Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Zawiasy 2010 - Rejs Muzyków

Reportaże z wypraw żeglarskich

Raz w roku odbywa się niezwykły rejs na Zawiszy - Rejs Muzyków. W ramach akcji "Marynizujemy Szantymaniaków " przedstawiamy Wam reportaż jednego z uczestników tegorocznego Rejsu Muzyków - Krzysia Rubika.

 

 

 

Zamierzeniem naszym było nie tylko zawinięcie do portów największych wysp szwedzkich - Gotland (m. Visby) i Oland oraz miejscowości Kalmar w Szwecji, ale przede wszystkim propagowanie muzyki żeglarskiej. Rejs rozpoczął się w Niedzielę 10 października 2010. Jak zwykle przy nabrzeżu prezydenckim w Gdyni na pokładzie spotkali się zarówno starzy znajomi jak i płynący po raz pierwszy w morski rejs żeglarze z całej Polski.

 

 

 

 

 

Po oddaniu cum i szpringów około godziny 18 wyszliśmy na silniku na Zatokę Gdańską. Postawiliśmy wszystkie żagle, jakie Zawisza Czarny mógł nieść na swoich drzewcach. Widok to był rzeczywiście mocarny! Choć to środek października - pogoda była wymarzona. Było słonecznie i niezbyt zimno. Początkowe prognozy zapowiadały słońce i silny wiatr. Po obraniu kursu na północ, na pokładzie zabrzmiały pierwsze dźwięki gitar. Prym wiodła Wachta III, gdzie nadwornymi muzykami okazali się: Artur Sczesny - autor tekstów i muzyki żeglarskiej, piszący dla RO 20.W przeszłości grał w „Białych Mewach” a także występował na „Tratwie 87”. Akompaniował mu na drugiej gitarze Paweł Krzywański. Już po przepłynięciu kilkunastu mil Neptun upomniał się o należny mu „haracz” od nowicjuszy. Na szczęście nie trwało to zbyt długo i już po dwóch dobach "sytuacja gastroenterologiczna " załogi wróciła do normy.

 

 

W trakcie rejsu po przepłynięciu kilkudziesięciu mil morskich wiatr zaczął się wzmagać i odkręcać na północny, a że Zawisza ma dość duży kąt martwy i nie może iść ostro do wiatru zostaliśmy zmuszeni do zmiany zaplanowanej trasy i późnym wieczorem zawitaliśmy do Liepai na Łotwie. Zwiedzanie miasta i pobyt w muzycznym barze w centrum zakończyliśmy w nadbrzeżnej tawernie „Fontaine Palace”. Przy dźwiękach sączącej się w tle muzyki i degustacji miejscowego piwa, można było posłuchać niejednej morskiej opowieści.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przymusowy jednodniowy postój, z uwagi na 8˚B i 3 metrowe fale wykorzystaliśmy muzycznie do cna. Pięć gitar na pokładzie (9 gitarzystów), skrzypce i dwóch harmonijkarzy - to skład o jakim mogłoby się śnić wielu szantymenom. Czołową postacią tej sceny był jak zwykle Waldek Mieczkowski - nasz kapitan w tym rejsie.

Jako że Waldka nie potrzeba chyba nikomu przedstawiać, opowiem o innych. Na skrzypcach zagrała Ania Dębicka - znana z takich zespołów jak Orkiestra Samanta czy Znienacka Projekt. Na harmonijce ustnej zagrał Medyk.

 

 

Po jakże „męczących”, acz pięknych portowych koncertach, po których jakoś dziwnie głowa bolała - ruszyliśmy w dalszą trasę. Teraz już z dużo większą determinacją ruszyliśmy do Visby. Choć pogoda nie rozpieszczała nas temperaturą otoczenia i silnym „mordewindem” kolejne muzyczne spotkania w kubryku rozgrzały atmosferę ducha. Naczelnymi palaczami tych „rozgrzewek” okazali się być Andrzej Kałamaja vel Kaukaz gitarzysta, autor tekstów i muzyki w zespole Pearl Harbour oraz wspaniali bardowie Wojtek Picheta i Mirek Melaniuk. Tymczasem pogoda znów zmieniła nasze plany – trzeba było zrzucić szmaty i płynąć na U-bootowym silniku.

 

 

Kiedy pierwsze światła latarni na Gotlandzie rozbłysły na horyzoncie, było wiadomo, że za kilkanaście godzin w porcie Visby też „poleje się muzyka z odrobiną rumu”. Urocze Hanzeatyckie miasteczko przywitało nas piękną słoneczną pogodą i mroźnym północnym wiatrem. Dwudniowe zwiedzanie zabytkowych uliczek i portowych tawern, a także wycieczka wynajętymi samochodami na przeciwległy kraniec wyspy, gdzie zauroczyły nas niezwykłe formacje skalne – nie poszły w zapomnienie.

 

 

 

 

 

Kubrykowy wieczór muzyczny w Visby do późnych godzin porannych pokazał siłę załogi. Do wcześniej wymienionych muzyków dołączali się też na gitarach straszy oficer Krzysztof Jamrozik, I oficer Janusz Garduła (Stary Port), Bosman Rysiek oraz grający na harmonijkach ustnych autor tego reportażu (Krzysztof Rubik przyp. red.).

 

 

 

Wieczorem oddaliśmy cumy i obraliśmy kurs na Gdynię - zabrakło dosłownie jednego dnia i Kalmar też byłby zdobyty. Po kilku godzinach płynięcia na żaglach z uwagi na słabnący wiatr sklarowaliśmy wszystko, co się dało i na poczciwym U-bocie pognaliśmy na południe w tempie wolnego marsza. Przy każdej, nadarzającej się okazji instrumenty i gardła szły w ruch w zawiszowym kubryku. Czas jednak biegł nieubłaganie. Gdynia przywitała nas tak samo piękną pogodą jak na początku. Po kilkunastu nieprzespanych wachtach, pracach w kambuzie, na pokładzie i pomimo zimnej aury jakoś żal było rozstawać się z tą łajbą, załogą i morzem.

 

 

 

 

Morskie opowieści spisał

Krzysztof Rubik

 

Kosmetyczne poprawki stylistyczne : YenJCo

Zdjęcia dorzuciła: Skrzypaczka

Informację wprowadził(a): Krzysztof "Felix" Rubik - godz. 11:17, 16 listopad 2010, wyświetlono: 2541 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI