Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

XVII Spotkania z Piosenką Żeglarską i Muzyką Folk we Wrocławiu

Relacje

    PIĄTEK (03.03.06)

    Zimno. Słońce już dawno schowało się za horyzontem. Wielu fanów pieśni morza wiedziało, że noc będzie długa. Bardzo długa.
    Pierwsza z Gwiazd

    Zimno. Słońce już dawno schowało się za horyzontem. Wielu fanów pieśni morza wiedziało, że noc będzie długa. Bardzo długa.
...
    PIĄTEK (03.03.06)

    Zimno. Słońce już dawno schowało się za horyzontem. Wielu fanów pieśni morza wiedziało, że noc będzie długa. Bardzo długa.
    Pierwsza z Gwiazd ukazała się dokładnie o 19:15, w stroju wskazującym na ścisły związek z marynistyką, bądź pobliskim zakładem karnym. Ale to nie ubiór był najistotniejszy, a osoba która go nosiła -  a był to sam Irek "Messalina" Wójcicki, gospodarz piątkowych XVII Spotkań z Piosenką Żeglarską i Muzyką Folk we Wrocławiu. Jak zwykle w takich momentach, nie obeszło się bez dziesięciominutowych ogłoszeń, informacji o sponsorach i im podobnych.
    Nie wolno zapominać, że ten wieczór był również dwudziestoleciem istnienia zespołu EKT Gdynia, więc - jak nie trudno się domyślić - jako pierwsi na scenie pojawili się Jubilaci.
    O tym, czym jest prawdziwe doświadczenie, łatwo można było się przekonać, słuchając pierwszych utworów - znanego wszystkim "24 Lutego" oraz "Bijatyki". Nie zabrakło również "Diamentu", "Ballady o Żeglarzu" oraz "Niepoprawnego gościa".
    Kiedy publiczność zaczęła się powoli kierować w stronę sceny, zespół ogłosił, że... to koniec jego występu, a na dalsze śpiewanie EKT będzie trzeba nam czekać do końca imprezy. Chwilę konsternacji szybko przerwała nadchodząca Gdańska Formacja Szantowa z Waldemarem Mieczkowskim na czele. Zagrali dziewięć utworów, zaczynając od popularnych melodii, jak  "Śledź wigilijny" czy "Irlandka", a kończąc swoimi własnymi kompozycjami - "Regulus", "Przeczucie",  "Rybaczka", "Face to Face". Po zakończeniu występu nie obyło się bez interwencji Irka Wójcickiego, który zadbał o to, aby okrzyki "bis" nie przeszły bez echa ze strony Formacji - ze sceny zabrzmiała "Tawerna Pod Pijaną Zgrają" Grzegorza Bukały.
    W formie krótkiej przerwy wystąpił, istniejący od czterech lat, zespół Na Rosain, który zaprezentował dwa tańce irlandzkie. Tuż po nim, na scenie pojawili się Sąsiedzi, którzy doskonale wiedzieli, jak wykorzystać rozgrzaną atmosferę. Po obowiązkowym zaśpiewie zabrzmiały szybsze kawałki, takie jak "Szkuner z Cotetin", czy "Marynarz z Floty". Chwilę odpoczynku stanowiła trochę wolniejsza pieśń, "Kubański Szlak". Bis stanowił utwór instrumentalny, który był prawdziwym popisem kunsztu zespołu, a tym samym wspaniałą okazją do potańczenia. Na zakończenie popłynęliśmy wokół Hornu na "Alice Gray".
    Kolejny zespół - Orkiestra Samanta - również był poprzedzony irlandzkim tańcem. Wrocławscy wykonawcy przenieśli nas najpierw na "Ocean", aby później powrócić na spotkanie z "Portowymi Dziewczynami". Pragnęli również uczcić tych, którzy odeszli na wieczną wachtę. Zabrzmiała pieśń ku czci Ludomira Mączki, żeglarza, który, między innymi, opłynął świat i pokonał North-West-Passage, oraz Józka Kanieckiego, skrzypka, o którym polska scena szantowa będzie pamiętać prawdopodobnie do końca swojego istnienia. Po "Trafalgarze" i "Starym Żaglowcu" nadeszła niespodzianka. Zespół zaprosił na scenę jubilatów, jednak ich nadejście... najwyraźniej nie było satysfakcjonującym. Po krótkiej chwili weszli "prawdziwi" EKT, członkowie Samanty, którzy poprzez wspaniałą charakteryzację dostarczyli wszystkim prawdziwą dawkę humoru. Kulminacją było "Wreszcie Płynę" w niepowtarzalnym wykonaniu "EKT Samanta". Kapela zagrała później jeszcze "Dziewczęta z La Rochelle", "W moim pubie", kończąc "Irlandzkim tańcem".
    Kontynuując występy wrocławskich zespołów, na scenie pojawił się laureat poprzedniej edycji Festiwalu - Za Horyzontem. Panie zaśpiewały między innymi o "Portowej Pannie" i "Sally Brown", co skutecznie zachęciło do kupienia ich nowo wydanej, pierwszej płyty, zatytułowanej "Baba na Pokładzie".
    Jedynym solistą tego dnia był Dariusz "Macoch" Raczycki. Zaprezentował on cztery, trochę mniej związane z szantami, pieśni, jak chociażby "Ciągle w biegu".
    Na scenie pojawili się Banana Boat. Zdziwienie, jakim zamiast firmowych koszulek były zimowe kurtki, zostało szybko rozwiane... i to w prawdziwym stylu! Nikt chyba nie spodziewał się ujrzeć białych koszul i czerwonych krawatów. Padło sławetne hasło "towarzyszki i towarzysze!", na co widownia zareagowała iście bananowym uśmiechem. Po krótkiej przemowie Paweł "Synchro" Jędrzejko zaintonował autorską pieśń, poświęconą całkowicie czci EKT. Wykonanie kapitalne, pozostaje tylko mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś, w mniej lub bardziej oficjalnych okolicznościach, będzie nam dane jej posłuchać. Trochę dziwnym zestawieniem było zaśpiewanie, po piosence dedykowanej jubilatom, szanty "Stary Stormy", którą zazwyczaj słyszy się podczas wspominania osób, które odeszły na wieczną wachtę... To, że występy Banana Boat to nie tylko śpiewanie, mógł przekonać się każdy, kto zobaczył "Negroszantę". Prawdziwy klimat prosto z Karaibów i powiewająca czerwona wstążka uzupełniały niepowtarzalny taniec Macieja Jędrzejki. Takich ruchów bioder nie powstydziliby się prawdopodobnie najlepsi. Pojawiła się także najbardziej znana "Zęza" oraz "Do Calais". Zabrzmiały również "Les Filles Des Forges" z nutką "Deszczy Niespojonych", "Star of the Country Down". Niestety, prawdopodobnie z wrażenia, mikrofony odmawiały współpracy, tworząc liczne sprzężenia. Występ zakończył utwór "A może tak, a morze nie". Niestety, pomimo ciągłego wołania "jeszcze" i "chcemy bananów" nie było bisu...  W zasadzie można by powiedzieć, że Zespół popada trochę w monotonię - jak zwykle zaśpiewali profesjonalnie, jak zwykle uraczyli nas nowymi pomysłami i jak zwykle podnieśli całą publiczność do tańca.
    Ryczące Dwudziestki są klasą w samą w sobie. Nie trzeba ich nigdy nikomu przedstawiać, a próbę wydania jakiejkolwiek opinii na temat ich występu zawsze będzie można sprowadzić do "wieczna legenda polskich szant". W końcu, wiedzą doskonale, co to znaczy "obchodzić swoje dwudziestolecie". Prócz najpopularniejszych "Matthew", "Dalej w morze wyruszamy", "16 ton", "Hand over Hand", zaśpiewali również stosunkowo nowe "Trimartolod" i "Nie pamiętam". Bis stanowił żywiołowy, instrumentalny utwór, który wydusił z publiczności ostatnie krople energii... Z uwagi na godzinę oraz przemęczenie, wiele osób opuściło już Wytwórnię, bądź zasypiało na ławkach.
    Na scenie pojawił się Arek Wlizło. Po geście sympatii, jaki ofiarował Jubilatom, zaprezentował kilka utworów, między innymi "Capo de Hornos" (a wiedział, o czym śpiewa - od 3 lat należy do grona osób, które przepłynęły przez Cieśninę Draka).
    Na sam koniec przyszli Jubilaci. Z pełnią dumy wspominali, jak zaczęła się ich przygoda z Szantami, a po historycznym wstępie, po raz kolejny pokazali, do czego doszli po dwudziestu latach. Zaczęło się od "Ja stawiam", aby, zdając sobie sprawę z faktu, że "Byłem głupi", przepłynąć "Z Pacyfiku na Atlantyk", prosto do "Baru w Beskidzie". Nie zapominając o fakcie, że to w końcu urodziny, wszyscy radośnie zaśpiewali "Sto Lat". Nie zabrakło również obowiązkowego szampana. Na zakończenie, na scenie pojawili się wszyscy wykonawcy, aby zgodnym chórem zaśpiewać "Nie sprzedawajcie swoich marzeń". Mimo usilnych próśb "Messaliny", aby publiczność przeniosła się do klubu Łykend, nie obeszło się bez bisu w postaci "Rastamana". Koncert zakończył się o 01:43
    
-------------------

    SOBOTA (04.03.06)

    Cieplej. Godzina 20:00...
    Szum na sali został przerwany donośnym "Uwaga!". W ten oto sposób Mirek Kowalewski rozpoczął sobotni wieczór XVII Spotkań z Piosenką Żeglarską i Muzyką Folk. Na sam początek publiczność została pouczona o fakcie, że odpowiednią w takich momentach reakcją są okrzyki i tupanie...
    Po krótkim przeszkoleniu, "Koval" zapowiedział pierwszy zespół - dwuletni, trzyosobowy Flash Creep. Kapela zaczęła od piosenki, za którą dostała nagrodę na festiwalu Shanties 2005 - "Cukier w Ładowni". Przed sceną pojawiła się pierwsza para tańcząca. Drugi utwór, zatytułowany "Dziwny Skrzypek", poświęcony był Józkowi Kanieckiemu, . Po raz kolejny widać było, jak wielkie znaczenie dla wielu ludzi miała śmierć Artysty. Kapela śpiewała również o "Nirvanie" i "Śnie". Występ zakończył się kawałkiem instrumentalnym.
    Przed sceną pojawili się Ellorien - wrocławski zespół tańca irlandzkiego. Swój kunszt choreograficzny prezentowali w czarnych strojach przez trzy utwory, zaczynając od poważnych, a kończąc na bardziej dynamicznych, z elementami muzyki nowoczesnej, melodiach.
    Kolejnym zespołem był celtycki Beltain. Grali głównie instrumentalnie, pełni żywiołu, pełni energii. Poczuć można było, że poprzez dźwięki wyrażają siebie. Godnym pochwalenia jest szczególnie skrzypek, który przez cały czas dawał popis swojego kunsztu. Pojawiły się również oczywiście tradycyjne, folkowe instrumenty, jak chociażby bodhran, cajon, czy też dudy. Zagrali łącznie sześć utworów.
    Przed występem kolejnej kapeli pokazali się, po raz drugi, Ellorien. Po trzech tańcach (w tym - podczas ostatniego, po raz pierwszy pojawiła się sylwetka mężczyzny) wmieszali się w tłum, aby przekazać choć kawałek swoich umiejętności innym.
    Wrocławska Róża Wiatrów pojawiła się w obowiązkowych, czerwonych koszulkach. Pełni energii prezentowali głównie pieśni pirackie, łącznie osiem utworów, począwszy od "Pirackiego Szlaku", a na "Zemście" kończąc.
    Kolejnym zespołem był Zejman & Garkumpel. Na samym początku, Monika Szulińska zadbała o odpowiedni nastrój, a kilka chwil później zabrzmiała sztandarowa "Samanta". Kapela zrobiła "Zupę z Gwiazd", aby później "Odpłynąć stąd". Zaśpiewali również piosenkę ku czci Józka Kanieckiego. Ostatnim utworem był "Ląd Przebudzenia", podczas którego na scenie pojawił się Andrzej Korycki wraz z.... harmonijką.
    Na scenie ukazali się najwięksi soliści polskiej sceny szantowej - Ryszard Muzaj, Jerzy Porębski, Andrzej Korycki wraz z Dominiką Żukowską. Na samym początku Andrzej wyśpiewał sobie poparcie u akustyków, po czym, wraz z Dominiką, zaintonował "Tańcz nam Morze", "Ścinam Włosy", "Stary Bar na Woolwich Road", "Nie bój się". Duet był uzupełniany przez porywającą i pełną energii grzechotkę Ryszarda. Poręba zagrał przepiękny utwór poświęcony Ludomirowi Mączce oraz "Sztormową Noc", natomiast Muzaj zaprezentował "Gdyński Port". Ze sceny usłyszeć było można również "Blues o Julce Piegowatej", "Sztormowy Blues" oraz wspólne wykonanie jednej z najbardziej znanych pieśni kubryku - "Gdzie ta keja".
    Piętnaście minut przed dwunastą pojawił się olsztyński Mietek Folk. Aby nie próżnować, czas przygotowań został urozmaicony... kawałami o Chucku Norrisie. Zespół, jak zwykle w świetnej formie, zagrał dwanaście utworów, zaczynając  od "Pirackiej Piosenki". Później przyszedł czas na "Złoto dla Zuchwałych", "Toast 2", "Przeżyłem Sztorm" i "Morskie Pogody". Krótką przerwę stanowiła... kolejna porcja kawałów. Później intonowali dalej, o "Czarnobrodym Kapitanie", "Rejsie 2 Floty" i "Mr. Campbell". Śpiewali również - "Wypij jeszcze raz" za "Tysiące mil" z "Jollym Rogerem" i "Powrót do domu". Na samym końcu zabrzmiały "My nie chcemy żadnych szantów" a'la  Pink Floyd.
    Ostatnim sobotnim zespołem byli Mechanicy Szanty. Niestety, nie obeszło się bez problemów sprzętowych - w wyniku usterki kabla, jeden z instrumentów musiał być nagłaśniany przez mikrofon, co znacznie wpłynęło na jakość dźwięku. Zaczęli od "rozbiegówki", aby później zagrać "Paddy Works on the railway", "Molly Maquires". Na "Hiszpance z Callao" usterki techniczne stały się nie do zniesienia - liczne sprzężenia, odgłosy telefonów komórkowych - po jakimś czasie problem został naprawiony. Nie zabrakło najbardziej znanych utworów, jak "Ciągnij Lilli", "Eliza Jane", "Bitwa" czy "Maui". Pojawiły się również dosyć nowe kawałki, jak "Kochaj mnie serce me" czy "Pokochałem Banjo". Na bis zespół zagrał "Johnson Girls". Nieustanne prośby publiczności nie pozwoliły Mechanikom odejść, zmuszając ich do zagrania drugiego bisu - "Drunken Sailor".
    Koncert zakończył się podziękowaniami ze strony Mirka Kowalewskiego, kierowanymi w stronę sponsorów i wszelkich organizatorów.
 

Informację wprowadził(a): Miłosz Morgut - godz. 20:21, 6 kwiecień 2006, wyświetlono: 646 razy

M. Nowak

wysłano: 8:42,9 kwiecień 2006

Prosimy o minimum terminologicznej poprawności :)
Odpowiedz na ten komentarz
ojciec komandor

wysłano: 11:43,18 marzec 2007

Jak brzmi nuta ,,Deszczy niespojonych " ? Proszę Theriela o zanucenie przy mandolinie bez strun.
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI