Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Wspomnienie o Charzykowach

Relacje

Minęło już wiele miesięcy od festiwalu w Charzykowach, a do tej pory w "Szantymaniaku" nie pojawiła się jeszcze żadna recenzja. Postaram się więc nadrobić to zaniedbanie. Niestety, mój opis będzie dotyczył jedynie drugiego dnia występów, ponieważ psikusy pogody w pierwszym dniu,

...

Minęło już wiele miesięcy od festiwalu w Charzykowach, a do tej pory w "Szantymaniaku" nie pojawiła się jeszcze żadna recenzja. Postaram się więc nadrobić to zaniedbanie. Niestety, mój opis będzie dotyczył jedynie drugiego dnia występów, ponieważ psikusy pogody w pierwszym dniu, przy obecności moich dzieci i w perspektywie amfiteatru tj. budowli bez dachu, spowodowały, że zabrakło mi odwagi na przyjazd.

Dzień drugi natomiast, zaczął się piękną pogodą i już bez obaw o przemoknięcie pojechaliśmy do Charzykowów. Uczucie braku obaw i poczucie bezpieczeństwa nasiliło się, gdy weszliśmy na pilnie strzeżony przez Ochroniarzy teren amfiteatru, a nasze plecaki zostały sprawdzone na obecność szkła oraz napojów, które zwykle w szkło się nalewa. Przed rozpoczęciem oficjalnych występów na scenie pojawiła się grupa DNA, a wokół sceny kręcił się "Doktor" - dla podkreślenia faktu, że koncert się jeszcze nie zaczął - w czapce skierowanej daszkiem do tyłu ( być może chciał gdzieś wracać ? ).

Jako pierwsze wystąpiły "małe Bra-De-Li". Sympatyczne, młode "bradelki" są rzeczywiście jeszcze małe i muszą jeszcze sporo ćwiczyć. Ich występom na scenie towarzyszył występ przed sceną również młodych dziewcząt ( prawdopodobnie harcerek ), w identycznych podkoszulkach oraz typowym letnim harcerskim obuwiu typu pionierki, czy traperki. Uwagę publiczności szczególnie przyciągała jedna z nich, która pomimo kołnierza Schantza ( miękkiego co prawda, ale jednak nieco utrudniającego swobodne poruszanie się ) ostro podrygiwała w rytm melodii. Godnym uwagi kronikarza był fakt, że kiedy " młode bradelki" dziękowały publiczności za występ wymieniając nazwę swego sponsora, "Doktor" i "Muzyk" ( w sumie dobrze ponad 200 kg żywej wagi ) również mówili o swoim, ( wyimaginowana firma "Wieprz" ) zapewniającym im ich wygląd. Należy tylko życzyć młodym artystkom podobnych sukcesów na niwie wokalnej, jak naszej Uroczej Dwójce na niwie wagowej.

Po licznych brawach, na scenie ponownie zjawiła się grupa DNA, prezentując dość ciekawy program. O DNA mam ochote napisać w osobnym artykule z ich wspólnego z "Mechanikami" występu w stanicy we Wdzydzach, dlatego teraz tylko niewielkie wspomnienie. Jedno jest pewne, że z prawdziwą przyjemnością pójdę posłuchać Ich koncertu w naszym krakowskim "Starym Porcie".

Po zespole bądź co bądź szantowym, na scenie pięknego amfiteatru im. Weilanda, położonego nad Jeziorem Charzykowskim stanął zespół "Kazik i Przyjaciele", który "Doktor" zapowiedział jako kapelę wykonującą muzykę spod znaku Pieśni Masowego Rażenia. I rzeczywiście. Nie pomylił się. Kiedy wreszcie skończyli, długo nie mogliśmy się po tym widowisku otrząsnąć.

Występujący zaraz po nich zespół "Klang", siłą rzeczy od razu zrobił dobre wrażenie. Ale faktycznie, rzeszowscy żeglarze uczynili olbrzymi krok naprzód od czasu wydania swojej płyty. Śpiewając a cappella, lub przy wtórze jednej gitary akustycznej wprowadzili dobry nastrój i przywrócili prawdziwą żeglarską atmosferę. Dobrze zgrane, mocne głosy, dowcip i doskonały kontakt z publicznością to atuty tego zespołu. Brawurowo wykonany utwór " Bom-Bom" miał zakończyć występ, ale długotrwałe oklaski wymusiły ich powrót na scenę. Na bis wykonali piosenkę o statku z bananami, który przypłynął do portu, czym niechcący przypomnieli o "zespole z bananem w nazwie" niestety nieobecnym na tym festiwalu.

Później scena przeszła we władanie "Pereł i Łotrów". Przy jak zwykle błyskotliwym prowadzeniu konferansjerki przez "Muzyka" i "Doktora" ( już w czapce z prawidłowo nałożonym daszkiem ) "Perły" wykonały kilka swoich znanych hitów. Tymczasem nad jeziorem i amfiteatrem zapadł zmrok, który idealnie komponował się z wyglądem okularów przeciwsłonecznych Solisty Zespołu. Ale cóż, artyści, a już tym bardziej operowi, mogą mieć swoje dziwactwa. Nie uchroniło to wprawdzie Adama od uszczypliwych komentarzy "Muzyka" i "Doktora", ale czuło się w nich prawdziwą sympatię. Dokonano też wtedy licytacji płyty "Pereł" na rzecz Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu. Miło mi donieść, iz mimo naporu "Pani z Niemiec", licytację wygrali miejscowi Notable, którzy "żywą gotówką" na miejscu zapłacili za płytę. W tym też czasie wśród Publiczności prowadzono sprzedaż innej płytki z podobnym przeznaczeniem. Dodatkową swoją płytę "Perły" wrzuciły pomiędzy tłum i przypadła ona wcześniej wzmiankowanym harcerkom, a konkretnie złapała ją owa zwinna "inwalidka" po urazie szyi.

Aż nadeszła pora na "Zejmana i Garkumpla". "Kowal" jak zwykle żywiołowo zdobył estradę, zagarnął publiczność i nie pozwolił jej się nudzić. Byłem zaskoczony, że zespół, który wydawało się, iż ma swoją "niższę ekologiczną" w szanteczkach dla dzieci oprócz nich śpiewa ciekawe piosenki o tematyce żeglarskiej,  bądź "innej" z motywem żeglarskim. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie kilka utworów w których równe znaczenie miały muzyka i tekst. Nostalgiczne, ale i pełne nadziei "Wyspy szczęśliwe" uczą tego co niekiedy jest tak proste i trudne zarazem - zdjąć pychę z serca i powiedzieć "przepraszam". Pragnienie spokoju i miłości przebijało z "Oceanów marzeń". Reminiscencję greckich wojaży zawarł "Kowal" w "Życiu jak ocean". Być może kontakt z monumentalną architekturą minionej cywilizacji oraz kontrast pomiędzy jej wielkością, a naszą małością spowodował zastanowienie się nad pozycją zajmowaną w życiu. Że wbrew pierwotnemu wrażeniu nie jesteśmy kapitanami decydującymi o sobie i o innych, ale tymi najmniejszymi ("majtkami"), których los spoczywa w rękach Wielkiego Kapitana decydującego o naszym życiu i czasie rozpoczęcia rejsu do Hilo. Tekst tej piosenki potwierdza fakt, że "Kowal", prócz Wielkiego Brzucha charakteryzuje się Wielkim Sercem, które skrzętnie ukrywa pod chropawym pancerzem żartu i postawy "swawolnego Dyzia". I wreszcie "Gdy żurawiem", piosenka rozpoczynająca się niepokojącym dźwiękiem skrzypiec jak gdyby rozstrojonych, lub "strojących" Publiczność. Te stopniowo coraz bardziej harmonijne dźwięki przeniosły nas w nigdy nie widziany świat małego, przedwojenego, kresowego miasteczka po którym wędrowali ludzie różnej narodowości i religii. Gdzie w zgodzie ukraińskie baranice mieszały się z żydowskimi szubami oraz polskimi kontuszami. I to przesłanie, że : " przegranym jest ten co tłumi zew i swe życie przestoi na cumach".

Występ "Zejmana", chociaż bardzo dobry, był jednak nieco zbyt długi. Moje dzieci zaczęły "przysypiać" i nim na scenie pojawiła się Gwiazda festiwalu - "Mechanicy szanty", musieliśmy ( już około godziny 24 ) wracać do domu. Ale może to i dobrze, bo już za kilka dni mogliśmy podziwiać DNA i Mechaników na kameralnym występie w stanicy wodnej we Wdzydzach kiszewskich.

Jednym słowem - udany festiwal, wspaniała atmosfera, dobra organizacja i ochrona oraz niezłe piwo i niedosyt, że to już po. Może więc "do przyszłego roku!"

Informację wprowadził(a): Marek "Eskulap" Gaczorek - godz. 21:58, 25 październik 2004, wyświetlono: 1380 razy

A:P

wysłano: 9:46,26 październik 2004

W Charzykowych rzeczywiście było super, strasznie się cieszę, że mogłyśmy tam wystąpić(MŁODE Bradeli) mimo dużych kłopotów nagłośnieniowych:( Cóż to nie był najlepszy występ:) Atmosfera ciepła, gorąca publika i świetni towarzysze:) pozdrawiam!
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 11:59,26 październik 2004

Tak, to miasteczko zawsze będzie mi się kojarzyć ze wspaniałą atmosferą, cudowną publicznością, "Różą Wiatrów" i "Darem Młodzieży". W 2002 roku, kiedy jeszcze festiwal nie miał niczego wspólnego z "Doktorem" i "Muzykiem" występowaliśmy z Passatem w konkursie. Dziwny to był konkurs a zarazem wspaniały. Zespoły konkursowe (po raz pierwszy się z tym spotkałem) dawały 30 minutowy program dla publiczności. Wynikało to chyba z faktu, iż ówcześni "organizatorzy" nie mieli pieniędzy na t.zw. gwiazdy więc dzięki nam, konkursowiczom zapewnili sobie przez 2 dni pełny amfiteatr. Muszę przyznać, że początkowo mnie to drażniło ale po dwóch dniach byłem oczarowany tym miejscem (i taką formułą konkursu :) ). Poznaliśmy tam z Passatkami smak "gwiazdorstwa", zresztą nie tylko my. Do dziś pamiętam wspaniały występ "Róży Wiatrów". Po raz pierwszy zabrzmiała tam korsarska "Róża..." i wspaniale, że chłopaki wierni są tamtym klimatom do dziś. Problemy pojawiły się po festiwalu. Chyba nikt z nagrodzonych nie otrzymał do końca wygranej nagrody. Nasz dwutygodniowy rejs "Darem Młodzieży" (główna nagroda konkursu) wisiał na włosku, aż wreszcie po wielu ustaleniach skrócił się do 3 dniowej wycieczki. Ale i tak było fajnie. Dziś miło słyszeć, że wreszcie właściwi ludzie są na właściwym miejscu a festiwal ma się dobrze. Oby tak dalej Charzykowy :-)
Odpowiedz na ten komentarz
Agata

wysłano: 15:28,26 październik 2004

Na Charzykowskim Festiwalu bylam 4 lata z rzedu,niestety w tym roku,,tak jak i w poprzednim,nie bylo mi dane tam dotrzec:( nad czym ogromnie ubolewam. Cale szczescie w ten weekend w Warszawie, Gniazdo Piratow zorganizowalo wspanialy 2-dniowy festiwal:) Wracajac do Charzykowa uwazam,ze festiwal tam jest najlepsz w Polsce. Amfiteatr polozony nad pieknym jeziorkiem, gdy zapada zmrok robi sie tam niesamowity klimat. Tyle razy ile tam bylam to albo padal deszcz,albo bylo dosc chlodno,nie przeszkadzalo to jednak popluskac sie w wodzie przy muzyce zeglarskiej.W mej pamieci utkwila pewna smieszna sytuacja,kiedy plywajac wlasnie w deszczu przy dosc niskiej temperaturze na dworze(ale woda byla bardzo cieplutka i przyjemna),wzdluz brzegu szedl maly chlopiec z rodzicami i dosc glosno krzyknal "Mamo patrz! wariaci sie kapia!"... Zaluje,ze rozpadl sie tamtejszy (dokladnie z Chojnic) zespol Johny Tomala i Company,ktory pare lat z rzedu dawal tam niesamowite przedstawienia.I tu nastepna niesamowita sytuacja gdy podczas wielkiego deszczu,pozno w nocy,publika nie chciala opuscic amfiteatru i pozwolic zakonczyc Tomala&Company koncertu.Niestety gitarzyscie Irkowi popekaly struny i elektryka, przez ta burze, zaczela zawodzic... Wiele przygod przezylam w Charzykowie i napewno pozostana w mojej pamieci...Dziekuje autorowi recenzji za opis tegorocznego festiwalu:) Zapraszam serdecznie tam za rok,bo naprawde warto.
Odpowiedz na ten komentarz
Szanciarz

wysłano: 15:46,7 grudzień 2004

Miom zdaniem jak ktoś był rok temu to wie że bylo o wiele lepiej .. Było więcej zespolów ( Różyczki , Bananki , Dzwonki :) i bylo ciekawiej i właśnie rok temu zaczęła się moja przygoda z szantami !!!
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI