Nowiny
JURY Festiwalu ZEZA 2005 - aktualizacja
WOJCIECH "MUZYK" HARMANSA mgr geologii, absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej II st. w Gliwicach w klasie akordeonu. Zdeklarowany "Kuba Wojewódzki" Zęzy. Już po raz czwarty zasiądzie w loży szyderców :-). Członek zespołu Perły i ...
WOJCIECH "MUZYK" HARMANSA mgr geologii, absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej II st. w Gliwicach w klasie akordeonu. Zdeklarowany "Kuba Wojewódzki" Zęzy. Już po raz czwarty zasiądzie w loży szyderców :-). Członek zespołu Perły i Łotry (www.perly.z.pl) w którym gra na akordeonie oraz śpiewa basem. Posiada wieloletnie letnie doświadczenie sceniczne i bez wątpienia ma wyrobiony gust muzyczny. Uczestnik wielu Jury podczas konkursów szantowych i nie tylko. Jest człowiekiem świadomym ogromu pracy jaki zespół wkłada w doskonalenie swoich umiejętności na próbach. Dał się poznać jako człowiek szczególnie wyczulony na tradycyjne wykonania szant, potrafi docenić trudną czy mało spektakularną ale interesującą aranżację i interpretację pieśni morza, ceni wierność i klimat wykonań tradycyjnych szant. Główny ciężar uwagi był dotychczas skierowany na jakość muzyczną wykonania, w następnej kolejności były kwestie oceny tekstów czy sceniczności itd.
Czym będzie można Cię zauroczyć podczas konkursu?
- W tym roku - jak zawsze - będę zwracał szczególną uwagę na muzykę, bo ta dziedzina jest mi najbliższa. Będę starał się doceniać utwory autorskie oraz ciekawe i nowatorskie interpretacje utworów znanych. Równie ważnym będzie dla mnie zachowanie sceniczne zespołu, a konkretnie profesjonalne zachowanie się w kontaktach z akustykiem i obsługą sceny. Bardzo istotny będzie dla mnie sposób nawiązywania kontaktu zespołu z Publicznością.
A czym można Ci podpaść?
- Negatywnie będę oceniał brak zrozumienia się ludzi w zespole, bo to zawsze wpływa na jakość występu. Wbrew obiegowym opiniom, nie będzie dla mnie najistotniejsza sterylność wykonania - drobne niedociągnięcia, fałsze "w granicach folku" ;) nie będą dla mnie ważniejsze niż nadmierna sztywność, sztuczność czy brak kultury scenicznej.
Czy będziesz Kubą Wojewódzkim Zęzy w tym roku?
- No ktoś musi być, hehe. Znowu wszystkim podpadnę pewnie. Zamierzam nie owijać w bawełnę i nie nadużywać eufemizmów. Jeśli coś mi się nie spodoba będę mówił po żeglarsku - czyli wprost. Mnie tez obowiązuje kultura sceniczna, więc myślę że nie przekroczę granic dobrego smaku i tyle.
***
DOMINIKA PŁONKA
Absolwentka Akademii Muzycznej w Katowicach im. Karola Szymanowskiego na Wydziale Kompozycji, Teorii i Edukacji Muzycznej oraz przez rok uczęszczała na zajęcia wokalne na Wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Specjalista w zakresie prowadzenia zespołów wokalnych i wokalno-instrumentalnych (dyrygent chóralny). Posiada dyplom Realizatora Dźwięku. Od 1994 roku aktywna scenicznie. Oprócz studiów brała udział w licznych warsztatach muzycznych (miedzy innymi warsztaty wokalne u Elżbiety Zapędowskiej 1998, Międzynarodowe Warsztaty Jazzowe w Chodzieży. Warsztaty Piosenkarskie, Teatralne i Jazzowe festiwalu FAMA w Świnoujściu, warsztaty gospel, warsztaty Speach Level Singing). Stypendystka czasopisma Filipinka za szczególne osiągnięcia podczas festiwalu FAMA 1998. Indywidualne wyróżnienie na warsztatach jazzowych festiwalu fama 2001. Przygodę ze sceną rozpoczęła od poezji śpiewanej a w szantach działa od 2001 roku, kiedy to zadebiutowała z zespołem Sąsiedzi (www.sasiedzi.szanty.pl) zdobywając Grand Prix Festiwalu Tratwa 2001. Od 1995r współpracuje z Teatrem "A" w Gliwicach (www.teatr-a.art.pl ) gdzie współtworzyła 9 musicali jako flecistka, wokalistka i realizator dźwięku. Ponadto zdarza jej się komponować, a na codzień aranżuje muzykę do przedstawień teatralnych, dla Sąsiadów ostatnio również dla reaktywującego się zespołu Kant :-). Jest również Edytorem Nut - czyli bez trudu zapisuje w nutach każdą partyturę, czytając te cholerne "ptaszki na drutach" lepiej niż niektórzy litery w zeszytach w 3 linie :-))) Jej doświadczenie w pracy na scenie, pozwala jej obiektywnie spojrzeć na takie elementy występu jak aranżacja, harmonia, ruch, sceniczność.
Na co będziesz zwracała uwagę w tym roku ?
- Na pewno będę zwracała uwagę na czystość i poprawność muzyczną, będę patrzyła na to czy zespół prezentuje poziom "ogniskowy" czy też osiągnął już poziom sceniczny.
Czy będziesz purystką w tym względzie ?
- Nie wiem. Myślę, że potrafię przymknąć oko na drobne błędy jeśli zespół mnie porwie swoja ekspresją - czyli jak mawia Bałtroczyk "jeśli będę miał ciary...". Dla mnie "CIARY" będą głównym kryterium oceny. Jak nie będzie "CIAR" - to będę się skupiała na dogłębnej analizie i rozkładzie na czynniki pierwsze tego co usłyszę i zobaczę. Błędy popełnia każdy, ważne czy i jak potrafi z nich wybrnąć.
Czy będziesz "Kubą Wojewódzkim"?
- Myślę że nie, bo nie mam ciętego języka i złośliwej natury. Boje się nawet troszkę czy na pewno uda mi się odpowiednio ubrać w słowa to co myślę, bywałam juz w Jury ale jeszcze nigdy nie musiałam publicznie wyrażać swoich opinii.
Masz tremę?
- Oj tak... i to znacznie większą niż przed wejściem na scenę, łatwiej by mi było wyjść na scenę i być ocenianą niż samej oceniać.
***
WOJCIECH "SĘP" DUDZIŃSKI
Absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Zdeklarowany pedagog. A obecnie zajmuje się renowacją zabytkowych przedmiotów. Dinozaur polskiej sceny Szantowej, jeden z założycieli legendarnych Ryczących Dwudziestek. W ciągu 22 lat działalności Ro20, zagrał dobrze ponad 2000 (!) koncertów. Jak sam twierdzi 9 lat pracy w szkole specjalnej dało mu siłę by wytrzymać codzienne życie w Dwudziestkach :-))).
Człowiek o niezwykłym poczuciu humoru, dużej wrażliwości na dobre teksty. Posiada rzadką umiejętność uważnego słuchania tekstów w trakcie ich wykonywania. Wielokrotnie jurorował na wielu festiwalach szantowych. Znakomity wokalista o zniewalającym męskim głosie, (kobiety wiedzą o czym mówię ;-)) kompozytor, aranżer, autor lubianych tekstów. Spostrzegawczy zauważyli zapewne że SĘP przez wiele lat stał "na prawym ramieniu" Ro20, a od niedawna - po "reformie Shanonowej" - stał się frontmanem zespołu. Ryczące twierdzą (złośliwe bestie - jak mówi Sęp), że przesunęli go na środek, tylko dlatego, że przytył ostatnio i zajmuje więcej miejsca na scenie... ;-) Tak czy owak SĘP jest jak cud anatomiczny PeeReLu : "członek... z ramienia... wysunął się na czoło..." ;-)))). Wojtek znany jest z łagodnego usposobienia i ciepłego podejścia do każdej napotkanej istoty, więc nie spodziewam sie w nim ducha Kuby Wojewódzkiego, ale ... kto to wie... ?
Nie obawiasz się, że będziesz zbyt łagodny dla zespołów występujących w konkursie?
- Nie obawiam się... Ja wiem, że będę łagodny :-)
Jawisz się jako osoba, która nie skrzywdzi nawet muchy...Czy potrafisz "dowalić" ?
- Jeżeli trzeba to potrafię, ale nie lubię.
Na jakie elementy występu zwrócisz w tym roku szczególną uwagę?
- Na te wszystkie, na które nie musiałem zwracać uwagi w zeszłym roku - ponieważ nie zasiadałem w Jury :-) W każdej piosence, poza muzyką, interesuje mnie przede wszystkim warstwa słowna, dlatego na pewno będę zwracał szczególną uwagę na teksty.
Co konkretnie wydaje Ci się istotne w tekstach ?
- Interesuje mnie przede wszystkim ich prawdziwość, ale również wszystko to co składa się na "poetyckość tekstu". Oczywiście bardzo istotne jest dla mnie umiejętne połączenie tekstu z muzyką - co nie jest łatwą sztuką.
Co będzie ważniejsze czystość śpiewania czy zachowanie na scenie?
- Myślę że jednak zachowanie na scenie. Powiem brzydko, będzie mnie interesowało to czy zespół "potrafi się sprzedać na scenie" - oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Umiejętność "trafienia" do publiczności nie oznacza bynajmniej prymitywnych tzw. "gestów pod publiczkę" jak na przykład - wybacz kolokwializm - ściąganie gaci, czy robienie fikołków na scenie, ale polega na umiejętności zaprezentowania pewnej autentyczności, która sprawi, że publiczność naprawdę uwierzy w treść płynącą ze sceny.
Co to jest "autentyczność"?
- Autentyczność... to taki stan, w którym wykonawca dokładnie wie o czym śpiewa, wie dla kogo śpiewa i wie po co występuje na scenie.
Czy zespół szantowy, w którym grają "nie-żeglarze" może być autentyczny?
- Umiejętność przekazania pewnej prawdy, zawartej w utworach szantowych - moim zdaniem zależy od ilości wypływanych mil. Myślę, że nie jest do końca możliwe pokazanie tej prawdy na scenie, jeśli wykonawcy żeglarzami nie są... lub się nimi nie czują.
Jakie najczęstsze błędy młodych szantymenów zauważasz podczas konkursów festiwalowych?
- błędy przez nich popełniane można by podzielić na błędy dotyczące specyfiki wykonania muzyki szantowej (niewłaściwa intonacja zaśpiewów szantowych, wchodzenie w rolę Szantymena zupełnie bez przekonania, bez werwy i siły charakterystycznej dla prawdziwych Szantymenów, których zadaniem było przecież mobilizować swoim śpiewem ludzi do pracy na pokładzie - a więc chodzi tu o błędy wynikające z braku autentyczności, o której mówiliśmy) No i jest drugi rodzaj błędów - ich popełnianie jest udziałem każdego debiutanta niezależnie od stylu ani gatunku muzyki. Przede wszystkim są to błędy wynikające z ... "chorób dziecięcych" a więc braku doświadczenia, braku treningu i braku warsztatu. Tylko czas i trening mogą je wyeliminować.
Od czasu do czasu widzę na scenie ludzi, którzy śpiewają bez przekonania, bez zrozumienia tekstu. Zdarza mi się obserwować ten sam zespół na kilku kolejnych festiwalach i stwierdzać że za każdym razem grupa popełnia te same błędy. Brak ich odpowiedniej korekty oznacza brak świadomości popełniania tych błędów. Wydaje mi się, że często wynika to po prostu z braku wiedzy. Dlatego konkursy w których zespół może przyjąć dawkę wiedzy bezpośrednio od Jurorów wydają się szczególnie cenne.
Co zrobić żeby wygrać konkurs?
Powiem lapidarnie - najważniejsze to trzeba być autentycznym i porwać Jurorów prawdą sceniczną.
Wojtku, a co powiesz na to: kiedyś na Zęzie wystąpił zespół ubrany w kolorowe koszule, śmieszne czapki na głowie i bez butów. Śpiewał KOSZMARNIE ale spowodował uśmiech na wielu twarzach i wybuchy radości. Jury zdecydowało się wyróżnić ten zespół właśnie "za naturalność" - czy o taki autentyzm chodzi ?
- OK zespół zapadł Ci w pamięć...i fajnie. Jak widzę do teraz na myśl o nim się uśmiechasz, ale kariery jak się spodziewam ten zespół nie zrobił? Ja też pamiętam pewną barwną postać, to była jedna z pierwszych edycji festiwalu krakowskich Shanties , kiedy na scenie pojawiła się solistka z rozstrojoną gitarą i równie rozstrojonym głosem - fałszowała niemiłosiernie!!! a mimo to sala zgotowała jej owacje na stojąco. Ja do dzisiaj pamiętam teksty, które śpiewała, a minęło ponad 20lat (teksty były również rozstrojone nie mniej niż jej głos i gitara). Ale przecież nie chodzi tu fakt jednokrotnego zapamiętania danego wykonawcy z powodu określonego mniej czy bardziej zabawnego epizodu, ale o to by chciało się słuchać muzyki tego zespołu, aby chciało się kupić jego płytę, chodzić na koncerty itd.
Jakim cudem dostała owacje?
No cóż... publiczność miała dwa wyjścia albo schować się pod krzesło i umrzeć albo potraktować występ owej solistki jak zjawisko... kabaretowe. Publiczność wybrała to drugie ale nie bez powodu - w owej solistce porywające było jej święte przekonanie o swojej wartości. Dzięki temu czuła się na scenie swobodnie, a to w konsekwencji sprawiło, że miała fantastyczny kontakt z ludźmi.
Nie boisz się publicznego wystąpienia po drugiej stronie sceny?
Nie ukrywam, że zawsze boję się występowania "po drugiej stronie" a to dlatego, że rzadko daję sobie samemu prawo do oceniania innych. Przyjąłem zaproszenie do uczestnictwa w Jury ZĘZY świadomy, że to zadanie trudne i niekoniecznie wdzięczne (szczególnie mając na uwadze proponowaną formułę publicznej oceny). W moim przekonaniu może to być wartościowe i na pewno jest zaszczytne.
Czy uważasz, że opinia Jury powinna pokrywać z opinią Publiczności ?
W moim prywatnym przekonaniu najważniejszą nagrodą jest nagroda publiczności. Przy czym zwracam jednak uwagę na faktyczną rolę Jury, która nie polega na zaspokajaniu oczekiwań Publiczności, ale często na odszukiwaniu i wyróżnianiu tych wykonań, kompozycji, aranżacji czy tekstów, które niekoniecznie "kręcą publikę" ale niosą w sobie na przykład oryginalność, której elementy mogą nieprzygotowanemu widzowi mogą zwyczajnie umknąć. Dzieje się tak choćby z powodu braku przygotowania merytorycznego czy braku doświadczenia. Przy tym nie chodzi o to żeby opinie Jury i Publiczności były "na siłę" odmienne, ale o to by Publiczność zrozumiała, że pewna odmienność opinii nie jest niczym złym. Jury ma prawo i obowiązek spoglądać na zespoły konkursowe z nieco szerszej perspektywy. Ten inny punkt widzenia sprawia czasem, że to co podoba się ogółowi słuchaczy - bo na przykład jest łatwe, proste i rytmiczne - okazuje się niekoniecznie najciekawsze czy oryginalne.
Czy będziesz Kubą Wojewódzkim podczas Zęzy2005?
Uważam że Jury poprzez swoje działania i werdykt powinno wykonawcom pomagać, a nie ich niszczyć. Często jedno złe słowo może sprawić ze młodzi wykonawcy juz nigdy nie spróbują wrócić na scenę. Jury jest w moim przekonaniu ciałem sensownym tylko wówczas, kiedy jego działanie pozwala młodym wykonawcom uświadomić sobie błędy ale nie odbiera im chęci do dalszej działalności. Jako juror tegorocznej ZĘZY mogę obiecać pełne zaangażowanie w to zadanie. A to oznacza uczciwość i "subiektywną obiektywność" ocen. Nie wykluczam emocji , bo któż może je wykluczyć?
***
TADEUSZ WITA
Absolwent Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach na wydziale Wychowania Muzycznego. Ukończył Średnią Szkołę Muzyczną im. Karłowicza w klasie akordeonu. Kierownik artystyczny MDK w Łaziskach Górnych, kompozytor, instrumentalista (akordeon, fortepian), aranżer, reżyser występów scenicznych zespołów instrumentalnych i wokalistów, wielokrotnie zapraszany do udziału w Jury festiwali prezentujących różne style muzyczne. W muzyce działa aktywnie od wielu lat. Szanty zna głównie dzięki Zęzie. Nie umniejsza jego oczywiście fachowości jako muzyka, natomiast daje mu być może szersze spojrzenie na świat szant - bo z perspektywy innych stylów muzycznych. Będzie prawdopodobnie zwracał uwagę przede wszystkim na kompozycję, aranżację i harmonię, ale również sceniczność i interpretacje tekstów, w tym na dykcję. Wieloletnie doświadczenie w organizacji imprez miejskich daje mu również perspektywę organizatora. Wie co się spodoba - brutalnie mówiąc - "co się sprzeda"
Tadku czy czujesz dreszcz emocji przed piątkowym konkursem?
Sądzę że emocje będą towarzyszyły przede wszystkim zespołom konkursowym, ale przyznaję, że również mnie, jak i zapewne pozostałym Jurorom to się udziela. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo przecież jak to będzie, co za chwilę się wydarzy. Na pewno czuję współodpowiedzialność artystyczną i organizacyjną.
Na co będziesz zwracał szczególną uwagę?
Festiwal ZĘZA to nie tylko szanty tradycyjne ale przede wszystkim spotkanie z szeroko pojętą piosenką żeglarską, dlatego przy ocenie nie będę się skupiał na wierności szancie klasycznej. Będę brał pod uwagę wszystkie elementy związane przede wszystkim z jakością muzyki. Na pewno będę oceniał walory wokalne, dykcję, intonację, zwrócę również uwagę na składy instrumentalne i na samych instrumentalistów. W poprzednich edycjach naprawdę było kogo posłuchać.
Co myślisz o szantach i jakie widzisz dla nich miejsce w polskiej muzyce rozrywkowej? Czy Szanty mają szansę wyjść z niszy i wypłynąć na ocean POPu?
Lubię każdy gatunek muzyki, nie stronię od muzyki poważnej, słucham Jazzu, a nawet muzyki ludowej. W tej chwili style i nurty muzyczne niesamowicie się zazębiają i przenikają. Myślę, że szanty maja już swoje miejsce w Polskiej muzyce rozrywkowej :-) Tym miejscem jest właśnie to co Ty nazywasz niszą. To czy dany gatunek ma szanse wypłynąć do mediów nie zależy od tego czy obiektywnie jest to muzyka dobra czy zła - bo to w dużej mierze kwestia indywidualnego gustu i odbioru oraz zapotrzebowania społecznego. Każdy gatunek muzyki niesie w sobie emocje. W dużej mierze od wykonawcy zależy to, jak te emocje zostaną pokazane na scenie. Kiedyś byłem w Jury Przeglądu Regionalnego Śląskie Śpiewanie, podczas jednego występów wszyscy Jurorzy doznali takiego wzruszenia ze ukradkiem wycierali łzy, a przecież słuchaliśmy wydawałoby się zwykłych ludycznych śląskich piosenek.
Szanty zaliczam do gatunku muzyki ŻYWEJ, a więc takiej, która angażuje zarówno wykonawców na scenie jak i publiczność na widowni. Jest to muzyka niejednorodna, która może powstawać podczas wielogodzinnych mozolnych prób ale czasem powstaje spontanicznie podczas wspólnego szantowego biesiadowania. Ten fenomen wspólnego śpiewania zaskoczył mnie szczególnie na naszym festiwalu kiedy to byłem świadkiem wielogodzinnych, spontanicznych, radosnych śpiewów do białego rana i "do zdartego gardła". Czegoś takiego nigdy dotąd nie zauważyłem w żadnych innych stylach muzycznych.
Nie sądzę żeby muzyka szantowa weszła na anteny komercyjnych stacji radiowych ale w przyszłości można by pokusić się o stworzenie jakiejś rozgłośni tematycznej (Radio-Szanty) na wzór innych stacji radiowych, które promują muzykę niszową (hip-hop czy jazz).
Jeśli pytasz mnie czy szanty mogłyby stać się popem - to powiem Ci tylko, że mam nadzieje, że nigdy nie staną się popem. Szanty to muzyka tworzona przez elitę - dla ludzi wyjątkowych, bez względu na wiek, wykształcenie i poglądy. To muzyka tworzona przez ludzi i dla ludzi w których głowach nie ma miejsca na agresję, chamstwo i głupotę.
W Polsce jest sporo różnych festiwali i na pewno każdy może znaleźć coś dla siebie. Koncerty szantowe na żywo, moim zdaniem , mają w sobie życie, którego nie zastąpi żadna fonia bez wizji (audycja radiowa, czy nawet płyta CD)
Koncerty szantowe są - z tego co zauważyłem - spektakularne. Dwa lata temu, na Zęzie, miałem na przykład okazję podziwiać kapitalny(!) tercet żeński [KANT przyp.YenJCo] Dziewczyny były doskonałe wokalnie, a i walory nazwijmy to.... wizualne były nie mniej interesujące :-) Dziewczyny naprawdę dobrze prezentowały się na scenie i świetnie śpiewały. One po porstu miały w sobie TO COŚ.
Co cenisz w Szantymenach występujących na scenie?
- Żywiołowość, spontaniczność, otwartość, szczerość wypowiedzi - bo takie przecież właśnie są szanty.
***
PAWEŁ "SYNCHRO" JĘDRZEJKO
Literaturoznawca-amerykanista, adiunkt na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu. Z racji zawodu pisuje przede wszystkim teksty krytyczne, recenzje i prace naukowe. Poza Uniwersytetem - poeta i autor tekstów piosenek (nie tylko żeglarskich), z których kilka z powodzeniem wykonywanych jest na estradach. Od sześciu lat wokalista Banana Boat i główny tekściarz zespołu. Jako żeglarz z krwi i kości, jachtowy sternik morski ze stażem kilku tysiecy godzin przepływanych na różnych słonowodnych akwenach oraz "humanista z podstawami" - prowadził będzińskie warsztaty pisania tekstów piosenek żeglarskich. W czasie "Zęzy" - przede wszystkim oceniać będzie aspekty literackie prezentowanych piosenek.
Co jest ważniejsze: muzyka czy tekst?
Oto pytanie nienajtrafniej zadane. To tak, jak gdyby zapytać elektryka: "co jest ważniejsze - napięcie, czy natężenie prądu?" Nie sposób na takie pytanie odpowiedzieć, bo jedno bez drugiego nie istnieje. Sama różnica potencjału to jeszcze nie prąd: w tym sensie nie ma znaczenia do chwili, kiedy między biegunami "coś". A prąd może płynąć "grzecznie", po ścieżce mozolnie wytrawionej na płytce czy miedzianym przewodzie, albo niegrzecznie, a nawet niebezpiecznie. Chodzi teraz o to, żeby harmonia lub przemyślany dysonans muzycznoliterackiego tworu była prądem o pewnym napięciu i pewnym natężeniu, mądrze i celowo sterowanym by mógł wykonać pewną pracę. Może więc razić i sprawić ból, może łechtać, może dawać estetycznym efektem łuku lub iskry, może też wyindukować napięcia wokół siebie i wywołać indywidualną refleksję lub zainspirować inne prądy. Trzeba jednak wiedzieć, że jeżeli wygeneruje się prąd zmienny o napięciu 230 V i podłączy się do niego GPS, spalimy urządzenie. Jeżeli wygenerujemy 12 V prądu stałego i podłączymy doń zestaw nagłaśniający wielką estradę - sprzęt nie zadziała. I nawet jeśli napięcie będzie odpowiednie, a natężenie nie - efekt "pracy" może być mizerny. Nie chodzi więc o to, co jest ważniejsze, ale o to, czy jesteśmy świadomi dlaczego i jak sterujemy napięciem i natężeniem, chodzi o to, żeby piosenka "działała", żeby wykonywała intelektualno-estetyczną pracę. Pamiętajmy, że sam tekst-to wiersz. Sama muzyka - to instrumentalna lub wokalna kompozycja. Piosenka jest bytem nieistniejącym jeżeli te dwa elementy postrzegać osobno.
Czym trzeba Cię zachwycić żebyś był "na TAK"
Przeredagujmy pytanie: nie trzeba mnie "zachwycić", żebym był na "tak". Pytanie jest istotnie o to, jakich prądów nie uznam za konieczne do uziemienia. Więc najkrócej, jak potrafię: nie cenię sobie szczególnie wysoko piosenek stylistycznie i konceptualnie nieoryginalnych ani bezpośrednich "coverów". Jeżeli cover - to oryginalny, taki, który każe mi piosenkę na nowo zauważyć, który spowoduje, że "odkurzę" ją mentalnie i zacznie we mnie działać na nowo. Nie lubię piosenek zasadzających się na sztampie językowo-muzycznej, a już szczególnie takich, które urągają muzyczno-językowemu tworzywu - te raczej uziemię. Ponieważ jestem zdania, że dobry tekst docenią i ci, którzy "słuchają w poszukiwaniu tekstu" i ci, którzy "słuchają dla generalego efektu" - wyżej cenię sobie te utwory, które wykazują dbałość o obie grupy, niż te które zakładają wyłącznie "efekt masowego rażenia"- teksty nieinteligentne. Ale nawet najlepszy tekst można "zepsuć", jeżeli piosenka zostanie wykonana z fatalną dykcją, jeżeli instrumenty tekst zagłuszą, jeżeli liryczny tekst będzie wykrzyczany, jeżeli monumentalny tekst będzie wykonany banalnie, jeżeli "muzyka tekstu" będzie niecelowo kakofoniczna, albo niepotrzebnie uładzona. Interpretacja w piosence to nie tylko interpretacja dokonana przez wokalistę; to interpretacja całego zespołu. Prąd musi płynąć. Ostatecznie - zachwycają mnie piosenki oryginalne, inteligentne, niesztampowe, niefałszywe, ładnie wykonane, dobrze zinterpretowane jako całość muzyczno-językowa, piosenki pisane i wykonywane świadomie. Szacunek dla publiczności nie musi się przejawiać "zgodnością z regułami"; lecz świadomością artystyczną uobecniającą się w dbałym, dopracowanym wykonaniu.
Jak z punktu widzenia literaturoznawcy zamierzasz oceniać proste żeglarskie teksty o "ciągnięciu i pchaniu" o piciu trunków i rwaniu...bawełny?
Widzę, że chcesz mnie chytrze podejść wpisując niejako preferowaną odpowiedź w pytanie :-). Ale ja się podejść nie dam i odpowiem, że jeżeli prostota będzie piękna i oryginalna - ocenię ją wysoko. Jeżeli będzie prostacka, naśladownicza, nieszczera, wynikająca z niedoboru talentu i nadmiaru taniego efekciarstwa - uziemię. Uznam, że "Pchanie bawełny w dół, tam gdzie Floryda się roluje na poler" będzie dobrym tekstem, jeżeli obnaża stylistyczny bełkot wielu piosenek żeglarskich; uznam, że "Rwanie bawełny" świadczy o nieświadomości piszącego, bo bawełny się nie rwie, tylko zbiera a wyraz "pick" tłumaczyć należy samodzielnie, a nie przy pomocy elektronicznego tłumacza. Internet jest dobrym źródłem informacji na temat tego, jak wygląda krzaczek bawełny :-). Piosenka "prosta" może być mądra. Na przykład - będzie odwoływała się do poleceń istniejących rzeczywiście w żeglarskim języku, a nie do komend wymyślonych, albo językowych kalek, szczególnie jeżeli są bzdurne. Np. "Rolling down to Cuba" nie znaczy "Rolując się w dół do Kuby", nie istnieje też komenda "Roluj go!". Uziemię więc piosenki, które bezmyślnie i koślawo zaprzęgną do tekstu sformułowania typu "że hej", "w dół", "roluj", które mają uzasadnienie tylko w pewnych kontekstach. Za wyjątkiem sytuacji, gdzie jacht wyposażony jest w rolgrot i/lub rolfok, gdzie także żagle się "zwija" albo "refuje", na morzu w zasadzie rolować można koc albo tytoń; więc jeżeli kontekst piosenki nie wskazuje wyraźnie, że mowa jest o nowoczesnej technologii, żagle się "marluje", "zwija". "To roll" w kontekście statku oznacza "kołysanie się" - i tego się należy trzymać. Z pełną premedytacją będę eksponował potworki typu "leżę w zęzie z ciałem pełnym krwawych pręg", czy "krew Ci wszędzie cieknie", chyba, że piosenka będzie nosiła tytuł "Żeglarsko-teksańska masakra piłą łańcuchową", albo "Świtówka żywych trupów". Howgh.
Czy jeśli któryś z zespołów zaprezentuje ambitny (w sensie tekstów) materiał autorski - to czy będziesz robił głęboką analizę i interpretację każdej zwrotki ?
Na pewno nie publicznie. Ale dla siebie - z pewnością tak. Nieuniknione. I nie bierz mnie pod włos: głęboka analiza nie oznacza, że dyskwalifikuje się piosenki, któych celem nie jest budowanie egzystencjalnych wizji ludzkiej kondycji; głęboka analiza powoduje, że bardzo wysoko można ocenić piosenkę napisaną "dla jaj". Analiza to nie narzędzie dyskwalifikacji, ale podstawa interpretacji. I tyle!
***
Maciej "YenJCo" Jędrzejko
Informację wprowadził(a): Maciej "YenJCo" Jędrzejko - godz. 2:46, 6 maj 2005, wyświetlono: 171 razy
| YenJCo |
wysłano: 15:24,5 maj 2005
UWAGA!!! Wiadomość z ostatniej chwili!
Mimo, że żeglarze to naród, któremu woda nie jest obca to niestety prognoza pogody na sobotę zapowiada się chmurno, zimno i deszczowo. Z tego powodu najprawdopodobniej Koncert Gwiazd zostanie przeniesiony pod dach MDK (negocjacje z Matką Naturą trwają ;-)))).
Możecie się nie martwić, że zmokniecie lub zmarzniecie :-) Jeśli jutro (piątek) o godzinie 9.00 będzie pogoda barowa - koncert odbędzie sie w MDK, jesli jednak o 9.00 będzie słonecznie to spotykamy się przy estradzie za UM, ale i tak scena w MDK będzie w pełnej gotowości na wypadek draki. Jeśli się rozleje - zrobimy 20 minutową przerwę techniczną i przeniesiemy koncert do MDK. Będzie zapewne ciasno ale damy radę :-) Chłodne piwko w Tajmahalu wszystkim zapewne poprawi humory :-)
Pozdrawiamy Was serdecznie !
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Robert Kolebuk |
wysłano: 22:26,5 maj 2005
Chyba sie nie doczekam już tych pozostałych sylwetek. A szkoda, bo to super pomysł. Idę spać. Jutro sobie na żywo obejrzę te sylwetki. Pozdrawiam
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| YenJCo |
wysłano: 2:52,6 maj 2005
Obiecałem ze będzie o 21.00 jest o 3.35... Niestety troche nam czasu zajęło dekorowanie sceny i ustawianie świateł :-) Wszystkoi już gotowe na przyjęcie miłych gości :-) Dobranoc.
PS. Mam nadzieję Robert że zdążysz przeczytać przed wyjazdem do Łazisk :-)
Ssssciskam
YenJCo
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| Dziadek Władek |
wysłano: 9:13,6 maj 2005
No tak - BOMBA:-) Przedstawienie sylwetek - a co za tym idzie osobowości jurorów Zęzy. Czy potrafią być tacy - jak obiecują? Czy będą tacy? Już niedługo się przekonamy:-) Może by tak - na koniec konkursowych zmagań, po ogłoszeniu wyników - ogłosić konkurs na najbardziej obiektywnego - czy też "Najmniej Wojewódzkiego" jurora - tak z zaskoczenia, wśród publiczności? Było by ciekawie:-)
A ja - życzę Jurorom uśmiechu - wcale nie tego "Wojewódzkiego" - jakoś nie lubię zjadliwości.. Powodzenia :-)
|
| Odpowiedz na ten komentarz |
| YenJCo |
wysłano: 11:40,10 maj 2005
W imieniu Organizatorów IV Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Żeglarskiej ZĘZA 2005 bardzo serdecznie dziękuję wszystkim Jurorom za pełne zaangażowanie podczas konkursu festiwalowego oraz konstruktywne opinie wyrażane publicznie.
Dziękuję również za to że "Duch Kuby Wojewódzkiego" który momentami się pojawiał :-) w swoim lepszym wcieleniu - nie przesłonił nikomu rzeczowego podejścia do zespołów konkursowych.
Dziękuję również za przeprowadzenie spotkania z zespołami konkursowymi (po ogłoszeniu wyników) na którym nastąpiła gorąca dyskusja oraz wymiana pogladów i doświadczeń, a każdy z zespołów mógł uzyskać nie tylko wyczerpujące uzasadnienie werdyktu ale również zapoznać się indywidualnie z sugestiami i radami Jurorów.
Dziękuję zespołom, które przyjechały na Festiwal i wzięły udział w konkursie. Jak w każdym konkursie tam gdzie jest element oceny oraz rywalizacji pojawiaja się wygrani i przegrani. Dziękuję zespołom które potrafiły podejść do konkursu poważnie i z poczuciem humoru jednocześnie. Poważnie bo z pełnym zaangażowaniem i solindym przygotowaniem materiału a z poczuciem humoru, bo zawsze tam gdzie jest konkurs będa zwyciezcy i pokonani, poczucie sukcesu i poczucie klęski, radość i smutek - to normalne.
Ważne jest zachowanie usmiechniętego dystansu do siebie samego ale i poczucia własnej wartości, bo dzięki niemu nikt rozsądny nie załamuje się z powodu drobnej porażki i nie rezygnuje z dalszego spiewania, a w zamian za to doznaje "pozytywnego wkurzenia" które owocuje motywacją do jeszcze bardziej intensywnej pracy na próbach.
Ostatecznie jednak najwazniejsze jest to żeby robić swoje i nie przejmować się nadmiernie opiniami innych (chyba, że sami mamy poczucie że mają rację :-).
Każdy z wykonawców, którzy działają na scenie dłużej doskonale wie, że mimo najlepszych chęci i ciężkiej pracy na próbach - nawet najlepszym zdarzają się koncerty bardzo dobre ale i słabe. Trudno powiedzieć od czego to zależy bo najcześciej wpływa na to splot różnych czynników - zależy to od dnia, emocji, nastroju, zmęczenia, dyspozycji głosowej, pogody, temperatury otoczenia, reakcji publiczności, stresu, tremy, akustyki, sprzętu i tysiąca jeszcze innych czynników. Do tego te wszystkie problemy należy przemnożyć przez ilość członków zespołu i okaże się, że nie ma jednego konkretnego powodu, dla którego w danym dniu koncert wypada genialnie lub tez nie wypada zbyt dobrze. Po prostu ... tak bywa, co oczywiście nie zwalnia żadnego wykonawcy z pełnego zaangażowania w występ.
Po każdym Waszym występie znajdą się zarówno osoby zachwycone - i te na wiele lat zostaną Waszymi wiernymi fanami , jak i znajdą się również osoby zdegustowane i zawiedzione, które będą deklarowały, że już nigdy więcej nie przyjadą na Wasz koncert :-) Ważne żeby tych pierwszych było więcej :-) a poczucie Wykonawcy o swojej doskonałości było __zasadniczo__ zgodne z opinią słuchajacych koncertu przyjaciół oraz Publiczności, bo niezależnie od poszukiwania własnej, oryginalnej drogi trzeba pamiętać że bez Publiczności nie ma Wykonawców.
Bez wątpienia praca, ktorą trzeba włożyć w przygotowanie zespołu do występów scenicznych jest ogromna i dlatego tak niewiele zespołów wytrzymuje ze sobą na scenie dłużej niż 2-3 lata. Z drugiej strony większośc organizatorów i tzw. "starych wygów" zapamiętuje nazwę nowego zespołu i zaczyna go traktować poważnie własnie po około 2-3 latach stabilnego istnienia na scenach. Każdy wie, że bez ciężkiej pracy, przyjaźni i pełnego zaangażowania każdego(!) z członków zespołu, nie jest możliwe osiągnięcie szerszego sukcesu, ani tym bardziej wejscie na trwałe do świadomości słuchaczy.
Dziękuję wszystkim i życze powodzenia na wszystkich scenach małych i dużych. Kończąc życzę zespołom odpowiedzialnego i powaznego podejścia do każdego nawet najmniejszego i najmniej istotnego (na pierwszy rzut oka) koncerciku - bo nie ma koncertów nieważnych. Nawet jeśli jest na scenie siedzi tylko jedna osoba, a koncert nie został odwołany - to ta jedna osoba musi poczuć, że zespół angażuje się w wystep w 100% i że specjalnie dla niej ma chęć zagrać najlepszy koncert w życiu :-)
Sssciskam
YenJCo
|
| Odpowiedz na ten komentarz |