Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Żeglarskie dźwięki w Wiosce ("Mikołajki Szanty Festiwal", 31 lipca-2 sierpnia 2009 r.)

Relacje

Jeśli przy okazji festiwali szantowych można mówić o "magii miejsca", to przede wszystkim w Mikołajkach. Żeglarska stolica Mazur to wymarzone miejsce do promocji muzyki morza i w ogóle całokształtu kultury marynistycznej. Żeglarskie śpiewy w grodzie Króla Sielaw rozbrzmiewają już

...

Jeśli przy okazji festiwali szantowych można mówić o "magii miejsca", to przede wszystkim w Mikołajkach. Żeglarska stolica Mazur to wymarzone miejsce do promocji muzyki morza i w ogóle całokształtu kultury marynistycznej. Żeglarskie śpiewy w grodzie Króla Sielaw rozbrzmiewają już od kilkudziesięciu lat (szerzej o historii mikołajskich i mazurskich szant - tu).

W tym roku zawitałem na "Szanty w Mikołajkach" po trzyletniej przerwie. Nowy dzierżawca Wioski Żeglarskiej - Grupa AMAX - także stawia na żeglarską muzykę. Wielka w tym zasługa obecnego szefa Wioski, Karola Szczepaniaka.

W porównaniu z festiwalem sprzed trzech lat... niewiele się zmieniło. To dobra wiadomość w czasach kryzysu! Ograniczono liczbę scen do dwóch: amfiteatru oraz barki. I chyba słusznie: dawka muzyki jest i tak potężna (łącznie 22 godziny przez trzy dni). Nie sposób było w ten weekend w Mikołajkach nie usłyszeć "szant"! Konferansjerami festiwalu był doskonale znani artyści: Mirosław Kowalewski i Grzegorz Tyszkiewicz. Festiwal prowadzili w sposób żywy, humorystyczny. Zdając sobie sprawę z profilu publiczności, nie stronili również od miniwątków edukacyjnych.


Amatorzy i szantymeni


Mikołajski konkurs od zawsze był troszkę "inny niż wszystkie". Wielu wykonawców wchodziło na scenę niemal prosto z jachtu, przed laty pojawiały się też różnego rodzaju nietypowe "zestawy artystyczne".

Konkurs nie stał na wybitnym poziomie, choć końcowy werdykt dla jury w składzie: Wojciech Harmansa (przewodniczący), Mirosław Kowalewski, Grzegorz Tyszkiewicz, Joanna Wróbel (sekretarz gminy Mikołajki), Stella Hałaburda (Urząd Miasta i Gminy Mikołajki) i Sylwia Szapiel (Wioska Żeglarska) na pewno nie był zupełnie prosty i oczywisty. W mojej opinii zdecydowanie wyróżniły się dwa podmioty. Przemek Burel, Przemek Maruchacz i Tomasz Matłoch zaprezentowali świetne utwory autorskie, oparte na autentycznych żeglarskich przeżyciach. W pełni można było je docenić zwłaszcza nazajutrz, podczas koncertu laureatów. Mazurski rejs, Porty nocą, Promień słońca - te i nie tylko te utwory powinny spodobać się naprawdę szerokiej publiczności. Pod Wiatr w Mikołajkach zagrał nie po raz pierwszy, za to w konkursie - po raz ostatni w ogóle. Bluegrassowe, żywe brzmienie nadal jest wielkim atutem grupy z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Nadal nie mogę się w pełni przekonać do grupy DTKF Shanty, choć trzeba przyznać, że repertuar mają różnorodny: Czerwony nos Spinakerów, ciekawa ballada Arktyka, szanta W dół roluj go, a nawet kawałek bluesa.

W konkursowe szranki stanęli także Bezan (kolejny produkt marki Bra-De-Li), Młode Wyjce (duży postęp od czasu konkursu w Poznaniu pod koniec 2008 r.) oraz Jan Sierzputowski, członek zespołu Biały Patyk z Ostrołęki, mający solowy potencjał, pod warunkiem znalezienia dobrego repertuaru i... bezbłędnego opanowania tekstów piosenek.

Jury zdecydowało o przyznaniu I nagrody (1000 zł) triu Burel/Maruchacz/Matłoch, II miejsce (750 zł) zajął zespół Pod Wiatr, zaś III (500 zł) - grupa Bezan.

Jedyną gwiazdą wieczoru był zespół Prawdziwe Perły, który zaprezentował się w dwóch odsłonach. Pierwsza, typowo szantowa, rozdzieliła występy konkursowiczów, druga - nowe oblicze Pereł, czyli folk z klawiszem - objawiła się publiczności po zakończeniu konkursu. Jak się okazało, pierwszy set perłowy był jedynym momentem podczas całego festiwalu, w którym można było usłyszeć szanty...


Sobota w Mikołajkach


Sobotnie popołudnie rozpoczęło się koncertem na barce, wieczorem zabawa przeniosła się do amfiteatru. W niedzielę kolejność była odwrotna.

Atrakcjami soboty był na pewno koncert dla dzieci Zejmana & Garkumpla. Wieczorem zespół żywiołowo zakończył dzień w amfiteatrze. Balladowe klimaty wprowadzili Andrzej Korycki i Dominika Żukowska. Jak na mazurski festiwal przystało, zaprezentowali się miejscowi: OKAW Sztorm oraz Kazik i Przyjaciele.

OKAW wywarł na mnie raczej mizerne wrażenie. Morskie opowieści, Śmiały harpunnik, Pod Jodłą czy Cztery piwka w tym wykonaniu mogą oczarować tylko mało wymagających odbiorców szantowej rozrywki. Dość sztampowe wydały mi się też własne utwory zespołu, np. Cutty Sark i Moby Dick (swoją drogą, o bardziej oklepane motywy trudno). Aranżacyjnie nic nadzwyczajnego, zwracała uwagę gitara elektryczna i częste użycie "kaczki".

Kazik i Przyjaciele zebrali się po latach, by kwestować na rzecz ciężko chorego muzyka zespołu, Władimira "Koszernego" Rybaczka. Były licytacje płyt, m.in. Anny Wyszkoni, w której nagrywaniu udział wziął akordeonista kapeli.

O ile postawę grupy należy ze wszech miar docenić, o tyle jej twórczość nie od dziś mogę określić jednym słowem: dramat. Ja rozumiem, że "żeglarstwo to jest piękny sport" (Mazurski blues), ale czy trzeba o tym przekonywać za pomocą dźwięków, których nie powstydziłby się Tercet Egzotyczny?

Co innego Trzy Majtki. To jedna z nielicznych grup, która potrafi ożenić rozrywkę z... niezłą muzyką. Z występu idoli trójmiejskiej publiczności zapamiętałem zwłaszcza Barmankę z Sopotu oraz Dogonić pragnę wiatr.


Ale za to niedziela...


W finale mikołajskiego festiwalu mogłem zobaczyć kolejną mazurską grupę, Załogę Dr. Bryga. Mniej więcej podobny przypadek do OKAW Sztorm - przeciętna rockowa formacja, której o fascynację dorobkiem Hugilla nie podejrzewam. Muzycy niby sprawni, wokalistka sympatyczna, ale oryginalności (Hiszpańskie dziewczyny!!!) i stylu niezbyt wiele. Na giżyckim firmamencie szant pozycje Jacka Apanasewicza czy Sywestra Karnafela pozostają niezagrożone.

Zdecydowanie ciekawszy był koncert Strefy Mocnych Wiatrów, choć i u nich inspiracji Hugillowskich brak... Jasnowłosa z mylącym, spokojnym intro to jeden z nielicznych już coverów w repertuarze SMW. Siewca nienawiści, Królowie mórz czy K-141 to utwory "z zębem", drapieżne, choć oczywiście Strefa w swoim graniu nie łamie żadnych stylistycznych barier i nie przekracza granic rocka.

Dopiero w niedzielę na scenie pojawił się konferansjer, juror i w ogóle ważna postać mikołajskiego festiwalu - Grzegorz Tyszkiewicz. Od kilku miesięcy coraz częściej występujący w towarzystwie zespołu, który ostatnio otrzymał nazwę GooRoo Band. W jego skład wchodzą: Leszek Bolibok (skrzypce), Artur Jurek (klawisze), Krzysztof Paul (gitara elektryczna) i Adam Skrzyński-Paszkowicz (perkusja). Na dużej scenie, w bogatej oprawie instrumentalnej piosenki z nowej płyty zabrzmiały bardzo dobrze. Jednak obserwując dwa występy pod rząd dało się zauważyć spory mankament: powtarzalność utworów. Staruszek jacht, Morskie pogody, Moje Mazury i Muzyka zabrzmiały najpierw w amfiteatrze, potem na barce. Niemniej jednak oba koncerty zdecydowanie na plus.

O koncercie EKT Gdynia trudno mi obiektywnie pisać bez ryzyka linczu podczas następnego pobytu na Mazurach... Nie da się ukryć, że znaczna część z około tysiąca zgromadzonych pod sceną ludzi, czekała właśnie na występ EKT. Ja nie...

W jego trakcie nad Puszczą Piską zaczęły pojawiać się tajemnicze błyski. Udałem się więc czym prędzej w "bezpieczne miejsce", nie obejrzałem więc (czego żałuję) finałowego występu Kochanków Sally Brown. Szkoda, że grali tylko raz, i to tak późno...


Tak było


Festiwale takie jak mikołajski rządzą się swoimi prawami - to oczywiste. Właścicielom Wioski Żeglarskiej zależy na przyciągnięciu jak największej liczby turystów, a przyciągnąć ich można (zwłaszcza tych spoza żeglarskiego kręgu) przede wszystkim "muzyką środka". Żadnej niszy i awangardy - to z miejsca eliminuje wielu wykonawców, nawet tych najznakomitszych.

Tegoroczny festiwal w Mikołajkach założenie spełnił. Nie wiem, czy zainwestowane środki przyniosły zysk albo chociaż się zwróciły. Na pewno przyczyniły się do osiągnięcia czegoś niemierzalnego, do utrzymania specyficznego klimatu Wioski, przyciągającego turystów, będącego jednym z jej znaków firmowych. Oczywiście były mank

amenty: program domknięto bardzo późno, przez co festiwal zapewne nie miał odpowiedniej promocji. W obiegu były aż trzy nazwy imprezy i sam nie wiem, czy powinienem pisać o "Szantach w Mikołajkach", "Mikołajki Szanty Festiwal" czy też "Chevrolet Szanty Festiwal". Niewątpliwie najlepsza i najbliższa sercom językoznawców jest nazwa pierwsza. Numeracji edycji dam już spokój - na pewno po raz 31 odbyły się regaty, którym festiwal towarzyszy, a od kiedy towarzyszy (innymi słowy: od kiedy dokładnie "spontaniczne śpiewy" w Wiosce przerodziły się w "festiwal" ) - tego pewnie już się nie dowiemy.

Jak wspomniałem, Mikołajki są idealnym miejscem do krzewienia wiedzy o żeglarstwie, o marynistycznej kulturze. Poza tłumami przypadkowych turystów na pewno bywają tam zainteresowani nią żeglarze. Szkoda więc, że w ramach festiwalu nie odbywa się żaden koncert np. ballad żeglarskich, o śladowo reprezentowanych szantach nie wspominając. Jeśli Polski Związek Żeglarski naprawdę zamierza choć w minimalnym stopniu zaangażować się w działalność kulturalną (a takie wrażenie miałem po wizycie na zeszłorocznych targach Boat Show) - Mikołajki byłyby idealnym do tego miejscem. 

Informację wprowadził(a): Michał Nowak - godz. 15:50, 2 październik 2009, wyświetlono: 2375 razy

Jeszcze nie skomentowano tego artykułu.
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI