Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Artykuły

Życzę wszystkim, aby długo żyli - wywiad z Jerzym Łątką

Wywiady

YEN: Twoja książka "Rozfalowana ziemia" o polskim ruchu szantowym budzi spore kontrowersje, dlaczego postanowiłeś napisać książkę o szantach ?

Jerzy S. Łątka: Napisałem "Rozfalowaną ziemię", bo jestem etnologiem z wykształcenia i ...

YEN: Twoja książka "Rozfalowana ziemia" o polskim ruchu szantowym budzi spore kontrowersje, dlaczego postanowiłeś napisać książkę o szantach ?

Jerzy S. Łątka: Napisałem "Rozfalowaną ziemię", bo jestem etnologiem z wykształcenia i zafascynował mnie kulturowy aspekt tego zjawiska. Jedynego w świecie. Owszem, bodźcem dodatkowym była znajomość z Pawłem Koprowskim. Tak się zdarzyło, iż  uczestniczyłem w pierwszych warsztatach szantowych, które inicjował Pablo. Widziałem więc jak ten ruch się rodził. Ruch, który znacznie zmienił oblicze naszego kraju. Motywowało mnie pytania, dlaczego to stało się w Polsce, dlaczego Kraków odegrał tak ważna rolę w tym ruchu, który, metaforycznie mówiąc, rozfalował naszą ziemię? Odpowiedzią na te pytania jest właśnie "Rozfalowana ziemia".

 

YEN: W książce pojawiają się liczne mniej i bardziej poważne błędy merytoryczne - np. zespół Banana Boat nie powstał w Bytomiu tylko w Sosnowcu, z całym dla Bytomia szacunkiem, sam znalazłem jeszcze sporo innych.

Jerzy S. Łątka: Przewidywałem, iż dziesiątki szantymaniaków będzie mieć do mnie pretensję często o bzdury (patrząc na to z perspektywy dziejów). Właśnie ten błąd odnośnie miejsca powstania Twojego zespołu jest przykładem klasycznym. Dla oceny miejsca ruchu szantowego w polskiej kulturze masowej jest bez znaczenia gdzie powstał zespół Banana Boat. Takich błędów w takiej pracy uniknąć się nie da. Nie może ich wyłapać autor. Należałoby przeprowadzić kilka merytorycznych korekt, jak to robi redakcja Polskiego Słownika Biograficznego. Rozmawiałem o tym z Krzysztofem Bobrowiczem jeszcze przed ukończeniem książki. Ponadto poważnym problemem autorów takich prac są ludzkie pretensje dziesiątków ludzi, iż autor o czymś napisał za mało. Dla autora takie sytuacje są nieuniknione, dopóki... żyją uczestnicy ruchu, który opisuje. Taką samą sytuację ma historyk np. ruchu oporu w czasie II wojny światowej.

 

YEN: Czyli jak wymrzemy to zmieni się wydźwięk Twojej książki i wszyscy zobaczą w niej to co najważniejsze? Co w Twojej książce jest najważniejsze? Co jest jej największą wartością?

Jerzy S. Łątka: Życzę wszystkim szantymaniakom, aby długo żyli, i przekonany jestem, że większość z Was mnie przeżyje [serdeczny uśmiech]. Rzekłem tak trochę z przekory. Ale nie tylko. Przed laty historyk, prof. Kazimierz Dopierała we Wstępie do swej książki "Adampol - Polonezkoy. Z dziejów Polaków w Turcji" napisał: Opracowanie dziejów osady adampolskiej jest rzeczą niewdzięczną i niełatwą. Niewdzięczną, dlatego iż krytykami tej pracy mogą być ludzie w niej mieszkający, a niełatwą, bo jej dzieje nie są skończone. Nieco dalej: Większość mieszkańców osady w dniu dzisiejszym jest synami, wnukami tych, o których w książce będzie mowa. Także i oni sami pojawiają się na kartach tej publikacji, co autorowi, bynajmniej nie ułatwia zadania. Wyszydziłem to stanowisko w recenzji pod tytułem "Wszystkiemu winne wnuki". Dziś wobec autora tej książki byłbym bardziej tolerancyjny. Znalazłem się w podobnej sytuacji. Bohaterem "Rozfalowanej..." nie jest jakiś poszczególny zespół, nie konkretna osoba, także nie Pablo, któremu książka jest dedykowana, tylko ruch szantowy jako taki. A pasje Pabla, setki zarysowanych zespołów i imprez stanowią tylko cegiełki do budowania obrazu tego ruchu. Tak jak w portrecie zbiorowym grupy kilkuset osób jednostka ma drugorzędne znaczenie. Dla całości obrazu bez znaczenia jest, iż jeden z uczestników jest bez krawata. 

 

YEN: Czy nie uważasz, że należałoby te błędy jakoś sprostować?

Jerzy S. Łątka: Oczywiście tak. Stan na dzień dzisiejszy jest taki, iż ja do tej pory otrzymałem tylko DWA umotywowane merytorycznie sprostowania popełnionych błędów. Jedno od niejakiego Macieja Jędrzejki [uśmiech], drugi od Taclema na temat okoliczności powstania Gdańskiej Formacji Szantowej. Ponadto mam powody, aby sądzić, iż paru panów obraziło się na mnie z tego powodu, iż napisałem tę książkę.

 

YEN: Walka o poprawę wizerunku polskich szant rozpoczęła się już jakiś czas temu - Twoja książka przez część środowiska szantowego została okrzyknięta jako nierzetelna i zakłamująca rzeczywistość. Czy mógłbyś się do tych zarzutów odnieść?

Jerzy S. Łątka: Moja książka, jak każda z mych książek, jest bardzo rzetelna. Uchodzę za bardzo rzetelnego autora. Przeczytałem wszystko, co było dostępne na temat ruchu szantowego w Polsce. Owszem, popełniłem szereg błędów takich jak przez Ciebie wskazany. Także w nazwiskach. Błędnie podałem nazwisko NAJBLIŻSZEJ szantowej kumpeli, ale nigdy jej do dowodu osobistego nie zaglądałem. A sam wiesz, jak jest z używaniem nazwisk tym środowisku. Te wszystkie błędy nie umniejszają wartości książki. Także jako materiału źródłowego. Nie da się teraz napisać książki o ruchu szantowym w Polsce bez korzystania z "Rozfalowanej...". To  fakt, czy się to komuś podoba, czy też nie. Można z autorem polemizować, można wytykać mu błędy, ale bez korzystania z tej książki napisać nic poważnego się nie da. Ale każdy może mieć swoje zdanie. Czytelnik ma prawo krytykować. Mam poczucie swej wartości. W przypadku "Rozfalowanej..." wzmacnia je sporo otrzymanych gratulacji z powodu jej napisania. Było ich znacznie więcej niż tych uwag krytycznych.

 

YEN: O wartości naukowej wydawnictwa decyduje między innymi recenzja - czy Twoja książka była recenzowana? Czy są w Polsce historycy kultury, którzy specjalizują się w szantach?

Jerzy S. Łątka: Jestem doktorem nauk historycznych, z zakresu historii kultury. Tytuł obroniłem na Uniwersytecie Jagiellońskim, co ma dla mnie bardzo ważne znaczenie. Moje książki (oczywiście nie wszystkie) są lekturami zalecanymi na różnych kierunkach humanistycznych. Jedna nawet na psychologii w Toruniu. Znam co najmniej dwóch profesorów etnologii kompetentnych do oceny takiej pracy. Do wydania książki taka recenzja nie była mi potrzebna. Myślę, że "Rozfalowana..." zostanie odnotowana przez środowisko naukowe. Póki co, to pierwsza polska praca na ten temat. I na długi czas pozostanie jedyną. Na razie ukazała się recenzja Wacława Krupińskiego, dziennikarza specjalizującego sie w problematyce kulturalnej, znawcy "niepoważnych" - jak sam się nazwał przed laty - piosenek (dlatego dwukrotnie zasiadał jako juror krakowskiego festiwalu). Miło mi, iż tenże wczoraj otrzymał Złoty Laur Fundacji Kultury Polskiej za "mistrzostwo w publicystyce kulturalnej". Żartobliwie mógłbym dodać, iż jego felieton na temat "Rozfalowanej..." pomógł mu uzyskać to zaszczytne wyróżnienie. Ale poważnie, to jestem zdania, iż byłoby dobrze, aby środowisko szantymaniaków zrozumiało, iż w Polsce żyją także osoby nie uczestniczące w tym ruchu. I jest ich znacznie więcej. I dla nich jest ta książka. I dla nich przed 20 laty Krupiński pisał sprawozdania w "Dzienniku". Cytowałem je w "Rozfalowanej...".

 

YEN: Czy szanty są "niepoważnymi piosenkami" Twoim zdaniem?

Jerzy S. Łątka: Redaktor Krupiński jest znawcą piosenki kabaretowej i stąd ten żartobliwy zwrot "piosenka niepoważna". Zaś jeśli o mnie chodzi, to powiem tak: na pewno "Keja" Jurka Porębskiego, którego bardzo lubię (jako człowieka) i cenię (jako twórcę) nie jest "Odą do Radości" Ludwiga van Beethovena.

 

YEN: Z jakich źródeł korzystałeś przede wszystkim pisząc książkę?

Jerzy S. Łątka: Przeczytałem wszystko, co znajdowało się w moim zasięgu, na temat ruchu szantowego. Nawet prace magisterskie, do których rzadko naukowiec zagląda. "Szantymaniak" cytowany jest ponad sto razy. Lista osób, z którymi rozmawiałem osobiście czy za pośrednictwem poczty elektronicznej także grubo przekracza setkę.

 

YEN: W Twojej książce piszesz o większości polskich zespołach, szantymenach i festiwalach w niemal encyklopedyczny sposób. Gdzie można kupić Twoją książkę oraz, co najważniejsze, gdzie można wysyłać poprawki?

Jerzy S. Łątka: W tej chwili książkę można nabyć osobiście w Krakowie w Księgarni Akademickiej, ul. św. Anny 6, tel./fax (012) 43 127 43, tel. (012) 422 10 33 w. 1167). Internetowo także za pośrednictwem tej księgarni (e-mail: akademicka@akademicka.pl ). Autorowi nawymyślać zaś można kierując listy pod podany w książce adres: rozfalowanaziemia@autograf.pl

 

YEN: Skoro powiedziałeś "A" pisząc tę książkę - czy możemy liczyć na "P" jak poprawki i "RZ" jak rzetelno

ść? Innymi słowy, czy możesz obiecać nam "wydanie drugie poprawione", przynajmniej w wersji elektronicznej (pdf)?

Jerzy S. Łątka: Myślałem o II wydaniu. Dziś jestem zdania, iż będzie miało sens tylko wtedy, kiedy to będzie wersja poprawiona. W wielu przypadkach pierwsze wydanie traktuje się jako formę wyjściową do pełniejszej, bardziej przemyślanej monografii. W przypadku "Rozfalowanej..." także to będzie możliwe, jeśli autor otrzyma informacje o popełnionych błędach. Przecież nie mam żadnego interesu, aby powtarzać np., iż zespół Banana Boat powstał w Bytomiu, skoro wiem, że to nieprawda.

 

YEN: Dziękuję Jurku, że zdecydowałeś się na też szczerą i trudną rozmowę.

Jerzy S. Łątka: Ja również. Miło mi widzieć Cię wśród tych, co pytając starają się zrozumieć. Pozdrawiam serdecznie wszystkich szantymaniaków.

 

 

***

 

Fotografie:

  1. Wojciech Marcinowski
  2. Krystiana Miczka

Wydawca: Wydawnictwo i Drukarnia Towarzystwa Słowaków w Polsce, ul. św. Filipa 7, 31-150 Kraków

Informację wprowadził(a): Maciej "YenJCo" Jędrzejko - godz. 9:9, 1 marzec 2008, wyświetlono: 2005 razy

McViking

wysłano: 18:0,1 marzec 2008

Niestety trochę zbyt dużo jest tych błędów w książce. Dziwi mnie, że aż tyle ponieważ sam dokonywałem kiedyś korekt wspólnie z Bogdanem Karolusem, jeszcze na brudnopisie przed wydaniem książki i domyślam się, że takich korektorów było więcej, a mimo to moje nazwisko też zostało przekręcone. ;-) Zgadzam się, że pisanie o "żywych" jest trudne - sam relacjonuję festiwale Shanties i wiem, że zwykle więcej czasu zajmuje mi poszukiwanie źródeł, badanie historii i dbanie o szczegóły, niż samo opisywanie wydarzeń. Ale uważam, że warto poświęcić ten czas aby być wiarygodnym, bo dla mnie liczy się uznanie "żyjących" czytelników, a nie przyszłych pokoleń i osób nie uczestniczących w tym ruchu. Wychodzę z założenia, że jeśli dzisiaj kompetentny czytelnik nie znajduje znaczących błędów w moim tekście, to w przyszłości wartość tego tekstu tylko wzrośnie, bowiem pamięć jest ulotna, a słowo zapisane będzie "pamiętało" te szczegóły dla potomności. ;-) Dlatego nie zgadzam się z Jurkiem, że dbałość o szczegóły jest mniej istotna w obliczu badania ruchu szantowego jako całości zjawiska etnologicznego. Tym bardziej, że jak sam autor pisze - "Nie da się teraz napisać książki o ruchu szantowym w Polsce bez korzystania z »Rozfalowanej...«". A zatem chcąc napisać teraz taką książkę trzeba mieć świadomość, że korzystając z "Rozfalowanej..." ewentualny autor naraża się tak samo, a może jeszcze bardziej, na brak wiarygodności - nie wiadomo czy nie trafi akurat na tego "uczestnika bez krawata", który dla Jerzego nie był na tyle ważny aby zadbać o jego wizerunek - o jego autentyczność. Szkoda tych szczegółów, bo wartość tej pozycji rzeczywiście jest nieoceniona. Tym bardziej, że dotarcie do prawdy nie powinno być zbyt skomplikowane bowiem elementami tej układanki są w przeważającej części osoby i formacje wciąż żyjące i istniejące. Pozdrawiam - Maciek "Viking" Ślusarczyk http://shanties.krakow.pl/
Odpowiedz na ten komentarz
grzywa

wysłano: 10:4,2 marzec 2008

Z błędami, czy bez - na pewno kupię. Pozdrawiam, Grzywa.
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 1:41,4 marzec 2008

Tak jak i w książce tak i w wywiadzie mija się "autor" z prawdą. Jerzy S. Łątka: (...) Stan na dzień dzisiejszy jest taki, iż ja do tej pory otrzymałem tylko DWA umotywowane merytorycznie sprostowania popełnionych błędów. "Autor" zapomniał widzę, albo woli nie pamiętać o tym, iż wysłał mi jeden z rozdziałów do korekty. Zapomniał, że poświęciłem kilka godzin na jego poprawianie, wypisywanie błędów, których było co niemiara, prostowanie przekręconych przez niego faktów. Wszystko na nic, bo się moją pracą nie przejął! Cytuje moją gazetę ponad 40 razy i nawet w cytatach popełnia błędy! Wyrywa moje wypowiedzi z kontekstów i sprawia, że muszę się potem tłumaczyć (np. Ewie Barańskiej w sprawie "Tratwy"). Moją prośbą o poprawienie tej wypowiedzi przed publikacją się "autor" nie przejął. Nie zadał sobie minimum wysiłku by część poświęcona ruchowi szantowemu była wiarygodna i rzetelna. I nie są to, jak próbuje "autor" tu bagatelizować, "pretensje o bzdury", bo takich "kwiatków" jak pochodzenie Banana Boat - jest tu mnóstwo!!! A wszystkie można było bardzo łatwo sprawdzić i poprawić. To przykład na to jak nie należy książek pisać. Pełno tu błędów stylistycznych, rzeczowych, interpunkcyjnych. Na pewno też nie jest to żadna praca naukowa, bo prace naukowe nie powstają techniką "kopiuj-wklej", na dodatek nieumiejętnie tutaj stosowaną. Tylko część poświęcona krakowskiemu środowisku się broni. I gdybyż na tym "autor" poprzestał...
Odpowiedz na ten komentarz
M. Nowak

wysłano: 9:37,4 marzec 2008

Od dłuższego już czasu pracuję nad recenzją tej pozycji. Jest to zbyt poważna rzecz, by można było zrobić to bez przemyśleń, wielokrotnej lektury, konsultacji z ludźmi, którzy mają na ten temat coś do powiedzenia. Oczywiście - ponad rok po premierze to niby późno, ale... tak naprawdę to ja czekam, aż "właściwi" ludzie z książką się zapoznają i będą mogli na ten temat coś powiedzieć. Jeśli ktoś chciałby się ze mną podzielić swoją opinią - będę bardzo wdzięczny, a "głos środowiska szantowego" będzie dzięki temu pełniejszy. Póki co powiem tylko jedno: w kontekście opinii Kamila, z którą całkowicie się zgadzam, pewne tezy autora wyrażone w powyższym wywiadzie są po prostu zdumiewające.
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 16:51,4 marzec 2008

są żenujące, od zdumienia jestem daleki... Wypowiedzi autora w tym wywiadzie przypominają mi postawę dzieciaka, które nabroiło, a teraz "zwala winę na innych", bądź udaje, że "nic się nie stało". Wiem, że "autor" miał kilka innych złych opinii o książce przed wydaniem. Nie mógł zatem nie zdawać sobie sprawy, iż pewna część książki nie nadaje się do publikacji. Mimo to nie skorzystał z rad ani poprawek. Po prostu mnie zlekceważył. Do myślenia niech środowisku da informacja, że nie podjęła się wydania tej pozycji Fundacja Hals (wiem, że rozmowy były prowadzone)... dlaczego?
Odpowiedz na ten komentarz
grzywa

wysłano: 13:38,5 marzec 2008

Błędy są, ale co DOBREGO jest w tej lekturze? Nic? W poniedziałek zmówię dwa egzemplarze. Pozdrawiam, Grzywa.
Odpowiedz na ten komentarz
KAMiL

wysłano: 22:40,10 marzec 2008

kupiłeś już? Nie?! To Ci podpowiem. Dobre w tej książce jest to, co dotyczy Krakowa, Pablo Koprowskiego. Wspaniale się to czyta, dużo wspomnień i widać, że autor wie o czym pisze. Cała reszta niedopracowana i zerżnięta od innych, często z błędami. Co prawda każdy ma prawo do błędów, ale do mijania się z prawdą twierdząc, że nikt nie poprawiał, że tyko dwie korekty dotarły. To już lekka przesada. I wkurza mnie buta "autora".
Odpowiedz na ten komentarz
Grzywa

wysłano: 2:9,11 marzec 2008

Jakie wrażenia po przeczytaniu połowy lektury? Pozytywne, aczkolwiek dominuje "rozfalowany Kraków". Zobaczę, co dalej.:)) Pozdrawiam, Grzywa z rozfalowanej Warszawy.:))
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI