Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Warszawa w Węgorzewie (XIV "Węgoszanty", 8 sierpnia 2009 r.)

Relacje

Na odrodzonych "Węgoszantach" byłem już po raz drugi. Pierwsza edycja po przerwie, w 2007 r., to występy dwóch zespołów z Giżycka - Załogi Dr. Bryga i Kochanków Sally Brown - oraz Zejmana i Garkumpla i Orkiestry Dni Naszych. Rok później do Węgorzewa ...

Na odrodzonych "Węgoszantach" byłem już po raz drugi. Pierwsza edycja po przerwie, w 2007 r., to występy dwóch zespołów z Giżycka - Załogi Dr. Bryga i Kochanków Sally Brown - oraz Zejmana i Garkumpla i Orkiestry Dni Naszych. Rok później do Węgorzewa znowu zawitała ODN, której muzycy pokazali też poetycki projekt Duchy, a także Grzegorz Tyszkiewicz, Smugglers i nieco zapomniany olsztyński Wodny Patrol.

 

Trzecia edycja minifestiwalu na węgorzewskim placu Wolności zasadniczo nie odbiegała od poprzednich. Wprawdzie dyrektor Węgorzewskiego Centrum Kultury Mirosław Błudzień rok temu snuł plany powiększenia imprezy do dwóch dni, ale póki co nic z nich nie wyszło. Kryzys niestety odbija się na branży, by wspomnieć tylko okrojony festiwal w Giżycku, bardzo skromny w Rucianem-Nidzie, problemy Mikołajek i wielu innych inicjatyw w całym kraju. W tej sytuacji zachowanie status quo należy uznać za sukces.

Pamiętając, że każdy festiwal w Węgorzewie inauguruje koncert dla dzieci, zachodziłem w głowę, który z zaproszonych zespołów podejmie się tego zadania. Okazało się, że dla dzieci zagrał... Mordewind. Muzycy nie przygotowali jakichś specjalnych utworów, postanowili natomiast zapoznać najmłodszych ze swoimi instrumentami. A tych było więcej niż zwykle, gościnnie pojawił się bowiem były muzyk zespołu, skrzypek Marcin Drabik, udzielający się obecnie w kilku folkowych projektach (Shannon, Hoboud, Craic). Dzieciaki mogły je dotknąć, a nawet pograć na nich razem z zespołem.

Po krótkiej przerwie grupa zagrała "dla dorosłych". Ze skrzypcami zabrzmiała bardzo fajnie, choć czasem niestety ginęły one w natłoku innych dźwięków, przede wszystkim perkusji.

Pierwszy raz w życiu zobaczyłem zespół Latający Holender. I trudno mi jednoznacznie podsumować występ drugiej już warszawskiej kapeli tego wieczora. Z jednej strony było mi niesamowicie przyjemnie usłyszeć kultowe utwory Spinakerów. Słoneczko, Moja, Trawersem do księżyca, Ostatni żagiel, Zocha, Przyjaciółka żeglarzy, wreszcie Na Mazury! - te piosenki jeszcze kilkanaście lat temu rozbrzmiewały na Mazurach nie tylko z pokładów jachtów, ale przede wszystkim scen festiwalowych. Nawet w ostatnich latach, kiedy Spinakery niemal zupełnie zniknęły z żeglarskich festiwali, "Lucjusza" z nowym składem muzyków można było zobaczyć m.in. w Giżycku, Sztynorcie i Rucianem-Nidzie.

Z drugiej strony - kawałki Spinakerów stanowią znakomitą większość koncertowego repertuaru Latającego Holendra. Poza nim usłyszeliśmy kilka utworów bardzo znanych (Stary bryg, Fajna ferajna), które - grane z użyciem perkusji - zabrzmiały bardzo sztampowo. Z autorskich utworów zapamiętałem jedynie "balladę nostalgiczno-romantyczną" Cumy. Podsumowując - mieszane uczucia.

Na tym tle bardzo dobrze wypadła Atlantyda. Choć muszę przyznać, że jej koncerty, składające się o

d lat z samych znanych hitów (Pacyfik, Marco Polo, Zapach lądu itd.), budzą u mnie coraz mniejsze emocje. Te pojawiły się dopiero podczas dwóch nowych utworów, granych od kilku miesięcy - Nikt ich nie pokona oraz Sail Ho Welcome. Apel: więcej nowości!

Nietypowo na zakończenie "Węgoszant" zagrała Załoga Dr. Bryga, wracająca prosto z Serw z nagrodą publiczności. Słyszałem ją kilka dni wcześniej w Mikołajkach, więc po kilku utworach opuściłem imprezę.

 

Jak podsumować węgorzewski koncert? Na pewno dobrze, że na dalekiej północy coś się dzieje w temacie "żeglarska muzyka" (no bo przecież nie "szanty" - szanty na całym festiwalu nie było ani jednej). Dobrze, że co roku można usłyszeć w Węgorzewie przynajmniej dwie gwiazdy sceny zwanej umownie "szantową". Jest to jednak za mało, by "Węgoszanty" zdobyły sobie trwałą pozycję wśród około 50 imprez tego typu w Polsce. Na razie jest to wydarzenie lokalne - w tym kontekście tym bardziej dziwi, że nie gra na niej jedyny węgorzewski (w dużej mierze) zespół szantowy, North Wind. Wydaje się jednak, że organizatorom nie chodzi o jakiekolwiek zaistnienie w szantowym środowisku. Ma to być jedno z wielu wakacyjnych wydarzeń w Węgorzewie, skierowane do przeciętnego turysty lub mieszkańca, a nie szantowego konesera.

Informację wprowadził(a): Michał Nowak - godz. 19:49, 25 październik 2009, wyświetlono: 1424 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI