Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Zwierciadło - Re: Między koncertem a wykonem, czyli juror w akcji

Felietony

Jesteśmy na Shanties!

 

Już za moment, za chwileczkę wejdziemy na scenę...

- Uwaga panowie! Poprzednicy śpiewają ostatni "kawałek" po nich wchodzimy.

 

Każda sekunda to niekończąca się rzeka... potu, czas "zimnych dłoni" trwający

...

Jesteśmy na Shanties!

 

Już za moment, za chwileczkę wejdziemy na scenę...

- Uwaga panowie! Poprzednicy śpiewają ostatni "kawałek" po nich wchodzimy.

 

Każda sekunda to niekończąca się rzeka... potu, czas "zimnych dłoni" trwający wieczność. Powtarzamy sobie - spokojnie, chłopcy, spokojnie. Zespół na scenie milknie. Słychać oklaski. Wychodzimy.

- Czekaj, niech nas zapowie prowadzący.

- Słyszysz coś?

- Nie.

- Skończył!? Znów oklaski...

- dobra... wychodzimy!

 

Uderzenie reflektorów. Nie widzę publiczności. Czy ta publiczność w ogóle tam jest? Panuje przerażająca cisza. Zastanawiam się, w którym miejscu siedzi Jury. Zaczynamy bez przywitania, na ostro. Czuję jak trema zaciska mi gardło. Łapię oddech. Boże! Nigdy tak się nie czułem! Kolejny utwór - już luźniej. Ale czy zdążę się wyluzować do końca recitalu? Następny "kawałek" - teraz ja będę prowadził, czy mi się to uda? Czy czegoś nie "skopię"? A jednak... czuję, że zaczynam chrzanić cały kawałek! Dlaczego przyspieszam? Przecież nikt mnie nie wygania ze sceny! Skończyłem. Ostatnia piosenka i... ufff - koniec koszmaru. Kłaniamy się. Schodzimy ze sceny. Mijając wejście do garderoby czuję jak cały stres opuszcza moje ciało i pozostaje na scenie. Łapię głęboki oddech i czuję odprężenie. Słyszę głosy:

- fajnie chłopaki...!

- świetnie

- coś innego!

- troszkę popracujecie i będzie dobrze!.

 

Kilka takich głosów i...w końcu Stary Port. Teraz werdykt Jury. Zacna tawerna o niezbyt dużych rozmiarach mieszcząca ze dwie setki osób. Stoję z tyłu, z dala od sceny. Ktoś napiera mi się na plecy, czuję jak wciska mi się czyjś łokieć w lewy bok. Jest! Na małą scenkę w końcu tawerny wychodzi Grzegorz "Gooroo" Tyszkiewicz i czyta werdykt. Skończył...

Z jednej strony wrzawa radości, z drugiej zaś słyszę przekleństwa. Bardziej zaczynają interesować mnie reakcje słuchającej werdyktu publiki. Przestaję skupiać się nad tym co mówi Gooroo. Wcielam się w rolę obserwatora, moje ucho odbiera komentarze, których nigdy bym się nie spodziewał. Odwracam się i przeciskam w kierunku swojego stolika. Chwila uspokojenia i zaczynają się przemyślenia...

Dlaczego wyszedłem na scenę z przekonaniem, że się boję? Dlaczego zabrakło mi tchu podczas śpiewania? Dlaczego niektórzy obecni w "Starym Porcie" tak agresywnie zareagowali?

- Dlaczego?

- Dlaczego?...

 

Pytań zadawanych samemu sobie nie mogę zliczyć. Jeszcze jeden łyk piwa...

 

***

 

Wsiadamy do pociągu relacji Kraków - Szczecin. W przedziale cisza... słychać jedynie szmer przemieszczających się korytarzem wagonu pasażerów. Jeden z nas śpi, jeden się zamyślił, inny zaś próbuje bezskutecznie nawiązać ze mną "kontakt słowny", lecz przenikająca nas wszystkich ponurość i stukot pociągu tworzą jedynie szum uniemożliwiający normalną rozmowę. Mija godzina podróży, potem druga, kolejna. Przebudzenie:

- chłopaki jakie refleksje po Shanties?

...cisza

- generalnie fajna impreza,

- nowe znajomości...

- no dobra a nasz koncert konkursowy?

...znowu cisza, kolejowy szum ...

 

Nareszcie w domu. Żona pyta:

- jak było?

Cisza...

- fajnie - odpowiadam. Chwila namysłu po czym mówię dalej: - w ciągu kilku godzin przeszliśmy "terapię wstrząsową", w której zawarte zostało dobre pół roku warsztatów szantowych. To była ciężka przeprawa, ale warto bylo trochę tej wiedzy uszczknąć dla siebie.

- Ale jesteście zadowoleni?

- Tak... - nieśmiało odpowiadam.

 

Po czym drapię się po głowie i próbuję zmienić temat, oddalam się od niewinnej istoty z myślą, że nie chcę najbliższej mi osobie wyżalić się, że przecież nikt nas nie zauważył, nikt nas nie docenił... nie istniejemy. Nie potrafimy śpiewać, nie potrafimy rozbawić publiczności... wszystko źle! Staję przed lustrem... Boże! Co jest?! O co chodzi?! Czy to początek depresji? Czy to jakaś chwilowa niemoc? Nie rozumiem! Włączam komputer szukam w internecie czy ktoś coś napisze, wypowie się na temat konkursu. W Szantymaniaku znajduję jedynie werdykt Jury, który tam na miejscu - zwalił mnie z nóg. Mija dzień, drugi... kolejny, znów włączam komputer, Szantymaniak... Jest! Czytam. Oczom nie wierzę! Niemożliwe! Jeszcze raz czytam. Analizuję... chłód przenika moje plecy, skóra na moich przedramionach zamienia się w papier ścierny, sinieją mi dłonie, patrzę jak zaczarowany w tekst i nareszcie widzę! Widzę też moich kolegów, z którymi razem tworzymy "Jedno Ciało" zaczyna do mnie docierać... Co dalej? To oczywiste! Wyciągnięcie wniosków, poprawki, trening - i do przodu. Przecież to dopiero początek! Niezauważeni? Nieprawda! Gdyby nikt Nas nie zauważył nie byłoby z czego wyciągać wniosków. Nie zrażajmy się, nie narzekajmy. Nie grozi nam popadnięcie w narcyzm. Teraz już wiem - będziemy płynąć dalej obranym kursem tyle, że zamiast kompasu użyjemy zwierciadła - słów Synchro, w których przeglądając się zobaczyłem SIEBIE... 

Dlatego do zobaczenia na PPP!

Czy to będzie kolejne niezapomniane przeżycie?

Mam nadzieję, że tak.

Warto!

 

Pozdrawiam Jacek "ZIELIK" Zieliński (Lewiatan, Szczecin)

 

 

EDIT: Wprowadzono drobne poprawki w tekście oraz formatowanie - na życzenie autora. YenJCo 20.01.2008 g14:08

Galeria

Idź do strony: 1234»

Informację wprowadził(a): Jacek "Zielik" Zieliński - godz. 23:38, 18 styczeń 2008, wyświetlono: 837 razy

Łuki

wysłano: 15:51,19 styczeń 2008

Przez chwile zacząłem odbierać ten tekst jako samobiczowanie na szczęście skończył sie optymistycznie. Żywot konkursowicza niestety taki już jest że musi on liczyć sie z tym ze zostanie oceniony, doceniony lub nie, nagrodzony lub nie i zapewniam Cie, że każdy zespół ma w swoim życiorysie większe lub mniejsze porażki konkursowe (wiem cos na ten temat) grunt to robić swoje, owszem słuchać rad życzliwych i dążyć do doskonałości a kiedyś ta praca odwdzięczy sie własna publicznością i nagrodami na konkursach. Co do przeżyć opisany przed, w trakcie i po konkursowego grania to nic dodać nic ująć każdy bez względu na staż czuje to samo. Pozdrawiamy Lawiatan i do zobaczenia.
Odpowiedz na ten komentarz
Zielik

wysłano: 17:55,20 styczeń 2008

Kochani! Pozwoliłem sobie pokazać Światu nasze shanties'owe wzmagania utrwalone na fotografiach Przemka Janika. Tytuł galerii: "Shanties - konkurs". Zapraszam do oglądania. Pozzzdrawiam Zielik - Lewiatan
Odpowiedz na ten komentarz
Mila

wysłano: 21:50,21 styczeń 2008

No to mamy punkt widzenia jurora, punkt widzenia konkursowicza(-ów), może czas na punkt widzenia widza? :)
Odpowiedz na ten komentarz
Pawel 'Synchro' Jedrzejko

wysłano: 0:48,22 styczeń 2008

... a na dodatek jeszcze szczerze w Starym Porcie pogadali, prawda? Cieszę się bardzo, że Was zobaczę na PPP! Teraz już będę mógł słuchać dla czystej przyjemności! Pozdrawiam Was serdecznie, Paweł
Odpowiedz na ten komentarz
Jacek "Zielik" Zieliński

wysłano: 9:20,22 styczeń 2008

Jeszcze raz zachęcam do oglądania FOTOGALERII z przeglądu konkursowego. Również bardzo się cieszę :) z wyjazdu na PPP i oczywiście z wielu spotkań tam na miejscu. Pamiętam - dokładnie rok temu - jak dreszcze mnie ogarniały słuchając reklamy PPP "...Port Pieśni Pracy czeka...". Wówczas zadawałem sobie pytanie: - Ciekawe kiedy My tam pojedziemy? No i stało się! Chyba po PPP będę pisał "Zwierciadło II" :) Pozzzdrawiam wszystkich serdecznie. Jacek
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI