Szantymaniak poleca:

Jesteś tutaj

Nowiny

CONTRAST NA FALI

 

Stali bywalcy gdyńskiego Contrast Cafe nie spędzili weekendu w swojej ulubionej tawernie. Za sprawą właścicieli lokalu, mieli możliwość poznania od podszewki tego, o czym od tylu lat śpiewają przy drewnianych ławach z kuflem piwa w dłoni. Ostatnie trzy dni żeglowali

...

 

Stali bywalcy gdyńskiego Contrast Cafe nie spędzili weekendu w swojej ulubionej tawernie. Za sprawą właścicieli lokalu, mieli możliwość poznania od podszewki tego, o czym od tylu lat śpiewają przy drewnianych ławach z kuflem piwa w dłoni. Ostatnie trzy dni żeglowali po morzu, by przekonać się, czy szanty to historie pisane przez życie, czy może opowieści wyssane z palca.

Wyprawa rozpoczęła się w "pogodne popołudnie Kapitana Białej Floty" Waldemara Mieczkowskiego. Na pokład Zawiszy Czarnego zabrał tych, co w Contraście "z każdym są po imieniu, czy chce tego, czy nie", mają "swoje miejsce przy barze" i kufel z wygrawerowanym imieniem.

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu by delektować się ferią barw zachodzącego nad "gdyńskim portem" słońca. "Ledwo z oczu zniknął ląd sztorm uderzył z siłą lwa". Morski żywioł rozpoczął lekcję pokory. Już wiemy, że "morze faluje zawsze tak jak chce...". Ubrani w swetry, sztormiaki, kalosze i zimowe czapy uczyliśmy się, co oznacza spotkanie z bryzą i falą, jak nie stracić pokładu pod stopami i co charakteryzuje "faceta z ikrą". Będąc świadkami wzmagającego się wciąż wiatru i coraz mocniej odczuwając, na własnej skórze, skutki choroby morskiej, niektórzy z nas, nie raz myśleli, jak słuszne są słowa piosenki: "Pamiętaj o tym: gdy rejs rozpocząć masz, w piątek nie wybieraj się".

W takich warunkach nikt nie myślał o Molly Malone, słodkiej Jane czy Sally Brown "heroinie kubryków". "A na morzu robota jak wszędzie": pełniliśmy wachty nawigacyjne, pracowaliśmy przy żaglach, przygotowywaliśmy posiłki. Trzeba było "codziennie pokład zmywać", "mosiądze wyglansować" a wszystko w towarzystwie wiatru, który "porywał nasz śpiew".

W sobotnie popołudnie, na horyzoncie zobaczyliśmy Hel. Dzięki Contrast Cafe ten port okazał się być dla nas "poezją rumu i koniaku". Zamiast trafić do "tawerny pod pijaną zgrają" zostaliśmy zaproszeni do Maszoperii, gdzie w blasku świec, przy stole suto zastawionym potrawami z ryb i muzyce wykonywanej przez naszych ulubionych artystów: Waldemara Mieczkowskiego, Krzysztofa Jurkiewicza, Jacka Jakubowskiego (Gdańska Formacja Szantowa), Edka Hańczę (Trzy Majtki) i Macieja Jędrzejko (Banana Boat), spędziliśmy cudowny wieczór, zapominając o trudach minionej nocy.

Poranek oznaczał wyjście w morze. Tym razem Neptun okazał się być dla nas łaskawy. "Fale miarowo uderzały o dziób" a my mogliśmy się cieszyć zwykłym marynarskim życiem. "W pełnych żaglach bieli" rozkoszując się słońcem i kojącym rytmem morza odpoczywaliśmy na ciepłym pokładzie żaglowca. "Piwo w pianie, Bałtyk w pianie", to był naprawdę cudowny dzień.

Choć "czas powrotu nieuchronnie zbliżał się cumy na ląd i żagle wszystkie sklarowane" na Contrastową Załogę Zawiszy Czarnego czekały kolejne, już lądowe, atrakcje...

Za sprawą Contrast Cafe przeżyliśmy wspaniałą przygodę. Poznaliśmy morze, o którym tak lubimy śpiewać i siebie, bo choć spotykamy się w naszej tawernie od lat, to często do tej pory, wymienialiśmy jedynie uśmiechy. Jacku, DZIĘKUJEMY!

"Ta historia to prawda, szczera jak złoty ząb. Może czasem - dla dobra narracji - O dni kilka przedłużę ten sztorm..."

 

Informację wprowadził(a): Martyna Kieliszek - godz. 15:58, 23 kwiecień 2007, wyświetlono: 1011 razy

JASIR

wysłano: 16:49,23 kwiecień 2007

nic dodać i nic ująć,było po prostu odlotowo,a co najważniejsze za rok powtórka!!!! serdeczne podziękowania dla Pana Jacka za organizacje i " aprowizacje ",pozdrawiam również stałą załoge Zawiszy,do zobaczenia JASIR
Odpowiedz na ten komentarz
Gajowy

wysłano: 17:38,23 kwiecień 2007

Było wspaniale Wielkie dzięki panie Jacku
Odpowiedz na ten komentarz
Kolpi

wysłano: 19:8,23 kwiecień 2007

Dziękujemy p. Jacku, fantastyczna impreza. Od lat wielu z nas związanych jest z tym lokalem, ale tym co teraz Pan zrobił, związał nas Pan jeszcze bardziej i na długie lata i bez "białej sukienki". To była świetna impreza integracyjna, nas bywalców i zespołów których słuchamy od lat.
Odpowiedz na ten komentarz
Suomi

wysłano: 7:2,24 kwiecień 2007

... dziękujemy panu Jackowi, że zabrał nas na ten cudowny rejs. Na zawsze pozostaną nam w pamięci te niezapomniane chwile.
Odpowiedz na ten komentarz
brat łapserdaka

wysłano: 7:13,24 kwiecień 2007

rejs był na pewno marny i lichy bo mnie tam nie było , a szkoda dopiero byście zobaczyli jak daleko można rzygać
Odpowiedz na ten komentarz
Edek

wysłano: 9:14,24 kwiecień 2007

I ja tam byłem, miód i wino piłem, i świetnie się bawiłem :) Przygoda fantastyczna, 120 mil w 29 godzin i to pod pełnymi żaglami - tylko niecała godzinka na silniku na drobnych manewrach portowych. Wychodziliśmy i wchodziliśmy do Gdyni również na żaglach - toż to widok mocarny, w sercu radość i duma - to Zawisza nasz Czarny.... ;)
Odpowiedz na ten komentarz
aomega

wysłano: 9:49,24 kwiecień 2007

serdeczne dzieki Jacku :)) i pozdrowienia z Tychów dla II wachty ;)
Odpowiedz na ten komentarz
Daruś

wysłano: 14:59,24 kwiecień 2007

Oj na Fali to myśmy byli ;) Bujało nawet po zejściu z Jachtu ;)) Powiem Krótko 1 wachta Rules!!! :P Co do zagadki - Jak nazywa sie człowiek z małymi jajami :)) Pozdrawiam i do zobaczenia dziś W CC Gra GFS!!!
Odpowiedz na ten komentarz
Pako

wysłano: 22:31,24 kwiecień 2007

Niezapomniane przezycie. Super wyprawa :):) PS Daro - Facet z ikrą ;) Pozdrawiam całą załogę
Odpowiedz na ten komentarz
YenJCo

wysłano: 10:34,27 kwiecień 2007

Kiedy kilka lat temu wpadałem do Gdyni zycie żeglarskie toczyło się wokół CWMu, YKP, Kotwicy... ale kultura szantowa ograniczała się do gitary na kei w basenie jachatowym...Nie było szczerze mówiąc nawet gdzie usiąść, nie wspominając o atmosferze zeglarskiej tawerny. Pociąg - dworzec - drałowanie z workiem na skwer kosciuszki - basen jachtowy - negocjacje z bosmanem zeby da zapasowa cumę, brakujący odbijacz i działajacy akumulator i w Morze! W ostatni weekend serce mi wybuchło radością kiedy uświadomiłem sobie co się stało na plaży przy gdyńskim bulwarze. Tam na dobre powstało NOWE ŻYCIE. Atmosfera Contrastu to atmosfera nieporównywalna z żadnym innym miejcem. Mam cztery kultowe Tawerny szantowe w Polsce: CONTRAST CAFE w Gdyni , GNIAZDO PIRATÓW w Warszawie i Łodzi (mam nadzieje że wkróce wróci...) i STARY PORT w Krakowie. (w kolejnosci wyłącznie alfabetycznej, bo potęga tych miejsc jest równa) Rejs na Zawiszy był dla mnie spełnieniem marzenia - nigdy jeszcze na takim dużym żaglowcu nie pływałem. Nie sądziłem że wyjdziemy w Morze, bo prognozy były fatalne ale wyszlismy i to na ZAGLACH co jest historycznym niemalże wydażeniem bo takie zaglowce z portu bez silnika nie wychodzą. Master Waldemar Mieczkowski pokazał klasę i styl na miarę współczesnego Kapitana :-) Szorując kingston myślałem sobie - "bosz... nie ma w tej chwili w moim życiu nic ważniejszego niż wyszorować kingston" - to największy problem i chwilowo największe wyzwanie :-) Rozumiecie ? Przez tę jedną chwilę nie obchodzi mnie N-I-C. Mam wolny umysł, płynę... i nie ma w moim zyciu choc przez chwilę ważniejszego problemu niż z uśmiechem zmyć kupę ze ściany sedesu :-) Uwierzcie lub nie ale sa chwile że WŁAŚNIE to jest cudowne uczucie :-) Dziękuję całej załodze za świetną zabawę, Jasirowi i Ekipie Gajowego za poczucie humoru, Moni, Gosi, Zośce, Markowi, Ali, Oleńce, Tomkowi i Michałowi za dzielną pomoc w wachcie kambuzowej mimo choroby morskiej i innych przeciwnosci (PS przepraszam, że kisiel wyszedł mi zbyt gęsty - gdyby miał rzadszą konsystencje naprawdę pomógłby chorujacym a tak trzeba go było wygrzebywać ze szklanki no ale nie robiłem jeszcze kisielu dla 45 osób i nie sadziłem że tak nieprawdopodobnie mało kisielu trzeba wsypać do gara... :-) następnym razem obiecuje przeczytać instrukcję... :-)))) Bruno Świątkowi za ból brzucha ze śmiechu, Jackowi Jakubowskiemu za poczucie humoru, Tomkowi Bordzie za wspólną pracę na dziobie i to niewysłowione COŚ co mogłoby się łatwo urodzic gdyby rejs trwał dłużej :-). Gdańskiej Formacji za wspaniały koncert w Maszoperii, Waldkowi Mieczkowskiemu za to, że jest kapitanem którego styl i klasa wprowadza atmosferę wzajemnego szacunku wsród załogi i oficerów. Największe podziekowania jednak składam Jackowi Parzychowi, którego umysł potrafi nie tylko w wyobraźni unieść się ponad chmury, za to że latając z ptakami ma potrzebę tworzenia warunków i możliwości do nawiązania przyjaźni pomiędzy ludżmi. Nie wiem czy jest coś bardziej trwałego i wartościowego w życiu niż uszczęśliwianie innych ludzi. Jacek tego dokonał. Dziękuję Ci! Wiem, że mógłbym z Wami popłynąć "w kółko". Moze to kiedyś zrobimy? Marzę o Islandii wiecie? :-) Sssciskam YenJCo (of debeściarskiej II wachty :-))
Odpowiedz na ten komentarz
Copyright © 2004-2010 SZANTYMANIAK.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Technologia: strony internetowe INVINI