

Życzę Szanownym Internautom, dużo radości w całym 2008 roku, a wszystkim pięciu Trzem Majtkom wielu przynajmniej tak wspaniałych koncertów, jak ten magiczny, świąteczno-noworoczny w gdyńskim Contraście - albo i jeszcze lepszych!

 

*Szanowni Romaniści, wybaczcie proszę brak "ogonków" nad literami oraz wykorzystanie francuskiej nazwy bielizny żeńskiej - brzmi bardziej poetycko i lepiej pasuje do nazwy Chateau

 

W artykule wykorzystano zdjęca autorstwa Anny Korzon oraz Tomasza Golińskiego.


Informację wprowadził(a): Hanna "hunnny" Potulska - godz. 18:19, 17 styczeń 2008, wyświetlono: 1028 razy

Paweł 'Synchro' Jedrzejko

wysłano: 1:51,19 styczeń 2008

... i to na tajemniczej Łysej Górze w tajemniczej Cafe Sabat! To chyba jakiś eliksirek jest nieunikniony... Uściski dla Majtków i ich Cudownych Żon i Latorośli! Paweł
Odpowiedz na ten komentarz
niki

wysłano: 23:37,19 styczeń 2008

Sądziłem że główna strona szantymaniaka przeznaczona jest na wyjątkowo ważne nowiny a nie promowanie się konkursowych zespołów....
Odpowiedz na ten komentarz
grzywa

wysłano: 6:40,20 styczeń 2008

Wychodzi na to, że myślenie nie jest Twoją najmocniejszą stroną. Mniej jadu, proszę.
Odpowiedz na ten komentarz
Niki

wysłano: 13:50,20 styczeń 2008

Ale gdzie tu jad proszę Pana... ja grzecznie zapytałem czy to dobrze że informacja o zespole pojawia sie na stronie głównej jest przecież od tego dział wykonawcy. No chyba że wydarzyło sie w karierze zespołu w ciągu ostatnich kilku dni coś wyjątkowego np. wydanie płyty, trasa zagraniczna, jubileusz 20-lecia rozpoczęcia działalności ...
Odpowiedz na ten komentarz
Paweł S.

wysłano: 14:32,20 styczeń 2008

Chciałem tylko powiedzieć, że Trzy Majtki nie występują już w konkursach, więc zarzut, że promuje się zespół konkursowy jest nietrafiony. Po drugie, analizując artykuły w dziale "nowiny' można przeczytać wiele tekstów, które opisują zespól nie koniecznie "z okazji". Pozdrawiam
Odpowiedz na ten komentarz
YenJCo

wysłano: 14:55,20 styczeń 2008

... i czegokolwiek co wyda mu się ważne, a jest związane z szantami. To jest Wolny Portal. Każdy Reporter ma prawo tutaj pisać na dowolny temat, w sposób jaki chce i czuje. Jedynym warunkiem jest trzymanie się tematyki zgodnej z profilem portalu SZANTYmaniak. Bardzo dziekuję Hannie Potulskiej za ten inne jej teksty, które pisane są rzetelnie, ciekawie i ładnym jezykiem. Choć znam Trzy Majtki od samego początku - zobaczyłem go dzięki Hani jeszcze z nieco innej strony, co utwierdza mnie w przekonaniu o dużej wartości "facetow z Trójmiasta". Nie raz widziałem Trzy Majtki w akcji na scenie i doceniam jego żywiołowość, wiele pięknych, autorskich utworów oraz wspaniały kontakt z publicznością. Z przyjemnością również zaprosiłem zespół na zeszłoroczną ZEZĘ i jako organizator - nie żałowałem :-) Szanowny NIKI - kimkolwiek jesteś i jakkolwiek nie lubisz Trzech Majtków - masz prawo nie czytać tekstów, które Cię nie interesują - proszę pamietaj o tym, ale co ważniejsze masz również prawo napisać swój tekst, jeśli prezentowane opinie autorki na jakikolwiek temat są Ci obce. Wystarczy się tylko pod nim podpisać - anonimów nie akceptujemy. Wystarczy kliknąć dział SZANTYMANIAK i przeczytać jak zostać reporterem. Możesz w końcu wypowiedzieć swoje krytyczne zdanie na www.forum.szantymaniak.pl gdzie ten (i wiele innych zespołów) ma własne miejsce w dziale WYKONAWCY. Wystarczy poświęcić 2 minutki na zarejestrację i będziesz mógł do woli kruszć kopie z zespołem, jego fanami. *** Zachęcam wszystkich, którzy czują iskrę do pisania żeby dzielili się swoim intelektem z Czytelnikami Szantymaniaka - każdy kto lubi pisać i czuje, że ma talent :-) - jest mile widziany. Czekamy na TWOJE opisy wrażeń, relacje z koncertów, zdjęcia, felietony, recenzje, prezentacje miejsc, tawern, zespołów, pojedynczych osób i wszystkiego co ma zwiazek z Szantami. Jeśli nie czujesz się jeszcze na siłach pisać bezpośrednio na strone główną - możesz swoich sił próbować najpierw na największym szantowym forum w internecie, w którym zarejestrowało się ponad pół tysiąca naszych czytelników: www.forum.szantymaniak.pl Forumowicze na pewno wyrażą mniej czy bardziej konstruktywną krytykę, a ewentualne sugestie pomogą Ci przygotować tekst do samodzielnej publikacji. Autorów najlepszych tekstów na Forum sami zapraszamy do publikacji ich na stronie głównej. Wolny Portal Szantowy Szantymaniak.pl istnieje dzięki publikowanym tekstom. Każdy z Was może mieć udział w jego rozwoju tworzeniu. Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do współpracy. redaktor naczelny portalu Maciej Jędrzejko PS Rzućcie okiem: http://www.szantymaniak.pl/index.php?dzial=10#sekcja_12 (trzeba skopiowac link do paska adresów przeglądarki)
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI