Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Nowiny

Festival Formia - Włochy (Ponton Band)

A-hoj Szantymaniacy!

 

Gdzie: Formia - miasto na południe od Rzymu , nad brzegami morza Tyreńskiego

Kiedy : 0d 25-tego do 27-mego sierpnia (podróż od 23-go)

Impreza : Festiwal muzyki ...

A-hoj Szantymaniacy!

 

Gdzie: Formia - miasto na południe od Rzymu , nad brzegami morza Tyreńskiego

Kiedy : 0d 25-tego do 27-mego sierpnia (podróż od 23-go)

Impreza : Festiwal muzyki różnej

 

Zaczęło się w środę od "pogańskiej" pory wyjazdu z Błonia, godz.5 rano. Ciekawiej zrobiło sie po przekroczeniu granicy czesko-austriackiej, widoczki za oknem autokaru całkowicie nie żeglarskie, wysokie góry i wreszcie nocleg nad jeziorem Ossiacher See (tam są żaglówki !).

 

Czwartek dalej w trasę i późnym wieczorem docieramy do Formii. Przesympatyczni Włosi, na czele z Claudio Marciano, jako głównym organizatorem włoskiej edycji imprezy. Włosi przeprowadzili tego wieczoru próbę wytrzymałości naszych żołądków. Pisząc naszych, mam na myśli 36-cio osobową grupę muzyków z Polski, z sześciu zespołów zaproszonych w charakterze gości festiwalu Formii. Jeszcze tej samej nocy większość z nas znalazła się na plaży. Pontony - jak przystalo na brać wodniacką - szybko znalazły się w morskich falkach wzbudzając popłoch wśród włoskich przyjaciół, bo woda "zimna" (tak na oko ok.22 stopni). Pierwszy oprzytomniał Claudio i kiwając, ze zrozumieniem głową, skonstatował, że przecież Polacy to lud północy i pojęcie "zimnej wody" ma zupełnie inny wymiar.

 

Piątek - od rana plaża, smażenie bladego cielska w temp. 35st. i moczenie "czterech liter" w słonej (nawet bardzo) cieplutkiej (26 st) - morskiej wodzie. Widoki przepyszne - morze i góry w jednym - nad Formią wznosi się pasmo górskie, którego najwyższy szczyt wg. Claudia ma 1500 m npm. Wszechobecne palmy różnych gatunków. Roślinność kojarząca się z tropikami.Wreszcie wieczorem koncerty. Zaczynają zespoły włoskie. Około godziny 23-ciej - Ponton Band. CLaudio tłumaczył z angielskiego to, co o szantach i piosenkach żeglarskich opowiadał nasz zespołowy Marek. Słuchacze zgotowali nam ciepłe przyjęcie. Na koniec koncertu miła niespodzianka - Claudio prosi nas o pozwolenie zrobienia włoskich coverów naszych utworów -  dla mnie bomba ! Później już tylko słodkie lenistwo. W sobotę jedziemy za pobliską Gaetę nad otwarte morze, fantastyczna czyściuteńka woda i widoki jak z pocztówki. Żartujemy, że "Italiańce" muszą w nocy farbki do wody dosypywać - dlatego woda ma tak piękny turkusowy odcień. W samej Gaetcie, wojskowa szkoła morska i marina pełna luksusowych jachtów żaglowych i motorowych.

 

Żagle pięknie sklarowane, w pokrowcach - jak na przegląd. I tak pewnie przez cały sezon, aż przecierałem oczy ze zdumienia. Rano ruch przy kei okrutny. Kto żyw zrzuca cumy z polerów, odpala katarynę i ... 150 m za główkami portu zwrot... w kierunku zatoki. Kotwica, cielsko na deck, napoje rozmaite (tzn. o różnej zawartości %). Co godzinę - chlup do wody dla ochłody. Tak właśnie "żeglują" do wieczora! Doliczyłem się ponad 200 jachtów w polu widzenia i tylko 2 (dosłownie DWA) pod żaglami !!! Pewnie "nietutejsze" jakoweś dziwadła co to im się chce szarpać ze szmatami. Ten swoisty sposób na żeglowanie "podziwiałem" przez trzy dni z rzędu. W sumie całkiem sympatyczny wypad do Włoch pod koniec wakacji.

 

Pozdrawiam wszystkich

Maciek "Ponton" Basiukiewicz

Drobne poprawki stylistyczne, interpunkcyjne i ortografiancze oraz  formatowanie tekstu - YenJCo 05.09.2006 godz 22.36

Informację wprowadził(a): Maciej "Ponton" Basiukiewicz - godz. 21:24, 3 wrzesień 2006, wyświetlono: 2013 razy

Marek Jankowski

wysłano: 20:39,6 wrzesień 2006

W zasadzie większość się zgadza, tyle że po drodze spaliśmy w Austrii nad jeziorem Ossiacher See, dużo mniejszym i dość oddalonym od jeziora Bodeńskiego, ale alpejskie widoki były identyczne, czyli, jak to Maciek był łaskaw zauważyć, "nieszantowe". Jedyną niedogodnością podróży była konieczność spędzania po ponad 20 godzin w autokarze. Dwa dni tam, trzy dni na miejscu, dwa dni z powrotem. ża to w Formii i Gaecie, nad Morzem Tyrreńskim, było ciepło, po prostu ciepło. Palmy, kaktusy, ciepłe morze, dobre i tanie wino. Sam trzydniowy przegląd muzyczny był dosyć ciężkim doświadczeniem, bo poza nami i dwoma niezłymi jazz-rockowymi kapelami z Polski, królowała muzyka (no właśnie, czy "muzyka"? - ja na coś takiego byłem za stary już jakieś 35 lat temu) zwana chyba punk, trash, czy coś w tym rodzaju. Ogólnie rzecz biorąc szybko, głośno, niewyraźnie i monotonnie, tak, że ciężko było odróżnić jeden zespół od drugiego. No cóż, rzecz raczej dla konesera, ale dzięki zimnemu piwu zabawa była w sumie niezła. Generalnie rzecz biorąc bardzo fajna przygoda. P.S. Z tymi włoskimi coverami to niezupełnie tak - otóż Maciek w swojej skromności nie powiedział, że Claudio, nasz włoski wiecznie się spóźniający przyjaciel i opiekun, zachwycił się pomysłem użycia w piosence cytatu z muzyki klasycznej, jak to było zrobione w piosence Mirka i Maćka "Królowa Nocy".
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI